anmar123
15.11.06, 10:26
Miasto powiatowe na Kujawach, ok. 80 tys. mieszkańców. Na uliczce osiedlowej
(ponad 250 mieszkań) mieszkańcy parkowali w niewielu istniejących zatoczkach
i wzdłuż krawężnika po jednej stronie ulicy. Po drugiej stronie ulicy stoi
znak "zakaz zatrzymywania się i postoju". Pawnego pięknego dnia wjeżdżam na
uliczkę i co widzę: Z drugiej strony ulicy taki sam znak. I samochody dalej
stoją wzdłuż krawężnika. Napisałem do Prezydenta miasta pismo z zapytaniem:
co daje w zamiam za znak zakazu. Gdzie mają stawiać swoje samochody
mieszkańcy tej ulicy. A jakże, dostałem "dpowiedź". Nie było propozycji
nowego miejsca parkingowego, tylko to, że pismo zostało skierowane do straży
miejskiej i policji w celu służbowego wykorzystania. I zaczęło się "służbowe
wykorzystywanie". Co jakiś czas na ulicy pojawiają się panowie mundurowi.
pstrykaja fotki i wkładają mandaciki po 100PLN za wycieraczkę. Łatwiej to
robić zamiast użerać się z pijakami, ścigać bandytów i złodziei. I jest kasa
do budżetu! Łatwy zarobek. Prawie bez wysiłku.
A pan prezydent w akcji przedwyborczej chwali się jakie to on zrobił fontanny
na stawku czy ile dębów poświęconych słynnym osobistościom posadził.
Ja tu już nie zadam pytania. Wszystko dla mnie jest jasne.