mejson.e5
15.02.04, 19:31
W ostatnim tygodniu trafił się taki wieczór w okolicach Warszawy, że gęsty
śnieg walił poziomo – wiatr jak cholera, widoczność na kilkadziesiąt metrów.
Jadę prawym pasem „Gierkówki”, moja sześćdziesiątka wydaje się rozsądna,
okazuje się, że to szybciej, niż jadą niektórzy, normalna sprawa, ktoś nie
czuje się pewnie, to zwalnia do prędkości, przy której panuje nad samochodem.
Tylko, że nie powinien robić tego na ... lewym pasie!
Jadę prawym, dojeżdżam do vana wlokącego się czterdziestką po lewym.
Zjeżdżam na lewy, mrugam, nic się nie zmienia.
Wracam na prawy, wyprzedzam, zerkam na kierowcę vana. Siedzi Toto wpatrzone w
ścianę śniegu przed sobą, poza tym wycinkiem nie widzi reszty świata.
Poranek, szaro i buro, pada deszcz, wlokę się przez kałuże. Spotykam przed
sobą szarą masę, po dojechaniu bliżej rozpoznaję poloneza bez świateł,
wyłączam i włączam swoje światła, nic się nie zmienia – widzę Toto
wybałuszające ślepia we mnie, nie rozumiejące, o co mi chodzi.
Pogoda fajna, słońce wesoło grzeje, ale nie za mocno, ładna czteropasmowa
droga.
Jadę przepisową setką, przede mna biała tablica – zabudowany, pod tablicą
czerwona pięćdziesiątka, w oddali widzę przejście dla pieszych z „Agatką” -
żółtą tabliczką z dziewczynką z czerwonym balonikiem – przejście uczęszczane
przez dzieci.
Zwalniam do pięćdziesiątki, bystrzeję – dochodzi ósma rano, może pojawi się
dziecko.
Dziecko się pojawia, zbliża do jezdni, zwalniam i odruchowo patrzę w lusterko.
Jedzie meganka, około setki, wcale nie ma zamiaru zwolnić, nie tylko by się
zatrzymać, ale nawet zwolnić do pięćdziesiątki.
Kopię wielokrotnie w hamulec, trzy stopy mrugają mi jak reklama kasyna,
dzieciak za chwile postawi noge na przejściu.
Meganka nie zwalnia, włączam klakson, dzieciak odskakuje, siada z rozpędu na
chodniku.
Meganka wyprzedza mnie przed przejściem, za kierownicą siedzi Toto w super
fryzurze, trzyma komórkę przy uchu. Nawet nie zauważyła, co się działo.
Wiele razy krytykowałem orłów zapieprzających 160 po „Gierkówce”, mających za
nic oficjalne ograniczenia prędkości. Ale większość z nich zdaje sobie sprawę
z niebezpieczeństw czyhających na skrzyżowaniach i przejściach i nieraz byłem
świadkiem błyskawicznej reakcji na wejście pieszego, czy wyjeżdżającego z
bocznej drogi. I to nie była reakcja polegająca wyłącznie na włączeniu
klaksonu i świateł.
Uważam, że Toto jadące nawet niezbyt szybko, ale bezmyślnie, stwarza nie
mniejsze zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa.
Tylko takich Toto nie można wyeliminować z ruchu.
Radar ich nie wykryje...
A czy Wy spotkaliście kiedyś kogoś z klanu Toto?
Mejson