87lnbv
26.03.07, 21:35
Udało się naturalnie.
Tak naprawdę starania zaczęliśmy w czerwcu 2005, zaszłam w sierpniu 2005,
niestety poroniłam już we wrześniu.
Od grudnia 2005 staraliśmy sie ponownie i bez rezultatu, aż do teraz. W
czerwcu
2006 zrobiliśmy badania hormonalne, spermy i usg. Wszystkie wyniki w normach i
lekarza kazał probować jeszcze 3 m-ce, ciagle pudło. We wrześniu kolejna
wizyta
zapisał duphaston od 15 do 25 dc, a jeśli nie zaskutkuje to w styczniu hsg i
zobaczymuy co dale. Brałam duph. przez 2 m-ce i ciągle pudło. W końcu po nowym
roku poszliśmy do kliniki niepłodności ze wszystkimi posiadanymi wynikami. A
lekrz z marszu zaproponował nam iui. "Trochę" mnie to zdziwiło. Wtedy
zaproponował usg w 14 dc i badanie progesteronu w 22 dc.
Oboje z mężem mieliśmy mieszne uczucia.
W międzyczasie czytałm o porodach domowych i o takim zaczęłam marzyć.
Od 5 dc brałam tylko wit. E 400 i później kwas foliowy (wtedy też zaszłam
biorąc
wit. E). Jeszcze jedno to ja wiedziałam kiedy mam owulację (czułam kłucie i
miałam piekny śluz) a nie tak jak liczył lekarz. Bo była ok. 10 dc i wtedy
działaliśmy. A w 14 dc wogóle!
Zaufałam intuicji i mnie nie zawiodła!
Nie wiem zatem czy ta wit.E zadziałała jak placebo, czy podbudowana byłam
perspektywą porodu w domu, coś jednak zadziałało.
Podkreślam, że nie wierzę w blokadę psychiczną!
Ale tak myślałam, że jeśli Bóg pozwoli mi na poród w domu to podejmę taką
decyzję. I ja ją podjęłam.
Przepraszam za taką nudną historię