yosemitesam
06.03.15, 13:05
Wzruszony jestem, jak policja dba o nasze bezpieczeństwo. Często robię zakupy w osiedlowym dyskoncie, położonym przy drodze wojewódzkiej (teren zabudowany). Po drugiej stronie tej drogi znajduje się osiedle mieszkaniowe, którego mieszkańcy również się w tym dyskoncie zaopatrują, kierując się najkrótszą drogą. Przejście dla pieszych usytuowane jest o jakieś 80-90 metrów od miejsca gdzie przechodzą, ALE (!) w miejscu "skrótu" znajdują się dwie wyasfaltowane uliczki, tworzące coś na kształt pełnego czterowlotowego skrzyżowania z tą drogą wojewódzką (czyli na podstawie Art 13 PoRD pkt 2 - teoretycznie - przechodzić można). Notorycznie stojący na parkingu dyskontu funkcjonariusze jednak twierdzą, że uliczki te są drogami wewnętrznymi, przez co układ dróg nie tworzy skrzyżowania w myśl PoRD. I łoją od każdego idącego na zakupy pieszego po 50 złociszy. Problem w tym, że na uliczkach nie ma żadnej informacji jakoby miały być to drogi wewnętrzne, więc skąd np 70-letni emeryci (czy w ogóle ktokolwiek) mają wiedzieć, że to nie jest skrzyżowanie i że nie wolno tam przechodzić? Pomijam już fakt, że ruch na DW nie jest zbyt intensywny a dojście do przejścia dla pieszych wymaga o tej porze roku brodzenia po kostki w błocie (brak chodnika).
Ja rozumiem, że ten zakaz przechodzenia przez jezdnię poza przejściem to tylko i wyłącznie dla naszego bezpieczeństwa (mało który kraj aż tak dba o swoich obywateli w tej kwestii), ale czy aby nasza policja nie jest nadopiekuńcza? Może więcej byłoby pożytku, gdyby zamiast polować pod dyskontem na pieszych emerytów przyczaili się na jakiejś wychodzącej z osiedla dróżce i rutynowo badali trzeźwość kierowców?