Dodaj do ulubionych

Winny czy nie winny?

24.04.26, 13:58
wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32749813,sad-umorzyl-postepowanie-w-sprawie-wlodzimierza-cimoszewicza.html#s=BoxPWD
Obserwuj wątek
    • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 14:16
      Jeśli faktycznie wjechała rowerem na przejście, to jej wina. A jeśli prokurator nie był w stanie udowodnić, że Cimoszewicz naruszył przepisy, no to zgodnie z kodeksem należy się uniewinnienie.

      Osobną kwestią jest zachowanie po wypadku. W sumie z artykułu nie wynika, czy rzeczywiście odwiózł kobietę na jej prośbę, czy tylko tak twierdzi.
      • galtomone Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 14:20
        Nic nie wskazuje na to, zeby klamal w tym zakresie.

        A pewnie oboje byli w szoku... jak jej kosc nie wystwala to moglo sie wydawac, ze nic sie nie stalo...
    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 16:37
      Coś się tu nie klei.
      Skoro kobieta wjechała rowerem na przejście, to była włączającym się do ruchu i to ona odpowiada za spowodowanie wypadku, bo winna była ustąpić nadjeżdżającym pojazdom.
      Osobną sprawą jest odpowiedzialność Cimoszewicza za oddalenie się z miejsca wypadku - tutaj, jak podnosi Galtom, mógł zadziałać szok i przeświadczenie, że nic się nie stało (jak mi ta brzydka jak noc listopadowa dziewczynka uszkodziła w 2010 w wypadku kręgosłup, to boleć zaczęło dopiero wieczorem, jak już stres minął i dopiero wtedy pogoniłem na SOR).
      • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:08
        qqbek napisał:

        > Coś się tu nie klei.
        > Skoro kobieta wjechała rowerem na przejście, to była włączającym się do ruchu i
        > to ona odpowiada za spowodowanie wypadku, bo winna była ustąpić nadjeżdżającym
        > pojazdom.
        > Osobną sprawą jest odpowiedzialność Cimoszewicza za oddalenie się z miejsca wyp
        > adku - tutaj, jak podnosi Galtom, mógł zadziałać szok i przeświadczenie, że nic
        > się nie stało (jak mi ta brzydka jak noc listopadowa dziewczynka uszkodziła w
        > 2010 w wypadku kręgosłup, to boleć zaczęło dopiero wieczorem, jak już stres min
        > ął i dopiero wtedy pogoniłem na SOR).
        >

        A czym sie rozni wjechanie , wozkiem inwalidzkim, hulajnoga, rowerkiem dziecinnym czy rowerem od wejscia pieszo na przjescie?
        • trypel Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:22
          Prędkością
          • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:23
            trypel napisał:

            > Prędkością
            >

            A wiec jak wjade rowerem bardzo powoli to jest OK?
            • trypel Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:25
              Wg prawa pewnie nie, ale prawo wlasnie po to sie pojawiło zeby nagle nie wpadały na pasy rowery jadące 30 na godz na jakie nie jestes w stanie zareagowac
              • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:43
                trypel napisał:

                > Wg prawa pewnie nie, ale prawo wlasnie po to sie pojawiło zeby nagle nie wpadał
                > y na pasy rowery jadące 30 na godz na jakie nie jestes w stanie zareagowac
                >

                A prawo nie pozwla biegaczom wbiegac na przejscie? Bo dobry biegasz biegnie szybciej niz byle jaki rowerzysta jedzie?

                U nas to jakos prosciej .
                Prawo mowi mneij wiecej to samo ze jak widzisz ze ktos chce przejsc to masz obowiazek go przpeuscic.
                Ale jest wtedy dysklusja jak i poczym rozpoznajesz ze ktos chce przejsc? Bo jak stke obok przejscia , opieram si eo slupek i gadam na telfonie to wszytkie auta maj sie zatrzymywac?
                A wiec intrepretacja jest tak ze to ma by widoczny objaw i jak taki jest to kierowca nie ma deptac na hamulec poniewz na przchdzacym ciazy taka sam odpwiedzalnosc za bezpieczenstwo i dlatego sugestia jest aby uzyskac kontakt wrokowy z kieroiwca i wtedy wiesz ze cie widzi albo odpuscic sowje "prawa" i rozgldac sie w lerwo i prawo az do momentu kiedy przejscie jest bezpieczne.
                Podobnie jest z wjazdem na autostrade. U nas autostrada rozpoczyna sie juz w momenci ewjazdy na petle i nie ma znaku "ustap" poniewaz sam wjazd to nic innego jak polczenie dwoch pasow autostrady w jeden a bezpieczny wjazd znaczy mentalne "uzgodnienie" pomiedzy wjezdzajacym a juz jadacym prawym pasem kto komu ustepuje.
                Tak samo na przejsciach bez swiatel.
                • trypel Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 21:04
                  Dlatego mi wasza logika bardziej pasuje. Ale czytając tutejsze dyskusje o tym jak mozna proste rzeczy skomplikować analizując rozne interpretacje to u nas by nie przeszło. Przykład- zwolnij jak widzisz dzieci.
                  • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 21:26
                    trypel napisał:

                    > Dlatego mi wasza logika bardziej pasuje. Ale czytając tutejsze dyskusje o tym j
                    > ak mozna proste rzeczy skomplikować analizując rozne interpretacje to u nas by
                    > nie przeszło. Przykład- zwolnij jak widzisz dzieci.
                    >

                    I to mnie dziwi ze w Polsce tlumaczy sie ludziom ze na przejsciach sa switymi krowami, nie musz na nic zwrcac uwagi bo samochody maj obowiacek sie zatrzymac jak ci sie tylko zblizaja do przejscia...
                    I niestety dlatego w Polsce ludzie na mnie czasami wrzeszcza, wskakuja przed maske, wymachuja rekami ze przecierz oni maja prawo a ja obowiazek i to ze mi praktycznie bab wlazla przed maske to nie argument.
                • qqbek Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 21:13
                  engine8t napisał:

                  > A prawo nie pozwla biegaczom wbiegac na przejscie? Bo dobry biegasz biegnie sz
                  > ybciej niz byle jaki rowerzysta jedzie?

                  Nie pozwala.
                  Art. 14 pkt. 4)

                  > U nas to jakos prosciej .
                  No tak, pewnie dlatego macie 142 trupy w wypadkach drogowych na milion mieszkańców rocznie.
                  W Polsce to 50 (prawie 3 razy mniej), średnia dla UE to 45 (ponad 3 razy mniej).
                  • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 21:29
                    qqbek napisał:

                    > engine8t napisał:
                    >
                    > > A prawo nie pozwla biegaczom wbiegac na przejscie? Bo dobry biegasz bieg
                    > nie sz
                    > > ybciej niz byle jaki rowerzysta jedzie?
                    >
                    > Nie pozwala.
                    > Art. 14 pkt. 4)
                    >
                    > > U nas to jakos prosciej .
                    > No tak, pewnie dlatego macie 142 trupy w wypadkach drogowych na milion mieszkań
                    > ców rocznie.
                    > W Polsce to 50 (prawie 3 razy mniej), średnia dla UE to 45 (ponad 3 razy mniej)
                    > .
                    >
                    Zaden argument.... Macie zamordziache i dzieki temu ze caly narod cierpi kilka osob zyskuje.
                    Wg ciebie to warte a wg mnie nie. Wolnisc ma przeciez swoja cene. W wiezieniu wyadkowosc jest mala.
                    Ja preferuje niestety tutejsze podejscie...ze kazdy ma obwiazek dbac o swoje bezpieczenstwo i podejmowac ryzyko jak chce.
                    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 21:56
                      engine8t napisał:

                      > Zaden argument.... Macie zamordziache i dzieki temu ze caly narod cierpi kilk
                      > a osob zyskuje.

                      Czekaj, a tam u was Kałaforni to nie macie przypadkiem 70 mph maksimum na tych swoich 5+ pasowych "interstejtach"?

                      > Ja preferuje niestety tutejsze podejscie...ze kazdy ma obwiazek dbac o swoje be
                      > zpieczenstwo i podejmowac ryzyko jak chce.

                      Ponad 40 tysięcy trupów rocznie to już małe miasteczko.
                      • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:26
                        qqbek napisał:

                        > engine8t napisał:
                        >
                        > > Zaden argument.... Macie zamordziache i dzieki temu ze caly narod cierp
                        > i kilk
                        > > a osob zyskuje.
                        >
                        > Czekaj, a tam u was Kałaforni to nie macie przypadkiem 70 mph maksimum na tych
                        > swoich 5+ pasowych "interstejtach"?


                        No mamy a w oklicach miast mamy 65 tylko ze na 65 ruch sie odbywa 75 - 80mph a jak poza miastami jest 70 czy 75 to wtedy jazda ok 90... I policja sie nie czepia zwykle tych co tak jada jedyni zwrac uawge na tych co powoduje
                        niebezpieczenstwo a wiec zmienja pasy , jada na ogonie etc...
                        Bo to nie wazne co jest sugerowane ale wazna interpretacja i policja uwaza ze ich zadniem nie jest pisanie mandtow ale dbanie o bezpieczenstwo.... U was to nie bardzo zrozumiale?

                        >
                        > > Ja preferuje niestety tutejsze podejscie...ze kazdy ma obwiazek dbac o sw
                        > oje be
                        > > zpieczenstwo i podejmowac ryzyko jak chce.
                        >
                        > Ponad 40 tysięcy trupów rocznie to już małe miasteczko.

                        U was tropow njet?
                        Pytanie gdzie jest granica i uzasadnie o ile ogrniczyc 100% ludziom wolnosc w imie potencjalnego oszczedzenia
                        0.004%
                    • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 22:45
                      > caly narod cierpi

                      Cokürwa?
                      • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:28
                        vogon.jeltz napisał:

                        > > caly narod cierpi
                        >
                        > Cokürwa?

                        No wlasnie. Jak wytlumaczyc tresowanemu psu ze on wcale ni emusi wykonywc glupich polecen wlasciciela zwlaszcza kiedy po kazdym wykonaniu juz nie dastaje "Treat"?
          • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 22:43
            I legalnością.
            • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:28
              vogon.jeltz napisał:

              > I legalnością.

              A kto i na jakiej podstawie ustal ta "legalnosc"?
              • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 11:32
                > A kto i na jakiej podstawie ustal ta "legalnosc"?

                Ten sam, co zawsze. Nie macie tam organów ustawodawczych w Ameryce? To i nic dziwnego, że taka u was dzicz.
                • engine8t Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 21:41
                  vogon.jeltz napisał:

                  > > A kto i na jakiej podstawie ustal ta "legalnosc"?
                  >
                  > Ten sam, co zawsze. Nie macie tam organów ustawodawczych w Ameryce? To i nic dz
                  > iwnego, że taka u was dzicz.

                  Z Toba to tatak rozoma jak bym rozmawial z Korenczykiem z Pn i mo wowil ze u nas mozesz robic przwie co chcesz, moze sluchac czwego chcesz, mowic co chcesz uzywac internertu bez ograniczen, podrozowac bez ograniczen, zmieniac miesce zamieszknai bez ograniczen i nawet moze miec prywatn bron jak chcesz.... A ten by mi powiedzial ze wlasnie z tym powodow mamy taki burdel jak mamy a u nich jest poszanowanie prawa i rzadowych decyzji oraz lad, porzadek , bezpieczenstwo itp...
                  • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 15:16
                    U nas to wszystko - poza bronią - też możesz. Ale mówiąc, że "u was możesz robić prawie co chcesz" tak mnie rozbawiłeś, że do teraz się śmieję. Naród kontrolowanych przez korporacje niewolników, którym wydaje się, że są wolni, bo mogą sobie kupić gnata.
                    • trypel Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 16:05
                      Bronie tez mozesz pod warunkiem ze nie jest za mloda
                      • qqbek Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 17:39
                        trypel napisał:

                        > Bronie tez mozesz pod warunkiem ze nie jest za mloda
                        >

                        Prawidłowa odpowiedź na pytanie "kiedy wolno użyć Broni?" brzmi "kiedy Bronia skończy 15 lat, za jej zgodą, a 18 gdy Broni używasz w związku z jej zawodem" ;)
                    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 17:46
                      vogon.jeltz napisał:

                      > U nas to wszystko - poza bronią - też możesz.

                      A to ciekawe jest, że wąsaty dziadek z Kalifornii wspomina akurat broń.
                      Mi w Polsce zrobienie "papierów" do kupna przykładowo Grota (tańszego .223, albo droższego na .308, albo stare kałachowskie 7,62x39mm) z 30-nabojowym magazynkiem zajęłoby pewnie jakieś 3 miesiące.
                      Enginowi w Kalifornii like... never, bo nie wolno tam mieć cywilowi broni z magazynkiem na ponad 10 nabojów, a do tego nielegalne są tam cywilne wersje karabinków szturmowych (nawet jak są półautomatyczne, a nie automatyczne).
                      • engine8t Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 18:31
                        qqbek napisał:

                        > vogon.jeltz napisał:
                        >
                        > > U nas to wszystko - poza bronią - też możesz.
                        >
                        > A to ciekawe jest, że wąsaty dziadek z Kalifornii wspomina akurat broń.
                        > Mi w Polsce zrobienie "papierów" do kupna przykładowo Grota (tańszego .223, alb
                        > o droższego na .308, albo stare kałachowskie 7,62x39mm) z 30-nabojowym magazynk
                        > iem zajęłoby pewnie jakieś 3 miesiące.
                        > Enginowi w Kalifornii like... never, bo nie wolno tam mieć cywilowi broni z mag
                        > azynkiem na ponad 10 nabojów, a do tego nielegalne są tam cywilne wersje karabi
                        > nków szturmowych (nawet jak są półautomatyczne, a nie automatyczne).
                        >

                        gorzej niz soebie wypobrazalem, o wiele gorzej ... z waszym rozumowaniem.

                        Nie zlapaliscie sedna a skupiliscie sie na szczegolach ktore tu akurat nie maja i niemialy miec znaczenia..
                        Bo przeciez chodzilo o to ze ten koreanczyk zyje w kraju gdzie ma zamordziache ale uwaza ze tam jest dobrze i bezpiecznie i te wolnosci wcale mu nie imponuja ani nie sa potrzebne bo ma u siebie lepiej.
                        A ty i vagonem bedziecie teraz znow analizowac szczegoly i liczyc naboje w magazynkach oraz pokazywac jak to w Kaliforni jest zle .. a u was ocywosci elpeij bo macie prwo ktore respektujecie i organa ktore to kontroluja a wiec u nas burdel a u was lad i porzdek i bezpieczenstwo... LOL
                        Nawet to pasuje do tego co mysli koreanczyk Pn.. LOL

                        Zapominasz to co u nas prawo pozwala a to co sie robi to niekoniecznie to samo chocby dlatego ze nikt tego nie kontoroluje prewencyjnie a wiec jak ni popdasz w konflikt to nikt ci nic nie zrobi?
                        Ale czy ja potrzebuje gana z 30 nabojami skoro moge miec 3 - i 10 w kazdym?
                        Zreszta ja rzeciez mowie ze Kalifornia to lewacki Stan ? A juz w Arizonie nie ma restrykcji.

                        Poszedlem z kolega - ktory jest wspolwlascicielem strzelnicy, postrzelac i przywiozl chyba ze 20 roznego rodzaju pistoletow i karabinow. A do tego cala bude butelek po wodzie napelninych czerwonym i niebieskim plynem abo to tego strzelac... bo tarcze sa nudne :)
                        Po godzinie strzleania wyciagnal druga skrzynie w niej dodatkowe magazynki i inne lufy do karabinow, silencery etc - wszystko nielegalne w California oczywiscie ale warte sprobowania i porownania
                        • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 19:07
                          > u was ocywosci elpeij bo macie prwo ktore respektujecie i organa ktore to kontroluja a wiec u nas burdel a u was lad i porzdek i bezpieczenstwo...

                          Ale przecież wy też bardzo byście tak chcieli. Co chwila wygrywa u was wybory jakiś kandydat pod hasłem law and order - znaczy że większość to popiera. Tylko za xuja pana nie wiecie, jak się do tego zabrać i dlatego kończy się najwyższym współczynnikiem inkarceracji na świecie i kilkoma procentami populacji z wyrokami.
                    • engine8t Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 18:15
                      vogon.jeltz napisał:

                      > U nas to wszystko - poza bronią - też możesz. Ale mówiąc, że "u was możesz robi
                      > ć prawie co chcesz" tak mnie rozbawiłeś, że do teraz się śmieję. Naród kontrolo
                      > wanych przez korporacje niewolników, którym wydaje się, że są wolni, bo mogą so
                      > bie kupić gnata.

                      Z toba jest gorzej nie mi sie wydawalo.

                      Szkodza slow.
                      • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 19:09
                        > Z toba jest gorzej nie mi sie wydawalo.

                        No niestety, enginku, wasza "wolność" to iluzja. Możecie sobie przyspeedować na hajłeju 10 ponad limit i kupić spluwę - i to mniej więcej tyle.
                        • engine8t Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 23:04
                          vogon.jeltz napisał:

                          > > Z toba jest gorzej nie mi sie wydawalo.
                          >
                          > No niestety, enginku, wasza "wolność" to iluzja. Możecie sobie przyspeedować na
                          > hajłeju 10 ponad limit i kupić spluwę - i to mniej więcej tyle.

                          Mowisz w prownaniu ze swoja wolnoscia czy tak generalnie z filmikow YT?
                          I Ty to wiesz najlpeej jak zawsze. Oj tylko pozalowac wypada.
                          • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 23:13
                            > Mowisz w prownaniu ze swoja wolnoscia czy tak generalnie z filmikow YT?

                            Mówię, że jesteście tresowanymi przez waszych właścicieli debilami, ktorzy nie mają pojęcia, co to wolność i wydaje im się, że to jest wtedy, jak właściciele smycz luzują, bo policja przymyka oko na lamanke prawa
                            • engine8t Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 00:50
                              vogon.jeltz napisał:

                              > > Mowisz w prownaniu ze swoja wolnoscia czy tak generalnie z filmikow YT?
                              >
                              > Mówię, że jesteście tresowanymi przez waszych właścicieli debilami, ktorzy nie
                              > mają pojęcia, co to wolność i wydaje im się, że to jest wtedy, jak właściciele
                              > smycz luzują, bo policja przymyka oko na lamanke prawa

                              Zawsze tak bylo ze prawo bylo interpretowane i prze sady i przez policje tak jak ustalajacy mial na mysli a nie bezmyslnie egzekwowane. Taak sie dzije panstwch policyjnych aby "wladza" mogla ustalac ogranczenie wg wlasnego widzimisie a polcja karal kazdego kto je prekropcy z definicji i bez zastanawiania sie.
                              Taki pedejsci edo prwa maj amoze Nimecy a wy to koliujecie.
                              Tu sie do teego podchdzi inaczej.
                              Drogowka toleruje szybka jazde bo ta sam w sobie nie jest grozna w rozsdnych granicach ale wypaluja tych co jada na ogonie, zmieniaj pasy, zajezdzja droge etc .

                              Lokalna Policja dziala i otwarcie mowi ze ich zadniem nie jest bezmysle interpretowanie i egzekwowanie przepisow i zbieranie mandatow od wszytkich ktorzy nawet w malym stopniu przekorczyli prawo ktore ktos ustali bo raz ze to dzialanie nielgalne i ograniczneie predkosci na sile i bez potrzeby to ograniczenie swobody, narzucanie nie zawsze potrzebnych restrykcje i to wykorzystywac do celow zbierania kasy ale dbanie o bezpieczenstwo na drogach.
                              Tobie sie to w pale nie miesci i nie traktujesz tego jako sowbody ale jako olewanie prawa aby ludziom poluzowac smycz..

                              I tu sie kojarzy Krasicki
                              "Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
                              Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody."
                              Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
                              Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę."
                              • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 10:32
                                > Zawsze tak bylo ze prawo bylo interpretowane i prze sady i przez policje tak jak ustalajacy mial na mysli a nie bezmyslnie egzekwowane. Taak sie dzije panstwch policyjnych aby "wladza" mogla ustalac ogranczenie wg wlasnego widzimisie a polcja karal kazdego kto je prekropcy z definicji i bez zastanawiania sie.

                                Jest dokładnie odwrotnie. Państwo policyjne to takie, w której policja ma swobodę interpretowania prawa wg własnego widzimisię i nakładania kar wg własnego uznania.

                                > Drogowka toleruje szybka jazde bo ta sam w sobie nie jest grozna w rozsdnych granicach

                                Pewnie dlatego macie cały czas znacząco więcej ofiar wypadków drogowych per capita niż Europa, że różne zachowania zabronione przez prawo są tolerowane, bo "nie są groźne w rozsądnych granicach".

                                > i to wykorzystywac do celow zbierania kasy ale dbanie o bezpieczenstwo na drogach.

                                Słabo im wychodzi zarówno jedno, jak i drugie. No ale wiadomo, że amerykańska policja to nie są najostrzejszejsze kredki w piórniku.

                                > Tobie sie to w pale nie miesci i nie traktujesz tego jako sowbody ale jako olewanie prawa aby ludziom poluzowac smycz..

                                Skoro was trzymają za jaja z każdej strony, to gdzieś muszą poluzować, bo inaczej liczba tych, którym odbija, jeszcze bardziej wzrośnie.
                                • engine8t Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 19:17
                                  vogon.jeltz napisał:


                                  > Jest dokładnie odwrotnie. Państwo policyjne to takie, w której policja ma swobo
                                  > dę interpretowania prawa wg własnego widzimisię i nakładania kar wg własnego uz
                                  > nania.
                                  >

                                  A do parykladu to stanie na skraju drogi i zatrzymaywanie "do kontroli" wg wlasnego widzimisie to co to jest?


                                  > > Drogowka toleruje szybka jazde bo ta sam w sobie nie jest grozna w rozsdn
                                  > ych granicach
                                  >
                                  > Pewnie dlatego macie cały czas znacząco więcej ofiar wypadków drogowych per cap
                                  > ita niż Europa, że różne zachowania zabronione przez prawo są tolerowane, bo "n
                                  > ie są groźne w rozsądnych granicach".
                                  >
                                  Byc moze ale kto mowi ze wolnosc jert darmowa? Zaloez sie ze wKorei Pn maja mniej wypadkow niz wy

                                  > > i to wykorzystywac do celow zbierania kasy ale dbanie o bezpieczenstwo na
                                  > drogach.
                                  >
                                  > Słabo im wychodzi zarówno jedno, jak i drugie. No ale wiadomo, że amerykańska p
                                  > olicja to nie są najostrzejszejsze kredki w piórniku.
                                  >

                                  Oni albo sie nie przypieprzaja a jk juz to nie zachowuja sie jak niunie tylko jak mezczyzni.

                                  > > Tobie sie to w pale nie miesci i nie traktujesz tego jako sowbody ale jak
                                  > o olewanie prawa aby ludziom poluzowac smycz..
                                  >
                                  > Skoro was trzymają za jaja z każdej strony, to gdzieś muszą poluzować, bo inacz
                                  > ej liczba tych, którym odbija, jeszcze bardziej wzrośnie.

                                  Gdzie kto i kogo trzyma za jaja? Waz za jaja nie trzymaja bo wiedac macie za male ale batem w formie mandatow leje po lbach az sie kurzy. Za co u was sni ema kary albo mandatu? A przynbajmniej na kazdym kroku tym was starsza a wy sie boicie i nic zlego nie robicie ze strachu.
                                  • qqbek Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 20:51
                                    engine8t napisał:

                                    > A do parykladu to stanie na skraju drogi i zatrzymaywanie "do kontroli" wg wla
                                    > snego widzimisie to co to jest?

                                    Ciekawe - nigdy nie zostałem zatrzymany do wyrywkowej kontroli, a jeżdżę 30 lat już.

                                    > Byc moze ale kto mowi ze wolnosc jert darmowa? Zaloez sie ze wKorei Pn maja mni
                                    > ej wypadkow niz wy

                                    Śmiertelnych mają więcej nawet niż USA.
                                    Wy macie ponad 14 na 100.000 mieszkańców co roku, oni mają 24.
                                    I co?
                                    Zatkało kakao?

                                    > Oni albo sie nie przypieprzaja a jk juz to nie zachowuja sie jak niunie tylko j
                                    > ak mezczyzni.

                                    O tym pisał.
                                    To nie są "najostrzejsze kredki w piórniku", tylko ludzie kompensujący sobie jakieś niedobory.
                                    Widać to po tym, jak są "trigger happy", ale tylko w odniesieniu do niebiałej części populacji.

                                    > Gdzie kto i kogo trzyma za jaja? Waz za jaja nie trzymaja bo wiedac macie za
                                    > male ale batem w formie mandatow leje po lbach az sie kurzy. Za co u was sni e
                                    > ma kary albo mandatu? A przynbajmniej na kazdym kroku tym was starsza a wy sie
                                    > boicie i nic zlego nie robicie ze strachu.

                                    Was.
                                    Daliście się wy_ymać bez wazeliny przez wielkie korpo, które robią z was niewolników - nie tylko za waszym przyzwoleniem, ale też z entuzjastycznym poparciem - a ty tutaj o mandatach, które w Polsce płaci jakieś 50% ukaranych nimi...
                                    • trypel Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 21:09
                                      W ciągu ostatniego roku 2x.
                                      W ciągu ostatnich 15 lat pewnie koło 20.
                                      Poranne zatrzymania do kontroli wszystkich jak leci i dnuchanko to chyba jest wyrywkowa kontrola bez powodu
                                      • qqbek Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 21:17
                                        trypel napisał:

                                        > W ciągu ostatniego roku 2x.
                                        > W ciągu ostatnich 15 lat pewnie koło 20.
                                        > Poranne zatrzymania do kontroli wszystkich jak leci i dnuchanko to chyba jest w
                                        > yrywkowa kontrola bez powodu

                                        A nie "trzeźwych poranków" to nie liczę - sam "świeczkę" dmuchałem dwa razy w tym roku, bo jakoś tak to jest, że z domu do Lublina wjeżdżam najczęściej trasą, którą "wybieraliby ci mniej trzeźwi, żeby główną ominąć".
                                        Ale Engine sugeruje, że regularnie nas zatrzymują, żeby nam samochody przeszukać.
                                        A taki trzeźwy to - szyba w dół, "dzień dobry", (tutaj policjant/policjantka się przedstawia - jakie to musi być nudne, skoro zrobić to musi kilkaset razy w godzinę zrobić - podtyka to żółte i nakazuje dmuchać), a potem "wszystko w porządku, szerokiej drogi" i już po zabiegu.
                                        • trypel Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 21:20
                                          Ale jest to wyrywkowa kontrola bez powodu. Jedziesz zgodnie z przepisami a ktos cie zatrzymuje
                                          • qqbek Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 21:24
                                            trypel napisał:

                                            > Ale jest to wyrywkowa kontrola bez powodu. Jedziesz zgodnie z przepisami a ktos
                                            > cie zatrzymuje

                                            No może i tak, ale to kontrola tylko jednego aspektu "legalności" mojego poruszania się po drogach - papierów nie sprawdzają, niczego nie sprawdzają, poza tym, czy trzeźwy jestem.
                                            Nawet jak bym bez PJ i z aktywnym sądowym zakazem miał jechać, to pewnie bym taką kontrolę przeszedł (choć pewnie w takim wypadku bym zapaskudził zbroję, albo zaczął wiać - jak robi część tych, którzy na takich kontrolach wpadają).
                                        • engine8t Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 00:39
                                          qqbek napisał:

                                          > trypel napisał:
                                          >
                                          > > W ciągu ostatniego roku 2x.
                                          > > W ciągu ostatnich 15 lat pewnie koło 20.
                                          > > Poranne zatrzymania do kontroli wszystkich jak leci i dnuchanko to chyba
                                          > jest w
                                          > > yrywkowa kontrola bez powodu
                                          >
                                          > A nie "trzeźwych poranków" to nie liczę - sam "świeczkę" dmuchałem dwa razy w t
                                          > ym roku, bo jakoś tak to jest, że z domu do Lublina wjeżdżam najczęściej trasą,
                                          > którą "wybieraliby ci mniej trzeźwi, żeby główną ominąć".
                                          > Ale Engine sugeruje, że regularnie nas zatrzymują, żeby nam samochody przeszuka
                                          > ć.
                                          > A taki trzeźwy to - szyba w dół, "dzień dobry", (tutaj policjant/policjantka si
                                          > ę przedstawia - jakie to musi być nudne, skoro zrobić to musi kilkaset razy w g
                                          > odzinę zrobić - podtyka to żółte i nakazuje dmuchać), a potem "wszystko w porzą
                                          > dku, szerokiej drogi" i już po zabiegu.
                                          >
                                          >

                                          To ty sugerujesz ze ja cos sugeruje..
                                          Jedno i drugie jest u was dozwolone a u nas nie wolno robic rutynowych zatrzyman bez powodu.
                                          Poodbnie jak nie wolno robic "pulapek radarowych" Naa niektirych ulicach jest satly znak ze tu moga ci kotrolowac radarem a ja ni ema to jak pisalem tylko jak Piolcjano wzrokiem oceni ze jedziesz za szybko i potem potwierdzi to radarem to moze cie zatrzymac
                                          Sa akcje sprzwdzania DUI ale juz pisalem ze to musi byc ogloszone i zatrzymuje wszytkich ale dmuchaja tylko ci ktorych podejrzewaja ze moga buc najab... reszta dostaje broszurke i salut.
                                          Raz sie zlalapalem na taka kontrole. Poszedl policjan i zaytal czy cos pilem.. Mowie ze tak - wypilem 2 lapki wina do obiady jakos godzine temu... Dal broszurke i odsalutowal
                                    • engine8t Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 00:34
                                      qqbek napisał:


                                      > Daliście się wy_ymać bez wazeliny przez wielkie korpo, które robią z was niewol
                                      > ników - nie tylko za waszym przyzwoleniem, ale też z entuzjastycznym poparciem
                                      > - a ty tutaj o mandatach, które w Polsce płaci jakieś 50% ukaranych nimi...
                                      >
                                      >

                                      Powiedz jak moze sie choc na stare lata dowiem ze mnie dymano i robilem za niewolnika a ja sobie nawet z tego sprawy nie zdawalem?


                                  • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 23:09
                                    > A do parykladu to stanie na skraju drogi i zatrzymaywanie "do kontroli" wg wlasnego widzimisie to co to jest?

                                    A ktoś twierdzi, że w Polsce nie ma elementów państwa policyjnego? Owszem, są. Tylko u was jest pod tym względem dużo gorzej. Choćby tylko dlatego, że u was policja morduje ludzi (znaczy, u nas też się zdarza, ale u was jest tego ze 3 rzędy wielkości więcej).

                                    > Byc moze ale kto mowi ze wolnosc jert darmowa?

                                    Zapewne wszystkie ofiary "zachowań niegroźnych w określonych granicach" stanowczo by się z tobą nie zgodziły.

                                    > Zaloez sie ze wKorei Pn maja mniej wypadkow niz wy

                                    Nie zakładaj się, zanim chociaż pobieżnie nie zriserczujesz tematu, bo byś teraz k#rwa był bez ręki.

                                    > Oni albo sie nie przypieprzaja a jk juz to nie zachowuja sie jak niunie tylko jak mezczyzni.

                                    Nie zachowują się ani jak niunie, ani jak mężczyźni, tylko przeważnie jak tresowane przygłupy, którymi w istocie są.

                                    > Gdzie kto i kogo trzyma za jaja? Waz za jaja nie trzymaja bo wiedac macie za male ale batem w formie mandatow leje po lbach az sie kurzy.

                                    LOL, mówi to koleś z kraju, w którym siedzi w pierdlu najwięcej procentowo ludzi na świecie. Ale nawet nie to jest najgorsze. Korpy i oligarchia trzymają was za jaja na milion subtelniejszych sposobów.

                                    > wy sie boicie i nic zlego nie robicie ze strachu.

                                    Zaryzykuję stwierdzenie, że w chwili próby to wy posralibyście się że strachu. Albowiem nikt was jeszcze powaznie nie przetestował i nie mieliście żadnego poważnego zagrożenia u siebie od ponad stu lat. Każdemu się wydaje, że jest twardzielem, aż się okazuje, że nie jest.

                                    Raz wam się zdarzyło głupie 9/11, to posraliście się tak, że świat to do dziś odczuwa, a u siebie wprowadziliście zamordyzm, bezprawie i tortury.
                                    • engine8t Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 00:59
                                      vogon.jeltz napisał:


                                      >

                                      > > Gdzie kto i kogo trzyma za jaja? Waz za jaja nie trzymaja bo wiedac macie
                                      > za male ale batem w formie mandatow leje po lbach az sie kurzy.
                                      >
                                      > LOL, mówi to koleś z kraju, w którym siedzi w pierdlu najwięcej procentowo ludz
                                      > i na świecie. Ale nawet nie to jest najgorsze. Korpy i oligarchia trzymają was
                                      > za jaja na milion subtelniejszych sposobów.

                                      A wiesz za co siedza? Za niewinnosc oczywiscie.
                                      Masz wolnosc ale jak przesadzisz to cierpisz. Do wiezienie idziesz jak masz wyrok sadu i zwykle za powazne przestepstwa a wiec slusznie.

                                      A korpy byc moze trzymaja nas za jaja i mnie pewnie trzymali ale jakos tak delikatnie...i moze laskotali bo mnie si eto bardzo podobvalo :)
                                      Pracowalem po 6 godzin albo i nie a oni mi placili jak za 8+,
                                      Moglem przyjsc do prcy ale nie musialem - wazne abym wykonal zadania. Dostawalem i akcje i bonusy za cos tam... Traktowali mnie jak czlowieka na kazdym kroku. Jak potrzebowalem wolne poersonalne to nigdy mi nikt ni rodmowil albo nie kazal brac urolu czy dnia nieplatnego. Jak zmarl ojciec i matka to chcilem wzaic po 3 tyg na pogrzeby i w obu wypadkach szef sie wysmial - "chyba zatrujesz, na takie rzczy sie urpopu ni emarnuje, Jedz i wracaj bezpiecznie" Jak lecialem w podroz sluzbowa to pytali "chcesz jeden bilet klasa biznesowa czy 3 ekonomiczna? Jak wrtacalem z podorzy sluzbowej to pytam szefa czy moge (mozemy bo z zona) po drodze wstapic na Hawaje na pare dni? - Pewnie. A moge wynajc hotel i auto na koszt firmy? - No problem.
                                      Placili mi za to tyle w roznych formach ze skonczylem z milionami na koncie.
                                      Jak toporownam z tym co wiedz robia korpo w Polsce i europie to az trudno uwierzyc..
                                      No ale wasze krop nikogo za jaj nie trzymaj i nikogo nie wykorzystuja a jedynie postepuja i rozliczaja wg przepisow i prawa. Bo u was ni ema skrupolow czy uczuc w pracy - sa przepisy i prpawa i jest porzadek a u nas burdel.
                                      Mysle ze zyczylbys sobie takiego korporacyjengo trzymania. ?


                                      > > wy sie boicie i nic zlego nie robicie ze strachu.
                                      >
                                      > Zaryzykuję stwierdzenie, że w chwili próby to wy posralibyście się że strachu.
                                      > Albowiem nikt was jeszcze powaznie nie przetestował i nie mieliście żadnego pow
                                      > ażnego zagrożenia u siebie od ponad stu lat. Każdemu się wydaje, że jest twardz
                                      > ielem, aż się okazuje, że nie jest.
                                      >
                                      > Raz wam się zdarzyło głupie 9/11, to posraliście się tak, że świat to do dziś o
                                      > dczuwa, a u siebie wprowadziliście zamordyzm, bezprawie i tortury.
                                      • engine8t Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 01:05
                                        A co mowi Chat GPT kiedy zapytalem jaki procent ludzi po studiach w Kaliforni przechodzo na emerutire jako milionerzy?

                                        "Estimates vary by source and cohort, but a commonly cited figure for California is: about 50% of college graduates who recently retired (age 65–74) are millionaires. "


                                        • engine8t Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 01:12
                                          Dla porownania
                                          Zadalem podobne pytanie co do Polski i Europy no bo tam koroopracje nie robia z ludz niewolnikow i wszytko sie odbywa zgodnie z prawem..

                                          I zamiast prostej i skondensowanej odpowiedzi jak u nas , dostalem dluga

                                          "Nie istnieje dokładna, powszechnie akceptowana statystyka mówiąca jaki odsetek absolwentów uczelni w Polsce lub Europie zostaje milionerami — dane zależą od definicji „milionera” (netto vs. płynne aktywa, waluta), kohorty (rocznik), poziomu wykształcenia, kraju, źródeł bogactwa (dziedziczenie vs. własne osiągnięcia) i źródła danych. Mogę jednak podać przybliżone wskaźniki i źródła używane w analizach:

                                          Ogólna częstość milionerów w populacji:
                                          Europa Zachodnia: rzędu kilku procent dorosłych mających majątek netto ≥1 mln USD/EUR (zależnie od kraju i raportu; raporty takich instytucji jak Credit Suisse / UBS podają rozkłady majątku).
                                          Polska: odsetek milionerów w całej populacji jest znacząco niższy niż w bogatszych krajach UE — poniżej 1–2% (zależnie od progu i waluty). "


      • tiges_wiz Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 15:11
        Mój kolega na zielonym przejeżdżał i skręcająca w prawo go uderzyła i też policja jego uznała za winnego, bo ma przeprowadzać rower a nie przejeżdżać. Ja bym mandatu nie przyjął.
        • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 10:47
          Nie znam oczywiście szczegółów sytuacji, ale z twojego opisu wygląda jednak na winę kolegi. Po to właśnie m.in. jest obowiązek przeprowadzania roweru przez pasy, że w przypadku skręcania prawo kierujący może nie dostrzec szybko poruszającego się rowerzysty, który też ma zielone.
          • tiges_wiz Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 13:21
            Teraz jest tam legitny przejazd dla rowerzystów, więc nie byłby winny. Wtedy nie zdążył się nawet rozpędzić, bo czekał przy pasach. To przykład, że rowerzysta na przejściu z miejsca jest winny.
            • tbernard Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 08:22
              tiges_wiz napisał:

              > Teraz jest tam legitny przejazd dla rowerzystów, więc nie byłby winny. Wtedy ni
              > e zdążył się nawet rozpędzić, bo czekał przy pasach. To przykład, że rowerzysta
              > na przejściu z miejsca jest winny.

              No bo formalnie jeśli nie ma przejazdu dla rowerów, to wjazd rowerem na jezdnię podpada pod definicje włączania się do ruchu, co wiąże się z obowiązkiem ustąpienia pierwszeństwa wszystkim uczestnikom ruchu. Inna sprawa, że skręcający w drogę poprzeczną ma obowiązek zapisany w:

              Art. 27. 1. [...]
              1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany
              zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa kierującemu rowerem,
              hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego oraz osobie poruszającej
              się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch, jadącym na wprost po jezdni, pasie
              ruchu dla rowerów, drodze dla pieszych i rowerów, drodze dla rowerów lub innej
              części drogi, którą zamierza opuścić
              .


              Bez wątpienia skręcający przecina część drogi którą opuszcza, po której na wprost jedzie rowerzysta bez względu na to, czy rowerzysta ma przejazd, czy nie ma.

              Mamy tu sytuację, gdy oboje mają obowiązek ustąpienia pierwszeństwa i prawidłowo to kierowca powinien wyjść z samochodu, kierujący rowerem zejść z roweru aby wspólnie przeprowadzić filozoficzne rozważania o prawie w celu ustalenia który z przepisów jest ogólny a który bardziej szczegółowy aby zastosować się do tego szczegółowego.
    • tbernard Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 17:02
      Za mało informacji. Chyba, że coś przegapiłem. Stwierdzenie, że wjechała rowerem na przejście nie precyzuje, czy wjechała spoza jezdni, czy po prostu jechała sobie jezdnią zbliżając się do przejścia i w pewnym momencie wjechała na przejście.
      • boggi_dan Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 17:41
        tbernard napisał:

        > Za mało informacji. Chyba, że coś przegapiłem. Stwierdzenie, że wjechała rowere
        > m na przejście nie precyzuje, czy wjechała spoza jezdni, czy po prostu jechała
        > sobie jezdnią zbliżając się do przejścia i w pewnym momencie wjechała na przejś
        > cie.
        W mediach społecznościowych krótko po zdarzeniu pojawiały się opinie, że rowerzystka mogła jechać na rowerze, co oznaczałoby złamanie przepisów (brak pierwszeństwa na pasach). Jednakże, poszkodowana kobieta w swoich zeznaniach wskazała: „Wydaje mi się, że szłam przez to przejście, bo zawsze tak robię”, dodając jednocześnie, że nie pamięta samego momentu potrącenia straciła przytomność.
        • tbernard Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 18:43
          Nikomu nie można wierzyć. Nie ma nagrania, to zeznania na gębę nic nie znaczą. Skorumpowani prawnicy poprzeinaczają wszystko. Tu jest sytuacja o tyle szczególna, że jeden z uczestników był też skorumpowany.
    • boggi_dan Re: Winny czy nie winny? 24.04.26, 17:38
      Uwaga sprawcy podobnych zdarzeń drogowych. Możecie spać spokojnie. Każdy sąd, co prawda, warunkowo umorzy wasze postępowanie. Nawet wtedy, gdy nigdy nie byliście premierami, albowiem prawo III Rzeczypospolitej jest równe dla wszystkich obywateli, co gwarantuje Konstytucja, a nawet OTUA. Piotr Najsztub w podobnej sprawie wybronił się, ponieważ - jak sam powiedział - "sąd nie mógł jednoznacznie stwierdzić, z jaką prędkością piesza wtargnęła na przejście". Proste, prawda?
      • galtomone Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 08:41
        boggi_dan napisał:

        > Uwaga sprawcy podobnych zdarzeń drogowych. Możecie spać spokojnie. Każdy sąd, c
        > o prawda, warunkowo umorzy wasze postępowanie.

        W Polsce nie działa precedens.

        > Nawet wtedy, gdy nigdy nie byliś
        > cie premierami, albowiem prawo III Rzeczypospolitej jest równe dla wszystkich o
        > bywateli, co gwarantuje Konstytucja, a nawet OTUA. Piotr Najsztub w podobnej sp
        > rawie wybronił się, ponieważ - jak sam powiedział - "sąd nie mógł jednoznacznie
        > stwierdzić, z jaką prędkością piesza wtargnęła na przejście". Proste, prawda?

        Bardzo.

        Sąd nie oceniał tego, czy Najsztub jest „fajnym gościem” ani czy powinien być na drodze (za to dostał osobne mandaty). Sąd badał wyłącznie, czy można mu przypisać winę za samo potrącenie. Uniewinnienie opierało się na kilku kluczowych punktach:

        Brak dowodów na winę kierowcy: Biegli nie byli w stanie jednoznacznie stwierdzić, że Najsztub mógł uniknąć wypadku. Przy tej prędkości (ok. 20 km/h) i fatalnej widoczności (deszcz, ciemne ubranie pieszej, parasol zasłaniający widok) uznano, że kierowca zachował należytą ostrożność.

        Błędy w zabezpieczeniu śladów: To był kluczowy argument sądu. Policja na miejscu zdarzenia nie zabezpieczyła drogi hamowania, nie określiła dokładnie położenia ciała względem auta ani nie zrobiła rzetelnej rekonstrukcji zaraz po wypadku. Sąd uznał, że w obliczu braku dowodów materialnych nie można skazać człowieka "na domysły".

        Obowiązki pieszego: Sędzia w uzasadnieniu podkreślił, że pieszy również ma obowiązek zachowania szczególnej ostrożności. W tamtych warunkach kobieta, wchodząc na pasy, powinna upewnić się, że auto się zatrzyma.

        Czy sąd zrobił dobrze?
        To zależy od punktu widzenia:

        Prawnie: Sąd trzymał się zasady in dubio pro reo (wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego). Skoro prokuratura i policja nie dostarczyły twardych dowodów na to, że Najsztub np. nie patrzył na drogę lub mógł zareagować wcześniej, sędzia nie mógł wydać wyroku skazującego za przestępstwo drogowe.

        Moralnie/Społecznie: Wyrok był odbierany fatalnie. Ludzie czuli niesprawiedliwość: jak ktoś, kto nie ma prawa jazdy i jeździ niesprawnym autem bez ubezpieczenia, może potrącić starszą panią na pasach i wyjść z tego "czysty"?

        Za brak prawa jazdy, oc itd Najsztub ponil kare. Ale to nie mialo wplywu na wypadek i to byly wykoroczenia.

        Nie moze wsadza/wieszac kazdego tylko po to, zeby tlum byl zadowolony bo sie tlumowi wydaje...
        • boggi_dan Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 18:09
          Dodatkowo Ministerstwo Sprawiedliwości, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, gwarantuje brak ingerencji w życiowe plany,nieskazitelność wpisów w Centralnym Rejestrze Skazanych, w tym zajmowanie odpowiedzialnych stanowisk na wszystkich szczeblach władzy, szczególnie w Brukseli, aż do osiągnięcia wieku emerytalnego. A następnie, biorąc pod uwagę podeszły wiek, bezwarunkowe umorzenie każdej sprawy, aby żyło się lepiej wszystkim obywatelom miast i WSI.
    • engine8t Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 20:09
      Nastepny sad mediow spolecznosciowych rozpoczyna sesje?
      • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 22:48
        Cóż, wszystkie złe zjawiska dziwnym trafem przychodzą do nas z Ameryki
        • trypel Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 22:51
          Np komunizm?
          • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 25.04.26, 23:00
            Obecnie. Jak sięgniesz paręset lat wstecz, to też przychodziły negatywne zjawiska, a Ameryki nawet nie było.
            • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:47
              vogon.jeltz napisał:

              > Obecnie. Jak sięgniesz paręset lat wstecz, to też przychodziły negatywne zjawis
              > ka, a Ameryki nawet nie było.

              Ale caly amerykanski syf lykacie jak kaczki a nawet pozytywnym rzeczom nadajecie europejski smak..
              Jak prownuje np jak pracuja nasz korporacje i te Poilsce to w Polsce na pozir robi to samo tzn wprowadzili zasady ISO (naisz co robisz i rob co napisales) kiedy nasze pomimo ze na niby operuja i maja podobne principia zasady to uklady za skrajnie inne.
              Np z zasady inzynierowie sa zatrudniani na umowe "exempt" czyli wylaczony z nadgodzin a wiec nikt co eni eprzlicza z godzin ale z wykonanej pracy. I ja cale zycie operowalem w tym rezimie... Przychodzilem dp pracy kiedy chcilem -tzn kiedy trzebe bylo a wiec gdzie ok 9 -10 i wychodzilem kiedy potrzebowalem tzn ok 18.. i sobie bralem godzine czypoltora przerwy na lunch bo wszyscy brali.. Nikt nie rejestrowal kiedy przychodze i kiedy wychodze . Ale wpracy zalatwialem wszystkie swoje sprzwy osobiste, wychodzilem na zalatownie wlasnyc potrzeb kiedypotrzebowalem bez informowania kogokolwiek. Rozliczno mnie z zadan a te byly ustalane w rozsadnyc granicach.. Tk ze jak sobie spojrzalm wstecz to srednio pracowalem dla zakladu od 4-6 godzin dziennie. W pracy "bylem" od 7 do 9 godzin z przwaga 7.
              Jak chcialem pracowac z domu to mowilem szefowi ze dzis pracuje z domu - zeby mnie nie szukal ajk potrzebuje to wiedzila jak sie kontakotwac i tyle..
              Urlopy mialm zawsz enisskie bo tak chcialme i tak wychodzilo ale zwe moglem brac tyle wolnego ile potrzebowalem.

              A tu to co widze i slysze to ludzie w Polsce sa rozliczani z kazdej godziny. Pracuja z domu tylko jak impozwola ale wtedy sa scisle monitirowani i kazda przerwe musz uzgodnic albo odpracowac.
              Widze ze syn pracuje podobnie.. Ma 3 biura w 3 mijscac h a zwykle rano siedzi w domu- sprawdzi rano co sie dzieje, odwiezie dziecko do szkoly, wyprowadzi psa apotem sie zabiera do pracy .. O 14 jedzie po dziecko i znow troche poklepie w klawisze. ojedzie do ktorego biura a kims tam pogadac albo nie pojedzie. Jak nie musi isc do biura to nie idzie bo o co smrod robic i prad zuzywac jak moze swoj :)
              • klemensiarz Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 20:18
                engine8t napisał:

                > Np z zasady inzynierowie sa zatrudniani na umowe "exempt" czyli wylaczony z nad
                > godzin a wiec nikt co eni eprzlicza z godzin ale z wykonanej pracy. I ja cale z
                > ycie operowalem w tym rezimie... Przychodzilem dp pracy kiedy chcilem -tzn kied
                > y trzebe bylo a wiec gdzie ok 9 -10 i wychodzilem kiedy potrzebowalem tzn ok 18
                > .. i sobie bralem godzine czypoltora przerwy na lunch bo wszyscy brali.. Nikt
                > nie rejestrowal kiedy przychodze i kiedy wychodze . Ale wpracy zalatwialem wsz
                > ystkie swoje sprzwy osobiste, wychodzilem na zalatownie wlasnyc potrzeb kiedypo
                > trzebowalem bez informowania kogokolwiek. Rozliczno mnie z zadan a te byly usta
                > lane w rozsadnyc granicach.. Tk ze jak sobie spojrzalm wstecz to srednio pracow
                > alem dla zakladu od 4-6 godzin dziennie. W pracy "bylem" od 7 do 9 godzin z prz
                > waga 7.
                > Jak chcialem pracowac z domu to mowilem szefowi ze dzis pracuje z domu - zeby m
                > nie nie szukal ajk potrzebuje to wiedzila jak sie kontakotwac i tyle..
                > Urlopy mialm zawsz enisskie bo tak chcialme i tak wychodzilo ale zwe moglem bra
                > c tyle wolnego ile potrzebowalem.

                Ja mam podobnie, tylko że mniej godzin w pracy i pełnowymiarowy urlop.
                Ale ogólnie masz tu akurat rację - polskie pojmowanie efektywności pracy jest z reguły przedpotopowe.

          • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:33
            trypel napisał:

            > Np komunizm?
            >

            O tak juz dawno komunisci stwierdzili ze komunizm sie nie roprzestrzeni z biednego narodu ale z bogatego wiec porzucono wzmacnianie komunizmu w Rosji a zaczeto w USA i od nas do was przyjdzie ten amerykanski.
            Zczeto od universytetow a te nie ttlko przekazly to studentom ktorzy przekazuja w pracy ale wychowaly juz generacje nowych naukowcow..
            I u nas przynajmnije Trum z tym walczy a wy za tym komunizmem tesknicie?
            • tbernard Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 10:42
              Nigdy nie było komunizmu za wyjątkiem pierwszych wspólnot chrześcijańskich, które to stopniowo przekształciły się w mafie. A to, że niektóre bandyckie systemy nazwano komunizmem, to tak jak króla nazywano 'wasza miłość', która to 'miłość' dla zabicia nudy postanowił zorganizować przedstawienie polegające na torturowaniu poddanego i odrąbanie mu głowy. Albo jak sowiecka gazeta 'Prawda' miała tyle samego wspólnego z prawdą.
              • engine8t Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 21:45
                tbernard napisał:

                > Nigdy nie było komunizmu za wyjątkiem pierwszych wspólnot chrześcijańskich, któ
                > re to stopniowo przekształciły się w mafie. A to, że niektóre bandyckie systemy
                > nazwano komunizmem, to tak jak króla nazywano 'wasza miłość', która to 'miłość
                > ' dla zabicia nudy postanowił zorganizować przedstawienie polegające na torturo
                > waniu poddanego i odrąbanie mu głowy. Albo jak sowiecka gazeta 'Prawda' miała t
                > yle samego wspólnego z prawdą.

                Wiem wiem, Nie macie ani komunizmu ani socjalizmu ani kapitalizmu and przedzwej demokracji etc..... a wiec co tak naprawde macie?

                Moza dopasowymac obrazek do historii albo histore do obrazka..
                • qqbek Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 22:01
                  engine8t napisał:

                  > Wiem wiem, Nie macie ani komunizmu ani socjalizmu ani kapitalizmu and przedzwe
                  > j demokracji etc..... a wiec co tak naprawde macie?

                  Społeczną gospodarkę rynkową.
                  System niedoskonały i kulejący... ale spośród pozostałych sprawdzający się chyba najlepiej.

                  > Moza dopasowymac obrazek do historii albo histore do obrazka..

                  Nie - komunizmu w Polsce nigdy nie było.
                  Nawet realnego socjalizmu nie było.
                  A UE to nie socjalizm, czy komunizm, a społeczna gospodarka rynkowa właśnie.
                  Z "kagańcami" na rozwydrzony kapitalizm, monopole i oligopole.
                  • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 22:40
                    > Nie - komunizmu w Polsce nigdy nie było.

                    Zależy jak patrzeć. Jeżeli "komunizm" miałoby oznaczać idealny ustrój wykoncypowany przez Marksa - to oczywiście nie. Jeżeli to, co zwykło się tą nazwą określać w realnym świecie - czyli władzę monopartii połączoną z państwową własnością wszystkich/większości środków produkcji i centralnym planowaniem - to oczywiście tak.
                    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 23:14
                      vogon.jeltz napisał:

                      > Zależy jak patrzeć. Jeżeli "komunizm" miałoby oznaczać idealny ustrój wykoncypo
                      > wany przez Marksa - to oczywiście nie. Jeżeli to, co zwykło się tą nazwą określ
                      > ać w realnym świecie - czyli władzę monopartii połączoną z państwową własnością
                      > wszystkich/większości środków produkcji i centralnym planowaniem - to oczywiśc
                      > ie tak.

                      A co z prywatną własnością ponad 3/4 środków produkcji w "sektorze rolnym"?
                      Tak dla znajomego pytam?
                      Polski socjalizm był na tyle śmieszny, że nawet nie zdołał "przemielić" ani prywatnej inicjatywy, ani rolnictwa indywidualnego.
                      Myśmy nigdy nie wyszli poza upupioną drugą Rzepę, bez kapitalistów, za to z "badylarzami".
                      Mój dziadek w latach 60-tych odszedł z "państwowego", żeby własną wytwórnię wód gazowanych założyć (akurat dziki popyt na to wtedy był). Jak nie zatrudniałeś więcej jak 50 osób, to nadal mogłeś być "prywaciarzem" w PRL (inna sprawa, że dziadka tak skarbówka potem dojechała domiarami, że wrócił "na państwowe" a całą linię rozlewniczą po prostu sprzedał).

                      Co do udziału centralnego planowania (pod 90% w końcu lat 70-tych, jak to już pisałem) - w mniej niż dekadę, do 1987, spadł do 35% (choć pewnie ludzie nie zauważyli).

                      Nie, Polska nigdy nie była do końca socjalistyczna, a tym bardziej komunistyczna.
                      Może i była "centralnie planowana", ale to się drastycznie zmieniło już na początku lat 80-tych (a nie na ich końcu, jak większość pewnie sądzi).
                      • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 23:26
                        > A co z prywatną własnością ponad 3/4 środków produkcji w "sektorze rolnym"?

                        Nico. Wciąż mieścił się w szerokim spektrum, na którego drugim końcu jest Korea Północna.

                        > Może i była "centralnie planowana", ale to się drastycznie zmieniło już na początku lat 80-tych (a nie na ich końcu, jak większość pewnie sądzi).

                        Pytanie: na ile było to wyrazem woli politycznej i poglądów Jaruzelskiego, otoczonego przez Rakowskich i Urbanów (który to Urban nigdy zdaje się nie wierzył w "dyktaturę proletariatu", a do Jaruzela przystał jedynie dlatego, że Solidarność była dla niego obrzydliwszą), a na ile prosta konsekwencja faktu, że na poziomie centralnym po prostu nie było już z czego planować.
                    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 23:22
                      vogon.jeltz napisał:

                      > czyli władzę monopartii

                      Tu też bym dyskutował (koncesjonowane SD i PSL, tfu ZSL) - nie było, przez cały okres PRL jednowładztwa PZPR, zawsze dopuszczano "koncesjonowaną opozycję wewnętrzną", w roli "listka figowego".
        • engine8t Re: Winny czy nie winny? 26.04.26, 01:30
          vogon.jeltz napisał:

          > Cóż, wszystkie złe zjawiska dziwnym trafem przychodzą do nas z Ameryki

          One same nie przychodza - wy je zapraszacie i adoptujecie na wlasna prosbe.
          • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 11:44
            O tyle masz rację, że nie przychodzą "same". Wpychają nam je na siłę wasze korpy i ostatnio rząd, nieraz posuwając się w tym celu do gróźb i szantaży.
            • engine8t Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 21:48
              vogon.jeltz napisał:

              > O tyle masz rację, że nie przychodzą "same". Wpychają nam je na siłę wasze korp
              > y i ostatnio rząd, nieraz posuwając się w tym celu do gróźb i szantaży.

              Wpychaja wam i te dobre i te zle ale co wybierzecie to juz od was zalezy
              • qqbek Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 21:59
                engine8t napisał:

                > Wpychaja wam i te dobre i te zle ale co wybierzecie to juz od was zalezy

                Tak zapytam - bo jadasz przecież warzywa i owoce z amerykańskich marketów - czy, po porównaniu nawet z tymi z marketów w Polsce (bo z tymi "z targu" to nie ma co nawet porównywać) chcesz nadal ciągnąć tą dyskusję o wyższości tego, co wam wasze korpo narzucają?
                • engine8t Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 23:58
                  qqbek napisał:

                  > engine8t napisał:
                  >
                  > > Wpychaja wam i te dobre i te zle ale co wybierzecie to juz od was zalezy
                  >
                  > Tak zapytam - bo jadasz przecież warzywa i owoce z amerykańskich marketów - czy
                  > , po porównaniu nawet z tymi z marketów w Polsce (bo z tymi "z targu" to nie ma
                  > co nawet porównywać) chcesz nadal ciągnąć tą dyskusję o wyższości tego, co wam
                  > wasze korpo narzucają?
                  >
                  >

                  Nie wiem o co ci dokladnie chodzi ale probuje zgadnac
                  Nam nasze korporacje zadnych warzyw nie narzucaja. Oferuje rozner za rozne ceny al ewybort jest w 100% nasz. Mamy wybor i kupujemy to co uwazamy za zdrowe.
                  A trudno porownywac te z markietow i tu i w Polsce bo by trzeba polozyc jedne obok drugich ale uwazamy ze ogolnie w Polsce jest jedzenie - to ogolnodostepne zdrowsze, ale tylko tak uwazamy bo nie wiem jak jest naprzwde i martwi nas ze trudniej juz u Was znalezc dobry chleb z malej piekarni niz u nas i coraz czeciej widac chcleb "przemyslowy". Podobnie wiele sie zmienia w polskich sklepach niestety nie na lepsze.
                  A wszytko nasze jedzenie jest zawsze troche inne ale nie brakuje warzyw organicznych i prosto z targu.
                  Zona od dawan nie kupuje zadnych warzyw w sklepach a tylko na Targu, Warzyw i owoce kupujemy zawsze organiczne i jesli to tylko mozliwe made in USA.
                  A wiec korporacje nam oferuje ale my wybieramy to co lepsze.
                  Korporacje np oferuj aanam Fejsbuka, tiktoja, instagrama i co tm jrszcze i nikt w rodzinie z mojego i pierwszego pokolenia dzieci tego nie uzywa.
                  Korporacje nam wciskaj kit w TV ale my ni emamy TV, Nie wiem co sie dzije w Hoollywood, nie nabieram sie na korporacyjne filmy z Netflixa etc...
                  Zona mowi ze najgorsze sa te produkty rolne - warzywa i owoce z Ameryki Pd bo tam nie ma praktycznie zadnej kotroli a to co mowia i pisza to mowia i pisza. A znajmoi z tamtych stron to potwierdzja ze nie ma roznicy skad bora warzywa prganiczznie i nie - roznica jedyniue w nalepce i cenie.
                  I jak zona ualyszala o Merkosur to wziela gleboki oddech...."No to beda mieli" A w to ze Europa ptorafi to kontolowac i poradzi sibie z kretactwem latynosow to miedzy bajki mozna wlozyc. Bedzie podobnie jak wprowadzeni europejskich norm ISO u nas... :)
              • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 27.04.26, 22:02
                > Wpychaja wam i te dobre i te zle ale co wybierzecie to juz od was zalezy

                Bzdura. Jeśli nawet coś jest dobre, to idzie w pakiecie z całą masą syfu - i nie ma wyboru, bo stawiają sprawę "wszystko albo nic".
                • engine8t Re: Winny czy nie winny? 28.04.26, 00:07
                  vogon.jeltz napisał:

                  > > Wpychaja wam i te dobre i te zle ale co wybierzecie to juz od was zalezy
                  >
                  > Bzdura. Jeśli nawet coś jest dobre, to idzie w pakiecie z całą masą syfu - i ni
                  > e ma wyboru, bo stawiają sprawę "wszystko albo nic".

                  Really? Wszytko? A wiec dlaszego brac to "wszytko" jak do tego jest przyklejony szajs?
                  Wy adotpujecie Halloween i Trick-or treat, i Valentynki i Pride parades i 120 genderow i Netlfixy i Pejsbuki etc etc...
                  Po jaki ch? Co w tym pozytywnego? Kiedy ssie ludzono ze jest ale obecnie wiadomo ze nie ma a to n pewno lasuje mozgi
                  Zobacz kto sie podnieca Oskarami? Co w nich jest pozytywnego? Przeciez cokolwiek przychodzi z Hollywood to gnoj. ?
                  To ze kiedys robiono dobre filmy dawno minelo teraz filmy maj wplywac na psychike i spychac w lewo.
                  • engine8t Re: Winny czy nie winny? 29.04.26, 02:34
                    O Tu wasi tez dyskutuja te temty tylko ze kto tego slucha?
                    youtu.be/Mb1iCtOE95M
                • tbernard Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 08:49
                  Ale należy przyznać uczciwie, że dzięki USA mamy makdonaldy, burger kingi i kfc a kiedyś to były jedynie tosty i czasem picce. Początkowo makdonaldy były prestiżowe i dla zamożnych biznesmenów ale teraz już mamy dobrobyt i makdonaldy stały się dostępne dla klasy średniej.
                  • tiges_wiz Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 09:50
                    Makrzeźnie i kfc, to są najtańsze bary po drodze.
                    • qqbek Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 10:11
                      tiges_wiz napisał:

                      > Makrzeźnie i kfc, to są najtańsze bary po drodze.
                      >

                      Przecież Bernard jak zwykle posługuje się sarkazmem, bo wie, że Engine nie wyłapie i potem ma z tego radochę.
                      Żeby Bernardowi sprawić satysfakcję, byłoby trzeba przytaknąć, że to w końcu ekskluzywne placówki, oferujące najwyższej jakości, zbilansowane dietetycznie posiłki, dostępne od niedawna nawet dla klasy średniej (a nie tylko biznesmenów w białych skarpionach do mokasynów), ale wyłącznie dla tej "średniej wyższej".

                      Serio.
                  • vogon.jeltz Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 11:05
                    > a kiedyś to były jedynie tosty i czasem picce

                    Fanzolisz. Kiedyś były przede wszystkim ZAPIEKANKI! Przy takiej półmetrowej bagietce z pieczarkami, cebulą, serem i keczupem Tortex każdy McDonald wysiada.
                    • tbernard Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 11:36
                      Okej masz rację. Za bardzo zafiksowałem się barem tostowym który był we Wrocławiu w przejściu podziemnym na Świdnickiej. Oczywiście bywały też zapiekanki a później też knysze.
                      • qqbek Re: Winny czy nie winny? 30.04.26, 11:51
                        tbernard napisał:

                        > Okej masz rację. Za bardzo zafiksowałem się barem tostowym który był we Wrocław
                        > iu w przejściu podziemnym na Świdnickiej. Oczywiście bywały też zapiekanki a pó
                        > źniej też knysze.

                        Gofry też były (albo jak to pani z budy z goframi przy Liceum im. Staszica w Lublinie mówiła "gofery")!
                        Budy już dawno nie ma, ale jeszcze w latach 90-tych funkcjonowała.

                        I zestaw obowiązkowy (lorneta+meduza) jak dorośli gdzieś chcieli "chlapnąć coś" w restauracji, albowiem państwo socjalistyczne dbało o swoich obywateli i nie dopuszczało, żeby obywatel spożywał bez zagrychy, na pusty żołądek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka