qqbek
08.08.26, 15:45
Dla nieobeznanych z tematem (choć nie sądzę, żeby się dziś jacyś znaleźli).
Gmina Gliwice postanowiła w końcu pociągnąć ładny "dywanik" mieszkańcom ulicy Rybackiej.
Sęk w tym, że działka, należąca do Gliwic, była od lat użytkowana przez chłopka-roztropka, który "nie mieścił" się z uprawami na swoim polu, a więc siał i zbierał też i z działki miejskiej.
Miasto wzięło geodetę, sprawdziło bieg granicy, wykonało projekt i zbudowało drogę... ledwo warstwę ścieralną położyli, to roztropek (typowy - tj. Ziobro zdrowego rozsądku) wjechał na świeży asfalt i 200 metrów nowej ulicy przeorał (tak jak orał nieswoje od lat).
Straty to 400 tysięcy złotych.
Teraz pytanie - ile jeszcze jest w Polsce takich, co to się o 2-3 metry mylą w przebiegu granic swoich działek?
Może by państwo nasze i samorządy, tak ochoczo budujące nam drogi, wzięło w końcu do ukrócenia tego dość powszechnego procederu? Przecież ma odpowiednie narzędzia (geoportal i zdjęcia satelitarne) - wystarczyłoby AI zatrudnić do porównania granic upraw z granicami działek i może 2-3 osoby "siedzące" plus dwóch geodetów, żeby na bieżąco takie przypadki weryfikowali?
Bo takich "Karguli" co to paliki przestawiają, to my mamy w tym kraju na pęczki, a państwo tylko na tym traci.