noga27
19.12.10, 09:40
Ostatnio sprzedałem moje auto i chciałem się z wami podzielić tą sytuacją bo kupujący albo był wyjątkowo cwanym oszustem albo totalnym nieudacznikiem. Sprzedawałem 5 letnią kie - byłem jej pierwszym właścicielem kupiona w salonie, auto nigdy nie było bite, blachy nie były malowane a stan techniczny odpowiadał opisowi według wiedzy która posiadałem, za 3 miesiące miałem robić przegląd techniczny i w sumie żałuje że tego nie zrobiłem wcześniej. Przez 3 lata auto było serwisowane w AOS.
Kupujący bardzo napalił się na to auto po telefonie tego samego dnia przyjechał kupić auto za cenę którą ustaliśmy telefonicznie. Gdy przyjechał, obejrzał auto z zewnątrz nie zajrzał nawet pod maskę, przejechał się nim kawałem. Spisaliśmy umowę i pojechał. W trakcie rozmowy ciągle powtarzał że on jest uczciwy i tego samego oczekuje ode mnie. Kobieta która była z nim napomknęła że mogą sprawdzić sprawdzić grubość lakieru bo mają do tego sprzęt, ale kupujący jakoś zmienił temat, w sumie to nawet nie sprawdził numerów nadwozia.
Następnego dnia dzwoni do mnie że on chce auto oddać bo sprawdził u mechanika że auto jest bite (jeździłem nim od salonu i jestem pewien że nie było) a gość mi wmawia że było że widać że malowane i na pewno jest szpachla, a poza tym podłużnica jest zerdzewiałą i już w niej dziury wypadają - tego niestety nie wiem bo dawno pod auto nie zaglądałem ale jakoś w aucie 5 letnim wydaje mi się to mało prawdopodobne. W każdym razie facet mnie tak zdenerwował wmawianiem mi że auto było bite i malowane że potraktowałem go dosyć ostro i powiedziałem by skierował sprawę do sądu jeśli uważa że go oszukałem. I teraz się zastanawiam o co chodzi czy facet chciał mnie postraszyć że odda auto licząc na to że coś mu jeszcze spuszczę- w sumie gdyby sprawdził przy mnie grubość lakieru nie mógł by mi wmawiać następnego dnia że auto było bite. Zastanawiam się też czy w nocy nie wymienił czegoś w samochodzie na coś starszego co się niedługo rozsypie. Albo po prostu skopiował kluczyk i po oddaniu auta po paru dniach auto by znikło. Sam nie wiem, jak pisałem o blachy byłem pewien, nie wiem co z tą podłużnicą - ale gość nawet nie zaproponował by wejść pod auto. Trochę żałuję że potraktowałem gościa ostro bo może jakbym udawał potulnego baranka facet zaproponował by obniżenie ceny i wiedziałbym przynajmniej o co dokładnie chodziło. Dziwna sytuacja jak dla mnie, choć miałem przypadki już że ludzie potrafią wymyślać różne rzeczy by tylko obniżyć cenę kupowanego przedmiotu. Co o tym myślicie?