jureek
01.04.23, 21:01
Było na jedenaścioro. Do szkoły chodziliśmy poboczem wzdłuż czternastopasowej ulicy, z pokorą pochylając głowę gdy mijał nas Pan w samochodzie. Nikt nie narzekał. Zamiast naziemnego przejścia dla pieszych mieliśmy rurę kanalizacyjną ułożoną pod drogą - znaliśmy swoje miejsce i nikt nie narzekał. W szkole na plastyce robiliśmy laurki z podziękowaniami dla kierowców za to, że ze swoich podatków utrzymują cały kraj, a szkolne boisko oddaliśmy na parking - znaliśmy swoje miejsce, nikt nie narzekał. Największymi świętami w mieście były dni w których otwierano nowe kładki nad ulicami, wiedzieliśmy, że to postęp i rozwój, wind na tych kładkach nie było, ale obiecywali że kiedyś powstaną i nawet będą działać. Czekaliśmy na te windy cierpliwie - znaliśmy swoje miejsce, nikt nie narzekał. W każde przesilenie wiosenne paliliśmy kukłę największego wroga właściwego porządku - "cyklisty" - niech znają swoje miejsce, a nie narzekają.
Niejednokrotnie obtrąbieni, zwyzywani lub potrącania na przejściu dla pieszych, pokornie przepraszaliśmy za nasze zachowanie. Wiedzieliśmy, że dokonaliśmy wtargnięcia i znaliśmy swoje miejsce, nikt nie narzekał.
Czekanie na autobus, było jak ekscytująca rosyjska ruletka. Czy w nasz przystanek wpadnie dziś rozpędzony samochód? Rozumieliśmy ten naturalny cykl życia i śmierci, znaliśmy swoje miejsce, nikt nie narzekał.
A teraz ta młodzież tylko narzeka, że za mało miejsca na chodniku. A my przecież wiedzieliśmy że chodnik to taki parking. Znaliśmy swoje miejsce. Nikt nie narzekał.