deniz.akaya
27.02.02, 12:13
O TYM ? ŚWIAT SIĘ KOŃCZY....
AGNIESZKA KATRYNICZ( to przedruk z Miesięcznika NOWE PAŃSTWO)
Niebezpieczne zabawy
- To element nowego stylu życia, jakby następny stopień
wtajemniczenia, "wkręcenia się" w towarzystwo. A ponieważ narkotyki są w
modzie, takich "zabaw" będzie coraz więcej - mówi profesor Józefina Hrynkiewicz
z Instytutu Spraw Publicznych. - Narkotyki to wielki biznes. Można je dostać
wszędzie, niemal na każdym rogu ulicy, w szkole, na podwórku. Są obecne w
filmie, telewizji czy prasie. To powoduje, że jest na nie po prostu moda.
Szalone wyścigi samochodowe na haju to nowa zabawa polskich nastolatków. - Nie
ma większego speeda. To jest niesamowite wrażenie: łykasz parę pastylek,
podkręcasz radio i w trasę. Najlepszą fazę łapie się, gdy na liczniku jest co
najmniej 160, a jeszcze lepiej, gdy przekraczasz 200. Wtedy stapiasz się w
jedno z samochodem, drogą - opowiada 17-letni Maciek, który - jak sam mówi -
lubi eksperymentować z różnymi narkotykami.
Najczęściej takie rajdy odbywają się w weekendy w dużych miastach, gdy po
imprezie w klubie lub prywatce z dużą ilością "towaru" "wsiada się w furę"
i "podkręca licznik". Zupełnie jak w amerykańskich filmach: Urodzonych
mordercach, Go i Straconym pokoleniu. Rajdy po narkotykach to tylko jeden ze
sposobów, by poczuć się cool. "To lepsze niż seks" - pada nawet w Go. -
Siadanie za kierownicą po narkotykach to jakby kolejny etap tej fajnej - jak
się młodym ludziom wydaje - zabawy z prochami - mówi Elżbieta Putkiewicz,
profesor pedagogiki z Uniwersytetu Gdańskiego. Skoro najpierw zapala się trawkę
na imprezie, potem "dopala" ekstasy, by pójść na dyskotekę, a amfetamina
pozwala przygotować się do egzaminów, to czemu nie wziąć wszystkiego naraz i
nie wsiąść do samochodu? Może być przecież jeszcze fajniej.
- Nie masz wtedy hamulców - opowiada Tomek, kolega Maćka. Nie myślisz, że może
coś ci się stać albo komuś innemu. Jest fajny klimat i zabawa na maksa.
- Grzejesz Marszałkowską i jesteś panem dnia i nocy. Nikt ci nie podskoczy -
dodaje Piotr, uczeń stołecznego technikum, który takie rajdy funduje sobie
regularnie. Kradzionymi BMW lub mercedesami.
Policjanci wobec narkotyków są bezradni. Nawet jeśli łapią coraz więcej
przemytników
Niestety, takie zabawy mogą się skończyć tragicznie. Niedawno 17-letni Norbert,
jadąc ponad 150 kilometrów na godzinę główną ulicą Koszalina, nagle stracił
kontrolę nad kierownicą i wjechał na chodnik. Staranował pięć osób. Jedna z
nich - czterdziestoletnia kobieta - zmarła na stole operacyjnym. Jej 60-letnia
matka nadal walczy o życie. Jeśli przeżyje, będzie kaleką. Najgorszy jest stan
3,5-letniej Wiktorii, która przeszła trepanację czaszki. Od operacji nie
odzyskała przytomności. Matka dziewczynki, też poszkodowana w tym wypadku - ma
złamaną nogę - siedzi przy niej przez cały czas.
Miesiąc wcześniej kolega Norberta, Krzysztof, zatrzymał samochód na... brzozie.
Wypadł z zakrętu, jadąc ponad 190 kilometrów na godzinę. Trzy osoby ranne,
jedna zginęła na miejscu - pasażerowie Krzyśka. On sam wyszedł z tego prawie
bez szwanku. Jak gdyby nic się nie stało, chodzi dalej do szkoły. Tej samej, co
Norbert. I Anka - ta, która zginęła w jego samochodzie. Znajomi ze szkoły
doskonale wiedzą, że całe towarzystwo lubiło "się bawić": amfetamina, ekstasy,
marihuana, a najlepiej wszystko naraz, by potem usiąść za kierownicą. Ich
dzikie rajdy też nie były tajemnicą. Mimo to na prośbę adwokatów chłopców
koledzy szkolni wystawili im dobre opinie i podpisali się pod prośbą o
zwolnienie Norberta z aresztu. Nauczyciele potwierdzają, że są dobrymi
uczniami, z dobrych domów. Dla ich rodziców to dowód, że synowie nie mieli
styczności z narkotykami. - Nie jest uzależniony, tylko trochę eksperymentował
ze środkami uzależniającymi - twierdzi Marek Cichy, adwokat Norberta, który
jako przedstawiciel rodziny rozmawia z dziennikarzami.
Podobnie mówią rodzice Krzysztofa. Tym bardziej że nie ma dowodów, iż prowadził
po prochach. - Badania nie wykazały alkoholu we krwi, a nikt nie zrobił badań
na narkotyki. Nie mamy takiego obowiązku - tłumaczy Tomasz Michalczuk, oficer
wydziału drogowego koszalińskiej policji.
W przypadku Norberta testy przeprowadzono. Wiadomo, że był po amfetaminie i
ekstasy "przypalonej" marihuaną.
- Tego pirata drogowego przywieziono do nas na badanie krwi na obecność
alkoholu. Ale nic nie było od niego czuć, a zachowanie wskazywało raczej na
naćpanie. Sami postanowiliśmy to sprawdzić, chociaż zdajemy sobie sprawę, że to
nielegalne - mówią anonimowo lekarze z koszalińskiego szpitala.
W związku z tym nie wiadomo, czy sąd w ogóle weźmie te wyniki pod uwagę.
Adwokat Cichy nie ukrywa, że będzie udowadniał, iż zawiniła młodzieńcza brawura
i głupota, a jego klient to porządny chłopak. - To powinno wpłynąć na łagodność
wyroku - cieszy się.