Gość: Kasia
IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com
24.03.06, 02:34
Witam. Pisze z zapytaniem I jednocześnie prośbą o udzielenie mi fachowej
porady na temat legalności pobytu w USA, w sytuacji, w której musze się
odnaleźć. Aktualnie przebywam w Stanach, na mocy wizy turystycznej, której
termin ważności upływa z dniem 16 maja br, aczkolwiek ku memu zaskoczeniu,
przekraczając w zeszłym tygodniu amerykańskie bramki, urzędnik wbił mi w
paszport (w białą kartę dopiętą do wizy) pieczęć z data: 18 wrzesień 2006r.,
co mija się jakoby z logiką. A może oznacza to prolongatę mego pobytu w tym
kraju, przedłużając go o dodatkowe 4 miesiące?
Pragnę zaznaczyć, iż jestem świeżo upieczonym magistrem Uniwersytetu
Szczecińskiego, skończyłam ekonomię i nie widzę dla siebie jakichkolwiek
szans zarobkowych w Polsce, dlatego to w Ameryce pokładam swe nadzieje na
rozwój i godne życie. Mając na celu swój byt, nie koniecznie na poziomie
egzystencjalnym i co za tym idzie szacunek do surowego prawa amerykańskiego,
walcząc ze statusem imigranta, który jak wszystko na to wskazuje, nastąpi w
połowie maja 2006r i nie przysparzając tym samym potencjalnych, formalnych
kłopotów swej rodzinie, zamykając im wrota lepszego świata, z tytułu mej
nielegalności, rozważam i szukam wszelkich sposobów zaradzenia temu.
Pewną szanse daje z pewnością edukacja w jednej ze szkol, partycypacja w
kursach językowych czy tez specjalistycznych, np. kontynuacja kierunku mych
studiów, w gałęzi nieruchomości (słyszałam, ze real esteta business ma tutaj
rację bytu, ale daleka droga do uzyskania tegoż pułapu). Na mocy chęci oraz
zgłoszonego akcesu w uczestnictwie choćby w jednym z kilku semestrów,
automatycznie otrzymuje się papiery, które to przedkłada się w komórce
imigracyjnej, jako asumpt do ubiegania się o wizę studencką, na dłuższy czas
ostania w USA, co jest mym priorytetem. Powyższe argumentum wynika jedynie ze
wstępnych, werbalnych informacji, rokowań, pozyskanych wśród grona
przyjaciół; osób, których znajomi wybyli za ocean w poszukiwaniu chleba,
wracając z niesmakiem tudzież zostając tam, zdobywając $, doświadczenie i
kombinując po dziś dzien.
Z drugiej strony, zwracam się do Ciebie Czytelniku, o ukierunkowanie mnie w
tematyce małżeństwa, wiążącego się, z mechanicznym pozyskaniem zielonej
karty, a także obywatelstwa, na drodze dłuższych negocjacji, będących
przepustką do zwalczenia nielegalności. Tak się składa, iż mój potencjalny
mąż nie jest, niestety, Amerykaninem, a Europejczykiem, a dokładniej
Albańczykiem, rezydującym w Stanach od 6 lat, płacącym podatki, posiadającym
green card, dom, auta, żyjącym w zgodzie z prawem, jednakże pozbawionym
citizenshipu. Stąd me pytanie i niepokój: czy akt ślubu z osobą o powyższych,
fizycznych wartościach, umożliwiłby mi pozyskanie legalności?
Chciałabym też podkreślić, iż jestem na etapie przygotowań do kursu na
tutejsze prawo jazdy, gdyż wiem, ze nie tylko zastępuje ono paszport, ale
ułatwia załatwianie różnorakich spraw w biurach, sklepach, a przede wszystkim
możliwość figurowania tym dokumentem, umożliwia także zdobycie przychylności
w ambasadzie czy tez biurze imigracyjnym, sprzyjając pomyślności w złożonych
wnioskach; tym samym takowy aplikant, delikwent traktowany jest z
przymrużonym okiem, jako „swój”.
Czas ucieka, terminy gonią, cele swe należy wdrożyć w działanie, realizując
strategię, dlatego tez proszę o zarys i przedstawienie pewnych opcji i reali,
konkretyzujących warunki, w których się znalazłam. Za wartościowe,
merytoryczne wypowiedzi z góry dziękuję.
Kasia