aadministrator
27.02.05, 18:36
po trzecim samochodzie jaki posiadam, a teraz kupuję czwarty doszedłem do
wniosku, że wyłącznie japończyki.
Zaczynałem od mazdy 323 z 1989 roku z 130 tys. przebiegu. Jeździłem cztery
lata, dobijając ją do 210 tysięcy. Wszystkie wizyty w serwisie to wymiana
klocków, dwa razy tulejki przy wahaczu i oleju. Nie robiłem przy nim nic
innego. Później miałem civica - zrobiłem 55 tysięcy i to samo, a następnie
astrę - tu już są jaja. Teraz właśnie ją pcham w cholerę i kupię, albo
corollę albo civica.
ps. Jestem z tych, których inni kierowcy nie lubią - przedstawicielem
handlowym i jeżdżę raczej ostro.