mejson.e
24.07.06, 00:39
Wydawać by się mogło, że wyjazd na upragniony urlop po miesiącach harówy w
pracy to sama przyjemność.
Ale czy na pewno?
Jak obserwuję zacięte miny pędzących jak najszybciej nad morze, jezioro, w
góry czy do innego upragnionego miejsca odpoczynku urlopowego, to mam spore
wątpliwości, czy to jest jeszcze ciągle przyjemność?
Korki na przebudowywanych odcinkach, wzmożony ruch i ta przemożna chęć
dojechania jak najszybciej sprawiają chyba, że te pierwsze dni urlopu zamiast
przyjemności stają się koszmarem.
Przejechałem ostatnio bezstresowo w przyzwoitym czasie ze stolicy na wybrzeże
i nie musiałem się denerwować ani korkami ani zachowaniem innych kierowców.
Wyjeżdżając nad ranem, wybierając mniej uczęszczane drogi zafundowałem sobie
frajdę - kilkugodzinna jazda była przyjemnością a nie poświęceniem, ofiarą,
wyrzeczeniem, przez które trzeba przejść, jeśli chce się spędzić urlop z dala
od miejsca zamieszkania, korzystając z ogólnie kiepskiej sieci polskich dróg.
Polecam wszystkim, którzy nie mając mapowstrętu potrafią zaplanować sobie
podróż inaczej niż wskoczeniem na główną drogę, na której próbują pobić swój
rekord prędkości...
Niech urlopowy wypoczynek zaczyna się PRZED dojechaniem na miejsce.
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.