Dodaj do ulubionych

OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla.

09.07.15, 09:28
Od jakiegoś miesiąca sprzedaję Opla i jakoś powoli zaczynam mieć procesu sprzedaży dość.
Wczoraj byłem na trzeciej (przez miesiąc) jeździe próbnej.
Klient miał rację co do kilku mankamentów, ale... najlepszy był jednak komentarz po jeździe próbnej: "Panie, ja myślałem, że 100 koni to jedzie, a to pod górkę bardzo niemrawo się rozpędzało, ja mam 64 konie u siebie (podjechał starą Felicją SDI w stanie daleko posuniętego rozkładu) i lepiej ciągnie". Nawet mi się już nie chciało tłumaczyć, że benzyną się trochę inaczej jeździ bo benzyna "zaczyna tam, gdzie Diesel skończył" i że wjazd pod ostrą górkę, od 30 do 50km/h na czwórce mało mnie o zawał nie przyprawił (jak pomyślałem co on temu silnikowi robi).

Inne kwiatki: "panie, ja sprawdzałem, opony do tego z 600 złotych kosztują nowe bo to piętnastki są (sam miałem wymieniać, ale jak bym nie liczył komplet wychodził 1000 za przyzwoite i 850 za Dębice... co on chciał kupić - wolę nie wiedzieć) a to drogo bardzo"

Tekst dyżurny: "za ile to pójdzie?" (rzecz jasna jeszcze przed oględzinami auta).

Inne "fachowe" komentarze - "fotele jakieś twarde" (a co ja temu jestem winien, że GM takie robi?), "sprzęgło bierze od dołu, trzeba by wyregulować jak jeszcze jest co" (sprzęgło jest jeszcze w bardzo dobrym stanie, bierze od dołu bo tak ma być, rzecz jasna sterowane jest hydraulicznie i regulacji nie ma), "tutaj pies jeździł" (nawet jest w ogłoszeniu o tym, żeby wątpliwości nie było) - moja odpowiedź "tak, a czy to problem" - "nie po prostu zauważam".
Obserwuj wątek
    • galtomone Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 09:45
      No...
      I ty masz czelnosc prawie 6k za to auto chciec???

      Ludzka bezczelność nie zna granic!!!

      Zasyfiony psem szrot, z cherlawym, zajezdzonym silnikiem (co to ledwo pod gore jedzie), zapsutym sprzeglem (dobrze, ze chociaz tarcza OK, skoro od razu lapie - ale wiadomo, ze na 100% I tak jest zje...ane), na lysych oponach.

      Jak znow ktos zadzwoni... to moze zaproponuj z 500 zl doplaty? Przy odrobinie szczescia ktos go wezmie. ;-)

      A tak bardziej na serio... Troche sami doporowadzilismy sie do paranoi, aczkolwiek wynika ona z tego, ze Panstwo stoi z boku I ma to gdzies.

      Bo badania techniczne to fikcja - a wystarczyloby dowolnym autem do diagnosty podjecha i już sporo wiadomo by było. Jaki stan, czy przejdzie badania, itd...
      Po druie, wszyscy chcemy kupic jak najtańsze (i oczywiście okazyjne), wiec po trochu wymusiliśmy na sprzedawcach, by zaczeli tworzyć fikcje - czyli auta tanie, z dobrze wyposażone, nie bite z małymi przebigami, itd.
      A Pansto na takie oszustwa nie reagowalo i nie reaguje.

      Efekt mamy taki, ze każdy w każdym widzi oszusta a skoro tak, to tym bardziej nie ma sensu przeplacac.
      • liczbynieklamia Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 14:21
        > Po druie, wszyscy chcemy kupic jak najtańsze (i oczywiście okazyjne)
        Większość rzeczywiście szuka jak najtaniej (a konkretniej - za te same pieniądze jak najnowszy rocznik z jak najmniejszym stanem licznika), ale jest rosnąca grupa ludzi, która zapłaci nawet 2x wartość rynkową, ale za ideał. Brakuje ludzi, którzy kupią samochód trochę droższy od typowych ofert, ale za to w znacznie lepszym stanie.
    • toreon Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 10:52
      Dlatego lepiej sprzedać handlarzynie i mieć spokój.
      Parę stów mniej ale znacznie mniej zachodu.
      Rzecz jasna jest to podejście takie trochę "nie-żydkowe" i typowy liczygrosz mnie wyśmieje. Ale to kwestia preferencji.
      • qqbek Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 11:00
        toreon napisał:

        > Dlatego lepiej sprzedać handlarzynie i mieć spokój.
        > Parę stów mniej ale znacznie mniej zachodu.
        > Rzecz jasna jest to podejście takie trochę "nie-żydkowe" i typowy liczygrosz mn
        > ie wyśmieje. Ale to kwestia preferencji.

        Żeby się tylko jakiś zgłosił.
        Może poszukam.
        • galtomone Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 11:06
          Nie dzwonili?
          Pewnie z powodu ceny.
          Realnie nie mowimy o 100 czy 500 zl mniej za takiego opla.
          Handlarz, ktory tez chce na nim zarobic bedzie placic nie wiecej niz 2k - moze 2,5k.
          Skoro ty nie mozesz (jako wlasciciel) szybko sprzedac za 5,5 - 6 to handlarzowi tez latwo nie bedzie.
          Zatem realnie bedzie wystawial za 5 - zeby sprzedac za 4,5 - 4. No to ile musi zaplacic zeby mu sie oplacalo?
          +/- 2k
          Jesli na taka kwote przystaniesz to OK. Jesli chcesz wiecej to sam sprzedaj za 4... I po klopocie.
          • polokokt Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 11.07.15, 15:57
            Dokładnie tak. Handlarze za mniej jak te 2k PLN zysku nie będzie sie bawil.
            Ostatnio w rodzinka sprzedawała Mini. Salon PL, pierwszy wlasciciel. Bezwypadkowy, Dlugo serwisowany w ASO BMW... Ogólnie, takich samochodów szuka się na rynku.

            Patrząc na ogłoszenia w internecie, ceny używek są od 20 do 26 tyś PLN, jeśli chodzi o taki model/wersję.

            ASO za odkup auta (przy zakupie nowego) zaproponowała maksymalnie te 19-20 tyś pln. Ale zaznaczyli, że to max co dadzą. Wcześniej trzeba im oddać auto na 3h na przegląd. A wszystko co znajdą, obnizy tą wycenę.
            Jeden komis duży w stolicy w ogóle nie był zainteresowany, bo ma 3 takie na placu i sie nie sprzedają.
            Drugi komis rzucił max 17 tyś PLN.

            Ostatecznie auto (z taką historią i dokumentacją) zostało wystawione w ogłoszeniu za chyba 25 tyś PLN (na zasadzie, albo sprzeda się w ciągu 2-3 dni z ogłoszenia, albo oddajemy do ASO w rozliczeniu) i sprzedało się w ciągu 12h od wystawienia ogłoszenia, za chyba 22.5 tys PLN (w gratisie jeszcze zostało dorzucone pranie wnętrza i polerka nadwozia - czyli taki mały pakiet detailingu).

            Także przy realnej wartości rynkowej 5-6k PLN żeby szybko sprzedać auto, to handlarz więcej jak 2,5-3k PLN nie da, bo on musi dzisiaj kupić a w ciągu tygodnia sprzedać i sensownie zarobić.

            A tak to łączę się w bólu. Sam kiedyś sprzedawałem bardzo popularne auto wśród używanych, Corolle E12. Moje ogłoszenie było najtanszym w ogloszeniach za naprawiony i pokolizyjny samochod. Gotowy do jazdy, wszystko mechanicznie zrobione tip top. Tansze byly tylko auta uszkodzone, do naprawy. A i tak chyba z 20 osób go obejrzało i narzekało... że to nie jest nówka z salonu. W sumie trzy weekendy bujania sie z narzekaniem.
      • gzesiolek Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 10.07.15, 14:23
        To niezlego handlarzyne trafiles... Jak kumpel sprzedawal to przy aucie wartym ok 9-10tys PLN, sprzedanym pozniej za 8,5tys. PLN bo zalezalo mu na czasie, handlarze dawali maks 6,5tys PLN
        Bo oni chca zarobic pare tysiecy na aucie a nie pare sto...
    • tiges_wiz Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 11:27
      > Klient miał rację co do kilku mankamentów, ale... najlepszy był jednak komentar
      > z po jeździe próbnej: "Panie, ja myślałem, że 100 koni to jedzie, a to pod górk
      > ę bardzo niemrawo się rozpędzało, ja mam 64 konie u siebie (podjechał starą Fel
      > icją SDI w stanie daleko posuniętego rozkładu) i lepiej ciągnie". Nawet mi się
      > już nie chciało tłumaczyć, że benzyną się trochę inaczej jeździ bo benzyna "zac
      > zyna tam, gdzie Diesel skończył"

      było mu zaproponować mały drag i jak wygrasz to cena 500 zł w górę, a jak przegrasz to w dół ;)
      • qqbek Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 13:39
        Przecież nie miałbym szans z Felcią SDI bo... "klient ma zawsze rację" ;)
        Aż sprawdziłem, ile taka Felcia się do stu rozpędza... 16,5 sekundy (Opel ma podobno 11,5 się rozpędzać, więc różnica jest taka, że nawet Kubica by nie dał rady mnie "skroić" Felcią).
    • sven_b Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 15:13
      Może się wstrzymaj. Po lecie ziemiopłody będą w skupach i budżety lepiej wyglądają :)
      • qqbek Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 15:29
        sven_b napisał:

        > Może się wstrzymaj. Po lecie ziemiopłody będą w skupach i budżety lepiej wygląd
        > ają :)

        I tak dupa, bo za tydzień się OC kończy, trzeba będzie choć jedną ratę opłacić.
        Spróbuję "na desperata" 50 w nią zainwestować w niedzielę i pojechać tam, gdzie wszystkie rolniki są od poniedziałku do soboty (rynek hurtowy w Elizówce pod Lublinem - co niedziela jest tam chyba największa giełda we wschodniej części kraju).
        • galtomone Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 16:18
          Pytanie: lepiej stracic 50 dych, czas na dojazd, stanie... generalnie dobre pol dnia I nie sprzedac - czy lepiej sposcic od razu 1-1,5k z ceny I za dwa dni byc bez auta...?

          Trzymam za ciebie kciuki, ale powiem szczerze, bede zdziwiony jesli sprzedasz (dalej w tej cenie. wywolawczo ok. 6k) na gieldzie.
          • qqbek Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 09.07.15, 17:12
            1. Giełda jest jakieś 10km od mojego domu (ja mieszkam na południu miasta, giełda jest na północnych obrzeżach), tak więc dojazd właściwie odpada.
            2. Za te 50 dostanę dostęp do zarówno handlujących jak i zwykłych nabywców.
            3. Mam zaległości czytelnicze, a książkę mogę poczytać też i na giełdzie... względnie w WOT Blitza zacznę grać... ładowarka i tablet się znajdą.
            • hutchence Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 10.07.15, 13:57
              Z giełdą daj se siana. Szkoda czasu. Przychodzą tam takie sieczkobrzęki, że tylko filmy kręcić. Sam raz to zaliczyłem w Słomczynie. Przez pięć godzin stania byłem świadkiem jednej!!! transakcji. Ale co się kebabów obżarłem...
              • mir11 Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 14.07.15, 12:08
                Wszystkie auta sprzedawałem na giełdzie w 15 min. Czasami nawet nie zdążyłem dojechac do bramy.
                Kupowali handlarze ok 1000-2000 taniej niz cena rynkowa.
    • do.ki a jaki z tego morał? 09.07.15, 18:04
      Gdybyś pojeździł z 5 lat i sprzedał (zakładam, że kupiłeś nowe, bo jak nie, to tak samo rzeźbiłeś przy zakupie), to poszłoby z pocałowaniem ręki. Ale widocznie uważasz, że auto przez sprzedażą trzeba wyeksploatować.

      Idealnie to trzeba sprzedawać przed osiągnięciem 4 lat, wtedy nie ma zawracania głowy z kontrolą techniczną.
      • galtomone Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 19:07
        No.... tylko może dlatego w PL mało kto kupuje nowe, bo z reguly przy 4 latach to jeszcze kredyt za Pande nie spłacony :-)
        • do.ki Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 19:30
          galtomone napisał:

          > No.... tylko może dlatego w PL mało kto kupuje nowe, bo z reguly przy 4 latach
          > to jeszcze kredyt za Pande nie spłacony :-)

          Let me rephrase: w Polsce samochody kupują ludzie, których nie stać na samochód.
          • qqbek Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 19:49
            Chyba w tym problem.
            Ja lubię się wozić wygodnie, ale nie lubię wydawać dużo na auto (budżet wynosi zawsze nie więcej niż półroczne dochody- mam inne priorytety).
            W szoku byłem, jak ktoś robił zarzut z tego, że opony trzeba by było zmienić... i stwierdził, że sprawdzał i kosztują "AŻ 600 złotych" (ja bym nawet chyba o Dębicach za 850 nie myślał, tylko od razu GY lub Micheliny kładł)... no, ale dla niektórych 600 złotych to widać za dużo.
            Za własne bezpieczeństwo...
            • do.ki Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 20:32
              qqbek napisał:


              > Ja lubię się wozić wygodnie, ale nie lubię wydawać dużo na auto (budżet wynosi
              > zawsze nie więcej niż półroczne dochody- mam inne priorytety).

              Sama ta zasada jest zdrowa i jak się jej przyjrzeć, to w sumie ja też się do niej stosuję. Ale nie mówmy o dochodach. Mówmy o stosunku dochodów do ceny kupowanego samochodu (brutto czy netto? diabeł siedzi w szczegółach).

              Pytanie czy za półroczne dochody kupisz takie nowe, na jakie cię stać, czy też będziesz rzeźbić w gó...e usiłując znaleźć "dobry używany"?
              • qqbek Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 20:59
                "Wszystkie ceny netto"
                Za półroczne dochody kupię co najwyżej golasa segmentu "B" / doposażone segmentu "B" (dochód mój w dużej mierze zależy od koniunktury, stąd te widełki).
                To nie jest coś, czym bym chciał jeździć. Na coś czym od biedy mógłbym jeździć musiałbym w salonie zostawić swoje roczne dochody (i jeszcze część żony dochodów za ten okres pewnie).

                Trafił się fajny, stary samochód z dobrego i zaufanego źródła (z potwierdzonym [ASO BMW] i niskim przebiegiem), to go kupiłem... wcześniej przez ponad miesiąc szukałem i psioczyłem, że nie ma nic ciekawego na rynku. Obejrzałem ze 20 X3 i tyle samo X5 wcześniej i żaden nie wyglądał choć w połowie tak zdrowo jak to X5, które w końcu kupiłem.
                • do.ki Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 21:08
                  Vive la difference. Zrobiłeś jak chciałeś, i dobrze. Ja bym do rachunku doliczył zawracanie dupy związane z oglądaniem 20 właścicieli używanych X3, a bądźmy szczerzy, wiemy kto kupuje BMW (disclaimer: mam w garażu BMW, ale to motocykl). Tylko wyjątkowo zdarza się ktoś, komu byś postawił piwo (ja znam takiego), nie mówiąc już o kupieniu samochodu od takiego kogoś.

                  Więc w twojej sytuacji pewnie wolałbym nową kię niż perspektywę spotkania z właścicielem używanego BMW.
                  • qqbek Re: a jaki z tego morał? 09.07.15, 21:11
                    do.ki napisał:

                    > Vive la difference. Zrobiłeś jak chciałeś, i dobrze. Ja bym do rachunku doliczy
                    > ł zawracanie dupy związane z oglądaniem 20 właścicieli używanych X3, a bądźmy s
                    > zczerzy, wiemy kto kupuje BMW (disclaimer: mam w garażu BMW, ale to motocykl).
                    > Tylko wyjątkowo zdarza się ktoś, komu byś postawił piwo (ja znam takiego), nie
                    > mówiąc już o kupieniu samochodu od takiego kogoś.
                    >
                    > Więc w twojej sytuacji pewnie wolałbym nową kię niż perspektywę spotkania z wła
                    > ścicielem używanego BMW.

                    Większość oglądanych "sztuk" była od handlarzy, zawracanie dupy mają oni w ramach obowiązków związanych z pracą.
                    Ale co do użyszkodników BMW to racja - spotkać sympatyczne bydle (jak ja na przykład, co nieskromnie przyznam) jest niezmiernie trudnym zadaniem i cożem się przy okazji "oglądania" nacierpiał w sprawach relacji interpersonalnych to już moje i nikt mi za to nie zwróci.
                    • galtomone Ale.... 10.07.15, 07:16
                      qqbek napisał:

                      > cożem się p
                      > rzy okazji "oglądania" nacierpiał w sprawach relacji interpersonalnych to już m
                      > oje i nikt mi za to nie zwróci.

                      Ale za to nie masz nowej Kii :-)
                      • tbernard Re: Ale.... 10.07.15, 19:11
                        > Ale za to nie masz nowej Kii :-)

                        Wyczuwam lekką drwinę pod adresem Kii. Czy coś jej brakuje?
                        • galtomone Re: Ale.... 10.07.15, 21:07
                          Marce moze I nie. Mnie tam to nie robi roznicy, ale juz konkretnym modelom, za porownywalne pienidze - uzywany vs nowa kia... owszem.
                        • qqbek KIA 10.07.15, 22:43
                          bernard napisał:

                          > Wyczuwam lekką drwinę pod adresem Kii. Czy coś jej brakuje?

                          Były/są dwie KIE w mojej rodzinie, obydwie nówki-salonówki.
                          Pride zeżarło 3 lata temu rude (a dziadek tym zrobił 90.000km przez 10 lat, zanim zmarł, wujeczny pojeździł potem rok [dotłukł prawie 20.000km] i się "złamało").
                          Ceed wykazuje pierwsze oznaki korozji podwozia (po 3 latach!).

                          Zapraszam pod moje E36 (lat niespełna 17)... na poszukiwanie śladów korozji podwozia ma się rozumieć.
                          • loyezoo Re: KIA 11.07.15, 08:18
                            qqbek,umówmy się.Twoja E36 nie ma korozji,z zaznaczeniem "twoja",bo akurat większość jeżdżących w tym kraju E36 rudy w większej lub mniejszej części zeżarł.
                            To,że z nowych aut jest wiele marek,które mają korozje juz po kilku latach to oznaka jak "dobrze" się teraz produkuje auta.
                          • galtomone No to reklamowac trzeba... 11.07.15, 13:46
                            ...bo przecież "Moja Kia ma 7 lat gwarancji!" :-)
                        • engine8 Re: Ale.... 11.07.15, 01:18
                          tbernard napisał:

                          > > Ale za to nie masz nowej Kii :-)
                          >
                          > Wyczuwam lekką drwinę pod adresem Kii. Czy coś jej brakuje?

                          Czy Kii cos brakuje? No moze i nic jej nie brakuje ale na rynku amerykanskim (gdzie nie ma wloskich czy francuskich aut) Kia jest na samym dole jesli chodzi o "szacunek" do marki. Generalnie to troche wstyd miec Kie... 20 lat temu nie bylo tu Kii i Hyundai mial taka opinie - teraz Hyundai sie poprawil bo jest Kia :)
                  • galtomone Poważnie? 10.07.15, 07:15
                    do.ki napisał:

                    > Więc w twojej sytuacji pewnie wolałbym nową kię niż perspektywę spotkania z wła
                    > ścicielem używanego BMW.

                    Wolabyś kilka lat Kia Picanto (to jak sadze segment B) pomykać - na codzien, w weekendy, w trase, itd... niż poogladac trochę używanych aut?

                    Hmmm.... a może to Rio/Venga (co nie wiele zmienia) jest w seg. B?
                    • do.ki Poważnie! 10.07.15, 18:46
                      galtomone napisał:


                      > Wolabyś kilka lat Kia Picanto (to jak sadze segment B) pomykać - na codzien, w
                      > weekendy, w trase, itd... niż poogladac trochę używanych aut?
                      >
                      > Hmmm.... a może to Rio/Venga (co nie wiele zmienia) jest w seg. B?

                      Moment. Mowa była o czymś zamiast używanego X5, więc to chyba byłaby Kia Sorento, a nie segment B. Kia Sorento to nie jest złe auto.

                      A co do zasady: tak, odstręczające dla mnie jest to oglądanie używanych aut. Szkoda czasu, szkoda zachodu. Nie lubię tego. Wolę wejść, kupić i wyjść. No i nie jestem na tyle przebiegły, żeby nie dać się oszukać.
                      • galtomone Re: Poważnie! 10.07.15, 21:09
                        do.ki napisał:

                        > Moment. Mowa była o czymś zamiast używanego X5, więc to chyba byłaby Kia Sorent
                        > o, a nie segment B. Kia Sorento to nie jest złe auto.

                        Nie o czyms innym - bo to wybor, że ho, ho, ale o czyms NOWYM! Np. nowej Kii zamiast starego X5...
                        Przynajmniej tak zrozumialem ostatnie posty.

                        A jesli tak, to to dosc drastycznie zmienia mozliwosci bo co mozna nowego kupic w takiej cenie?

                        > A co do zasady: tak, odstręczające dla mnie jest to oglądanie używanych aut. Sz
                        > koda czasu, szkoda zachodu. Nie lubię tego. Wolę wejść, kupić i wyjść. No i nie
                        > jestem na tyle przebiegły, żeby nie dać się oszukać.

                        Super, ze cie stac. W przeciwnym wypadu po prostu chodzilbys na piechote.
                        • do.ki Re: Poważnie! 10.07.15, 21:43
                          > Super, ze cie stac. W przeciwnym wypadu po prostu chodzilbys na piechote.

                          Mam rower.
                          • galtomone Re: Poważnie! 10.07.15, 22:05
                            Nie ma to jak jechac nim z rodzina na wakacje, w ziemie dojezdzac do pracy czy przywozic zakupy ze sklepu dla rodziny (mleko, woda, napoje, itd...). Sama radosc :-)
                      • engine8 Re: Poważnie! 11.07.15, 01:25
                        No bez przesady - Kia i BMW? nie wazne czy nowe czy uzywane - nie ta liga.

                        • do.ki Re: Poważnie! 11.07.15, 07:09
                          Panowie, na wstępie proszę, zakarbujcie sobie, że nie jestem Rysiem. Nie nauczam. Raczej stawiam pod dyskusję hipotezy. Ale pewne rzeczy są już pewne. Pewne jest, że samochodów nie powinno być w miastach. W miastach mieszka coraz większa część populacji, zatem coraz większa część populacji powinna przestawić się na życie bez auta. Pewne jest, że używanie samochodu szkodzi nam na wielu poziomach: indywidualnym, społecznym i na poziomie środowiska. To drugi argument za ograniczeniem użycia samochodów.
                          Natompiast nie do końca prawdziwy jest wyrażony tu pogląd, że bez samochodu po prostu się nie da. To trochę tak jak z otyłością albo z uzależnieniami. Osoba uzależniona albo chora na otyłość zawsze znajdzie argumenty, że ona po prostu nie mogła inaczej, więc nie ma wpływu na swoją chorobę. Z drugiej strony samą dietą z otyłości się nie wyjdzie, potrzebna jest zmiana całego życia. Samo odstawienie uzależniającego środka też słabo rokuje co do przyszłej abstynencji, potrzebna jest głębsza zmiana.
                          Styl życia wypracowany przez cywilizację białego człowieka, i którego przedstawicielami jesteście i wy, i ja, obraca się przeciwko nam.
                          Nie chodzi o to, że jeszcze dziś mamy pojechać samochodem na złom. Ale @galtomone pisze, że rowerem nie można przywieźć zakupów. Nam się jakoś udaje. @jureek pisze, że nie da się jeździć rowerem do pracy, jak ktoś ma dalej albo w zimie. No popatrz, a mnie się udaje (choć nie zawsze, fakt). Tylko to wymagało zrobienia pewnego mentalnego klika: tak, będzie mniej wygodnie pedałować niż słuchać muzyki w ciepełku własnego samochodu, ale tak jest lepiej dla mnie. Tak, pewnych rzeczy przez to nie zrobie, ale co z tego. Nie muszę.
                          Po kiego grzyba jechać na basen? Żeby jakiegoś syfa złapać?
                          A w Amsterdamie ścieżek rowerowych jak na lekarstwo. Rowery jeżdżą po prostu wszędzie.
                          Mentalnie szkodliwe jest przekonanie, że samochód daje mi wolność, jeżeli nie umiesz samoograniczyć wolności. Wiem to, choć sam grzeszę. Ale ostatnio wsiadam do samochodu nawet nie raz na tydzień. Dzięki temu może nawet bardziej niż przedtem lubię jeździć... :-)

                          Sorka, @qqbek, za spowodowanie dryfu wątku. Spuść z ceny i będzie dobrze z tą sprzedażą. Ten Opel widocznie jest mniej wart, niż myślisz.
                          • jureek Re: Poważnie! 11.07.15, 12:36
                            do.ki napisał:

                            > Nie chodzi o to, że jeszcze dziś mamy pojechać samochodem na złom. Ale @galtomo
                            > ne pisze, że rowerem nie można przywieźć zakupów. Nam się jakoś udaje. @jureek
                            > pisze, że nie da się jeździć rowerem do pracy, jak ktoś ma dalej albo w zimie.
                            > No popatrz, a mnie się udaje (choć nie zawsze, fakt).

                            Dość zabawnie to się czyta, gdy ktoś, kto posiada auto, przekonuje, że możliwe jest życie bez auta, kogoś, kto od ponad pięciu lat praktykuje właśnie to życie bez auta.
                            Ponieważ rower jest teraz moim podstawowym środkiem lokomocji, to przejeżdżam na nim około 5 tysięcy kilometrów rocznie, także w zimie. Rowerem dojeżdżam do pracy (częściowo, bo mam w jedną stronę ponad 40 km, więc na przejechanie całej trasy pozwalam sobie tylko od święta, a normalnie to zabieram rower do kolejki), rowerem jadę do znajomych, do teatru, do kościoła, na zakupy, do lekarza itd. Ba, nawet w delegacje służbowe zabieram rower, a pracodawcę przekonałem do pokrycia biletu na rower, bo dzięki temu zaoszczędzi on na taksówce. Mam jednak to szczęście, że mieszkam w regionie z doskonale rozwiniętą komunikacją publiczną i wiem, że gdy np. będzie ulewa, to mogę przesiąść się na autobus, tramwaj czy kolejkę. Polska prowincja takich możliwości nie ma.
                            Dojazd z mojej wsi rowerem do Opola (trochę ponad 10 km, więc na rower idealny dystans), to igranie z życiem. Jesteś wyprzedzany co chwilę na przysłowiową żyletę. Po samym mieście da się już jeździć rowerem, chociaż kostka daje popalić. Najgorzej jest jednak poza miastami. Tam auto nie jest fanaberią, tylko koniecznością.
                            • do.ki Re: Poważnie! 11.07.15, 13:05
                              Krytyke przyjmuje z pokora. Czy jednak nie jest rownie zabawnie czytac watek nabywcy X5, i to bynajmniej nie w podstawowej wersji, ktory czuje, ze MUSI wycisnac ostatni grosz ze sprzedazy starego Opla?
                              • galtomone Co racja, to racja :-) 11.07.15, 14:10

                              • jureek Re: Poważnie! 11.07.15, 21:47
                                do.ki napisał:

                                > Krytyke przyjmuje z pokora.

                                Pokora niepotrzebna, bo w zamierzeniu nie miała to być krytyka, tylko doprecyzowanie stanowiska i uzupełnienie go informacjami o sobie, których nie musiałeś przecież znać.

                                > Czy jednak nie jest rownie zabawnie czytac watek na
                                > bywcy X5, i to bynajmniej nie w podstawowej wersji, ktory czuje, ze MUSI wycisn
                                > ac ostatni grosz ze sprzedazy starego Opla?

                                Rzeczywiście wygląda to trochę dziwnie, nie chcę jednak komentować tego, co ludzie robią ze swoimi pieniędzmi i majątkiem. Może boi się, że jak sprzeda za tanio, to nie będzie miał do siebie szacunku, bo sam siebie będzie uznawał za frajera? Dla mnie to akurat żaden problem, czy inni uznają mnie za frajera czy nie. Nie lubię tylko dawać się dymać korporacjom i cwaniakom (dlatego np. nie zmieniam co roku komórki, nie zawieram umów na wyrost, a tylko na to, co rzeczywiście potrzebuję), ale prywatnej osobie, a do tego będącej w potrzebie, mógłbym oddać nawet za pół darmo.
                          • jureek Re: Poważnie! 11.07.15, 12:52
                            No i jeszcze mała uwaga, co do przekonania, że samochód daje wolność. Pamiętam jeszcze, jak poczułem się wolny, gdy zdecydowałem się na niekupowanie następnego samochodu. Nie muszę już pamiętać o tych wszystkich przeglądach, wymianach opon, oleju, o myciu i pucowaniu maszyny, o ubezpieczeniach, podatkach drogowych, stresować się, czy znajdę miejsce do zaparkowania. Możliwe, że przejazdy zajmują mi więcej czasu, ale czas ten mogę pożytecznie wykorzystać. Na rowerze pożyteczny jest sam ruch, nie muszę pakować rower na auto i raz na tydzień kręcić jakieś rundy, bo ten ruch mam na co dzień. Z kolei w pociągu, czy w autobusie mogę coś poczytać, a nawet popracować. W aucie ten czas jest stracony.
                            Dodam, że nie jestem typem domatora, ja bardzo lubię się przemieszczać, nosi mnie tak, że czasem podejrzewam nawet, że mam jakichś przodków Cyganów. Te moje pasje podróżnicze dają się jednak realizować także bez auta, a nawet lepiej bez auta, bo korzystając ze zbiorkomu ma się lepszy kontakt z miejscową ludnością.
                            I jeszcze przypomniało mi się a propos poczucia wolności taka sytuacja z pobytu w Pradze. Stałem sobie na pętli tramwajowej na osiedlu Barrandov i czekałem na ładny tramwaj. Nie na tramwaj jakiejś konkretnej linii, tylko na taki, który byłby nowy i ładny. Było mi obojętne dokąd ten tramwaj pojedzie, nie goniły mnie żadne terminy, rzeczy do zrobienia, zobowiązania. Mogłem sobie wsiąść i pojechać dokądkolwiek. To było właśnie to cudowne poczucie wolności.
                            • galtomone Re: Poważnie! 11.07.15, 14:15
                              jureek napisał:

                              > No i jeszcze mała uwaga, co do przekonania, że samochód daje wolność. Pamiętam
                              > jeszcze, jak poczułem się wolny, gdy zdecydowałem się na niekupowanie następneg
                              > o samochodu. Nie muszę już pamiętać o tych wszystkich przeglądach, wymianach op
                              > on, oleju, o myciu i pucowaniu maszyny, o ubezpieczeniach, podatkach drogowych,
                              > stresować się, czy znajdę miejsce do zaparkowania.

                              Może dlatego, ze nie jesteś "petrolhead"? Pierwsze auto i prawo jazdy było czyms na co czekałem licząc dni i godziny. Rok bez auta w UK cierpiałem każdego dnia. Ja po prostu lubie siedzieć za kierownica i jechać....

                              Jako dziecko moja ulubiona, najlpesza i wielogodzinna zabawa, było po prostu siedzenie (samemu) w aucie za kierownica. Majac 6 lat jak udało mi się wyblagac, zebym mogl posiedzieć w aucie, to było spełnienie marzen.

                              > Mogłem sobie wsiąść i pojech
                              > ać dokądkolwiek. To było właśnie to cudowne poczucie wolności.

                              Ja tez mogę sobie wsiasc i pjechac dokoadkolwiek... (w takiej sytuacji) tylko nie ograniczają mnie szyny i mam kontrole nad ruchem. Może to głupie ale dla mnie to ważne.
                              • jureek Re: Poważnie! 12.07.15, 15:02
                                galtomone napisał:

                                > Może dlatego, ze nie jesteś "petrolhead"? Pierwsze auto i prawo jazdy było czym
                                > s na co czekałem licząc dni i godziny. Rok bez auta w UK cierpiałem każdego dni
                                > a. Ja po prostu lubie siedzieć za kierownica i jechać....

                                Ja też lubię sobie prowadzić samochód jakąś piękną krajobrazowo drogą, słońce świeci z tyłu, droga (nie autostrada) wije się przez pola, lasy i wioski, nie muszę się spieszyć, w radiu gra Trójka, popijam sobie zimny kwas chlebowy kupiony w jakimś geesowskim sklepie po drodze - tak to mógłbym jechać i jechać. Jednak codzienne dojazdy do pracy miejskimi zatłoczonymi ulicami, czy autostradami, szukanie miejsc parkingowych - to już nie sprawia mi przyjemności. Szkoda mi wtedy czasu na trzymanie kierownicy w ręce. Na te pierwsze piękne jazdy nie muszę mieć jednak własnego samochodu, na tych parę dni w roku można sobie wziąć auto z wypożyczalni.

                                > Ja tez mogę sobie wsiasc i pjechac dokoadkolwiek... (w takiej sytuacji) tylko n
                                > ie ograniczają mnie szyny i mam kontrole nad ruchem.

                                No nie wiem, jak z tą kontrolą. Sam pisałeś w innym miejscu, że nie potrafisz rowerem jechać wolno, więc jest coś silniejszego od Ciebie, co Ci na tę wolną jazdę nie pozwala.
                                A szyny też mnie nie ograniczają, bo zawsze mogę wysiąść i pójść tam, gdzie nie ma szyn.
                                • galtomone Re: Poważnie! 12.07.15, 21:14
                                  jureek napisał:

                                  > No nie wiem, jak z tą kontrolą. Sam pisałeś w innym miejscu, że nie potrafisz r
                                  > owerem jechać wolno,

                                  Czytaj: rowerem nie lubie. Tak jak nie lubie lazic po gorach - NUUUUDA!

                                  Rwer kupiłem po to by się zmwczyc i moc sobie nim zapier...alac ile dam rade W góry jezdze po to, by robic to samo na nartach... na rower taki na razie nie mam kasy i chyba już trochę wiek taki, ze mialbym pietra.

                                  Rowerem to ja i w miejsc mogę stać, z nogami na pedałach.... ale specerowo to jezdze tylko z synem, bo cel takiej jazdy inny.
                            • bimota Re: Poważnie! 11.07.15, 17:20
                              I TAK SOBIE UJEZDZASZ ZA CZYJAS KASE... ROZUMIEM, ZE HONOR CI W TYM NIE PRZESZKADZA...
                              • jureek Re: Poważnie! 11.07.15, 21:49
                                bimota napisał:

                                > I TAK SOBIE UJEZDZASZ ZA CZYJAS KASE... ROZUMIEM, ZE HONOR CI W TYM NIE PRZESZK
                                > ADZA...

                                Chcesz się licytować, kto z nas dwóch płaci więcej podatków?
                                • bimota Re: Poważnie! 16.07.15, 10:07
                                  W POLSCE ?

                                  NIE KTO PLACI WIECEJ, TYLKO KTO WIECEJ POBIERA... I KTO TAKI STAN POPIERA...
                                  • jureek Re: Poważnie! 16.07.15, 22:14
                                    bimota napisał:

                                    > W POLSCE ?

                                    Tak, także w Polsce.

                                    > NIE KTO PLACI WIECEJ, TYLKO KTO WIECEJ POBIERA... I KTO TAKI STAN POPIERA...

                                    Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że więcej płacę niż pobieram. Więc Twoje wypominanie wsadź sobie gdzieś.

                                    • bimota Re: Poważnie! 17.07.15, 11:39
                                      TAK ? A ILE SIE DOPLACA DO TRANSPORTU PUBLICZNEGO, Z KTOREGO KORZYSTASZ ? POTRAFISZ TO SPRAWDZIC ?

                                      A NAWET JESLI TO PRAWDA. TO SKORO LUBISZ PLACIC NA URZEDASOW TO SOBIE PLAC, ALE JESLI ZMUSZASZ DO TEGO INNYCH - TO JEST TO ZWYCZAJNY BANDYTYZM I JESTES BANDYTA... NIE MA TU NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA CZY WIECEJ DAJESZ NIZ SAM BIERZESZ...
                          • galtomone Re: Poważnie! 11.07.15, 14:08
                            do.ki napisał:

                            > Ale @galtomo
                            > ne pisze, że rowerem nie można przywieźć zakupów. Nam się jakoś udaje.

                            Nie do końca jasno zrozumiales mój przekaz. Oczywiście, ze się da. Podobnie jak da się zyc bez internetu, czytac przy swiecach a na wakacje 2 tyg. z rodzina podrozowac 10 dni (w obie strony) konno i furmanka.

                            W moim przypadku, wizyty ze 2 rzy w tyg w sklepie oznaczają jakies 20-30kg towaru który siagam do domu... a to 4-6 butelek wina, do tego 6-10 l mleka, za 6-8 butelek piwa, ziemniaki, 1kg sera raz na 2 tyg...itd..itd...

                            Da się rowerem? Jasne, ze się da! Tylko czy ja po to pracuje, żeby sobie za własne pieniądze robic na zlosc?
                            Na rower wsiadam popołudniami w ok 1:30h robie sobie szybkie 25-30km po parkach w okolicy.

                            W UK tez przez ponad rok nie miałem auta i robilem zakupy w supermarkecie. Ale potrzebowałem do tego wolnego dnia, schodzilo mi na to pold dnia i wcale nie czulem się wypoczęty.

                            Jasne, ze sa opcje typu dostawa z Tesco. W UK korzystałem, w PL nie bardzo. Niestety.... Produkty które lubie i kupuje sprawiają, ze musze odiedzic i Tesco, i Biedronke, i Lidla.
                            Oznacza to, ze przy moich lokalnych warunkach auto jest niezbędne.
                            To samo będzie od września z dojazdami Mlodego do szkoły.
                            Autem 11 - 15 min... Tramwajem i/lub autobusem to bylaby gehenna, bo ja przecież jeszcze musze zdazyc do pracy a polaczenia w Katowicach to smiech!

                            @jureek
                            > pisze, że nie da się jeździć rowerem do pracy, jak ktoś ma dalej albo w zimie.
                            > No popatrz, a mnie się udaje (choć nie zawsze, fakt).

                            Ja do pracy rowerem nie mogę bo nie ma gdzie się odswiezyc, a spocony pracować nie mogę.

                            > Tylko to wymagało zrobien
                            > ia pewnego mentalnego klika:

                            Fajne i masz racje, ale niestety to nie jest oplcja dla każdego. Ja chodze do pracy na piechotę. Dojsce zajmuje mi jakies 3 min (z dmu do biura) dojazd autem 10 (chyba, ze musze szukac parkingu). Ale nie będę wmawail, ze wystaczy zrobić klik by chodzic do pracy!

                            Kolega, który mieszka obok pracuje w SSE w Tychach. Same zakłady, tysiące ludzi jak sadze zatrudnionych. Dojazd z Katowic to ponad godzina autobusem (a jeszcze trzeba do niego dojść, zmoknąć, zmarznąć jeśli jest zla pogoda). Autem 15 min. Wiec nie mow.... ze to tylko od decyzji i nastawienia zależy.

                            A generalnie chwilowo rozmawialiśmy o opcjach uzywka (jak X5) vs nowka za podobne pieniądze. A za ok 30-40k opcja nowa to malutki, miejski samochodzik a nie fajne auto dla rodziny.

                            Co nie znaczy, ze pirwsza czescia Twoich wypowiedzi, ze auta zw miastach powinny być ograniczane się nie zgadzam. Wrecz przeciwnie!
                            Ale najpierw musza być ku temu warunki.

                            Musi być to wygodne, musi być mnie na to stać. W UK np. bardzo mi odpowiadalo, ze miałem auto, z którego korzystałem na wycieczki w weekendy, wyjazdy do supermarketow POZA(*) miasto a w tyg. korzystałem z metra i autobusow. Tyle, ze to merto w UK wcale takie tanie już nie jest... Mnie było i jest stać.. ale ludzie nazekaja na cen dużo bardziej niż nazekali. Nie licząc faktu, ze "Underground" jest stary i bardzo zawodny.

                            (*) w Katowicach większość galerii handlowych jest w centrum miasta lub prawie w centrum - silesia, katowicka, buduje się centrum.
                            A sa jeszcze 3 stawy z marna komunikacja i dabrowka.

                            > A w Amsterdamie ścieżek rowerowych jak na lekarstwo. Rowery jeżdżą po prostu ws
                            > zędzie.

                            A w Katowicach zaczeli scigac rowerzystow za przejazd przez wyremontowanya "rynek"... za to pakrujace tam auta (mimo zakazow) władzom i SM nie przeszkadzają specjalnie...

                            > Mentalnie szkodliwe jest przekonanie, że samochód daje mi wolność, jeżeli nie u
                            > miesz samoograniczyć wolności.

                            Nie mogę się zgodzić. Auto daje mi wolność - wyboru! Mogę jechać autem, rowerem, na piechotę, autobusem... itd.
                            Nie majac auta jestem skazany na te opcje, nawet gdy mi nie pasuja.
                            • samspade Re: Poważnie! 11.07.15, 15:54
                              Fajnie ze robisz zakupy dla sąsiadów. Dobre masz serduszko.
                              A po co wymyślasz wymówki czemu jeździsz samochodem do pracy? Jeździsz bo chcesz. Kropka. Pisanie o odświeżaniu się jest całkowicie niepotrzebne. I śmieszne. Po jeździe samochodem tez się odswiezasz?
                              • galtomone Niby jezyk znasz... i co z tego? 11.07.15, 16:10
                                samspade napisał:

                                > Fajnie ze robisz zakupy dla sąsiadów. Dobre masz serduszko.

                                ????

                                > A po co wymyślasz wymówki czemu jeździsz samochodem do pracy?

                                ???? Powyzej myslelem, ze może cos zle zrozumiales. Po tym pytani, mam już pewność, ze nie rozumiesz tego co czytasz.

                                galtomone napisał (forum.gazeta.pl/forum/s,20,158146235,158166675.html?rep=2&from=4):

                                > Fajne i masz racje, ale niestety to nie jest oplcja dla każdego. Ja chodze do p
                                > racy na piechotę. Dojsce zajmuje mi jakies 3 min
                                (z dmu do biura) dojazd autem
                                > 10 (chyba, ze musze szukac parkingu). Ale nie będę wmawail, ze wystaczy zrobić
                                > klik by chodzic do pracy!


                                > Jeździsz bo chces
                                > z. Kropka. Pisanie o odświeżaniu się jest całkowicie niepotrzebne. I śmieszne.
                                > Po jeździe samochodem tez się odswiezasz?

                                Naprawde.... sporboj rozumieć słowa, które czytasz!!!!

                                galtomone napisał:

                                > Ja do pracy rowerem nie mogę bo nie ma gdzie się odswiezyc, a spocony pracować
                                > nie mogę.

                                Nie licząc faktu, ze majac 3 min na piechotę nie mam po co wyciagac roweru z piwnicy.
                                Chodzi o to, ze nie każdy ma prace w której po przyjeździe może wziąć przysznic, przebrać i i przejść do obowiazkow sluzbowych.

                                W szpitalu (do.ki) to zwykle nie jest problem.
                                • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 11.07.15, 16:20
                                  A nie możesz jechać rowerem tak normalnie? Nie na wyścig? Tak żeby się nie pocić? Właśnie dlatego mówię że to wymówka. Zresztą sztandarowa. I to jeszcze słaba. Jak to wymówka.
                                  Co do ironii odnośnie ilości zakupów to mogłeś nie zrozumieć. Zresztą pisze z perspektywy rodziny 3 osobowej i takie ilości zakupów robie na dłuższy okres czasu. Nie mam tak licznej rodziny.
                                  Teraz czekam na kolejną jakże "ciętą" ripostę. "Sporbuje" ja zrozumieć.
                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 11.07.15, 18:55
                                    samspade napisał:

                                    > A nie możesz jechać rowerem tak normalnie? Nie na wyścig? Tak żeby się nie poci
                                    > ć?

                                    Pewnie mogę... nie probowalem. Gdzie w tym radość? Rower kupiłem wlasnie po to żeby się pocic.

                                    > Właśnie dlatego mówię że to wymówka. Zresztą sztandarowa. I to jeszcze słaba
                                    > . Jak to wymówka.

                                    Ale wymowka od czego?

                                    > Co do ironii odnośnie ilości zakupów to mogłeś nie zrozumieć. Zresztą pisze z p
                                    > erspektywy rodziny 3 osobowej i takie ilości zakupów robie na dłuższy okres cza
                                    > su. Nie mam tak licznej rodziny.

                                    No to slabo Ci wyszlo. Taka ilość zakupow to żadna radość. Nie dość, ze się dźwiga to jeszcze wydaje pieniądze. Na goly, krosowy rower w każdym razie ciężko zaladowac na 1 raz.

                                    > Teraz czekam na kolejną jakże "ciętą" ripostę. "Sporbuje" ja zrozumieć.
                                    A ja czekam na wyjaśnienie zarzutu, ze jezdze autem do pracy. Bo się przyczepiles.. i co?
                                    • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 11.07.15, 19:35
                                      A gdzie radosc z jazdy samochodem do pracy? Kto powiedzial ze podroz do pracy niezaleznie od sposobu przemieszczania sie ma byc przyjemnoscia?
                                      Kto mowi rowniez o radosci z ilosci zakupow? Nie mam tak licznej rodziny i nie robie tak duzych zakupow.
                                      A co do rzekomego zarzutu o jezdzie samochodem i rzekomego czepiania sie to zacytuje klasyka: Niby jezyk znasz. No i co z tego? Sprobuj zrozumiec co pisze.
                                      Chodzilo o slaba wymowke czemu nie jezdze rowerem do pracy. Po co kombinowac i pisac durne wymowki ze trzeba sie odswiezyc itp skoro wystarczy prawda. Nie bo nie. Bo nie chce, nie lubie.
                                      • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 09:47
                                        samspade napisał:

                                        > A gdzie radosc z jazdy samochodem do pracy?

                                        Mnie kazda jazda sprawia radosc. Nie zawsze jest to = euforii, ale jazda generalnie mi nie przeszkadza I kazdy warunkach znajduje plusy I cos ciekawgo do robienia. Ot... bujna wyobrazna ;-)

                                        > Kto powiedzial ze podroz do pracy n
                                        > iezaleznie od sposobu przemieszczania sie ma byc przyjemnoscia?

                                        Kazda prodroz autem... niezaleznie od miejsca docelowego (z wylaczeniem pogrzebow najblizszej rodziny, itp) jest OK. Ja Lubie. Sue me.

                                        > Kto mowi rowniez o radosci z ilosci zakupow? Nie mam tak licznej rodziny i nie
                                        > robie tak duzych zakupow.

                                        2+1 to raczej standard niz liczna rodzina. A zakupow I tak wychodzi sporo.

                                        > A co do rzekomego zarzutu o jezdzie samochodem i rzekomego czepiania sie to zac
                                        > ytuje klasyka: Niby jezyk znasz. No i co z tego? Sprobuj zrozumiec co pisze.
                                        > Chodzilo o slaba wymowke czemu nie jezdze rowerem do pracy.

                                        Kto????? Bo rozni ludzie maja rozne powody. Raz sensowne I faktyczne raz nie. Ale w zwizku z tym nie mozna czynic ogolnego zarzutu wszystkim I twierdzic, ze to rozwiazanie dla kazdego.


                                        > Po co kombinowac i
                                        > pisac durne wymowki ze trzeba sie odswiezyc itp skoro wystarczy prawda.

                                        A to nie moze byc prawda?

                                        > Nie bo
                                        > nie. Bo nie chce, nie lubie.

                                        Ja lubie ale rowerem nie moge. Za dlugo by to trwalo. Na piechote znacznie szybciej i prościej.
                                        • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 10:27
                                          Widac nie spozywamy tyle jedzenia. Moze roznica jest tez taka ze mieszkam w miescie i duzo zakupow robie w sklepach na osiedlu.
                                          I jezdzij czym chcesz gdzie chcesz. Wyraznie napisalem ze nic mi do tego. Smiesza mnie tylko bzdurne wymowki jak to rowerem nie mozna do pracy bo trzeba sie odswiezyc.
                                          Tak jakby rzeczywistych utrudnien bylo za malo zeby wymyslac.
                                          • jureek Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 14:52
                                            samspade napisał:

                                            > I jezdzij czym chcesz gdzie chcesz. Wyraznie napisalem ze nic mi do tego. Smies
                                            > za mnie tylko bzdurne wymowki jak to rowerem nie mozna do pracy bo trzeba sie o
                                            > dswiezyc.

                                            Może chodzi o to, że w ten sposób chce między wierszami dać do zrozumienia, że nie pracuje fizycznie jako robotnik? Bo robotnicy na ogół mają przebieralnie z prysznicami.
                                            • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 17:24
                                              Mysle ze w czesci przypadkow tak moze byc. I przeciez stac mnie na samochod. Plus mam kontakt z klientem itp.
                                              Ciekawe ze malo osob podaje prawdziwe przyczyny czemu nie jezdzi rowerem. Moze dlatego ze nie probowali?
                                              • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 21:18
                                                Ja ci podelem, ale najwyraźniej nie zrozumiales.
                                                Wiec jeszcze raz, może teraz się uda:

                                                MNIE DOJZD DO PRACY ZAJAL BY 2 X TYLE CO DOJSCIE NA PIECHOTE - I TO NAWET JAKBYM BARDZO SZYBKO TYM ROWEREM JECHAL!!!!
                                                A DOJSCIE DO PRACY ZAJMUJEMI OD 3-5 MIN.

                                                I nie nie pracuje w domu, w swoje firmie, itd... po prostu tak się ulozylo.
                                                • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 21:26
                                                  Oczekujesz od innych kultury a zachowujesz się jak prostak. Bo o czytaniu ze zrozumieniem nie ma co mówić.
                                                  A kto pisał bzdury o odświeżaniu?
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 07:19
                                                    Ja i nie nazwałbym tego bzdura. Wszystko zależy od tego gdzie, jako kto pracujesz i w jakich warunkach musialbys do tej pracy dojechać. Nie każdy może sobie szurnac 3 km do plaskim na miejskim rowerze nie spiesząc się.
                                                    Ale ty oczywiście, wiesz lepiej, z góry i za każdego obywatela.
                                                  • samspade Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 20:45
                                                    Nie wiem lepiej. Wiem że pisanie o potrzebie odświeżania to bzdura. Bo można jechać tak żeby się nie spocić. Może dodasz że kask psuje ci fryzurę? Mnie też. Dalego go nie zakładam. Kask zakładam tylko wtedy kiedy jadę rekreacyjnie.
                                                    A kto gdzie pracuje i jaką ma trasę to można z góry powiedzieć że raczej mało osób w drodze do pracy ma Tourmalet czy choćby Mur de Huy. Już prędzej wierzę w to że ktoś pisze że boi się jeździć rowerem. Czy że nie ma gdzie roweru trzymać.
                                            • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 21:16
                                              jureek napisał:

                                              > Może chodzi o to, że w ten sposób chce między wierszami dać do zrozumienia, że
                                              > nie pracuje fizycznie jako robotnik? Bo robotnicy na ogół mają przebieralnie z
                                              > prysznicami.

                                              Rozumiem, ze jak np. wszedlbys do sklepu, banku, firmy gdzie obsługiwaliby cie ludzie w zapoconych T-shirtach i krótkich spodniach zamiast garniturach, to jest OK?

                                              Jakos nie wyobrażam sobie siebie w garniturze na rowerze crossowym czy goralu.
                                              • jureek Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 12.07.15, 22:43
                                                galtomone napisał:

                                                > Rozumiem, ze jak np. wszedlbys do sklepu, banku, firmy gdzie obsługiwaliby cie
                                                > ludzie w zapoconych T-shirtach i krótkich spodniach zamiast garniturach, to jes
                                                > t OK?

                                                Wolę gościa nawet w koszulce, ba nawet krótkie spodnie bym zniósł (choć jak już kiedyś pisałem, nie podoba mi się, gdy faceci chodzą w miejscach publicznych w krótkich spodniach), który obsłuży mnie kompetentnie, niż jakiegoś krawaciarza, który będzie mi wciskał kit i tylko kombinował, jak najlepiej mnie wydymać z kasy.

                                                A co do ludzi w garniturach na rowerach, to zapraszam chociażby do Frankfurtu, będziesz mógł sobie rozwinąć wyobraźnię, którą jak sam piszesz, masz dość ograniczoną.
                                                • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 07:24
                                                  jureek napisał:

                                                  > Wolę gościa nawet w koszulce, ba nawet krótkie spodnie bym zniósł (choć jak już
                                                  > kiedyś pisałem, nie podoba mi się, gdy faceci chodzą w miejscach publicznych w
                                                  > krótkich spodniach), który obsłuży mnie kompetentnie, niż jakiegoś krawaciarza
                                                  > , który będzie mi wciskał kit i tylko kombinował, jak najlepiej mnie wydymać z
                                                  > kasy.

                                                  Ale ja nie mowilem o kompetencji.... Nie wiem dlaczego zresztą od razu prypisales pozytywne cehyc komus tylko dlatego, ze przyjechal na kole.
                                                  Zostawmy fakt czy kto jest dobrym racownikiem czy złym, czy robi klienta w jajo czy nie. To nie czesc tej dyskusji a szanse na wystapnie obu zjawisk sa podobne. Rownie dobrze mogę zapytać, a co jeśli będzie wciskal kit?

                                                  Z mojego p. widzenia jak ktoś ma do pracy kilka (10 to już chyba maks) km, jedzie po plaskim, ma czas (tzn. np. nie musi być punkt 8:00 za biurkiem a wcześniej jeszcze pis na spacer, kanapki, dziecko do przedszkola... itd..

                                                  To jak najbardziej. Zakladasz sobie 20-30 min na dojazd i spokojnie pedałujesz.
                                                  Ale nie można zakladac, ze każdy tak ma. I uwazac, ze jak ktoś do pracy na rowerze nie jedzie to wynika to wyłącznie ze zlej woli czy nastawienia psychicznego. TO po prostu nie prawda!

                                                  > A co do ludzi w garniturach na rowerach, to zapraszam chociażby do Frankfurtu,
                                                  > będziesz mógł sobie rozwinąć wyobraźnię, którą jak sam piszesz, masz dość ogran
                                                  > iczoną.

                                                  Na goralach i crossach czy w większości na miejskich?
                                                  • jureek Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 11:18
                                                    galtomone napisał:

                                                    > Ale ja nie mowilem o kompetencji.... Nie wiem dlaczego zresztą od razu prypisa
                                                    > les pozytywne cehyc komus tylko dlatego, ze przyjechal na kole.

                                                    No to może jeszcze raz. Zadałeś pytanie, czy wolałbym, żeby w różnych instytucjach obsługiwał mnie ktoś w krawacie, czy w przepoconej koszulce i krótkich spodniach. No więc odpowiadam, że jest mi to właściwie obojętne, bo przede wszystkim liczy się dla mnie kompetencja i uczciwość osoby mnie obsługującej. Przyznam też, że do krawaciarzy podchodzę z większą nieufnością, bo takie mam doświadczenia, no i zdaję sobie sprawę z tego, że jednym z celów takiego narzucanego przez korporację dresskodu jest takie urobienie klienta, żeby łatwiej było go wydymać. Na mnie jednak działa to dokładnie odwrotnie.

                                                    > Z mojego p. widzenia jak ktoś ma do pracy kilka (10 to już chyba maks) km, jed
                                                    > zie po plaskim, ma czas (tzn. np. nie musi być punkt 8:00 za biurkiem a wcześni
                                                    > ej jeszcze pis na spacer, kanapki, dziecko do przedszkola... itd..
                                                    >
                                                    > To jak najbardziej. Zakladasz sobie 20-30 min na dojazd i spokojnie pedałujesz.
                                                    > Ale nie można zakladac, ze każdy tak ma. I uwazac, ze jak ktoś do pracy na rowe
                                                    > rze nie jedzie to wynika to wyłącznie ze zlej woli czy nastawienia psychicznego
                                                    > . TO po prostu nie prawda!

                                                    Nie twierdzę, że są to wyłączne przyczyny, ale nie można też powiedzieć, że mentalność nie ma żadnego znaczenia. No bo jak wytłumaczysz to, że np. w takich samych warunkach dojazdu Turcy w Niemczech nigdy nie dojeżdżają do pracy rowerem?

                                                    > > A co do ludzi w garniturach na rowerach, to zapraszam chociażby do Frankf
                                                    > urtu,
                                                    > > będziesz mógł sobie rozwinąć wyobraźnię, którą jak sam piszesz, masz dość
                                                    > ogran
                                                    > > iczoną.
                                                    >
                                                    > Na goralach i crossach czy w większości na miejskich?

                                                    Na różnych i przeróżnistych, także na góralach i crossach (cokolwiek by to miało znaczyć). Rowery miejskie wcale nie są na frankfurckich ulicach w większości. Najwięcej jest takich uniwersalnych, co to i do miasta i na wycieczkę się nadają (zdaje się, że w gwarze marketingowej mówi się na nie rowery trekkingowe), poza tym sporo jest starych wyścigówek, takich jak mój rower z wystawki:
                                                    fotoforum.gazeta.pl/photo/4/gf/gj/k7sc/Wbb8KxkdvyDasMJghX.jpg
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 11:44
                                                    jureek napisał:

                                                    > No to może jeszcze raz. Zadałeś pytanie, czy wolałbym, żeby w różnych instytucj
                                                    > ach obsługiwał mnie ktoś w krawacie, czy w przepoconej koszulce i krótkich spod
                                                    > niach. No więc odpowiadam, że jest mi to właściwie obojętne,

                                                    I na tym w zasadzie powinieneś był zakończy odp. na moje pytanie :-)

                                                    > bo przede wszystki
                                                    > m liczy się dla mnie kompetencja i uczciwość osoby mnie obsługującej.

                                                    A to chyba generalnie jasne i oczywiste dla wszystkich. I chyba nie jesteś tu wyjątkiem.

                                                    Krawat oczywiście tez jest przysłowiowy. Sa po prostu zawody czy sytuacje, w których nie wypada wygladac jakby się wlasnie wrocilo z biegania.

                                                    > Nie twierdzę, że są to wyłączne przyczyny, ale nie można też powiedzieć, że men
                                                    > talność nie ma żadnego znaczenia.


                                                    Niggdzie tak nie napisałem. Ale to Sam pisze, ze jak ktoś nie jedzi na rowerze to tylko dlatego, ze mu sie nie chce, bo kazdy może.

                                                    > Na różnych i przeróżnistych, także na góralach i crossach (cokolwiek by to miał
                                                    > o znaczyć). Rowery miejskie wcale nie są na frankfurckich ulicach w większości.

                                                    To mi się wydaje mało wygodne... no ale co kto lubi. Mnie na moim rowerze trochę byłoby szkoda garnituru.
                                                    Bo albo lancuch i spodnie... albo brak blotnikow... i cala reszta.
                                                    Nie licząc faktu, ze po lezdzie w kasku moja fyrzura jest zwykle niereprezentacyjna :-)
                                                  • jureek Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 11:51
                                                    galtomone napisał:

                                                    > Bo albo lancuch i spodnie... albo brak blotnikow... i cala reszta.

                                                    Spodnie można spiąć klamerką do bielizny, a błotniki mają znaczenie tylko wtedy, gdy jest mokro.

                                                    > Nie licząc faktu, ze po lezdzie w kasku moja fyrzura jest zwykle niereprezentac
                                                    > yjna :-)

                                                    W kaskach jeździ tu mało kto. No chyba, że rekreacyjnie, ale i wtedy tylko mniej więcej połowa jest "okaskowana".
                                                    Zimą nie nosisz czapki?
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 13:26
                                                    jureek napisał:

                                                    > W kaskach jeździ tu mało kto. No chyba, że rekreacyjnie,

                                                    No ja wlasnie rekreacyjnie jade w kasku. Wczoraj (jeszcze się ucze) zapomniałem, ze mam SPD i skonczylo się gleba :-). Wiec kask się przydaje.

                                                    > Zimą nie nosisz czapki?

                                                    Nie mogę nosic.
                                                  • jureek Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 14:27
                                                    galtomone napisał:

                                                    > No ja wlasnie rekreacyjnie jade w kasku. Wczoraj (jeszcze się ucze) zapomniałem
                                                    > , ze mam SPD i skonczylo się gleba :-). Wiec kask się przydaje.

                                                    Na główkę poleciałeś?

                                                    > > Zimą nie nosisz czapki?
                                                    >
                                                    > Nie mogę nosic.

                                                    Teraz to dałeś większą zagadkę niż z tymi trzema minutami na dojście pieszo do pracy i dziesięcioma na dojazd rowerem, bo to mogę sobie ewentualnie tak wytłumaczyć, że te 3 minuty idziesz schodami (mam nadzieję, że w dół, bo w górę to mógłbyś się spocić). Natomiast z tą czapką to już zupełnie nie rozumiem. Kask zakładasz, a czapki nosić nie możesz?
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 15:07
                                                    jureek napisał:

                                                    > Na główkę poleciałeś?

                                                    Nie. Na bok (biodro) I nadgarstek, bu podparem sie reka. Troche dzis boli, ale tragedii nie ma.
                                                    Smieszniej (ale bardziej bolesnie ) bylo ze 2 ty temu. Jak wypiolem buty, ale jeszcze bylem w ruchu. Jak postawilem nogi na sliskich plytkach, to pojechalem jak na lyzwach, przebierajac nogami.
                                                    Az musialem rower do serwisu oddac, zeby mi kolo wyprostowali :-)

                                                    > > > Zimą nie nosisz czapki?
                                                    > >
                                                    > > Nie mogę nosic.
                                                    >
                                                    > Teraz to dałeś większą zagadkę niż z tymi trzema minutami na dojście pieszo do
                                                    > pracy i dziesięcioma na dojazd rowerem

                                                    1. Czapka - nie nosze, bo musze ja zdjac. I to jest problem, bo wygladam wtedy niekorzystnie. A ze sluzbowo w ziemie chodze malo, wiecej jezdze to daje rede bez cpki przezyc.
                                                    Jak jedziemy na narty, czy cos to czapka oczywiscie jest.

                                                    2. A roznica w czasie dotarcia do pracy rowerem/autem - vs na piechote jest banalna.
                                                    Biurowiec stoi po drugiej stronie ulicy ale jest tylko przejscie podziemne. Auto z niego nie skorzysta, a branie roweru po to by niesc go po shcodach w tym przejsciu - to bez sensu bo do przejechania (chodnikiem - a podobno nie wolno) nie mialbym nawet 100 m
                                                    Zas jazda ulica, to jazda dokokola dzielnicy prawie (akurat w takim miejscu mieszkam) wiec autem spoko 10 min - bo sa I swiatla po drodze I przejscia dla pieszych, albo rondo - zalezy ktora dorge wybiore.


                                                    , bo to mogę sobie ewentualnie tak wytłum
                                                    > aczyć, że te 3 minuty idziesz schodami

                                                    Schodami (wszystkimi) w bloku potem 2 razy pod przejsciem (dol/gora) I do samgo biura to moze z 1 min.

                                                    Reszta po plaskim. Czasem zajmuje mi to 5 jak jeszcze wchodze do sklepu obok po jogurt czy wode.
                                                    Po prostu isc z domu moge prawie w lini prstej laczace oba budynki, a jechac tak sie nie da.

                                                    > Natomiast z tą czapką to już zupełnie nie rozumiem. Kask zak
                                                    > ładasz, a czapki nosić nie możesz?

                                                    Kask zakaldam (jak czapke) w czasie prywatnym. Sciagam go w domu.
                                                  • galtomone Wg Google maps 13.07.15, 18:14
                                                    jureek napisał:

                                                    > Teraz to dałeś większą zagadkę niż z tymi trzema minutami na dojście pieszo do
                                                    > pracy i dziesięcioma na dojazd rowerem,

                                                    Wg Google Moas - z buta mam 167 m do pracy
                                                    Auto/rower trasa 1: 1,63 km + ok 80 m z auta do biura
                                                    Auto/rower trasa 2: 1,59 km (a myslalem, ze bedzie dluzsza) + znow ok. 80 m j.w.

                                                    No to jaki to jest sens jezdzania rowerem?
                                                  • jureek Re: Wg Google maps 13.07.15, 18:23
                                                    galtomone napisał:

                                                    > No to jaki to jest sens jezdzania rowerem?

                                                    Dla mnie sens byłby taki, że miałbym rower w pracy i mógłbym sobie w przerwie obiadowej gdzieś wyskoczyć - coś załatwić w mieście, albo tak sobie tylko pojeździć.
                                                  • galtomone Re: Wg Google maps 13.07.15, 21:06
                                                    Nie ma takiej opcji.
                                                  • crannmer Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 13:23
                                                    galtomone napisał:
                                                    > I uwazac, ze jak ktoś do pracy na rowe
                                                    > rze nie jedzie to wynika to wyłącznie ze zlej woli czy nastawienia psychicznego
                                                    > . TO po prostu nie prawda!

                                                    Generalnie nie. Ale w Twoim przypadu uwazam nastawienie mentalne za czynnik decydujacy.

                                                    > Na goralach i crossach czy w większości na miejskich?

                                                    Na wszelkich. Rowniez na gorskich i krosowych (dodaje do szpanu). I glownie w garniturach.
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 13:32
                                                    crannmer napisał:

                                                    > galtomone napisał:
                                                    > > I uwazac, ze jak ktoś do pracy na rowe
                                                    > > rze nie jedzie to wynika to wyłącznie ze zlej woli czy nastawienia psychi
                                                    > cznego
                                                    > > . TO po prostu nie prawda!
                                                    >
                                                    > Generalnie nie. Ale w Twoim przypadu uwazam nastawienie mentalne za czynnik dec
                                                    > ydujacy.

                                                    Widzisz, a to blad, bo w moim przypadku decydujące sa warunki geofizyczne - czyli czas dotarcia do pracy na rowerze, który bylby absuradnie dlugi. Przynajmniej 10 min - a musze doliczyć jeszcze czas potrzebny na wyciagniecie roweru, potem wniesienie go do biura, itd... kompletny bezsens w moim przypadku.

                                                    > > Na goralach i crossach czy w większości na miejskich?
                                                    >
                                                    > Na wszelkich. Rowniez na gorskich i krosowych (dodaje do szpanu). I glownie w g
                                                    > arniturach.

                                                    Jakos nie wydaje mi się to wygodne, przynajmniej w mojej konfiguracji - ale co kto lubi.
                                                    Ja nie bronie przecież nikomu jezdzic!!!

                                                    Ja tylko (ponownie) twierdze, ze mowienie o kims, ze nie jedzi tylko z powodu glupich wymówek.
                                                    Mnie np. to przszkadza... bo ja rowerem do pracy nie jezdze z podou (jak pisałem) wyżej głupich wymówek, tylko dlatego, ze się to całkowicie w moim przypadku nie sprawdzi.
                                                  • crannmer Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 13:41
                                                    galtomone napisał:
                                                    > Mnie np. to przszkadza... bo ja rowerem do pracy nie jezdze z podou (jak pisałe
                                                    > m) wyżej głupich wymówek, tylko dlatego, ze się to całkowicie w moim przypadku
                                                    > nie sprawdzi.

                                                    Sorry, ale jak na razie dales wylacznie wymowki. I to dosc glupie ("bo sie spoce, nie potrafie wolno jechac, bo sie garnitur" itp.). Zeby na dojazd 3 km majac rower odpalac samochod...

                                                    W Twoim przypadku problem jest miedzy uszami.
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 13:48
                                                    crannmer napisał:

                                                    > Sorry, ale jak na razie dales wylacznie wymowki. I to dosc glupie ("bo sie spoc
                                                    > e, nie potrafie wolno jechac, bo sie garnitur" itp.). Zeby na dojazd 3 km majac
                                                    > rower odpalac samochod...

                                                    Mylisz się, to nie sa moje wymówki. To generalnie rozwazania na temat tego, dlaczego jazda na rowerze może nie dla każdego być ciekawa opcja.

                                                    Gdybys uważnie czytal to co piszesz, to być wiedział, ze ja do pracy rowerem nie jezdze, bo musiałbym być WARIATEM bo to czynic:


                                                    galtomone napisał (forum.gazeta.pl/forum/s,20,158146235,158166675.html?rep=2&from=4):

                                                    > Fajne i masz racje, ale niestety to nie jest oplcja dla każdego. Ja chodze do p
                                                    > racy na piechotę. Dojsce zajmuje mi jakies 3 min (z dmu do biura) dojazd autem
                                                    > 10 (chyba, ze musze szukac parkingu). Ale nie będę wmawail, ze wystaczy zrobić
                                                    > klik by chodzic do pracy!

                                                    Dojazd rowerem zajmie mi do pracy tyle samo czasu, bo musze jechać ta sama droga. Czyli jade ze 2 km a ide 200 ... no, 250 m.
                                                    Wiec nie wmawiaj sobie, ze wiesz.

                                                    Chodzi mi o to, ze wszyscy patrzycie przez swój waski pryzmat. Na tej samej zasadzie jak moglbym wszystkim wokoło czynic zarzuty ze jezdza do rpacy zamiast chodzic, skoro to takie proste.

                                                    >
                                                    > W Twoim przypadku problem jest miedzy uszami.
                                                  • do.ki Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 18:45
                                                    > Mylisz się, to nie sa moje wymówki. To generalnie rozwazania na temat tego, dla
                                                    > czego jazda na rowerze może nie dla każdego być ciekawa opcja.

                                                    Nie, @galto, to ty się mylisz. I to ty wymyślasz wymówki. "wyglądam niekorzystnie jak zdejmę czapkę" jest bodaj najlepsza.
                                                    Mówiłem ci, potrzebny jest mentalny klik. Musisz uwierzyć, że się da. Bo za jakiś czas motoryzacji nie będzie. Co wtedy wybierzesz, rower czy wielbłąda?
                                                  • galtomone Re: Niby jezyk znasz... i co z tego? 13.07.15, 21:07
                                                    No ja mysle, ze ta jest lepsza: forum.gazeta.pl/forum/w,20,158146235,158184347,Wg_Google_maps.html
                                                    I raczej ciezko to nazwac wymowka.
                            • crannmer Potrzeba odswiezenia 11.07.15, 16:40
                              galtomone napisał:
                              > Ja do pracy rowerem nie mogę bo nie ma gdzie się odswiezyc, a spocony pracować
                              > nie mogę.

                              U mnie w dziale kilka osob dojezdza rowerem do pracy. Min. kolezanka siedzaca mi naprzeciw, dojezdzajaca codziennue ok. 7 km w ta i 7 z powrotem. Nigdy nie mialem wrazenia, ze powinna sie po przyjechaniu odswiezyc. Nie zauwazylem tez, jakoby pracowala spocona po jezdzie rowerem.
                              • galtomone Re: Potrzeba odswiezenia 11.07.15, 18:56
                                Ja się generalnie poce. Może dlatego, ze nie umiem jezdzic wolno. Tak czy siak może być to problem.
                                • jureek Re: Potrzeba odswiezenia 11.07.15, 19:43
                                  galtomone napisał:

                                  > Ja się generalnie poce. Może dlatego, ze nie umiem jezdzic wolno.

                                  Tak właśnie myślałem, że tu leży pies pogrzebany. Bo przecież jazda rowerem w tempie 15 kmh nie jest większym wysiłkiem niż wejście po schodach na trzecie piętro. Rozumiem, że do urzędów i instytucji bez windy też nie chodzisz, bo musiałbyś się odświeżać.
                                  • galtomone Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 09:48
                                    jureek napisał:

                                    > galtomone napisał:
                                    >
                                    > > Ja się generalnie poce. Może dlatego, ze nie umiem jezdzic wolno.
                                    >
                                    > Tak właśnie myślałem, że tu leży pies pogrzebany. Bo przecież jazda rowerem w t
                                    > empie 15 kmh nie jest większym wysiłkiem niż wejście po schodach na trzecie pię
                                    > tro.

                                    Staram się w czasie jazdy nie schodziec poniżej 20km/h. Inaczej nie sprawia mi przyjemności. Oczywiście pod duza gore jade wolniej.

                                    > Rozumiem, że do urzędów i instytucji bez windy też nie chodzisz, bo musiał
                                    > byś się odświeżać.

                                    Nie widze związku. Do urzedow nie chodze rekreacyjnie.
                                    • crannmer Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 10:59
                                      galtomone napisał:
                                      > Staram się w czasie jazdy nie schodziec poniżej 20km/h. Inaczej nie sprawia mi
                                      > przyjemności. Oczywiście pod duza gore jade wolniej.

                                      A stanie w korku i szukanie miejsca parkowania sprawia przyjemnosc?
                                      Na rowerze elektrycznym utrzymanie 20 km/h bez pocenia nie jest problemem.

                                      > Nie widze związku. Do urzedow nie chodze rekreacyjnie.

                                      A do pracy tak?
                                      • galtomone Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 11:08
                                        crannmer napisał:

                                        > A stanie w korku i szukanie miejsca parkowania sprawia przyjemnosc?

                                        Hmmm... szczerze to w Katowicach nie mam ku temu zbyt wiele okazji. Jak się trafia (stanie), to mam dobre audi, cichce wnętrze, automat... jakos specjalnie mi to nie przeszkadza.

                                        > Na rowerze elektrycznym utrzymanie 20 km/h bez pocenia nie jest problemem.

                                        Nie stać mnie na taki + chyba to trochę wazy? I do jezdzenia po lesie i parku, wlasnie w celu zmeczenia - chyba trochę bez sensu...
                                        > > Nie widze związku. Do urzedow nie chodze rekreacyjnie.
                                        >
                                        > A do pracy tak?
                                        >
                                        • crannmer Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 12:09
                                          galtomone napisał:
                                          > Nie stać mnie na taki

                                          Za niecale 1000 euro mozna dostac juz akceptowalne typy. Za 2..3 kafle sa modele wypasione, z zintegrowanym napedem, rekuperacja, wysokimi przekladniami, hydraulicznymi hamulcami itp.

                                          > chyba to trochę wazy?

                                          A co to ma za znaczenie? Nosisz go kilka pieter w gore? Podczas jazdy ze wspomaganiem 10 kg wiecej masy roweru nie ma znaczenia.

                                          > I do jezdzenia po lesie i parku,
                                          > wlasnie w celu zmeczenia - chyba trochę bez sensu...

                                          Wtedy masz dwa rowery - komunikacyjny i rekreacyjny.
                                          • jureek Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 14:46
                                            crannmer napisał:

                                            > A co to ma za znaczenie? Nosisz go kilka pieter w gore? Podczas jazdy ze wspoma
                                            > ganiem 10 kg wiecej masy roweru nie ma znaczenia.

                                            Dla mnie to akurat ma znaczenie, bo używam roweru przede wszystkim użytkowo, często zabieram go do pociągu czy s-bahn, a wtedy trzeba go trochę nosić po schodach. Ale nie wykluczam, że sprawię sobie też elektryka. Byłby to wtedy drugi rower na dłuższe weekendowe, czy urlopowe wycieczki.
                                          • galtomone Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 21:21
                                            crannmer napisał:

                                            > Za niecale 1000 euro

                                            Mój rower kosztowal 1.100 zl i spelnia 100% moch potrzeb. Nie stać mnie na rower za 4,5k
                                            A jak byłoby mnie stać to kupiłbym gorala z porzadym zawieszeniem do zjezdzania z gor a nie elektryka.

                                            > A co to ma za znaczenie? Nosisz go kilka pieter w gore?

                                            Owszem - 8. Albo -2. Zalezy czy do mieszkania czy do rowerowni.

                                            > Wtedy masz dwa rowery - komunikacyjny i rekreacyjny.

                                            No i może dwa mieszkania, dwa auta i dwie Zony :-)
                                    • jureek Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 14:48
                                      galtomone napisał:

                                      > Nie widze związku. Do urzedow nie chodze rekreacyjnie.

                                      Rekreacyjnie, czy nie rekreacyjnie, ale jeśli jak pisałeś masz tendencje do pocenia się, to wchodząc po schodach też się spocisz.
                                      • galtomone Re: Potrzeba odswiezenia 12.07.15, 21:22
                                        Tendencje mam przy zapie...laniu. A po to kupiłem rower. Bo ja na nim lubie zapier..lac a jazda spacerowa mnie nudzi.
                            • do.ki wolność i wolność (semantyka...) 11.07.15, 19:45
                              @galtomone napisał

                              > Nie mogę się zgodzić. Auto daje mi wolność - wyboru! Mogę jechać autem, rowerem
                              > , na piechotę, autobusem... itd.

                              Mówimy o różnych wolnościach Ty mówisz o wolności do czegoś, a ja o wolności od czegoś. I być wolnym od (czyli brak przymusu) jest moim zdaniem ważniejszy od wolności do (czyli obecność wyboru). Wolałbym być wolny od konieczności posiadania samochodu, smartfona, internetu. Zaszyłbym się w jakiejś zapadłej dziurze w Prowansji i hodowałbym kozy.

                              Koniec marzeń. Robota czeka.
                              • galtomone Re: wolność i wolność (semantyka...) 12.07.15, 09:50
                                do.ki napisał:

                                > Wolałbym być wolny od konieczności posiada
                                > nia samochodu, smartfona, internetu. Zaszyłbym się w jakiejś zapadłej dziurze w
                                > Prowansji i hodowałbym kozy.
                                >
                                > Koniec marzeń. Robota czeka.

                                Wszystko zależy od podejścia. Dla mnie to nie obowiązek tylko przyjemnsoc, także to, ze mogę wymienić dzięki temu np. z toba poglądy.
                                Kozy? Tez mam takie myśli czasem gdy zycie zaczyna plynac zbyt szybko... ale realnie wiem, ze po 2 tyg stablym się nieszczęśliwy.
          • galtomone Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 07:10
            do.ki napisał:

            > galtomone napisał:
            >
            > > No.... tylko może dlatego w PL mało kto kupuje nowe, bo z reguly przy 4 l
            > atach
            > > to jeszcze kredyt za Pande nie spłacony :-)
            >
            > Let me rephrase: w Polsce samochody kupują ludzie, których nie stać na samochód

            Nowe czy stare? Czy generalnie...?

            A jeśli nowe... to chyba bogu dzięki... bo gdyby i ci których nie stać przestali kupować, to patrząc na wielkość sprzedaży obecnie.... pewnie nowych aut sprzedawano by na sztuki i to liczone w dzisiatkach a nie tysiącach :-)
            >
            >
            • do.ki Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 18:48
              galtomone napisał:


              > Nowe czy stare? Czy generalnie...?

              Generalnie.

              > A jeśli nowe... to chyba bogu dzięki... bo gdyby i ci których nie stać przestal
              > i kupować, to patrząc na wielkość sprzedaży obecnie.... pewnie nowych aut sprze
              > dawano by na sztuki i to liczone w dzisiatkach a nie tysiącach :-)

              No i co strasznego by się stało? Powietrze byłoby czystsze. Ludzie byliby zdrowsi i może nawet bardziej wyluzowani. Korków by nie było. Same zalety.
              • galtomone Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 21:11
                do.ki napisał:

                > No i co strasznego by się stało? Powietrze byłoby czystsze. Ludzie byliby zdrow
                > si i może nawet bardziej wyluzowani. Korków by nie było. Same zalety.

                Powiedz to wszystkim zarabiajacaym duzo I calkiem malo na produkcji I sprzedazy nowych aut... Watpie czy sie z toba zgodza...
          • jureek Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 11:18
            do.ki napisał:

            > Let me rephrase: w Polsce samochody kupują ludzie, których nie stać na samochód

            A jakie mają wyjście, jeśli komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje?
            • bimota Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 18:25
              KOMUNIKACJA PRYWATNA. SAM JA ZACHWALALES...
              • jureek Re: a jaki z tego morał? 10.07.15, 22:24
                bimota napisał:

                > KOMUNIKACJA PRYWATNA. SAM JA ZACHWALALES...

                Ja zachwalałem model "marszrutkowy"? Coś Ci się chyba pomyliło.
                • bimota Re: a jaki z tego morał? 11.07.15, 16:16
                  TO NIE TY ZAPRASZALES DO PRAGI JAKIMS EUROBUSEM, CZY COS... ?
                  • jureek Re: a jaki z tego morał? 11.07.15, 21:51
                    bimota napisał:

                    > TO NIE TY ZAPRASZALES DO PRAGI JAKIMS EUROBUSEM, CZY COS... ?

                    Fakt, jeżdżę czasem do Pragi Polskim Busem, albo autobusami niemieckich firm Flixbus i Meinfernbus.
            • do.ki jajko i kura 10.07.15, 18:46
              > A jakie mają wyjście, jeśli komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje?

              A jak ma istnieć, skoro wszyscy wożą tyłki samochodami?
              • tbernard Re: jajko i kura 10.07.15, 19:09
                > A jak ma istnieć, skoro wszyscy wożą tyłki samochodami?

                To tylko pozornie błędne koło. Pozornie, bo zainicjowane przez władze właśnie poprzez zaniedbywanie komunikacji zbiorowej. We Wrocławiu mieszkańcy dzielnic peryferyjnych nie mają żadnego sensownego wyboru oprócz tych nielicznych, którzy przypadkiem mają połączenie bezpośrednie w codziennym dojeździe. Chociaż jedna przesiadka, to już jest rozwiązanie dla tych, którzy nie mają co z czasem robić.
                Władze chyba w latach 90-tych dawały sygnał ludziom, że skoro stajemy się kapitalistycznym krajem, to auto nie powinno być luksusem, tylko zwyczajnym narzędziem, a komunikacja masowa, to dla mas, a masy to komuchy, a komuchów (razem z ich komunikacją) nie lubimy. Tylko gdzieś im umknęło, że fizyka i geometria mają gdzieś takie ideowe argumenty i przestrzeń nie chce się rozciągać jakby była z gumy. No to doszliśmy do sytuacji, że auto ma prawie każdy, ale nie wszyscy tego pragnęli, spora część została siłą niemal do auta wepchnięta. Na przykład ja, wcale jakoś nie pragnąłem auta. Teraz jednak faktycznie tyłek mi nieco przyrósł i komunikacja musiała by zrobić wyjątkowy postęp aby mnie od auta oderwać.
              • galtomone Re: jajko i kura 10.07.15, 21:12
                do.ki napisał:

                > > A jakie mają wyjście, jeśli komunikacja publiczna praktycznie nie istniej
                > e?
                >
                > A jak ma istnieć, skoro wszyscy wożą tyłki samochodami?

                Hmmm... na zachodzie wszyscy sie autami wozili od duzo dawniej niz w PL a z komunikacja takich problemow nie ma, wiec ilosc aut nie ma tu nic do rzeczy. Poza tyn by bylo mniej aut najpier musi byc alternatywa...
                Chyba nie oczekujesz ze ludzie pozbeda sie aut, przez X lat beda chodzic na piechote w oczekiwaniu na dobra komunikacje publiczna? :-)
                • do.ki Re: jajko i kura 10.07.15, 21:47
                  > Chyba nie oczekujesz ze ludzie pozbeda sie aut, przez X lat beda chodzic na pie
                  > chote w oczekiwaniu na dobra komunikacje publiczna? :-)

                  Chodzący na piechotę mogą wymusić rozwój komunikacji publicznej. W końcu są obywatelami i jest demokracja, tak?

                  > Hmmm... na zachodzie wszyscy sie autami wozili od duzo dawniej niz w PL a z kom
                  > unikacja takich problemow nie ma

                  Na Zachodzie ludzie widać umieją lepiej liczyć i wychodzi im, że bez samochodu jest po prostu taniej żyć. Weź taki Amsterdam: na jeden samochód w centrum przypadają pewnie setki rowerów. Bo tam nie da się inaczej. Weź Brukselę, gdzie ostatnio wyłączono z ruchu samochodowego całkiem sporą strefę w centrum.

                  Poza tym: co jest złego w chodzeniu piechotą?
                  • galtomone Re: jajko i kura 10.07.15, 22:09
                    do.ki napisał:

                    > > Chyba nie oczekujesz ze ludzie pozbeda sie aut, przez X lat beda chodzic
                    > na pie
                    > > chote w oczekiwaniu na dobra komunikacje publiczna? :-)
                    >
                    > Chodzący na piechotę mogą wymusić rozwój komunikacji publicznej. W końcu są oby
                    > watelami i jest demokracja, tak?

                    Owszem, ale umowmy sie, ze ralnie w wiekszosci znanych mi krajow wygladalo to jednak inaczej...

                    > Na Zachodzie ludzie widać umieją lepiej liczyć i wychodzi im, że bez samochodu
                    > jest po prostu taniej żyć.

                    Aaaaa.... no tak,. To dlatego tam malo aut sie tam sprzedaje a w takim Londynie (z niezla komunikacja) miejsca parkingowe sa zawsze I wszedzie...
                    W Berlinie czy Monachium zreszta tez...

                    > Weź taki Amsterdam: na jeden samochód w centrum przy
                    > padają pewnie setki rowerów. Bo tam nie da się inaczej. Weź Brukselę, gdzie ost
                    > atnio wyłączono z ruchu samochodowego całkiem sporą strefę w centrum.

                    No i teraz zaczynają budowac komunikacje zbiorowa i sciezki? Aha... to tak samo jak w Katowicach, bo sciezek rowerowych u nas prawie nie ma i komunikacja zbiorowa jest w budowie :-)

                    > Poza tym: co jest złego w chodzeniu piechotą?

                    A czy ja napisałem, ze jest? Sam sporo chodze.
                  • jureek Re: jajko i kura 10.07.15, 22:30
                    do.ki napisał:

                    > Poza tym: co jest złego w chodzeniu piechotą?

                    Patrzysz na to z punktu widzenia mieszczucha, a komunikacja miejska to jeszcze w Polsce jest nie najgorsza. Natomiast katastrofalna jest sytuacja na prowincji. Tam bez samochodu jesteś niczym chłop pańszczyźniany przywiązany do ziemi. Nie bardzo wyobrażam sobie chodzenia na piechotę do pracy po 15-20 km w jedną stronę.
              • jureek Re: jajko i kura 10.07.15, 22:28
                do.ki napisał:

                > > A jakie mają wyjście, jeśli komunikacja publiczna praktycznie nie istniej
                > e?
                >
                > A jak ma istnieć, skoro wszyscy wożą tyłki samochodami?

                Tam, gdzie oferta zbiorkomu jest sensowna ludzie powoli się do niej przekonują.
              • qqbek Re: jajko i kura 10.07.15, 22:31
                Staram się codziennie dowozić swój tyłek do roboty zbiorkomem.
                Wiozę wózkiem/prowadzę na piechotę do przedszkola córkę i wsiadam w pojazd komunikacji zbiorowej.
                Warunki w pracy mam idealne - ścisłe centrum Lublina a tu prywatny parking - prawie pusty (przynajmniej w porze o której zaczynam pracę) - wielu dałoby się za to pokroić.
                Ale - po powrocie z pracy (i odebraniu córki) nie mam alternatywy.
                Żeby pojechać na najbliższy basen musiałbym jechać MPK do "klina" i tam przesiadać się w kolejny pojazd - samochodem dojadę w 5-8 minut (8 minut potrzebuję z dzieckiem na dotarcie do pierwszego przystanku MPK).
                Na zakupy nie dojadę MPK, bo po pierwsze nie jestem sam i zakupy zazwyczaj trochę ważą, po drugie nie mam bezpośredniego połączenia z jakąkolwiek siecią handlową poza "Plazą".
                W weekend to samo - autobus nad Zalew Zemborzycki w pierwszą stronę będzie tłoczny... w drugą tłoczny i pełen pijanych bandytów. Do Kazimierza czy Nałęczowa lepiej ode mnie jechać samochodem... bo sam dojazd MPK na dworzec PKS zajmie mi tyle, co osiągnięcie Nałęczowa samochodem. Nad jeziora (pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie) jest góra kilka autobusów dziennie (stający najbliżej zatrzymuje się 6km od plaży przy jeziorze Białym [dwa kursy dzienne, brak powrotnego po godzinie 16]).

                Nie jestem wygodnickim chamem, który do kiosku po zapałki jeździ samochodem.
                Ale rzeczywistość w tym kraju mamy taką a nie inną. Zbiorkom jest po prostu do dupy na razie. Nawet gdybym chciał (a staram się - vide dojazdy do pracy), nie dam rady tego przeskoczyć.

                Jeżeli chodzi o dojazdy do pracy zaś - ograniczam je od ubiegłego sezonu do dni śnieżnych (kiedy sam śmigam szybciej niż MPK... wcześniej jeździłem też zawsze autem w upały [bo naród śmierdział mi niemiłosiernie w MPK, a do tego sam cierpiałem katusze] ale na liniach, którymi jeżdżę wymienili już cały tabor na klimatyzowany i nie mam się już czego czepić).
              • bimota Re: jajko i kura 11.07.15, 17:27
                A jak ma istnieć, skoro wszyscy wożą tyłki samochodami?

                NORAMLNIE... JAK WSZYSTKO W EUROKOLCHOZIE - ZRABUJE SIE LUDZI PRACY PODATKAMI I SFINANSUJA TRAMWAJE CZY INNE KOLEJKI WOZACE POWIETRZE...

                JUREK CI TO WYTLUMACZY DOKLADNIEJ...
                • jureek Re: jajko i kura 11.07.15, 21:54
                  bimota napisał:

                  > NORAMLNIE... JAK WSZYSTKO W EUROKOLCHOZIE - ZRABUJE SIE LUDZI PRACY PODATKAMI I
                  > SFINANSUJA TRAMWAJE CZY INNE KOLEJKI WOZACE POWIETRZE...

                  Sensownie zorganizowana kolej nie wozi powietrza. Zobacz sobie chociaż, jak wygląda to w Czechach.
                  • bimota Re: jajko i kura 17.07.15, 11:46
                    NIE MIESZKAM TAM, WIEC NIE MOGE ZOBACZYC...

                    NIE WAZNE. NIE POWINNO SIE DO TEGO DOPLACAC Z PODATKOW...

                    NO A JESLI NIE WOZI POWIETRZA, TO NIE ROZUMIEM DLACZEGO TO SIE NIE BILANSUJE...
                    • vogon.jeltz Re: jajko i kura 17.07.15, 16:24
                      > NO A JESLI NIE WOZI POWIETRZA, TO NIE ROZUMIEM
                      > DLACZEGO TO SIE NIE BILANSUJE...

                      Ależ w szerszej perspektywie bilansuje się. To tylko ty - jak każdy prymitywny korwinoid - nie jesteś w stanie zrozumieć złożonych systemów z wieloma zmiennymi i rozbudowanymi zależnościami.
                      • bimota Re: jajko i kura 18.07.15, 18:37
                        NO TY JESTES ZAPEWNIE EKPERTEM W TLUMACZENIU ZWYKLEGO BANDYTYZMU PIEKNYMI SLOWKAMI...
    • qqbek Odc. 2 09.07.15, 19:04
      Telefon.
      Norma - tracisz chiwlkę dłuższą na wyjaśnienia co w aucie jest, czego nie ma, co trzeba zrobić, co zrobione jest.
      Po tym "wstępie" następuje pytanie kluczowe "a za ile to pójdzie?". Po pytaniu nie słychać zniechęcenia.
      Pierdu-pierdu, kolejne pytania.
      No i hit: "weźmie pan Passata B5 1,6, kombi w gazie za dopłatą za to [tu kwota dopłaty pada]?"
      Grzeczna odpowiedź: "nie, nie jestem zainteresowany"
      "piip, piip, piip" (tzn. dźwięk rozłączanego połączenia)
      • engine8 Re: Odc. 2 09.07.15, 19:29
        Tak jest chyba wszedzie.. Ja zwykle robie dluga liste w ogloszeniu na temat stanu i serwisow i zalaczam tyle fotek ile tylko mozna - ludzie widza i wiedza dlaczego cena jest tak a nie inna plus widzac liste zakladaja ze auto zadbane i dobrze eksloatowane kiedy ma sie takie detaly rejestrowane.... ale i tak znajdzie sie ktos kto dzwoni pyta jaki ma kolor...a jak to skrzynia biegow auto czy reczna...

        A na pytanie "weźmie pan Passata B5 1,6, kombi w gazie za dopłatą za to [tu kwota dopłaty pada]?" odpowedzilabym - "wezme oczywiscie jesli pan doplaci - [tu cena mojego auta]".

        Dlatego ja zwykle oceniam ile wart jest czas.. i zwykle oddaje paleczke synowi i mowie ze ja chce dostac tyle i tyle a reszta jego jak sprzeda - a jemu nie brakuje ani energii ani sposobow jak widzi $$ na stole hehehehe
      • trypel Re: Odc. 2 10.07.15, 10:49
        za dobre auto masz :)

        mi sie pluriel sprzedał zanim sie wystawił
        motocykl tydzień temu tak samo

        daje opis bez przesady, atrakcyjna cenę (10-20% ponizej innych) i pare dni i sprzedaje.
        • bimota Re: Odc. 2 10.07.15, 18:27
          A JA ODWROTNIE I SPRZEDAJE DLUGO, ALE LYKNAL 1. OGLADAJACY BEZ MARUDZENIA...

          ALE JAK SIE SPRZEDAJE WYTRZASKANE SZROTY ZA 6 KAFLI...
    • waga170 To ja jestem lepszy 11.07.15, 11:14
      > Od jakiegoś miesiąca sprzedaję Opla i jakoś powoli zaczynam mieć procesu sprzed
      > aży dość.
      Ja chce sprzedac rower po wypadku za tylko 25 zlotych i jakos nie mam kupcow OD ROKU.
      Powoli dociera do mnie ze nikt mojego roweru nie chce. A mialem z nim tyle wspomnien!
      Na przyklad jaskolka przefrunela mi w poprzek ramy w czasie jazdy i wtedy nastapil wypadek. Ludzie to chyba nic nie doceniaja.
      • tombouo Re: To ja jestem lepszy 11.07.15, 14:27
        pewnie sie go nia da naprawic.....
      • bimota Re: To ja jestem lepszy 11.07.15, 17:25
        DAJ FOTY... :p
        • waga170 Re: To ja jestem lepszy 11.07.15, 21:27
          Za pozno. Zalozylem do niego licznik nastawiony na 90 kilometrow przebiegu i poszedl w 15 minut:)
      • trypel Re: To ja jestem lepszy 12.07.15, 15:16
        19letniego wheelera z ramą cr-mo sprzedałem w ciagu 2 dni na Allegro za 450 pln :)
        Serwisowany co roku, stan bardzo dobry. Prawie od nowości w moich rękach
        I jeszcze miałem warunek ze musi trafić do kogoś kto nie bierze go na części
        • bmors82 Re: To ja jestem lepszy 12.07.15, 15:27
          No to gratki Panie. Faktycznie szybko Ci zeszło ;)
        • bimota Re: To ja jestem lepszy 17.07.15, 11:48
          HA HA.. ROZUMIEM,Z E JAK ZNAJDZIESZ GDZIES "SWOJA" CZESC - BEDZIESZ SIE DOMAGAL ODSTAPIENIA OD UMOWY... ;)
    • misiaczek1281 Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 18.07.15, 10:47
      qqbek napisał:

      > Od jakiegoś miesiąca sprzedaję Opla i jakoś powoli zaczynam mieć procesu sprzed
      > aży dość.
      > Wczoraj byłem na trzeciej (przez miesiąc) jeździe próbnej.
      > Klient miał rację co do kilku mankamentów, ale...

      Cześć Qubuś... Zależy Ci żeby sprzedać czy żeby sprzedawać Opla ? Jeden mój znajomy sprzedaje auto już ponad rok, lecz ceny nie opuści....taki dusigrosz:)...przez ten rok jego autko straciło na wartości z tysiąc a na ogłoszenia w internecie, na opłaty(OC , przegląd,naprawy) wydał w tym czasie drugi tysiąc ...śmieje się z niego że gdyby o dwa tysiące obniżył cenę auta to kupca by od razu znalazł a tak to będzie sprzedawał latami:)... cóż...chytry dwa razy traci:)...kupując moje Polo robiłem to ze świadomością że będę nim jeździł co najmniej 5 lat...na sprzedaży auta się po prostu traci nie tylko kasę albo nerwy bo przychodzą marudni kupcy z nastawieniem: "kupie nie kupie ale obejrzeć i pomarudzić nie zaszkodzi"... zamiast wśród obcych lepiej puścić info o sprzedaży wśród rodzinki i znajomych...znajomemu się bardziej ufa i łatwiej sprzedać...Ps. zrób coś by to autko się pozytywnie wyróżniało i przyciągało wyglądem....wypastuj lakier na błysk...kup nowe opony...załóż alufelgi...wbrew pozorom to nie jest duży koszt - kilka stów a ludzie kupują samochody oczami i atrakcyjny wygląd = większa szansa na sprzedaż...powodzenia :)
      • bimota Re: OT - Perypetie sprzedawcy starego Opla. 18.07.15, 18:39
        NAPRAWIAL NIEUZYWANE AUTO ? A JESLI UZYWAL, TO GDZIE WIDZISZ STRATE ??
    • qqbek Koniec perypetii sprzedawcy starego Opla. 29.07.15, 13:55
      Zlazłem z ceny a mimo wszystko trafiali się sami ciumkający i mlaskający... kupujących brak.
      W końcu telefon, wczoraj po 21:00 (oj nieładnie, nieładnie).
      Facet przyjechał dziś 70 kilometrów z mechanikiem na pokładzie (co nie wróżyło źle całemu przedsięwzięciu) do tego Astrą ("F") - co oszczędziło mi wyjaśnień "co to za zwierz i z czym się go je".
      Przejechali się, obejrzeli wszędzie dookoła, pociumkali... po czym przystąpili do negocjacji i kupili :)
      • galtomone No i super - klopot z glowy! 29.07.15, 17:10

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka