walentynka3
25.03.04, 22:06
Zakładam ten wątek, bo ostatnio widziałam coś wstrząsającego. Aleja KEN w
Warszawie, kierunek od centrum na Kabaty. Czerwone światło. Dwa pasy: prawy
do jazdy prosto, lewy do jazdy w lewo i prosto. Na prawym czeka Alfa Romeo
(za nią sznurek samochodów), na lewym Skoda Fabia. Robi się zielone światło.
Alfa rusza powoli, Skoda szybciej, bo za skrzyżowaniem (Skoda jedzie prosto,
nie skręca) następuje zwężenie i Skoda musi zmienić pas na prawy, więc chce
zdążyć wyprzedzić Alfę. I wtedy kierowca Alfy gwałtownie przyśpiesza,
uniemożliwia Skodzie wyprzedzanie ścigając się z nią. Skoda musi gwałtownie
hamować, bo w innym przypadku wpadnie na słup (kończy jej się pas) lub uderzy
swoim prawym bokiem w lewy bok Alfy. Skoda czeka aż przejedzie sznurek
samochodów, które stały za Alfą, Alfa po złośliwej akcji znów zwalnia i
majestatycznie sunie do następnego skrzyżowania. Na następnym skrzyżowaniu
znów czerwone światło, przed Alfą stoi samochód. Alfa omija go prawym pasem
(tylko dla skręcajacych w prawo), mija przejście dla pieszych, staje na lewym
pasie i miga kierunkowskazem, że będzie skręcać w lewo.
No właśnie, cała opisana tu sytuacja, to jest właśnie wspomniane w tytule
wątku zachowanie, za które kierowcy Alfy dałabym po pysku, gdybym była
mężczyzną. Ale nie jestem, wiec zastanawiam się: czy ten brodaty
czterdziestolatek za kierownicą bordowej Alfy zarejestrowanej na Ursynowie ma
aż tak małego?