zedd
27.08.07, 15:15
Nieraz zdarza się sytuacja taka, że jadę np. lewym pasem (nie
wdawajmy się w dyskusje dlaczego - nigdy nie robię tak bez
uzasadnienia) - zresztą dotyczy to także pozostałych pasów, z
prędkością maksymalną dozwoloną w danym miejscu (np. 70 km/h na
Trasie Łazienkowskiej w W-wie). Nie wlokę się, nie jadę zbyt wolno
np. z braku umiejętności - jadę po prostu tyle ile jest dozwolone
przepisami, i staram się tego nie przekraczać. Krótko mówiąc -
przestrzegam prawa. A za mną różnej maści młoty zbierają się w
sznureczek i dają znać żebym jechał szybciej.
Otóż nie, drodzy poganiacze. Nie mam najmniejszego zamiaru, i nic
mnie nie obchodzi że Wy chcecie gnać na złamanie karku. Wasze
trąbienie, czy też toczenie piany za kierownicą czy na tym forum
zwyczajnie mnie śmieszy. Nie wzrusza mnie ani trochę jeżeli ktoś
mnie wyprzedza - z prawej czy z lewej - jadąc 120 km/h na 70-tce.
Szerokiej drogi.
NIC mnie nie obchodzi to, jak szybko kto chce jeździć. Nic mnie nie
obchodzi czy chce łamać przepisy, przekraczać prędkość czy zmieniać
pasy na ciągłej przez wysepki. Nie moja sprawa. Jeździjcie jak
chcecie. Nie powinno mnie to obchodzić - dopóki nie ma to wpływu na
moją jazdę, krótko mówiąc - dopóki ktoś nie próbuje mnie zmusić do
czegoś czego robić nie chcę.
Nigdy przenigdy w takiej sytuacji nie zmienię pasa (o ile nie
potrzebuję) ani nie przyspieszę - dodatkowo, im bardziej ktoś mnie
naciska i bezczelnie się zachowuje, tym bardziej mam ochotę robić
bucowi na złość. Bo nie znoszę cwaniactwa.
To, że Wy chcecie łamać przepisy nie oznacza, że macie prawo zmuszać
mnie do tego samego. Nie zmusicie. Nie przekonują mnie dyrdymały
o "płynności ruchu" - jeździć płynnie nie oznacza jeździć szybko,
tylko sprawnie.
Dodam, że bluzgi nie robią na mnie wrażenia - bardziej mnie śmieszą
lub dają satysfakcję i poczucie wyższości niż denerwują.
Na koniec - nie jest to żadna prowokacja, ale moja opinia na temat i
podejście do kozaków drogowych. Zainteresowanych zapraszam do
dyskusji (dyskusja = wymiana argumentów).
Pozdrawiam.