mona95
05.08.04, 08:44
Dwa tygodnie temu w godzinach pozno wieczornych uderzylam pod blokiem na
osiedlu w blotnik stojacego tam samochodu(lekko, ale jest wgniecienie). Nie
mieszkam na tym osiedlu i nie mialam pojecia do kogo auto nalezy. Popelnilam
w tym momencie blad bo moglam zapytac siedzaca na lawce kobiete czy nie wie
czyje auto itd., ja stwierdzilam , ze zalatwie sprawe nastepnego dnia.
Niestety okazalo sie, ze nastepnego dnia wczesnym ranem (4.30) facet wyjechal
na wakacje (osiedle male wszyscy sie znaja i wszystko o sobie wiedza, dlatego
juz wtedy wiedzialam kto jest wlascicielem)). Wrocił w ostatnia niedziele.
Poszlam do niego, przeprosilam i powiedzialam ze pokryje straty. Niestety z
moich wyliczen wynikalo ze nie bedzie to kwota wieksza niz 200 zl tyle bylam
sklonna dac do reki . Wczoraj facet przyszedl i powiedzial ze ok. 400 zl.
Poniewaz auto jest ok. 20 letnie a gosc zaczal cos ze przeciez musi
komputerowo dobrac lakier i rozne inne bajery to powiedzialam, ze w takim
razie napisze mu oswiadczenie ze spowodowalam stluczke i pokryje te strate z
mojego OC. Facet nie chcial o tym slyszec i powiadomil mnie ze w takim razie
on zglasza na polije ze ucieklam z miejsca wypadku. Jak to sie moze dalej
potoczyc i jak wlasciwie powinnam sie zachowac w takiej sytuacji ja a jak
poszkodowany ?