billy.the.kid Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 14.01.06, 08:59 zapodaj swoje przeżycie. mi się jakoś nie zdrzyło. Odpowiedz Link Zgłoś
julka00 Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 14.01.06, 17:14 A mnie się zdarzyło wiele razy. Wrażenia niezapomniane i proporcjonalne do wysokości, na jakiej się znajdujesz. Fajnie było, kiedy po zejściu z głównego grzbietu szybciutko spadałam bocznym, ale oczywiście burza mnie goniła, strzelało coraz bliżej, nagle tuż za mną, chwila ciszy i przerażenia i potem tuż przede mną. No i podstawowy problem: schodzenie z głównego grzbietu wiąże się często trawersowaniem (nie wiem, co robi się w górach typu Tatry). Kiedyś parę godzin lazłam trawersem przez krzaki (Otryt, Bieszczady zresztą), przeskakując kolejne boczne grzbiety, dzięki czemu trasa się cholernie wydłużała, a burza coś się przeciągała. Przez to trawersowanie mało się nie pogubiłam (na kompas trzeba czasem popatrzeć, nawet, jeśli droga wydaje się prosta, jak drut). Lało tak, że mi powypadały z oczu szkła kontaktowe, pioruny biły co chwila, byłam sama, kompletnie przemoczona (włącznie z zawartością plecaka: śpiworem itp.)i nieźle wystraszona. Ciagle gdzieś koło mnie plątały się sarenki, a ja oczywiście za kazdym razem myślałam, że to jakieś mniej przyjemne zwierzę. Na szczęście wreszcie dotarłam do schroniska na Wańka Dziale (chyba byłam jednym z ostatnich turystów w tym schronisku, bo niedługo potem je zlikwidowali). Suszyłam się i leczyłam ze trzy dni. Niestety nie jeżdżę w Tatry, tam burza musi wyglądać dużo atrakcyjniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szarotka Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania IP: *.mofnet.gov.pl 16.01.06, 09:00 Ba, atrakacyjniej...raczej używałabym w takim temacie innych pojęć. Odpowiedz Link Zgłoś
dyfre Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 17.01.06, 18:10 kiedyś w karkonoszach szedłem od śnieżki do słoneczników i w połowie mnie dorwała taka burza a człowiek jeszcze z plecakiem ze stelarzem na plecach .jak wiaomo nie ma sie tam gdzie schować atu za mną przedemną i coraz bliżej pioruny waliły troche sie przestraszyłem ale co tam poszliśmy dalej . kurde w takich karkonoszach napierniczało że hej ciekawe jak to jest jak ludzi złapie burza na szlaku z łańcuchami to jest dopiero extrem hmmm może ktoś jeszcze miał jakieś przeżycia pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
alpamayo99 Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 18.01.06, 07:40 Chyba z 10 lat temu w czerwcu przeżyłem burzę pod Szpiglasową od strony Morskiego Oka. Byliśmy z kolegą prawie na przełęczy, gdy nagle zrobiło się ciemno i zaczęły walić pioruny. Efekt niesamowity, bo na początku nie było deszczu, tylko potężny huk z niesamowitym pogłosem. Widzieliśmy pioruny walące w grań od Zabich po Mięgusze, a także w Czarny Staw. Zaczął padać deszcz, który zamienił się w grad. Pamiętam to wrażenie: przydałby się kask. Po jakichś 10 minutach wszystko ucichło, przestało padać, a po dojściu na przełęcz wyszło słońce. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szarotka Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania IP: *.mofnet.gov.pl 18.01.06, 09:37 Niby troche juz łaże po naszych górkach i nie raz burza mnie goniła, kilka razy dogoniła, ale zawsze mam przed nią cykora i podziwiam Was, kiedy z zachwytem piszecie o związanych z tym ekstremalnych przeżyciach. Pewnie, że były ekstremalne, ale nie tęsknię do nich i nie życzę sobie na przyszłość, choć pewnie nie uniknę... Pamiętne burze w Tatrach to śnieżna w lutym 1997, kiedy to dzień zamienił sie w noc, a ja schodziłam z Kondratowej do Kuźnic, na szczęście gromy dopadły mnie w okolicy klasztorów na Kalatówkach. Później, w upalną sierpniową niedzielę 2000, wśród tłumu ludzi w szałasach na Stołach. Staszliwie waliło wtedy gdzieś z tyłu, chyba w Kominiarski Wierch, pioruny szalały też na Giewoncie, krzyż z daleka nie był widoczny, ale dzięki kierunkowi błyskawic można było go dokładnie zlokalizować. I jeszcze latem 2002 r. pod szczytem Krywania, gdzie grad strzelał po nas w dziwnie wolnym tempie, ale i tak było wystarczająco zimno i boleśnie. Raz na Czerwonych Wierchach oplecionych juz świeżą zielenią w ostatnich dniach maja burza zlitowała sie nade mną i poszła sobie grzmieć gdzie indziej. Poza Tatrami wspomnę jeszcze Bieszczadzkie burze. W sierpniu 2001 spotkałam dwie. Przed pierwszą uciekałam ze Smerka, na Przeł. Orłowicza i w dół w stronę Jaworzca. Udało mi się dotrzeć do górnej granicy lasu. Przed drugą uciekałam z Halicza, prawie biegiem w kierunku Przeł. Bukowskiej. Nade mną ciemnofioletowe niebo i krążące kruki...przypomniały mi sie "Wichrowe wzgórza"...Udało mi sie dotrzeć do wiaty, za mną zbiegali się jeszcze inni zbłąkani...za kilka minut rozpętało sie piekło, które trwało dokładnie 45 minut. tej burzy nigdy nie zapomnę...Pioruny waliły w skałki Rozsypańca tuż nad wiatą, grad walił po naszych łydkach. Wszczyscy stali stłoczeni pośrodku wiaty, dziewczyny krzyczały za każdym uderzeniem pioruna. Z bijącym sercem liczyłam sekundu od błyskawicy do uderzenia gromu i nie było tych sekund wiele...Najbardziej zapadła mi w pamięć ta bezradność ludzi wobec żywiołu. Latem 2004 r. znów mi się udało. Burza pojawiła sie w pobliżu podczas, gdy podchodziłam od bacówki na Małą Rawkę. Cierpliwie poczekałam w zaroslach, aż poszła sobie na drugą stronę w kierunku Caryńskiej. Weszłam sobie na obie Rawki, potem wróciłam na Małą by zejść szlakiem przez Dział do Wetliny. Burza tego dnia krążyła po całej okolicy, a może to było kilka burz - jedna za drugą. Schodząc Działem obserwowałam tym razem ciemne chmury nad Wetliną i Połoniną Wetlińską i stamtąd dochodziły mnie ponure grzmoty. Tymczasem na Dziale świeciło sobie leniwe słoneczko a ja cieszyłam oczy widokami na południe a podniebienie przepysznymi jagódkami i malinkami...i leżąc w trawce w takim błogostanie myślałam sobie, że tym razem przechytrzyłam burzę. Po zejściu do Wetliny okazało się, że tam jest już po burzy. Świadczyły o tym ogromne kałuże na asfalcie. Ale wkrótce okazało się, że nie do końca burza dała się przechytrzyć. Co prawda udało mi sie dotrzeć pod wiatę baru w Starym Siole, ale muszę przyznać, że miałam jednak wielkie szczęście, że nie zamarudziłam dłużej na szlaku...bo znów rozpętało się piekło. Tym razem udao mi sie oberwować burzę z w mierę bezpiecznego miejsca, ale i tak byłam niemało przerażona grozą tego zjawiska. Spogładając na południe w stronę pasma granicznego widzialam jak piorun uderzył - prawdopodobnie - w drzewo. Błyskawica schodząc w dół zaświeciła mocnym czerwonym blaskiem... Ostatnie lato to zmagania z nocną nawałnicą pod namiotem w Beskidzie Niskim. Od błyskawic robiło się jasno jak w dzień. Tak, burze w górach to piękne zjawisko, ale jak każdy żywioł bywają grożne i niebezpieczne. Odpowiedz Link Zgłoś
dyfre Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 18.01.06, 14:44 hmm ale załuważcie że ja np byłem raz w tatrach do tej pory raczej tylko karkonosze i jak mogą sobie poradzic ludzie kurzy nie znają terenu tylko posługują sie szlakami i mapami bo ludzie znający teren wiedzą np gdzie jest jakaś wiata czy coś w tym stylu gdzie mogą sie schronic przed burzą a ludzie nie znjący terenu jak w takim wypadku mogą sobie poradzić . Odpowiedz Link Zgłoś
alpamayo99 Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 19.01.06, 07:36 W Tatrach (po naszej stronie) wiat jest bardzo mało. Są natomiast szałasy, w których w razie czego można się schronić, ale przeważnie w dolinkach. Porządne wiaty zbudowane specjalnie dla turystów znajdują się w Tatrach słowackich. Spotkałem ich wiele, są one nawet zaznaczone na mapach. W zeszłym roku w sierpniu dużą ulewę przeczekałem w takiej wiacie w dolinie Białej Wody. Co do zachowania się w czasie burzy w Tatrach, to przede wszystkim słuchać komunikatów TOPR: unikać przebywania na grani, a szczególnie w pobliżu wierzchołków Giewontu i Świnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szarotka Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania IP: *.mofnet.gov.pl 19.01.06, 08:32 dyfre napisał: "ludzie nie znający terenu, posługujący sie szlakami i mapami" No, kolego, zawsze jest ten pierwszy raz, kiedy możesz liczyć tylko na mapę. A dobra mapa ma zaznaczone i wiaty i szałasy. Trzeba tylko chcieć na nią popatrzeć ( a uprzednio kupić, naturalnie). Też to przeżyłam, jak każdy, i jakoś nigdy nie miałam problemów z odnalezieniem w terenie tego co pokazuje mapa. A nie jestem żadnym kartografem. I nie chodzi tu tylko o jakieś budowle typu wiaty. nie raz zdarzyło się szukać dla orientacji jakiegoś punktu, czy charaterystycznego miejsca na mapie poza szlakiem. To tak, żeby sie odnaleźć :) A podobno - tak sie mówi -że kobiety nie umieją czytać map. Ciekawe dlaczego? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 19.01.06, 09:20 troche nie na temat. były wiaty i w tatrach.dpl.kościeliska było kilka po drodze. pamiętam koło lodowego żródła.ostatnio ok20 lat temu.pózniej jakos znikły. Odpowiedz Link Zgłoś
julka00 Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 19.01.06, 15:27 Jestem nauczona, że w górach typu Bieszczady (gdzie zejście ze szlaku nie oznacza spadania w przepaść itp.)w czasie burzy należy jak najszybciej uciec gdzieś niżej, żeby nie znajdować się na głównym grzbiecie góry. Wiata będzie, albo nie będzie, bo nie chodzi mi tu o przemoknięcie, tylko o pioruny. Jeśli ktoś nie umie posługiwać się mapą i kompasem na tyle, żeby zejść ze szlaku, to chyba ma problem. Często jednak widuję ludzi którzy chodzą wogóle bez mapy, bo po co? Mają w jakiejśtam wiosce drogowskaz, potem szlak do szczytu, a na szczycie drogowskaz do kolejnej wioski. Pomijam to, że nie wiem, co robią, kiedy szlak im "się zgubi". Odpowiedz Link Zgłoś
dyfre Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 19.01.06, 20:55 zgadzam sie z toba julka róznych ludzi można spotkać u mnie zawsze podstawa mapa kompas latarka i komórka jakieś jedzonko woda .kiedyś oglądałem program w tv i wypowiadął sie facet z topru sie dzwonią do nich turyści i zadają pytania typu dlaczego te góry takie wysokie i takie tam jak ja to usłyszałem normalnie nie mogłem ze śmiechu no ale cóż niestety mamy mode na góry i mówie nie tylko o tatrach bo nawet w karkonoszach zdarzają sie dziwne sytuacje .ps sory za pisowanie jak gdzieś zrobiłem jakąś literówke. Odpowiedz Link Zgłoś
kate-gun Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 22.01.06, 11:46 Z 5 lat temu wybralam sie sama z mlodszym bratem w gory, nie pamietam juz dokladnej trasy ale w momencie gdy zaskoczyla nas burza znajdowalismy sie gdzies na przestrzeni pomiedzy Swinica, Zawratem i Czarnym Stawem Gasienicowym. Schodzilismy juz w dol ale i tak bylo wiadomo, ze nie zdazymy wrocic nawet do najblizszego schroniska. Do dzis pamietam ten strach - bylo juz pozno, my wciaz na duzej wysokosci, przed nami kilka godzin schodzenia w dol, a tu nagle niebo robi sie czarne, powietrze tak ciezkie ze sie dusisz, zapada przerazliwa cisza, by chwile potem uslyszec potezny ryk.... zaczal padac deszcz tak ciezki i intensywny, ze kazda kropla sprawiala bol. W danym momencie zejscie bylo bardzo waskie i strome, schodzilismy tak w pospiechu, niemal po omacku [ciemno, slisko, ostry deszcz uniemozliwial otworzenie oczu], ale nie mielismy innego wyjscia, bo doslownie uciekalismy przed piorunami, ktore uderzaly kilka, kilkanascie metrow od nas [takie przynajmniej odnosilo sie wrazenie]. Stopy slizgaly sie po skalach, jakis jeden mlody czlowiek za nami poslizgnal sie i stoczyl kilkanascie metrow w dol, ale nie na nas, tylko w bok, w przepasc, wygladalo to karkolomnie. Przerazilam sie bo zdalam sobie sprawe, ze nigdy wczesniej nikt nie zginal na moich oczach. Ten spadek i ta mysl to byly ulamki sekund. Na szczescie czlowiek zlapal sie jakiejs skaly i zdolal przedostac na szlak. Schodzilismy dalej, autentycznie mialam smierc w oczach i obwinialam sie, ze zginiemy przeze mnie - bo gdybym nie wpdala na pomysl urozmaicenia i tym samym wydluzenia planowanej trasy - juz dawno bylibysmy na dole. Udalo sie. Burza ustala w pewnym momencie. Wciaz jednak bylismy wysoko i pamietam, ze podziwialismy zachodzace slonce w gorach, to bylo cos wspanialego - promienie odbijaly sie od mokrych, lsniacych skal, wszedzie fiolety i purpura. Wrocilismy do domu wuja gdy bylo juz ciemno. Wlaczylismy TV i lecial akurat jakis serwis informacyjny.... tego dnia podczas burzy na Zawracie zginelo kilka osob :((( ta wiadomosc mnie uderzyla, nigdy wczesniej nie otarlam sie o smierc. Zgineli ludzie, ktorzy byc moze szli za mna. Przypomnialam sobie, ze gdy sie rozpogodzilo, slyszalam helikoptery. Na burze nie mozna sie przygotowac, mozna byc wytrawnym i doswiadczonym taternikiem, ale pewnych sytuacji po prostu nie da sie uniknac. W pewnych miejscach przeczekanie = smierc. Nie moglismy sie tak po prostu zatrzymac posrod golych skal i czekac posrod gradu piorunow az burza przejdzie :/ Co innego w dolinie, ale jesli sie jest wysoko w gorach trzeba schodzic jak najnizej, bo to co sie dzieje na gorze to prawdziwy koszmar. Odpowiedz Link Zgłoś
dyfre Re: burza w górach wasze przeżycia i zachowania 22.01.06, 12:26 bardzo ostra opowieści aż mnie ciarki przeszły Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruby burza w Jaworowej IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.01.06, 17:01 ostatnio (15 lipca 2005) złapała mnie u wylotu Czarnej Jaworowej, kiedy zaczynał się rzadki regiel. Waliło głównie w Koperszadach. Co robiłem? Wiadomo, bałem się i szurałem w dół, ze szczególnym przyspieszeniem w okolicy samotnych drzew. Potem robiłem trochę zdjęć, ale nie złapałem ani blitzu, ani tęczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kriss K-ce Re: burza w górach TRIGLAV (slo) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 22:20 Chodzę też już trochę po górach przeżyłem już pare niebezpiecznych chwil ale z tych które najbardziej pamiętam to "mój pierwszy raz" w Tatrach było to 10 lat temu. Pojechałem z kuzynem na 3 dni w Tatry. Byłem pierwszy raz w Zakopanym i w Tatrach. W nocy trochę popadało ale rankiem się przetarło i można było iść. Praktycznie pod przełęczą kopa kondracka zaczęło się chmurzyć od Słowacji szły czarne chmury. I w ciągu około 20min rozszalała sie burzą z piorunami i gradem wielkości ping-ponga. Biegiem tak jak zresztą wiele osób dobiegliśmy do schr. w dol. Kondratowej cali przemoczeni do suchej nitki ale szczęśliwi że nikogo nie uderzył piorun. Pamiętam że ktoś powiedział żeby w czasie wyładowania upadać na ziemie tak żeby nie wystawiać swojego ciała-nie wiem czy to skutkuje. Natomiast tak naprawdę otarłem się o śmierć we wrześniu ubiegłego roku kiedy z kolegą byliśmy w alpach i burza dorwała nas na TRIGLAVIE w Słoweni. I podobnie od rana była super pogoda nawet po dojściu na szczyt było super z tej racji spędzilismy tam całą godz. na podziwianiu widoków. Były gdzieś w oddali chmury ale nie groźne. Gdy nadciągły po pewnym czasie zrobiła się cisza zero wiatru. Normalna sytuacja jak w górach mleko w koło. Więc zaczęliśmy się zbierać i wtedy z nikąd pierwsze uderzenie gdzieś nad nami. Ogromny chuk i ten dźwięk prądu jak spawarka elektryczna wydaje. Wtedy zaczęliśmy w pośpiechu ruszać w dół a zejście tam wygląda trochę gorzej niż nasza orla perć - Idzie się tam Via- feeratami klamrami po pionowych ścianach lub granią o szerokości mniej niż 1m a na lewo i prawo po około 800 do 1000 m w pionie powietrza pod nogami(zresztą ściana Triglava jak gdzieś przeczytałem jest jedną z największych ścian w górach europy o wymiarach 1km na 3km). Po drodze gdy już nic nie było widać leciał grad ze śniegiem i waliło mniej więcej co min. w pewnym momencie gdy ja i kolega przepinaliśmy karabinki z poręczy uderzył piorun bezpośrednio w poręcz lub bardzo blisko. Mnie tylko przeszył taki drobny prąd jak by mrowienie ale kolega który był za mną 10 metrów dostał mocniej tak że go zwaliło z nóg dobrze że był przypięty po by poleciał w przepaść. Na szczęście mógł chodzić w dalszej drodze spotkaliśmy dwójkę Węgrów którzy schowali się pod skałą. I w czwórkę czołgaliśmy się w dół po tych cholernie śliskich wapiennych skałach. Kolega miał taki sposób że po wyładowaniu schodzimy przez około 30sekund a potem padamy na ziemię i czekać na następne uderzenie. Cali i zdrowi dotarliśmy do schroniska "Triglavski dom" od razu poszliśmy do kapliczki która tam jest podziękować za to że nie zostaliśmy tam na górze na zawsze. Podaliśmy sobie dłonie i podziękowaliśmy nawzajem z kolegami z Węgier za wspólną ewakuacje. Po zagrzaniu się w schronisku i gdy burza przeszła wyszły wkoło 3 tęcze i piękne słońce - niezapomniany widok. Nie zapomnę też tego dźwięku jak mi się naelektryzował statyw przypięty trokami do plecaka i brzęczał jak transformator no i tego zapachu dłoni które śmierdziały spalenizną. Mimo że nie miałem poparzonej skóry. Mogę powiedzieć z całym przekonaniem że w życiu nie byłem tak blisko śmierci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bachoolka Re: burza w górach IP: 87.207.203.* 11.02.06, 11:48 Latem 2004 ja i mój tata wybraliśmy się na Krzyżne a stamdąd na Orlą Perć. No i złapała nas (moja pierwsza w górach) burza. Dopadliśmy do Skrajnego Granatu a stamtąd prędziutko żółtym szlakiem w dół. Szlak pod wpływem ulewy zamienił się w rwący potok więc wlewało nam się w buty. Poza tym było slisko, głośno, trochę straszno. :) Kiedy byliśmy przy Murowańcu burza się skończyła. Niesamowite przeżycie. Następnego dnia też była burza (my ten dzień spędziliśmy akurat w Zakopanem) i piorun poraził kilka (chyba 7) osób. Spod Gubałówki było ładnie widac pioruny walące w Giewont. Odpowiedz Link Zgłoś
pur.blanca Re: burza w górach 16.02.06, 23:25 Ale mi napędziliście strachu....Jadę w tym roku z dziećmi do Zakopanego.Nie jesteśmy doświadczone w temacie "Tatry".Byłyśmy w zeszłym roku po raz pierwszy I ogromnie nam sie podobało.Dlatego teraz jedziemy znowu i zamierzamy zaliczyć większe szczyty.Ale burzy boję sie.A moje dzieci.....nawet nie umiem sobie wyobrazić ,co by to było.Najbardziej boję sie odpowiedzialności za nie,bo jedziemy bez naszego Padre ( praca,praca..). Dlatego też dziekuję wszystkim,którzy opowiedzieli TU o swoich przeżyciach burzowych.Mimo,że sie przestraszyłam nie na żarty,to i czegoś sie nauczyłam. Jeżeli zagląda tu jakiś prawdziwy góral lat mniej więcej 40,to niech napisze mi maila-chętnie z nim pogawędzę. Odpowiedz Link Zgłoś
propecja Re: burza w górach 17.02.06, 23:10 niech mi ktoś powie,gdzie mozna wysłuchać komunikatów TOPR o pogodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kriss K-ce Re: burza w górach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.06, 01:29 Tu dowiesz się wszystkiego o warunkach w Tatrach www.topr.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
propecja Re: burza w górach 18.02.06, 19:09 Ale jak mam sie dowiedzieć o ostrzeżeniach TOPR,kiedy będe mieszkać w Zakopanem u kogoś i nie będę miała dostępu do netu. Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: burza w górach 18.02.06, 21:17 blanko nie pękaj. w taterkach czasem zdarzaja się dnie w których nie ma burzy. prognoza w witrynach na ul.ko.sciuszki i przy rondzie do kuznic. Odpowiedz Link Zgłoś
bebiak Re: burza w górach 18.02.06, 21:40 Burzy boję się wszędzie, ale doświadczyłam jakieś 10 lat temu w Tatrach. Z synem (wtedy 10-latek) szłam przez Halę Kondratową na Giewont (lato, sierpień). Pogoda śliczna, ale już w okolicach Hali pojawiły się chmury (niegroźne - uznałam). Brakowało nam kilkanaście metrów do krzyża na Giewoncie, kiedy rozpoczęła się burza - i dylemat: co robić? Widzieliśmy tam sporo ludzi, zatem szybka decyzja: idziemy dalej. W życiu nie małam takiego stracha jak tam, pod krzyżem, a wiele o tym miejscu w czasie burzy słyszałam. Podziwiam do dzś ludzi, którzy spokojnie pod tym krzyżem siedzieli: kilkanaście osób. Zaczął lać potężny deszcz, my postaliśmy na górze może 3 minuty i szybko spod tego krzyża w dół, ale innym przejściem, w stronę Strążyskiej. Poślizgnęłam się jak licho, poleciałam na brzuchu ostro w dół, potłukłam się okrutnie... O stan nóg, rąk, twarzy - nie pytajcie. Umyłam się w pierwszym napotkanym strumyku - nic poważniejszego mi na szczęście nie było. Ech, najgorsze w tym wszystkim było to (koszmarne uczucie do dziś choć tyle lat minęło), że kiedy tak leciałam niczym piłka odbijając się od podłoża - nie mogłam się zatrzymać, póki nie trafiłam na jakąś skałkę. I jeszcze krzyk mego przerażonego i bezradnego dziecka: "Małaaaaaaa" - do dziś to słyszę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MiG Re: burza w górach IP: *.aster.pl 19.02.06, 09:40 > Podziwiam do dzś ludzi, którzy spokojnie pod tym krzyżem siedzieli: kilkanaście osób. No nie wiem, czy należy podziwiać czy popukać się w głowę? > Ech, najgorsze w tym wszystkim było to (koszmarne uczucie do dziś choć tyle lat minęło), że kiedy tak leciałam niczym piłka odbijając się od podłoża - nie mogłam się zatrzymać, póki nie trafiłam na jakąś skałkę. I jeszcze krzyk mego przerażonego i bezradnego dziecka: "Małaaaaaaa" - do dziś to słyszę. --> nauczka na przyszłość - nie lekceważyć burzy MiG Odpowiedz Link Zgłoś