beastie.boy
07.01.06, 17:35
co za wątki na forum Góry ???
spier...... się całkowicie ,
tylko : szukam , kupię , gdzie , po co i za ile ...
a co z Waszymi przeżyciami ? z przygodami ? z wyrypami ?
Byłem w okresie świątecznym z moją drugą połową w Beskidzie Żywieckim
pod namiotem . Postanowiliśmy pomaszerować z wsi Rycerka , czerwonym szlakiem
w kierunku Wielkiej Rycerzowej . Początkowo szło się całkiem przyjemnie ,
słabo przetartą ścieżką w śniegu po kolana , po około 45 min. doszliśmy do
stacji przekaźnikowej na pobliskim wierzchołku .
Okazało się , że dalej szlak jest już całkowicie zasypany , a śniegu jest do
połowy uda , z uśmiechem zacząłem torować drogę , na szczęście (pomimo powoli
rosnącej ilości białego puchu) śnieg okazał się leciutki , i szło się dobrze ,
zapomniałem dodać , że cały czas delikatnie prószyło , przyjemnie , lekki
mrozik i łagodny wiaterek .
Podziwianie widoków ograniczyło się (ze względu na widoczność) do oglądania
niesamowicie obklejonych śniegiem drzew .
Wspinaliśmy się powoli łagodną granią , przez las , mijając małe polanki .
Doszliśmy do miejsca gdzie szlak został zatarasowany leżącymi , wygiętymi w
łuki drzewami , które nie utrzymywały ciężaru śniegu .
Próbowaliśmy początkowo obejść ten około 100 m odcinek , lecz wpadaliśmy w
biały puch po pachy ,
wróciliśmy na szlak , łapiąc gałąź i ptrząsając drzewkiem , udało się zrzucić
śnieg z drzewa które wyprostowało się , na tyle by pod nim przejść .
Kosztowało to wiele wysiłku , ale humory nam dopisywały :-)
Maszerujemy dalej , wchodzimy w las wysokich świerków , śniegu zrobiło się
"tylko" trochę powyżej kolan.
Gdy napotkaliśmy kolejny odcinek drzew śpiących na śniegu , pod białymi
puchowymi kołderkami :-) postanowiliśmy ich nie budzić i poszukać miejsca na
rozbicie naszego domku , tym bardziej , że po lewej stronie rozpościerała się
łagodnie opadająca polana .
Wybraliśmy miejsce , udeptaliśmy placyk , rozbiliśmy namiot .
Gdy zaczął zapadać zmrok wyszliśmy przed namiot , trzymając w ręku kubki z
grzanym winem , niebo się trochę przetarło , i widok był coraz piękniejszy .
W pewnej chwili , usłyszeliśmy trzask i zobaczyliśmy łamiącego się pod
ciężarem śniegu ok 30 metrowego świerka .
Drzewo złamało się w połowie , a działo się to w odległości 150 m przed nami ,
byliśmy pod wrażeniem , spojrzeliśmy na siebie i równocześnie odwróciliśmy się
patrząc na drzewa za namiotem .
Po wspólnej naradzie , stwierdziliśmy brak zagrożenia i udaliśmy się do
naszego apartamentu na spoczynek .
Drugiego dnia po zwinięciu obozu , stwierdzeniu niemożliwości dalszej drogi (w
nocy przybyło jeszcze trochę białej pokrywy) zarządziliśmy odwrót .
pozdrawiam wszyskich włóczykiji :-)