zimny_ogien
27.02.09, 16:17
Puszczacie ich na przejściach, chociaż jeszcze nie weszli?
Dopiero zaczynam jeździć. Mam samochód niecały miesiąc i w tym czasie zrobiłam jakies 1500 km (głównie trasy Zamość-Kraków, Zamość - Lublin). Jestem w lekkim szoku, widząc to, co inni kierowcy wyprawiają z pieszymi, ale zaczynam się też zastanawiać, czy ja, chcąc w niektórych sytuacjach postapić kulturalnie nie działam na szkode tych pieszych...
Przykład:
Rzeszów,poniedziałek rano, dwupasmówka, przejście bez sygnalizacji. Jadę jakieś 70 (zgodnie z prawem),prawa stroną, pzredemną kulumna samochodów, za mną pusto, bo zjechałam ostatnia ze skrzyżowania. jestem na lekkim wzniesieniu więc widzę duży odcinek drogi przedemną, w tym przejscie dla pieszych z kilkoma odskakującymi osobami, którym kierowcy zwyczajnie nie pozwalali wejść na pasy. Zwolniłam, zatrzymałam się,a ci piesi do mnie machają, dziekują, no to ja uśmiech i czekam. W momencie kiedy byli przed moja maską kierowca jadący lewym pasem wjechał na przejscie gwałtownie hamując przed jakimś dziadeczkiem. Wszyscy bladzi, ja sobie myślę, że przeze mnie mało nie poginęli. Nie było tak, że nagle zahamowałam, normalnie zwalniałam i ten facet z lewego dobrze widział co robię/też jechał na wzniesieniu i że stoją tam ludzie. Nie mam pojecia co chciał osiągnąć, myślał, że zdąży zanim oni miną mój samochód?
I na dokładke 2 historie o braku wyobraźni, bo wiadomo, że człowiek ma marne szanse z samochodem, ale niektórzy kierowcy to chyba mają świat okrojony od pobocza do pobocza:
Nikt (wieczorem też) nie zwalinia przed wyraźnie oznaczonymi przejściami dla pieszych w "przelotowych" miejscowościach. Przeraża mnie to, wisi kilka metrów nad ulicą trójkąt ze znakiem i pomarańczowa lampą, a wsztyscy gonią i nawet nie dadzą mi zwolnić. Jak tylko ściagam noge z gazu to podjeżdżają mi pod sam zderzak i terroryzują.
III: Kałuże. Jadę prawym pasem i widze ogromną kałużę w miejscu zebry i grupe ludzi czekających na zielone. Po pierwsze nie wiem co jest pod wodą, może dziura, której nie przeskoczę po drugie nie chcę ochlapać ludzi, lewy pas zajęty oczywiście, więc zwalnialniam. A za mną juz trąbią. Popatrzyłam w lusterko, a tam cham jakiś ludzi, aż po włosy ochlapał...
Opcje sa dwie, albo olać ludzi i jechać, albo zostać cierpietnikiem i znosić makabryczne sceny i nagany od innych.