galtom
24.07.09, 07:44
Jak sierżant Surmacz ścigał
pijanego kierowcę
Ja temu Panu jestem bardzo wdzieczny.
Fajnie sie zachowal i generalnie wszystko jest super poza jednym
fragmentem w tekscie... do ktorego artykul juz nie wraca.
Na przejściu dla pieszych przez ul. Górczyńską włączyło się
czerwone światło. Do wejścia na jezdnię szykowała się dwójka dzieci.
A ten gnał. Zacząłem trąbić klaksonem. Dzieci spojrzały na nasze
samochody i nie weszły na jezdnię. Bus przejechał na czerwonym. Ja
za nim.
Z tekstu wynika, ze Pan Surmacz jechal osobowym autem a nie
radiowozem na sygnale... co zatem z lamaniem przepisow przez niego???