antyk-acap
14.02.15, 22:12
Czy to ma sens? Pomysł na SmogKillera jest tyle prosty, co genialny. Sprowadza się do wykorzystania wody w procesie spalania. Jak podkreślają twórcy tego urządzenia, pierwsze takie rozwiązania, mające jedynie chwilowo podnieść moc silnika, były stosowane już w 1929 r.
- SmogKiller natomiast może być stosowany stale, nie tylko chwilowo, a wpływa nie tylko na moc, ale również na ekologię i zmniejszenie spalania - podkreśla Piotr Kolasa, jeden z twórców SmogKillera.
- Za jego pośrednictwem do komory spalania wprowadzamy mieszankę spalin i pary. Jest to możliwe dzięki specjalnej przystawce nazwanej egzoreaktorem. Egzoreaktor pozwala na łatwiejsze rozbicie wody do postaci atomów wodoru i tlenu podczas spalania w cylindrach silnika. Zasilaniem urządzenia są jedynie spaliny silnika, które wcześniej były usuwane do atmosfery. W ten sposób wspomagamy proces spalania - tłumaczy Kolasa.
Pasuje do każdego silnika
Urządzenie zaprojektowała trójka wynalazców. Oprócz Kolasy są to Eryk Klisz i Emil Jacek Palszys. Pracę nad SmogKillerem rozpoczęli kilka lat temu. Przez ten czas przeprowadzili liczne testy. Jak na prawdziwych wynalazców przystało, twórcy SmogKillera swoje rozwiązanie badają na własnych pojazdach oraz na silnikach udostępnionych przez Politechniką Opolską.
- SmogKillera montuje się na zewnątrz silnika i łączy z nim za pomocą specjalnej instalacji. Typ silnika nie ma większego znaczenia. Sprawdza się równie dobrze w jednostkach benzynowych, jak i napędzanych olejem napędowym czy gazem. Działa i w autach osobowych, i autobusach, i ciężarówkach. Wiek pojazdu również nie ma wielkiego wpływu na osiągi urządzenia - wylicza Tomasz Sowiński, prezes spółki SindTech.
Rezultaty testów są niezwykle obiecujące. Oszczędność paliwa - w zależności od silnika - wynosi od 10 aż do 40 procent. Jeszcze lepiej wypadają pomiary emisji spalin, których ilość po zastosowaniu SmogKillera spada nawet o 80 procent. Twórcy podkreślają, że zastosowanie tego urządzenia nie powoduje zwiększenia wydzielania innych szkodliwych związków chemicznych.
- Potwierdzają to również badania wstępne przeprowadzone przez prof. Jarosława Mamalę, prezesa Parku Naukowo-Technologicznego - podkreśla prezes SindTech.
Trzeba milionów złotych
Ale przed wprowadzeniem SmogKillera do masowej produkcji jeszcze daleka droga. Najpierw potrzebne są dodatkowe testy oraz dalsze prace nad prototypem. Urządzenie musi też uzyskać homologację, czyli certyfikat, który umożliwi seryjny montaż w samochodach.
Szef SindTechu przyznaje, że owe uprawnienia przyznaje specjalny ośrodek naukowo-badawczy. - Chodzi o to, by sprawdzić, czy SmogKiller nie uszkadza silnika oraz czy efekty działania są powtarzalne. Choć nasze własne oraz dotychczas zlecone testy pokazują, że wszystko jest w porządku, to musi je potwierdzić także instytucja zajmująca się homologacją - tłumaczy Sowiński.
Takie badania nie są jednak darmowe. Ich koszt idzie w setki tysięcy złotych. Zaś wprowadzenie urządzenia do masowej produkcji wymaga zainwestowania kilku milionów złotych. Firma SindTech nie dysponuje takimi środkami, stąd starania o uzyskanie środków zewnętrznych przeznaczonych na innowacje.
SindTech to laureat statuetki Zielonego Feniksa w 2014 roku za osiągnięcia naukowe i badawcze w zakresie ekomotoryzacji.
Cały tekst: opole.gazeta.pl/opole/1,35114,17388012,Opolski_wynalazek_zrewolucjonizuje_motoryzacje__Wykorzystuje.html#ixzz3RkwWSyJ0