Gość: 130rapid
IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl
10.11.03, 18:40
Przyczepił mi się dzisiaj po zmierzchu jak rzep. Jechał za mną 20 kilometrów.
Przy 100-110 km/h trzymając odstęp 15-20 metrów. Sympatycznie, nie?
Nie wyprzedzał, chociaż mógł bez obaw. Ruch niewielki, jezdnia szeroka na 7
metrów, zakręty co 1,5-2 km. Mrugałem prawym kierunkowskazem, nie pomagało.
Zwalniałem, zwalniał. Trzymałem lekko wciśnięty hamulec przez 200-300 metrów.
Zwiększał dystans o 10-15 metrów i za chwilę znów lepił mi się do bagażnika.
Nie włączałem tylnego przeciwmgielnego, bo i tak by nie zrozumiał.
Ucieczka odpadała. Jeżdżąc Potworem pozbywam się przydupników dodając gazu.
Po 2 km z szybkością 130-140 km/h zwykle mam spokój. Dziś jechałem
Maleństwem. 53 konie, więc zgubić przydupnika byłoby trudno i bardziej
niebezpiecznie.
Jeszcze parę kilometrów, a zrobiłbym „numer ostateczny” – symulację ominięcia
wyimaginowanej przeszkody dostrzeżonej w ostatniej chwili.
Nie potrafię jechać spokojnie mając przydupnika za sobą. Wieczór, las, nisko
przelatujące sarenki. Wyobraźnia za bardzo mi pracuje. Ciekawe, co by
przydupnik zrobił, gdybym musiał awaryjnie hamować? Nacisnąłby guzik „Eject”?
Czy to Księżyc w pełni ma na ludzi dziwny wpływ?
A może jakiś po prostu jakiś psychol pobawił się moim kosztem?
Macie jakieś własne sposoby na przydupników?
P.S. Przydupnik nie wyglądał mi raczej na nieoznakowany radiowóz z
wideoradarem. Po kształcie świateł wyglądało to na Peugeota 206. Ale widując
wideoradarowców w akcji mam czasem wrażenie, że można byłoby im w 80 %
przypadków zarzucić, że zachowują się jak przydupnicy prowokując ludzi do
ostrzejszej jazdy. Jeśli ktoś chciałby się zabawić w sądzie, mając znajomego
dobrego adwokata, to mógłby być całkiem niezły argument przeciwko mandatowi.