namche Re: Na jakiej wysokosci trzeba zakladac maske tle 20.02.04, 12:12 Powyzej 7000 m jest to niezbednie konieczne. To tzw. strefa smierci, gdzie predzej czy pozniej umrze sie od niedotlenienia mozgu. Rzadko stosowana ponizej 6500 m - aklimatyzacja pozwala dostosowac sie do warunkow Na 8850 tlenu jest 20% wzgledem 0 m Na 5500 33% Odpowiedz Link Zgłoś
semana_mess Re: Na jakiej wysokosci trzeba zakladac maske tle 21.02.04, 04:21 Dzieki. Odpowiedz Link Zgłoś
namche Re: Na jakiej wysokosci trzeba zakladac maske tle 22.02.04, 11:22 PS do poprzedniego postu> Dlatego wlasnie wyczyny tych, ktorzy zdobywaja osmiotysieczniki bez maski, przechodza do historii - to jest po prostu nieosiagalne nawet dla zdrowego, w bardzo dobrej formie fizycznej czlowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
semana_mess Re: Na jakiej wysokosci trzeba zakladac maske tle 25.02.04, 08:16 A czy na 5000 odczuwa sie jakis dyskomfort? Bo taka wysokosc podalam na egzaminie. Napisalam bzdure czy ujdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
namche Re: Na jakiej wysokosci trzeba zakladac maske tle 25.02.04, 11:59 Tak, zdecydowanie tak. Nawet tygodniowa aklimazacja nie zawsze daje efekty. Zmeczenie przychodzi szybko, tzn. zachowywanie rownowagi na skale przez np. 2 minuty (celem zrobienia zdjecia) moze kosztowac duzo sil. Szybciej sie oddycha, a takie czynnosci jak podchodzenie pod stromy stok, z obciążeniem to bardzo duzy wysilek fizyczny. Najwiekszy dyskomfort powyzej 4500 to bezsennosc. 3-4 godziny i czlowiek budzi sie w srodku nocy, mimo ze chce mu sie spac. Oczywiscie mozna mowic o dyskomforcie porownujac warunki. I tak: podchodzac z 4000 m na 5000, czuje sie znaczne pogorszenie formy i wiekszy wysilek; Z kolei schodzac z, powiedzmy 6000 i wiecej m, na 5000 m czlowiek moze czuc sie jak nowonarodzony. pozdr. radek semana_mess napisała: > A czy na 5000 odczuwa sie jakis dyskomfort? Bo taka wysokosc podalam na > egzaminie. Napisalam bzdure czy ujdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Nie ma reguł 02.03.04, 13:42 Sprawa jest po pierwsze bardzo indywidualna, po wtóre nie daje się przliczyć na metry. Ad po pierwsze: każdy człowiek aklimatyzuje się inaczej. Jeden będzie się czuł już marnie na wysokości ok. 3500m i tam będzie musiał spędzić jakiś czas (zazwyczaj wystarczą dwie noce), żeby pójść wyżej, a drugi zacznie odczuwać problemy z wysokością dopiero w okolicach 6000 m (to znaczy, oczywiście, przyspieszony oddech, szybsze męczenie się występują już wcześniej, chodzi o powazniejsze problemy typu np. bezsenność, że nie wspomnę o obrzękach płuc czy mózgu, bo wtedy JEDYNE lekarstwo to schodzić jak najszybciej). Ad po drugie: nawet dla danej osoby nie istnieje reguła co do wysokości, od której "trzeba" korzystać z tlenu. Po dobrej aklimatyzacji ta sama osoba, która miała problemy np. na 4500 (opieram się na z życia wziętym na przykładzie mojego kolegi, z którym byłem w styczniu w Andach i który miał pewne problemy z aklimatyzacją), może spokojnie wejść na siedmiotysięcznik i nie odczuwać żadnego (poza zmęczeniem i krótkim oddechem oczywiście) dyskomfortu. Może pewnie wejść i wyżej, a granica powyżej której "musi" skorzystać z tlenu, jak sądzę, nie istnieje, a przynajmniej nie wyznacza jej żadna istniejąca na Ziemi góra. Dlatego pisanie, że 6500 czy 5000 jest jednak, niestety (moim zdaniem), bzdurą, bo odpowiedź nie daje się zawrzeć ani w jednej, ani nawet w kilku liczbach. Ja osobiście byłem w tym roku na 6962 (Aconcagua) i nie miałem żadnych problemów aż do 5950, gdzie (w ostatnim obozie i to, co ciekawe, dopiero podczas drugiej spędzonej tam nocy) pojawiły się duszności podczas zasypiania. Pomogła mi tabletka dexametazonu (niektórzy zalecają go w ogóle jako środek profilaktyczny podczas całego procesu aklimatyzacji, ale inni odradzają, jako że odwadnia organizm, a odwodnienie zmiejsza wydolność i zwieksza ryzyko odmrożeń - gęstsza krew, gorsze krążenie). Oczywiście szybkie męczenie się występowało, ale sądzę, ze spokojnie mógłbym się znaleźć bez tlenu jeszcze sporo wyżej. Wybieram się zresztą jeszcze tu i ówdzie i nie zamierzam zabierać butli :-) Pozdrowienia! aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
namche Re: Nie ma reguł 02.03.04, 16:20 Jak najbardziej zgadzam sie, ze granice sa bardzo plynne, indywidualne dla kazdego czlowieka. Ale pewne wartosci uninwersalne (tj. gdzie znaczaca ilosc ludzi odczuwa takie same problemy) mozna okreslic. Moze i jest to generalizowanie, ale lepiej wiedziec ze moga sie pojawic dane objawy powyzej tej, a nie innej wysokosci, niz wmawiac sobie potem ze to zwykly bol glowy lub zatrucie pokarmowe > Pomogła mi tabletka dexametazonu (niektórzy zalecają go w ogóle jako środek > profilaktyczny podczas całego procesu aklimatyzacji, ale inni odradzają, jako > że odwadnia organizm, a odwodnienie zmiejsza wydolność i zwieksza ryzyko > odmrożeń - gęstsza krew, gorsze krążenie). Znany szerzej jako diamox - podczas swojej bytnosci w Himalajach bralem udzial w badaniach nad tym specyfikiem. Jest on bardzo dobry dlatego, ze nie dziala maskujaco na objawy (jak np. painkillery tylko zmniejszajace bol) ale faktycznie umiejetnie stosowany moze zmniejszyc problemy z AMS podczas podejscia. Problemem jest dawka - nikt do konca nie wie, jaka dawka bedzie najbardziej uniwersalna - 125, 200 czy 375 mg. Stad wlasnie te badania. pozdr. rdk. PS> Nie ukrywam, zazdroszcze Aconcagui :) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Zgadzam się, z jednym zastrzeżeniem 03.03.04, 09:51 namche napisał: > Moze i jest to > generalizowanie, ale lepiej wiedziec ze moga sie pojawic dane objawy powyzej > tej, a nie innej wysokosci, niz wmawiac sobie potem ze to zwykly bol glowy lub zatrucie pokarmowe Tyle że właśnie dane objawy mogą się pojawić u różnych osób na absolutnie róznych wysokościach. A lekcewazyć ich tak czy owak nie wolno. > Problemem jest dawka - nikt do konca nie wie, jaka dawka bedzie najbardziej > uniwersalna - 125, 200 czy 375 mg. Stad wlasnie te badania. Tego nie wiedziałem. A jakie wyniki tych badań? Może by z nich skorzystać w przyszłości? :-) > PS> Nie ukrywam, zazdroszcze Aconcagui :) A ja Tobie Himalajów. Ale zakładam, że wszystko przed nami :-) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Jeszcze coś: "strefa śmierci" 02.03.04, 13:58 Tym mianem nie określa się jakiejś abstrakcyjnej wysokości, powyżej której trzeba używać tlenu, tylko wysokość, od której organizm wiekszości ludzi nie jest w stanie się regenerować nawet przez sen. Zazwyczaj przyjmuje się, że ta wysokość to ok. 5000 m, stąd więszość baz nawet pod ośmiotysięcznikami znajduje się poniżej tej granicy, żeby po założeniu kolejnych obozów wspinacze mogli zejść do bazy i tam odpocząć przed kolejnym wejściem w "strefę śmierci". Nie jest też odgórnie określone, jak długo wolno w "strefie smierci" przebywać. Kwestia jest indywidualna, ale uznaje się, że w miarę bezpieczny okres to kilka dni, a raczej już niebezpieczny to dni kilkanaście. Odpowiedz Link Zgłoś
namche Re: Jeszcze coś: "strefa śmierci" 02.03.04, 16:11 > Tym mianem nie określa się jakiejś abstrakcyjnej wysokości, powyżej której > trzeba używać tlenu, tylko wysokość, od której organizm wiekszości ludzi nie > jest w stanie się regenerować nawet przez sen. To wlasnie mniej wiecej wysokosc 6500-7000 m. > Zazwyczaj przyjmuje się, że ta wysokość to ok. 5000 m, Wysokosc 5000 m to granica, powyzej ktorej nigdzie na swiecie nie ma stalych sadyb ludzkich, ale wynika to z klimatu, ktory uniemozliwia jakiekolwiek uprawy, a mniej z braku mozliwosci regeneracji. Poza tym nawet w Himalajach, ktore z najwiekszych gor leza najblizej rownika, strefa wiecznego sniegu na stokach poludniowych rozpoczyna sie od 5500 m, na stokach polnocnych nawet od 5000 m. stąd więszość baz nawet > pod ośmiotysięcznikami znajduje się poniżej tej granicy, żeby po założeniu > kolejnych obozów wspinacze mogli zejść do bazy i tam odpocząć przed kolejnym > wejściem w "strefę śmierci". Nie zgadzam sie. Pod wiekszoscia osmiotysiecznikow (Everest, K2, Kangchenjunga, Cho Oyu, Makalu itd.) bazy znajduja sie na okolo 5500 m. A wspinacze nieraz przebywaja w tych obozach po miesiac i wiecej. > Nie jest też odgórnie określone, jak długo wolno w "strefie smierci" przebywać. > > Kwestia jest indywidualna, ale uznaje się, że w miarę bezpieczny okres to kilka > > dni, a raczej już niebezpieczny to dni kilkanaście. Powyzej 6500 - raczej tak. Ponizej - znacznie dluzej. pozdr. rdk Odpowiedz Link Zgłoś
aard Bardzo możliwe, że masz rację 03.03.04, 09:58 Bo w tym przypadku oparłem się na niesprawdzonych przez siebie danych. Okazuje się, że zawsze lepiej bazować (nomen omen) na własnym doświadczeniu niż na cudzych słowach, bo potem nagle brak argumentów :-) A poza tym żałuję, że dałem się ponieść ferworowi argumentacji i podałem jakiekolwiek liczby (przed którymi w końcu sam post wcześniej ostrzegałem). Natomiast Ciebie, Namche alias Rdk, serdecznie pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
namche Re: Bardzo możliwe, że masz rację 04.03.04, 11:44 A tak, tak, z mojej strony również pozdrawiam, a jakże! :) Radek > A poza tym żałuję, że dałem się ponieść ferworowi argumentacji i podałem > jakiekolwiek liczby (przed którymi w końcu sam post wcześniej ostrzegałem). > > Natomiast Ciebie, Namche alias Rdk, serdecznie pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś