kazimierzksiazemazowiecki
05.04.07, 18:51
Sorki za ten drugi wyraz w temacie wątku, ale chciałem dosadnie abt trafiło
do niektórych którzy małymi literami nie rozumieją.
Sprawa wygląda następująco: Pakuje studencina lub jakiś inny amator górskiej
przebieżki plecak i wkłada: 1,5 klio chleba, 10x lunchmeat, prymusik,
menażkę, ryż, zupki chińskie i ty podobne konserwowane badziewia po których
tylko beka, ma zgagę i co gorsza dla innych turystów bąki puszcza... Może
wodę niech jeszcze ze sobą zabierze... ale nie wody nie, bo tego nikt mu nie
pożałuje.
A później taka kaczała jedna z drugą narzeka że schronisko się sypie, dach
przecieka i syf i malaria jednym słowem.
A na czym, przepraszam bardzo ajent czy właściciej ma zarobić? Na tych
biogazach które cichaczem wpuszczacie we własną co gorsza karimatę, na
podłodze za pożałowane 5 zł??????
Dajcie chłopowinie zarbić!
Kupcie obiad z dwóch dań+ surówka+ kompot+deser i jakiś inny napój o będzie
git! Kupcie marsa, princesse i wyśpijcie się w łóżku z pościelą! Kupcie sobie
kąpiel a nie mujcie się w strumieniu zanieczyszczając własnym brudem i
smrodem oraz mydlanymi detergentami wodę!!!
I jeśli chcecie za rok wrócić do tego schroniska, to nie żałujcie sosu bo za
rok może go juz nie być. Z wrzatku za złotówkę i podłogi za piataka nie da
się wyżyć!