Dodaj do ulubionych

Konkurs - Skarbnica wiedzy

28.08.06, 10:45
Zapraszamy do udziału w konkursie na relacje z wakacji. Napiszcie gdzie warto
jechać, co zobaczyć, jakich miejsc unikać i dlaczego. Nagrodą w konkursie jest
aparat cyfrowy Olympus MJu 720 SW.

Zadanie konkursowe polega na opisaniu na tym forum, historii zawierającej
wiele przydatnych dla innych turystów informacji dotyczących miejsca
odwiedzonego przez Was w czasie wakacji.

Konkurs trwa od 28 sierpnia 2006 roku do 10 września 2006 roku.
Szczegółowe informacje na jego temat znajdują się na
Stronie konkursu.
Obserwuj wątek
    • mediterraneo1978 Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 28.08.06, 15:15
      Gdzie jest formularz rejestracyjny, o ktorym mowa w § 1 ust. 3. "W Konkursie
      mogą wziąć udział wyłącznie zarejestrowani użytkownicy Portalu, którzy w swoich
      formularzach rejestracyjnych umieścili, najpóźniej z chwilą przystąpienia do
      Konkursu, dane adresowe w zakresie niezbędnym do przesłania nagród
      przewidzianych niniejszym regulaminem" ?


      • mediterraneo1978 Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 28.08.06, 15:19
        Aha, to chodzi o ten, gdzie ktos sie rejestruje, np. moj jestmediterraneo 1978?
        • valdivia Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 28.08.06, 19:19
          Tak, chodzi o formularz ktory wypelniarz otwierajac konto w gazeta.pl
    • malgorzata.gorecka Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 28.08.06, 20:10
      a gdzie zamieszczać swój opis, gdzie wstawiać te prace konkursowe??
      • ugo_booou Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 29.08.06, 10:07
        piszesz na forach podanych na forum.gazeta.pl/forum/1,59000,3572784.html
        a jesli masz konto na gazeta.. to zaloguj ssie zanim napiszesz..
        po loginie Cieznajda.. jak wygrasz :)
    • amra Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 01.09.06, 14:54
      Widzę że jest trochę niejasności;)
      Mając konto pocztowe i swój login w nim jest on (login) przypisany do Was. Na
      niektóryzh forach należy się zalogować by można było na nich pisać. Ale to wiecie.
      Konieczność zalogowania się pod tym wątkiem istotnie ma zwązek z odnalezieniem
      potencjalnego zwycięscy.
      Więc opisujcie swoje wyjazdy i opisy umieszczajcie tu.
      --
      a
    • paolopao Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 02.09.06, 21:04
      Ja właśnie wróciłem z Rodos i ....
      Jestem zauroczony ( pewnie dlatego że to moja piewsza podróż samolotem i
      zagranicą itp...).Wspaniałe miejsce - byłem na Rodos w miejscowości RODOS ( Rhodos).
      Wszystko mi sie podobało :ludzie ( bardzo życzliwi ),widoki ( palmy ,girlandy
      kolorowych kwiatów na ulicach ),kamieniste plaże ( nie tylko ) ,upały powyżej
      40C ( w nocy 29 - 31 C) ,awaryjne w samochodach i poobijane wszystkie auta (
      wiadomość dla tych co byli - będą wiedzieli o co chdzi ), samoloty nad głowami (
      całą dobę ), tadziki, mousaka , greek salad,feta , soulvlaki , Gyros Pita ,
      Mythos ( oj tak ), Restina ( też sporawo ),Ouzo ( bleee tylko 1 litr -8 euro- i
      ani kropli wiecej), Old Town ( mogę tam chodzić bez końca ) , Faliralk ( water
      park zajefajny -atrakcja dla bobasów i nie tyklo ),klima w autobusach( i grecka
      dobijająca muzyka ) , Dolina Motyli ( pełno Ciem w dzień ),Kalimera - Good
      Morning - Guten Tag -Dobry Den - Cio (gostek na plaży zapraszający do lokalu "4
      Stars" i wiele innych...
      Ah... mogę mówić o tym bez końca - Jezuuuu jak ja chcę tam jescze wrócić ...
      Przychodzi noc , zamykam oczy i widzę Rodos...Chcę tam wrócić , oj bardzo...
      • luna31 Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 03.09.06, 21:18
        Dzień moich imienin-26 lipca -hurra-lecimy na Kretę! Długo planowaliśmy te
        wakacje!
        Pierwsze wrażenie po wylądowaniu w Iraklionie to nadmiar światła.
        Śródziemnomorskie słońce odbijające się od metalu i szkła, rzucające cienie.
        Wszechobecne. Cudowne!Tak jak kolor niebieski. Później przekonałam się, jak w
        wielu odcieniach. 26 lipca zaczęła się moja grecka przygoda w miejscowości
        Stalida zwanej po grecku Stalis. Hotel o nazwie Sofoklis początkowo nie zrobił
        na mnie dobrego wrażenia, a może raczej pewne rzeczy wydały mi się dziwne.
        Zdjęcie kapłana prawosławnego( batiuszki?), który okazał się bratem właściciela
        wiszące w recepcji i inne elementy związane z religią prawosławną, spowodowały
        moją dociekliwość i chęć rozmowy z właścicielem. Okazało się, że to zaszczyt
        mieć duchownego p w rodzinie, a wieszanie familijnych fotografii nikogo w
        Grecji nie dziwi. Zresztą w hotelowym ogrodzie znajdowała się mała kapliczka,
        obowiązkowo biała. Nasze pokoje były urządzone skromnie: dwa dębowe łóżka,
        kiczowaty obrazek na ścianie przedstawiający Santorini, ale…co najważniejsze
        toaletka z ogromnym lustrem i duży balkon z widokiem na morze.Do plaży z
        hotelu Sofoklis jest bardzo blisko, można po ulicach spacerować w stroju, a
        nawet wypić przepyszną kawę mrożoną frappe, za 3,5 do 4,5 euro, warto do tego
        zamówić porcję lodów lub deser( jeżeli ktoś nie jest na diecie, bo są bardzo
        kaloryczne). To nie do wiary, ale udało nam się zrealizować marzenie o pobycie
        na Wielkiej Wyspie-Megalonissos-jak nazywają swą ojczystą ziemię Kreteńczycy.
        Pierwszego dnia szukaliśmy jakieś uroczej tawerny ( bo pokoje były jeszcze
        niegotowe, o czym poinformowała nas pani recepcjonistka), i znaleźliśmy
        świetne miejsce, gdzie zamówiliśmy kalamari czyli kalmary smażone w głębokim
        tłuszczu oraz sałatkę chłopską znaną w Polsce jako sałatka z Fetą. Do tego
        kreteńskie wino z miejscowości Sitia, które podaje się w półlitrowych lub
        litrowych dzbankach.
        Drugiego dnia wybraliśmy się pieszo do Pałacu w Malii. Nasza koleżanka
        stwierdziła, że będziemy iść tylko 5 km, niestety, okazało się, że jedenaście.
        Jednak mimo wszystko polecam! Pałac ten tradycyjnie wiązany z królem
        Sarpedonem, bratem Minosa, pochodzi z tego samego okresu co Knossos. Ruiny są
        mniej okazałe, budowli nie zrekonstruowano, więc musieliśmy uruchomić naszą
        wyobraźnię. Stopniowo zorientowaliśmy się, jak to wszystko wyglądało i
        uzupełnialiśmy swoje przypuszczenia, czytając przewodnik. Wstęp do Pałacu w
        Malii jest płatny( 4 euro), należy pamiętać, że Grecy szanują tradycję i
        niestosowne jest zwiedzanie w stroju kąpielowym. My zrobiliśmy taki błąd( ze
        względu na temperaturę!), jednak przemiły bileter zwrócił nam uwagę. Warto
        zabrać ze sobą wodę lub inne napoje chłodzące, jednak nie w przesadnych
        ilościach, ponieważ po drodze jest mnóstwo sklepów i tawern. Niech nie zmyli
        nas fakt, że tawerna jest nieczynna, po prostu właściciel często krząta się w
        środku, pije kawę lub oddaje się urokom sjesty, ale, gdy go o to poprosimy,
        chętnie nas obsłuży.
        Moje urodziny (7.08) postanowiliśmy spędzić w Agios Nikolaos i na Spinalondze.
        Ta wyspa z ruinami weneckiej twierdzy do ostatnia z Europie kolonia
        trędowatych. Aż trudno sobie wyobrazić, że istniała od 1957 roku. Wykupiliśmy
        wycieczkę z lokalnego biura za 35 euro( można się targować, oczywiście
        najlepiej po angielsku, Kreteńczycy niechętnie posługują się językiem
        niemieckim).Autokar parę minut po 8.00 zabrał nas spod hotelu i najpierw
        pojechaliśmy do Agios Nikolaos ( magiczne, cudowne miasto z 64-metrowym
        jeziorem Voulismeni pośrodku i ,,klimatycznym” portem Mandraki).Tam weszliśmy
        na mały stateczek, który popłynął w okolice Eloundy, na plażę Kolokhita.
        Turkusowa woda, a właściwie w różnych odcieniach zieleni zachęcała do kąpieli.
        Oczywiście, tak zrobiliśmy , bo byliśmy poinformowani, że będzie możliwość
        kąpieli, skoków ze statku do wody czy nurkowania. W międzyczasie kucharze ze
        statku przygotowywali jagnięcinę na ogromnych grillach. Aromatyczny zapach
        unosił się w powietrzu. Po kąpielach weszliśmy na statek i podano nam jedzenie.
        Było to smaczne mięso, sałatka z fetą (i o dziwo z białą kapustą) oraz kubeczek
        wina lub soku9do wyboru). Po dopłynięciu na Spinalongę mieliśmy czas wolny
        około 1,5 godziny. Nasza grupka szybko oddaliła się od innych, ponieważ w
        sezonie jest tam zawsze tłum turystów-tygiel narodowościowy. Warto zwiedzać na
        własną rękę i zajrzeć do niewielkiego muzeum opisującego historię wyspy.
        Zauważyłam czrno-białe fotografie z XX wieku, przedstawiające trędowatych, a
        obok nich uśmiechnięte twarze pielęgniarek, które przybyły na Spinalongę z
        własnego wyboru. Jakże niesamowite poczucie spełnienia malowało się w ich
        oczach! Zapamiętałam te postacie, a szczególnie twarze i biel ich prostych
        sukienek. Warto zajrzeć też do małych cerkiewek, zapalić świeczkę i położyć
        drobne pieniądze na ofiarę, dzięki którym cerkiew jest odnawiana, a ikonostas
        otoczony świeżymi kwiatami. Ze Spinalongi popłynęliśmy do Agios Nikolaos, tutaj
        polecam okolice portu, gdzie można zjeść doskonały gros z tzatziki i pitą lub
        degustować kawę obserwując okolice jeziora. Po Agios Nikolaos trzeba po prostu
        wolno pospacerować, poobserwować życie ulicy. W tym miejscu przypomniał mi się
        fragment wiersza Kawafisa: ,, Mówmy, mówmy-nam wcale nie przystoi milczeć/
        bośmy na podobieństwo słowa utworzeni”.Każdy o czymś mówi, coś zachwala,
        nieskończony ruch tam i z powrotem, nawet naganiacze przy restauracjach kręcą
        się w określonych kierunkach. Grecy siedzą w tradycyjnych kawiarniach czyli
        kafenionach i grają w tavli. Wszystko mnie tu intrygowało, niestety będąc na
        wycieczce zorganizowanej mieliśmy za mało czasu, dlatego polecam całodniową
        wycieczkę autobusem-bilet z Malii czy Stalidy kosztuje ponad 5 euro w jedną
        stronę.
        Z Agios Nikolaos wracaliśmy do Stalidy zmęczeni, ale i pełni wrażeń. Byliśmy
        również na wieczorze kreteńskim , również z lokalnego biura( my korzystaliśmy z
        usług Tourline mieszczącego się obok naszego hotelu).Za każdym razem
        dostawaliśmy zniżkę, więc wykupiliśmy u nich trzy wycieczki. Wieczór kreteński
        to moc niezapomnianych wrażeń, ze względu na muzykę, pokaz tańców i atmosferę.
        Odbywał się on w miejscowości górskiej Karouzanos znajdującej się niedaleko
        Kastelli. Przed wieczorem zwiedza się małą wioskę, gdzie można kupić oliwę z
        oliwek, szałwię, miód, orzechy, ręcznie wykonane tkaniny. Najlepiej zanieść
        zakupy do autokaru, ponieważ po dużej ilości wina możemy o nich po prostu
        zapomnieć. Zanim usiądziemy do stołu gospodarz częstuje gości domową rakiją,
        warto powiedzieć ,,jamas” czyli na zdrowie, będziemy dzięki temu jeszcze
        życzliwiej potraktowani przez Greków.
        Zdegustowaliśmy tam sporo lokalnych potraw( 3 rodzaje mięsa) , natomiast wina
        można zamawiać do oporu. Po pokazie tańców greckich( od najstarszych do
        nowoczesnych), tancerze zachęcają do zabawy i uczą podstawowych kroków.
        Rewelacja!
        Polecam też Knossos i słynny Pałac Minosa oraz Muzeum w Iraklionie, ale nie
        będę się nad tym rozwodzić, ponieważ od tego turyści przeważnie zaczynają swój
        pobyt na Krecie, bo to tak jak być w Rzymie i nie zobaczyć Bazyliki Świętego
        Piotra.
        Jeszcze parę słów o życiu nocnym w Stalidzie-dla lubiących klimaty europejskie
        polecam bary muzyczne Red Lion z karaoke, Bliss Bar z małą dyskoteką pośrodku
        ( oczywiście dominującą nacją są Anglicy, ponieważ właściciele są mieszkańcami
        Wielkiej Brytanii, z pochodzenia grekami).Jeżeli chodzi o wyżywienie: śniadania
        mieliśmy w hotelu, natomiast stołowaliśmy się u niejakiego Jorgosa, w ,,Cretan
        Tawerna”- doskonałe świeże kalmary, halibut, sardynki, a przede wszystkim gros
        oraz klefitoko. Nie polecam u niego musaki, bo mi po prostu nie smakowała!
        Ciasto kleiste, gumowe, mimo,że wszystko zawsze świeże.Trafiliśmy do niego już
        pierwszego wieczoru, i po k
        • luna31 Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 03.09.06, 21:20
          i po krótkich negocjacjach( powiedzieliśmy, że będziemy przychodzić
          codziennie), otrzymaliśmy 10-cio procentową zniżkę. Warto pamiętać, że w Grecji
          naliczany jest podatek od ,,każdego nakrycia”, ok.90-ciu centów od osoby.
          I na koniec słówko o morzu-ciepłym, relaksującym, czystym, ale i zmiennym na
          szczęście …
          Jak pisał Kawafis ,,Z morza głos tajemny wychodzi/ głos, który wnika w nas/ i
          nasze serca odmyka i radość rodzi”. To były wspaniałe wakacje! Już w lutym
          wybieram się na Kretę ponownie, tym razem tylko do Iraklionu.




    • her12 Kreta - Platanias - Apladas Beach 05.09.06, 13:44
      Grecja i białe domki były zawsze moim marzeniem...
      Dwa lata temu nie mogłam się zdecydować na kraj, myślałam też o Egipcie, ale
      wybór padł na Kretę...
      Tydzień przed padła też decyzja na hotel Apladas Beach w Platanias koło
      Chanii... www.apladas.gr
      Był to jeden z najdroższych hoteli w ofercie biura Big Blue.
      Ale było warto! No i biuro było tanie:)
      Lot z Katowic ok. Na miejscu byliśmy już dawno po zmroku... przywitano nas
      posiłkiem na zimno... jedzenie wydawało się koszmarne... czekaliśmy na
      zakwaterowanie. w końcu dano nam pokój. szliśmy bardzo długo korytarzem,
      wydawało się, że pokój jest na samym końcu. po wejściu bardzo mi się nie
      spodobał, z okna nic nie było widać, bo było ciemno. myśleliśmy o wymianie, ale
      dobrze, że tego nie zrobiliśmy. w dzień pokój okazał się idealny:) był przy
      samym morzu, z okna był widok na pole z trzciną i morze. bajka.... pokój czysty
      i przestronny, łazienka również czysta, ale nie błyszcząca:) pościel, ręczniki
      zmieniano codziennie, nie dawaliśmy żadnych napiwków... plusem pokoju było
      idealne położenie... można było od razu zejść na basen i przejść na plaże. do
      restauracji trzeba było przejść przez cały teren hotelu, ale nie było to
      utrudnienie, oczywiście po terenie odkrytym, a nie korytarzami. spacer był ok.,
      może z 2 minuty:) jedzenie było szokiem w porównaniu z posiłkiem pierwszego
      dnia. dużo i pycha. najmilej wspominam śniadania na powietrzu....te ciasteczka,
      serek (o wiele lepszy niż u nas), brzoskwinie... no bajka, i na słonku! do
      obiadokolacji trudno było wytrzymać, więc kupowaliśmy owoce, głównie arbuzy w
      miasteczku. minus, to że z restauracji nie było nic wolno wynieść, bardzo tego
      pilnowali. na każdą obiadokololację było dużo dań do wyboru... ale zdarzały się
      narzekania, że monotonnie... ale cóż nie da się przygotować codziennie 10
      różnych dań, zawsze było kilka innych, a reszta się powtarzała, ale nie trzeba
      było brać z każdego:)
      ogólnie hotel zadbany i czysty. duzy basen, ale woda pod koniec września raczej
      chłodna. leżaków dużo i nigdy nie brakowało. plaża piaszczysto żwirowata, ale
      to nie piach jak nad Bałtykiem, przy wejściu do morza również czasem kamienie.
      na plaży się nie opalaliśmy, tylko przy basenach. plażą tylko spacerki wzdłuż
      brzegu.
      na terenie hotelu bar przy plaży. jakiś plac zabaw dla dzieci, ale wtedy ich
      nie miałam więc się nie rozglądałam. w hotelu dużo obcokrajowców. animacje....
      no cóż nie przypominam sobie:) w holu również bar, tv, bilard.
      w pokoju lodówka, tv, suszarka. pokoje w niskim parterze (część poniżej ziemi)
      chyba nie za bardzo, bo narzekali na wilgoć.... sam hotel położony na końcu
      miejscowości. do centrum trzeba było iść spacerkiem, zawsze to jakiś ruch. w
      Platanias dużo restauracji i pabów. na mieście jedliśmy tylko raz, ok., tylko
      czekanie makabrycznie długie:) zawsze był spacerek po wodę i coś do
      przegryzienia....
      z Panią rezydentką mieliśmy doczynienia tylko na początku i przy wykupieniu
      wycieczek. zdecydowaliśmy się na rejs na wyspę Santorinii oraz wieczór
      Kreteński.
      Rejs na Santorinii jak się później okazało był dość drogi (wtedy chyba z 100$),
      ale wart tych pieniędzy!!!!!!!!!!! po prostu BAJKA. wyjazd wcześnie rano
      (zimno) do portu autokarem, potem prom. wielki. myślałam, że będzie ciężko, ale
      żadnych kłopotów żołądkowych! wydaje się, że się płynie powoli, ale jak się
      spojrzy na wodę, to widać szybkość. na miejscu krętymi drogami zawieziono nas
      do miasteczka, po drodze opowieści o kulturze, historii itp. przejażdżka po
      Firze i pobyt w Ia. normalnie bajka i spełnienie marzeń! te białe domki z
      niebieskimi dachami... kręte uliczki... jak z widokówek:) zjedliśmy na dachu
      jednego z nich posiłek, ale strasznie drogo i długo trzeba było czekać, sałatka
      grecka kosztowała na nasze chyba 100zł i ponad pół godziny ją robili:) nie
      warte... ale widoki boskie!
      Powrót do portu i również odwiedzanie sklepów... dużo sklepów ze złotem....
      i ok. 17 wyjazd z powrotem. znowu prom.... widać płynące delfiny.... po prostu
      to trzeba przeżyć! to słońce, wiatr i morze....
      stałam, patrzyłam przed siebie i czułam się naprawdę szczęśliwa.... aż łzy
      stały mi w oczach.... czułam szczęście całym ciałem. pojechałam tam z
      przyszłym mężem... jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nim będzie.....
      powrót po zmroku na promie ... to już chłód i przebywanie tylko na zamkniętym
      pokładzie. ogólnie chyba nie przygotowani na taka ilość ludzi... trzeba było
      szukać miejsc siedzących.
      Później widzieliśmy ceny tej wycieczki w mieście i było nawet o połowę
      taniej... trochę wkurzające:( ale moich wspomnień nikt mi nie zabierze. było
      warto, po stokroć był warto!!!
      Kolejna wycieczka to wieczór kreteński.... super zabawa... wino leje się
      strumieniami, ale ich wino jest jak sok... pijesz, pijesz i nie wiesz kiedy
      uderza do głowy:) dobre jedzonko i taniec!
      To tyle wycieczek wykupionych. Na wieczorze kreteńskim spotkaliśmy wielu
      ludzi... i polecono nam wynajęcie samochodu.. na początku może lekka obawa, do
      tego rezydentka przed tym przestrzegała:) ale zaryzykowaliśmy i było warto!
      wynajęliśmy z wypożyczalni na mieście. po wyjściu z hotelu na lewo jakiś
      niewielki kawałek.
      I wyruszyliśmy na zachód wyspy w stronę Kissamos... po drodze piękna plaża
      Falasarna... piasek bielutki... później strasznie długo krętych dróg w
      górach... aż może zrobić się niedobrze.... i strach, że jedziesz nad urwiskiem,
      żadnego pobocza..... i cel: plaża Elafonisi..... boski biały piach.
      zostawiliśmy wszystkie dokumenty i ubrania w aucie, a sami w strojach
      kąpielowych z aparatem i kluczykiem do auta wybraliśmy się na plaże... do
      wody.... woda bajka, przeźroczysta i ciepła. na miejscu zgubiliśmy nawet klucz
      od auta. nie musze mówić jaki to był stres i koszmar... i modlitwy.... znalazł
      się na szczęście... ktoś powiesił go przy prysznicu... ale to szukanie było
      straszne.... chyba wyczerpałam wtedy cały limit szczęścia:)
      powrót inną drogą, bardziej przez środkową część wyspy... i cóż za piękne
      widoki!!!!
      morze i góry... wąwozy.... cudo!!!!
      to jeden dzień, a kolejny to zwiedzanie Chanii i Rethimnon.
      Grecy strasznie jeżdżą....Chania i Rethimnon – pozostawiliśmy autko na parkingu
      i pochodziliśmy po jednym i potem po drugim mieście... warto obejrzeć porty i
      te piękne uliczki... typowo grecki klimat! i zero stresu... możesz usiąść, coś
      zjeść czy wypić i popatrzeć na piękne widoki... sam plus wypożyczenia autka!
      właśnie to głównie mi się podobało... szkoda, że nie mieliśmy auta na dłużej...
      za późno się na to zdecydowaliśmy. ale własne zwiedzanie jest najlepsze! nie
      wyobrażam sobie jechania na te plaże z całą grupą... czy zwiedzanie starych
      miast z grupą ... trzymanie się jej i podążanie za przewodnikiem.... NIE! ale
      co kto lubi... niektórzy może tego nie lubią...
      powrót to również piękne widoki, skaliste brzegi....
      ogólnie pięknie....
      tylko pstrykać zdjęcia i cieszyć się słońcem i widokami.......
      podsumowując: warto na pewno jechać na Santorinii KONIECZNIE! i wypożyczyć
      autko! do obiadu wszystkie napoje są dodatkowo płatne, kelner lubi napiwki:)
      przy wnoszeniu jedzenia na teren hotelu nie obnosić się z tym:)
      no i wspomnienia pozostają...... rejs.... śniadanka na powietrzu.... ahhhh
      powrót lotem już nie taki fajny... niedobrze mi było i bardzo falowało:( biuro
      Big Blue super... choć po przyjeździe na drugi dzień upadło:)

      MOJE WAKACJE MARZEŃ!!!
      Kolejne to Egipt.... ZObaczymy:)
    • malgorzata.gorecka Kreta - Gouves 06.09.06, 21:25
      Witam serdecznie.Chciałabym podzielić się z wami wrażeniami i wiadomościami na
      temat wczasów na Krecie w miejscowości Gouves. Wraz z moją połówką spędziłam tam
      wspaniały tydzień.Niestety tylko tydzień :( Pogoda dopisała i czas mijał szybko
      i wspaniale.Mieszkaliśmy w hotelu Kallia Beach.Mimo różnych opinii nie zgodzę
      się z tymi złymi. Hotel położony w cichym miejscu ok. 50 m od morza. Do plaży
      żwirowo piaszczystej ok 100m. a do piaszczystej ok 150m. Plaże czyste, woda
      wspaniała i przejrzysta.W około mnustwo ofert aktywnego wypoczynku w wodzie
      (kajaki, skutery wodne, deski z przeźroczystym dnem,szkoła nauki nurkowania
      itp.) Raj na ziemi... Hotel składa się z kilku budynków, my mieszkaliśmy w tej
      głównej części gdzie mieści się recepcja. W hotelu zawsze czysto, obsługa
      hotelowa zawsze uśmiechnięta i chętna do rozmów :) Pokoje sprzątane były
      codziennie, chyba, że ktoś sobie tego akurat nie życzył. Łazienka troszkę
      "niedopracowana" ale to nie problem.Chodzi o to, że woda się odrobine wylewała
      poza brodzik ale przecież możemy sami ją wytrzeć. Ci którzy chcą odpocząć i od
      tego zrobi to za nich pokojówka. Jedzonko zawsze nam bardzo smakowało,
      korzystaliśmy z opcji All in. Niektórzy narzekali na to że mało urozmaicone ale
      ja się z tym nie zgodzę, my byliśmy zadowoleni, przyejchaliśmy zwiedzać, cieszyć
      oczy pięknymi widokami a nie patrzeć ciagle w talerz i narzekać :) W pakiecie
      All in mieliśmy wszystko na co mieliśmy ochote, prócz jedzonka były też owoce,
      lody, alkohol itp. Obsługa w restauracji bardzo miła, pomocna i mówiąca kilka
      słów po polsku :) Można z nimi porozmawiać w różnych językach, my
      "dogadywaliśmy" się po angielsku i niemiecku. Barman Teo robił przy barze cuda z
      drinków, nie dość że miał do tego talent (niczym Tom Cruise w filmie Koktajl) to
      jeszcze był wspaniałym kumplem w ogrodzie hotelowym. Nauczył się wielu słów w
      naszym języku, bardzo chętny do rozmów i pomocy. Oczywiście nie będę opowiadać
      tylko o hotelu ale innym taka wiedza też się pewnie przyda. Polecam wypożyczenie
      samochodu, jest to nie wielki koszt a można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy i
      miejsc. My zdecydowaliśmy się na wycieczkę w ciemno :) Wsiedliśmy do samochodu,
      otworzyłam mape i ruszyliśmy w krętą kreteńską drogę :) Krętą ponieważ na Krecie
      nie ma dłuższego prostego odcinka drogi niż 500m. A te serpentyny w górach robią
      niesamowite wrażenie. Dojechaliśmy sobie do miasta Agios Nikolaos, jest to chyba
      jedno z piękniejszych miast na Krecie. Położone jest nad Zatoką Mirabello. W
      samym sercu tego pięknego miasta znajduje się okrąglutkie jezioro, które jest
      tak głębokie, że dawniej twierdzono iż nie ma ono dna, dziś wiadomo jednak że
      głębokość w tym jeziorku dochodzi do 64 metrów! W około tego malowniczego akwenu
      znajdują się kawiarnie, greckie tawerny w których można skosztować wspaniałych
      greckich potraw oraz delektować się widokiem miasta z jeziorem w tle. Po
      zwiedzeniu miasta postanowiliśmy pojechać do miasteczka a może wsi położonej nie
      daleko. Było to miasto Elounda, jak się później okazało jest to miejscowość z
      bardzo drogimi hotelami, wręcz miasteczko ekskluzywne. Z miasta tego rozpościera
      się widok na wyspę Spinalonga - na wyspie tej mieli przebywać niegdyś trędowaci
      zamknięci i uwięzieni w twierdzy. Następnie pojechaliśmy w miejsce gdzie chyba
      nikt nie jeździ a czas stoi w miejscu, wybraliśmy to miejsce całkiem przypadkowo
      patrząc tylko na mape. Pojechaliśmy w góry w okolice Dories, gdzie góry mają
      wysokość ok 760 m. Tam właśnie zobaczyliśmy jak wygląda życie na Krecie z dala
      od turystyki. Prawdziwa wieś, prawdziwi Grecy siedzący przed domami i robiący
      "nic", wspaniałe gaje oliwne, drzewa cytrynowe itp. Mieliśmy też okazję zobaczyć
      kozice górskie Kri Kri, piękne i jakże inne od tych polskich... Jeśli macie
      okazję zobaczyć coś innego, miejsce gdzie nie ma turystów, zobaczyć te domki,
      obdrapane, brzydkie domki w górach, tych ludzi siedzących przed domami, zróbcie
      to bo warto. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do wioski Malia by zobaczyć tą
      słynna plażę. Malutki hotelik, wiele atrakcji dla dzieci, trampoliny, gumowe
      zwierzątka itp. Dorośli mieli nawet dobrą zabawę z tymi wszystkimi zabawkami,
      tam też warto pojechać a od Gouves jest to naprawde bardzo blisko.
      Jeśli nie macie ochoty wypożyczać samochodu a chcecie coś robić nie tylko leżeć
      przed basenem czy na plaży to idźcie na spacer do Creteaqarium. Mieści się ono
      ok 2 km od hotelu, można tam pójść pieszo plaża kierując się w lewo wychodząc z
      hotelu na plaże. Jest to wspaniałe oceanarium, nigdy nie widziałam takich
      olbrzymich akwariów, takich wielkich ryb, ba nigdy nie patrzyłam w oczy
      rekinowi. Wstęp kosztuje 7 euro ale warto je wydać by zobaczyć takie wspaniałe
      ryby. Gdyby nie tabliczka z informacją gdzieś na drodze sami byśmy nie wiedzieli
      że tak blisko hotelu jest takie miejsce, nikt nam nie powiedział o tym i reszta
      naszej wycieczki też nie wiedziała, poszli dopiero gdy im to doradziliśmy i też
      byli bardzo zadowoleni. Polecam i to miejsce. Ale przede wszystkim musicie
      obowiązkowo wybrać się na wyspę Santorini. Tego nie można sobie odpuścić. To
      trzeba zobaczyć, mi niestety zostały zdjęcia ale wy możecie jeszcze tam być.
      Tego się nie da opisać, najpierw rejs statkiem, my płyneliśmy w jedną stronę ok
      5 godzin ale to co zobaczyliśmy na miejscu przeszło nasze najśmielsze
      oczekiwania, to nie tylko biało niebieskie domki wyrzłobione w skałach, to cały
      ich klimat, to trzeba przeżyć. Trzeba przejść się tymi wąskimi uliczkami, trzeba
      zjeść obiad w jakiejś tawernie (ja polecam wam baranine), trzeba zjechać do
      portu (600 schodów w dół) na osiołku - jeśli nie mamy nadwagi by nie męczyć
      zwierzątka :) Ale jedno czego nie trzeba tam robić to zakupy!!! Wszystko droższe
      2 razy niż na Krecie!! Więc niech was nie kusi to że sprzedawcy mówią do was
      łamaną polszczyzną, nie ma sensu wydawać tak dużo tam na coś co będzie dwa razy
      tańsze np koło hotelu. Już nie wiem co jeszcze napisać bo jeśli będę pisała
      dalej to was zanudzę, ale o moim tygodniu spędzonym na Krecie mogłabym opowiadać
      w kółko. Mam nadzieję, że z jakiejś rady skorzystacie i że może w czymś komuś
      pomogłam. Pozdrawiam serdecznie. Może kiedyś spotkamy się właśnie na Krecie.
    • amra Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy 13.09.06, 14:18
      Witajcie,

      Konkurs "Skarbnica Wiedzy" dobiegł końca. Dziękujemy za liczny udział i
      podzielenie się cennymi wspomnieniami. Jury po długiej debacie postanowiło, że
      nagrody otrzymają:

      - Pierwsze miejsce: qdlaty44
      - Drugie miejsce: g-agnieszka
      - Trzecie miejsce: platynka.iw

      Zwycięzcom serdecznie gratulujemy, tym którzy nie wygrali dziękujemy za opowieści,
      które pomogą przyszłym podróżnikom.

      pozdrawiamy!
      Redakcja Portalu
    • Gość: sekator Re: Konkurs - Skarbnica wiedzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.06, 09:20
      a może druga tura konkursu? są tacy, którzy wyjechali do Grecji 10 września i
      dopiero teraz mogą podzielić się swoimi uwagami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka