Dodaj do ulubionych

Polecamy, radzimy, ostrzegamy

    • jazzkam no a jak... KENT ;-) 20.06.04, 17:52
      TRZEBA

      Isola - tak dobre na wieczory albo jesień, świetnie połączone piosenki w jedną
      całość (szwedzkie lub angielskie)

      Hagnesta Hill - zbiór pięknych piosenek, w których każdy uzna za najładniejszą
      inną, również ładnie połączone ze sobą... w pary :) (to moja prywatna teoria)
      (szwedzkie lub angielskie)

      MOŻNA
      Vapen & Ammunition - najnowszy jak do tej pory, takie gitarowe oblicze
      szwedzkiego popu, wielki sukces w Skandynawii, piosenki ładne, ale zero
      rockowej zadziorności i bardzo łatwo "wchodzi", a i czasem irytuje. (szwedzka)

      NIC SIĘ NIE STANIE JAK NIE POSŁUCHASZ

      Kent, Verkligen - dwa pierwsze albumy, wyłącznie po szwedzku. ot coś może jak
      początki Myslovitz, ale żadnego większego piękna nie dostrzegłem.
      • foxy21 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:47
        Wiecie co, ja jakos nie smiem tak oceniac,
        ciezko mi jakos wybrac, szczegolnie te gorsze plyty,
        bo jak tu wybraac np.Davisa? Ulubione to mozna,
        ale niekoniecznie? Z tym to juz mam problem:)
        • cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:54
          Psze bardzo

          Absolutnie:
          Us
          3
          4
          Passion

          Warto

          So
          Up
          Birdy
          1
          2

          Niekoniecznie
          OVO

          I już
          • martolka Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:57
            dużo liter (czy cyfr) to on na tytuły nie zużywa...
            ;-)
            • foxy21 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:58
              Z Gabrielem to bylo latwe:)
              • foxy21 Re: Panie i Panowie-The Doors 20.06.04, 19:09
                Pamietacie?
                Co prawda teraz rzadko slucham, ale kiedys...

                koniecznie:
                Doors
                L.A.Woman
                Strange Days

                warto:
                Waiting for the sun
                The Soft Parade
                Morrison Hotel

                mozna:
                In Concert
                An American Prayer
                Best the Doors
                • cze67 Re: Panie i Panowie-The Doors 20.06.04, 19:35
                  U mnie inaczej:

                  Absolutnie:
                  The Doors
                  Morrison Hotel
                  Strange Days

                  Warto:
                  LA Woman
                  Waiting for the sun
                  Alive, She Cried

                  Niekoniecznie:
                  The Soft Parade
                • foxy21 Re: Panie i Panowie Bob Dylan 20.06.04, 19:43
                  Dylan to tworczy muzyk, nagral mnostwo muzyki,
                  slaby okres to lata, po '76(Desire), po rozstaniu z zona,
                  do lat 90.

                  koniecznie:
                  The Freewheelin' Bob Dylan,
                  The Times They Are A-Changin'
                  Desire
                  Highway 61 Revisited
                  Slow Train Coming (z M.Knopflerem)

                  warto:
                  Another Side of Bob Dylan
                  John Wesley Harding
                  Pat Garrett and Billy the Kid

                  mozna:
                  Bob Dylan - 1962 1 plyta Dylana
                  Street Legal
                  Oh Mercy
                  Under the Red Sky
                  MTV Unplugged

                  unikac jak ognia!
                  niestety Dylan na tez kilka plyt,
                  ktorych nalezy sie wystrzegac:)

                  At Budokan
                  Nashville Skyline
                  wszystkich nie znam, nie sposob tez wszystkie wymienic,
                  to tyle, uff.
                  • kubasa Re: Panie i Panowie Bob Dylan 20.06.04, 23:47
                    foxy21 napisała:


                    >
                    > koniecznie:
                    > The Freewheelin' Bob Dylan,
                    > The Times They Are A-Changin'
                    > Desire
                    > Highway 61 Revisited
                    > Slow Train Coming (z M.Knopflerem)
                    >
                    > warto:
                    > Another Side of Bob Dylan
                    > John Wesley Harding
                    > Pat Garrett and Billy the Kid

                    Desire dalbym nizej dwa poziomy, a do trzeba wzialbym "Blonde On Blonde", a do
                    warto "Blood On The Tracks"
                    • foxy21 Re: Panie i Panowie Bob Dylan 21.06.04, 10:45
                      kubasa napisał:
                      > Desire dalbym nizej dwa poziomy, a do trzeba wzialbym "Blonde On Blonde", a
                      do
                      > warto "Blood On The Tracks"

                      Uwielbiam Desire, szczegolnie utwor Hurricane:)
                  • andrzej43 Bob Dylan w szkole 05.07.07, 16:57
                    Bob Dylan 4
                    The Freewheelin' Bob Dylan 6+
                    The Times They Are a-Changin'5
                    Another Side of Bob Dylan 5-
                    Bringing It All Back Home 6+
                    Highway 61 Revisited 6
                    Blonde on Blonde 5
                    John Wesley Harding 4
                    Nashville Skyline 4
                    Self Portrait 2
                    New Morning 4
                    Pat Garrett & Billy the Kid 3-
                    Dylan 2
                    Planet Waves 4
                    Blood on the Tracks 5
                    The Basement Tapes 5-
                    Desire 6
                    Street Legal 3
                    Slow Train Coming 4
                    Saved- nie znam
                    Shot of Love- nie znam
                    Infidels- nie znam
                    Empire Burlesque 3+
                    Knocked Out Loaded- nie znam
                    Down in the Groove- nie znam
                    Oh Mercy 5-
                    Under the Red Sky 4-
                    Good as I Been to You-nie znam
                    World Gone Wrong 4
                    Time out of Mind 5
                    Love and Theft 5
                    Modern Times 6
          • pagaj_75 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 19:56
            cze67 napisał:

            > Psze bardzo
            >
            > Absolutnie:
            > Us
            > 3
            > 4
            > Passion

            A wiesz, Cze... Ja jakoś średnio lubię to "Us". Uważam, że "UP" jest sto razy
            (no może 99.9 razy) lepsze. I zamieniłbym 3 i 4 miejscami.

            > Warto
            >
            > So
            > Up
            > Birdy
            > 1
            > 2

            Acha, i należę do tych bardzo nielicznych dziwaków, którzy Dwójkę cenią wyżej
            niż Jedynkę. Tak już mam :D

            > Niekoniecznie
            > OVO

            Rozumiem, że tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest to "normalny" album artysty?
            Bo taki zły znów nie jest.
            • cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:11
              pagaj_75 napisał:


              > Rozumiem, że tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest to "normalny" album
              artysty?
              > Bo taki zły znów nie jest.

              Nie, bo jest straszliwie nierówny... Ma piękne fragmenty i takie, których się
              słuchać nie chce. No i ta rapowanka na początku.
              • pagaj_75 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:26
                cze67 napisał:

                > Nie, bo jest straszliwie nierówny... Ma piękne fragmenty i takie, których się
                > słuchać nie chce. No i ta rapowanka na początku.

                Tej rapowanki też nie cierpię. Zawsze zaczynam słuchać od numeru 2, nawet nie
                psuje to jakoś dramaturgii. A dalej to już daje się całkiem całkiem słuchać.
                Moim zdaniem, oczywista.
                • cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:29
                  pagaj_75 napisał:

                  > Tej rapowanki też nie cierpię. Zawsze zaczynam słuchać od numeru 2, nawet nie
                  > psuje to jakoś dramaturgii. A dalej to już daje się całkiem całkiem słuchać.
                  > Moim zdaniem, oczywista.

                  Myślę, że całość by się bardziej w moich uszach broniła, gdybym miał możliwość
                  obejrzenia spektaklu, do którego była robiona...
            • pixie Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 22:25
              pagaj_75 napisał:

              > Acha, i należę do tych bardzo nielicznych dziwaków, którzy Dwójkę cenią wyżej
              > niż Jedynkę. Tak już mam :D

              Hej, to ja też jestem z tych dziwaków :), bo Dwójka to mój osobiście ulubiony
              album Gabriela. Ależ on musiał mieć doły, kiedy go tworzył...
      • jo_loop Re: no a jak... KENT ;-) 20.06.04, 22:48
        Oj, są genialni. I całkowicie się zgadzam z Twoją klasyfikacją. Jakoś w ich przypadku wolę wersję szwedzką. Właśnie sobie słucham "Om du var har", które jako "If you were here" już mnie od dawna do szału doprowadzało.

        Pamiętam też jak wiele lat temu wybrałam się na koncert Kent. A był to czas, gdy nawet w Anglii jeszcze Kent nie był szczególnie popularny (wiemy wszyscy co znaczy popularność w przypadku tego zespołu) Klubik był malutki, ale zapchaliśmy go ze znajomymi na maksa. Wybiła godzina zero, zapadła ciemność, na scenie pojawili się muzycy. Wszyscy w czerni. Makijaż a la Siouxie. Muzyka a la Sisters of Mercy :D Byliśmy bardzo zdziwieni. Muzycy tej grupy też widząc sporą grupę ludzików w tenisówkach, kolorowych koszulkach i beatlesowskich fryzurach (to panowie). Po koncercie śmiali się z nas, że przyszli fani Take That (oops)...
    • miecio4 Portishead 20.06.04, 19:39
      1. Absolutnie
      "Dummy" 1994
      To był pamiętam szok. W epoce grunge'u wyszła płyta która powaliła mnie po
      pierwszym przesłuchaniu. Płyta piękna i przeraźliwie smutna. Czerpiąca z 4AD,
      nowej fali i współczesnej elektroniki. I do tego ten głos anioła. Pamiętacie te
      fragmenty: "‘Cause nobody loves me, It's true, Not like you do" albo "Give me a
      reason to love you, Give me a reason to be, A woman"? Klasyka. Tak ładnie to
      się wszystko zbiegło z moim życiem osobistym:)

      "Portishead" 1997
      Wydawało się że nie przeskoczą swojego debiutu. A tu taka niespodzianka.
      Okazało się że można jeszcze piękniej i ... jeszcze smutniej. Sięgnijmy po
      powalający "Humming" a barek sam się otworzy:) Nieco więcej tutaj ekperymentów
      ale to tylko dodaje tej płycie uroku. Dzieło wybitne.

      2. Warto
      "Roseland nyc live" 1998
      Jednoznaczny dowód że brzmienie zepołu "zagrane" na płytach można uzyskać
      również na koncercie. Swoisty "The Best" koncertowy. Wydane cztery lata później
      DVD z tym materiałem (a nawet poszerzone nieco) jest swoistą biblią dla
      zbieraczy obrazów koncertowych.

      3. Niekoniecznie
      Brak.


      • cze67 Re: Portishead 20.06.04, 19:42
        Oj, mieciu, mieciu, czemu tak długo musiałem na Ciebie czekać?
        • miecio4 Re: Portishead 20.06.04, 19:47
          cze67 napisał:

          > Oj, mieciu, mieciu, czemu tak długo musiałem na Ciebie czekać?


          A zajety byłem trochę. Poza ty nie jestem w temacie za bardzo i nie wiedziałem
          o co chodzi w tym spisku:) Ale na założenie przeze mnie pamiętnika muzycznego
          nie licz:)
          • cze67 Re: Portishead 20.06.04, 19:51
            miecio4 napisał:

            Ale na założenie przeze mnie pamiętnika muzycznego nie licz:)


            Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu................
    • ilhan The Go-Betweens 20.06.04, 20:02
      Wprawdzie nikt z Szanownego Państwa nie jest pewnie wtajemniczony w ten zespół zbytnio (a może się mylę?), ale sobie nie daruję.

      1. Absolutnie
      - 16 Lovers Lane - przepiękna, nastrojowa, w zasadzie akustyczna muzyka, ze smutnymi, szczerymi tekstami; ich szczytowe osiągnięcie
      - Before Hollywood - pierwsza z serii znakomitych albumów Go-Betweens, specyficzne połączenie estetyki (nienagrywających jeszcze wtedy!) The Smiths i The Cure

      2. Warto
      - Spring Hill Fair - kilka cudownych momentów, ciekawe urozmaicenia stylistyczne: od new romantic po brzmienia nawet lekko folkowe
      - Liberty Belle And The Black Diamond Express - bliźniaczy praktycznie, jeśli chodzi o brzmienie, następca "Spring Hill Fair"; tak samo równy, tak samo dobry
      - Tallulah - zapowiedź "16 Lovers...", ale zdecydowanie mniej klimatyczny, choć przepysznie piosenkowy

      3. Można
      - Bright Yellow, Bright Orange - bardzo przyjemny, lekki i niezobowiązujący album w stylistyce akustycznego melodyjnego brzdąkania :)

      4. Niekoniecznie
      - Friends Of Rachel Worth - powrotowy, poprawny album, jednak dość blady przy innych dokonaniach Granta i Roberta
      - 78 'til 79: The Lost Album - dość nędzne, pierwsze, amatorskie wprawki dwóch rzępolących Australiczyków :)
      - Send Me A Lullaby - taki-sobie debiutancki album
    • pagaj_75 No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys :)) 20.06.04, 20:50
      Eeee, co Wy na to? Bo tu same takie Super Ważne Nazwy i Nazwiska padają. Coś dla
      odprężenia i potańczenia... Można?

      Parę razy na FM wspominałem, że mam słabość do nich od dzieciństwa i do dzisiaj
      kupuję kolejne płyty i mam wszystkie. Oczywiście, żywiołem PSB są przebojowe
      single i jak ktoś chce ich znać tylko od tej strony, to wystarczy mu dwupłytowa
      składanka "PopArt" z zeszłego roku i szlus. Ale jeśli ktoś chciałby sięgnąć po
      ich regularne płyty (a pewnie nie wszyscy tutaj jedynie szarpidrutów słuchają)
      to pozwolę sobie niniejszym podzielić je na 3 kategorie:

      1) Naprawdę warto:

      "Very" (1993) - Tytuł mówi wszystko: Very Pet Shop Boys. Absolutna esencja stylu
      duetu Tennant-Lowe. "Can you forgive her?", "Go West" i 10 innych świetnie
      zaaranżowanych piosenek pop.

      "Behaviour" (1990) - Nietypowa płyta, pozbawiona właściwie przebojowości,
      stawiająca głównie na nastrój i "dłużyzny". Plus Johnny Marr na gitarze.

      "Actually" (1987) - "It's a Sin", "Heart", "Rent" i wszystko jasne. Najbardziej
      znana w naszym kraju płyta PSB.

      2) Można również:

      "Please" (1986) - od tego wszystko się zaczęło, ale trzeba przyznać, mocno się
      zestarzało od czasu wydania. no ale ciągle warto choćby dla "West End Girls" i
      "Suburbia"

      "Nightlife" (1999) - Jakby nawiązanie do formy z "Very". Całkiem przyjemna
      płyta, mimo sporych wpływów techno i takich tam.

      "Release" (2002) - Podobnie jak na "Behaviour" - nietypowo i mało przebojowo,
      ale to chyba jedyna ich płyta, gdzie panom nie zależało żeby to się sprzedało i
      to słychać. Album bardziej z potrzeby serca niż kieszeni. Plus Johnny Marr na
      gitarze :)

      "Bilingual" (1996) - tutaj trochę sknocili, przynajmniej początek płyty. Jednak
      im dalej w las tym lepiej, bo pojawiają się dwie z moich ulubionych piosenek -
      "It always comes as a surprise" i "Before". Plus trochę hiszpańszczyzny.

      3) Niewarto:

      "Introspective" (1988) - niby-remix album, raczej nudnawy

      "Disco" (1996), "Disco 2" (1994), "Disco 3" (2003) - unikać! Albumy z remiksami
      znanych nagrań, w przeważającej większości niewartymi nawet jednego wysłuchania.
      Tylko dla didżejów. Na "Disco 3" są też nagrania premierowe, ale średnich lotów.


      PS. Mam nadzieję, że zatwardziali rockmani mi wybaczą :D
      • jo_loop Re: No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys 20.06.04, 23:39
        Jasne, że wybaczą. Suede wybaczyli. Kocham ten tekst:

        "You dress me up, I?m your puppet
        You buy me things, I love it
        You bring me food, I need it
        You give me love, I feed it [...]
        (ooooh) I love you, oh, you pay my rent"

        Świetne jest "Love is a Catastroph"

        Kilka genialnych tanecznych utworów też mieli (wspomniałeś). Klasyka.
        • pagaj_75 Re: No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys 21.06.04, 00:22
          jo_loop napisała:

          > Świetne jest "Love is a Catastroph"

          O tak, choćby ze względu na ten kawałek warto posłuchać płyty "Release". Polecam
          ten utwór wszystkim, a szczególnie tym, którzy mają PSB za dyskotekowych
          klezmerów. Mogą się poważnie zdziwić :) Podobnie jak przy kilku utworach z
          "Alternative" - składanki piosenek ze stron B singli.
    • bleri Pearl Jam 20.06.04, 21:00
      To ja zaklepuję sobie Pearl Jam, ale najpierw muszę zobaczyć jak Portugalczycy
      skopią tyłki Hiszpanom. Zaraz wracam :-)
      • cze67 Re: Pearl Jam 23.06.04, 10:08
        bleri napisa3a:

        > To ja zaklepuję sobie Pearl Jam, ale najpierw muszę zobaczyć jak
        Portugalczycy skopią ty3ki Hiszpanom. Zaraz wracam :-)

        No co z tym dzemem, bleri?
        • martolka Re: Pearl Jam 24.06.04, 13:36
          chyba zawołam Mallinę...
          :-)
    • grimsrund SPIRITUALIZED 21.06.04, 00:01
      1. Absolutnie

      Ladies and Gentlemen, We Are Floating In Space
      Royal Albert Hall October 10 1997 (koncert)
      Let It Come Down

      2. Warto (Jakie warto? Trzeba!)

      Lazer Guided Melodies
      Pure Phase
      Amazing Grace

      Nie znam, niestety, pierwszej koncertówki "Fucked Up Inside", która ponoć buty
      zdmuchuje. Ostatecznie sięgnąć można po obie niedawno wydane antologie best
      of: "Complete Works, Vol. 1" i "Complete Works, Vol. 2" - tam jest rzeczywiście
      wszystko, co najlepsze.


    • ayya Ani DiFranco 21.06.04, 00:58
      1.Absolutnie
      Out Of Range [1994] - w końcu dojrzałość kompozytorska i kilka ciekawych,
      muzycznych experymentów, a co więcej kapitalny wstęp do swojej najbardziej
      wybitnej płyty
      Not A Pretty Girl [1995] - kobieta z gitarą i jej emocje + dojrzałość,
      niezwykle trafne wnioski z obserwacji rzeczywistośći, po prostu wyżyny
      songwritingu, album genialny od początku do końca
      Dilate [1996] - może trochę mniej rzeczywistości i emocji, ale za to muzycznie
      z nutą przebojowej melodyjności i odrobiną innowacji

      2.Trzeba
      Imperfectly [1992]
      Little Plastic Castle [1998]

      3.Jak ktoś chce
      Ani DiFranco [1989]
      Not So Soft [1991]
      To The Teeth [1999]
      Educated Guess [2004]

      4.Naprawdę niewarto
      Puddle Dive [1993]
      Up Up Up Up Up Up [1999]
      Evolve [2003]
      • cze67 Kate Bush 21.06.04, 14:10
        Absolutnie
        The Dreaming
        Hounds Of Love
        Never Forever
        The Kick Inside

        Warto
        Lioneheart

        Niekoniecznie
        The Sensual World
        • pagaj_75 Re: Kate Bush 21.06.04, 14:26
          cze67 napisał:

          > Niekoniecznie
          > The Sensual World

          Z całym szacunkiem należnym starszej osobie, ale CZYŚ TY OSZALAŁ?! Sensual World
          to obok Hounds of Love najpiękniejsza płyta Kaśki. Natomiast pominąłeś Red
          Shoes, które ja akurat umieściłbym właśnie w tej kategorii.
          • cze67 Re: Kate Bush 21.06.04, 14:35
            1. Moglbym sie z Toba zgodzic, drogi pagaju, gdyby:
            a. wszystkie utwory na plycie byly tak piekne jak tytulowy
            b. nie spiewal na niej, znakomity skadinad, zespol Bulgarka (czy jakos tak).
            Zupelnie tam nie pasuje,
            c. plyta w polowie nie nudzila mnie smiertelnie.
            2. To cudownie, ze ludzie maja rozne gusta.
            3. Red Shoes nigdy nie slyszalem w calosci.
            • pagaj_75 Re: Kate Bush 21.06.04, 15:06
              cze67 napisał:

              > 2. To cudownie, ze ludzie maja rozne gusta.

              Ależ owszem, drogi Cze :)
              Pozwolisz zatem, że przedstawię swój punkt widzenia na dyskografię pani Krzak:

              1) Absolutnie

              The Dreaming
              Hounds of Love
              The Sensual World

              2) Warto (nawet bardzo)

              The Kick Inside
              Never For Ever

              3) Niekoniecznie (choć nie są to tragiczne płyty)

              Lionheart (no dobra, ta jest słabiutka raczej)
              The Red Shoes


              PS. A ja ciągle czekam na zapowiadane już 5 lat remastery KB i doczekać się nie
              mogę :(
              PPS. Mi tam Bulgarka pasuje i to bardzo ;)
              • ilhan Re: Kate Bush 21.06.04, 15:11
                Absolutnie "Hounds Of Love", bardzo bardzo warto "Never For Ever", warto "The Sensual World", a można "Lionheart". To z tych, które znam.
              • jack9 Siouxsie & the Banshees 21.06.04, 16:02
                Siouxsie & the Banshees - niedoceniany zespoł, a wart moim zdaniem poznania

                Trzeba:

                - Peepshow - płyta na której nie ma złych kawałków, co ciekawe każdy w nieco
                odmiennej stylistyce
                - Tinderbox - bardziej rockow niż Peepshow równie dobra ( warto dla samej
                świetnie grającej perkusji)

                Warto posłuchac ( a koniecznie dla wielbicieli post-punk, Wave..itp...)
                - Juju
                - Kiss in the Dreamhouse
                - Hyaena

                Jezeli spodobały sie te powyżej to trzeba posłuchac
                - Kaleidoscope
                - Rapture
                - Through teh Looking Glass - płyta z coverami ( właściwie mogła by być pietro
                wyżej)
                - Nocturne - koncert podsumowujący wczesne lata grania

                Niekoniecznie ( aczkolwiek dla zauroczonych ...)
                - Scream - tak sie kiedyś grało punka
                - Join Hands - a tak sie z punka wychodziło
                - Superstition - a tak sie wchodziło do do popu gdy sie znudził rock
      • nighthrill Re: Ani DiFranco 08.08.04, 16:56
        A ja podam nieco inną klasyfikację...Przy okazji dodam, że bardzo mi miło, bo
        nigdy nie spotkałam osoby, która słuchałaby Ani diFranco :-)

        Absolutnie :
        Little Plastic Castle
        Imperfectly
        Dilate

        Warto :
        Out of range
        Not a pretty girl
        Puddle Dive
        Up up up up up up
        Ani di Franco
        Not so soft
        Living in clip - świetny koncert


        Można :
        To the teeth
        Like I said



        Niekoniecznie :
        Educated guess
        obie płyty z Utah Phillips
    • pagaj_75 Van Der Graaf Generator 21.06.04, 16:26
      Były już legendy art-rocka, to może teraz coś ciut mniej znanego, ale w żadnym
      stopniu nieustępującego Wielkim Znanym.

      1) Absolutnie

      "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, który
      zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymuje?

      "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis, Yes i
      Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta
      muzyka może przyprawić o zawał serca

      1a) Niemal absolutnie

      "Still Life" (1976) - trochę inaczej niż na pierwszych płytach, mniej
      skomplikowanie, bardziej melodyjnie, ale i tak potrafi zauroczyć.

      2) Warto

      "Godbluff" (1975)
      "World Record" (1976)
      "The Quiet Zone/The Pleasure Dome" (1977)

      3) Można, ale na samym końcu, jak już będziemy fanami-maniakami

      "The Aerosol Grey Machine" (1969)
      "Least We Can Do is Wave to Each Other" (1970)
      • mmakowski Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 16:46
        pagaj_75 napisał:

        > 1) Absolutnie
        > [...]
        > "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis, Yes
        > i
        > Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta
        > muzyka może przyprawić o zawał serca

        Rzeczywiście, niesamowity album, przyłączam się do rekomendacji. Najmocniej
        oddziałujące połączenie tekstów z muzyką jakie dane mi było słyszeć.
      • cze67 Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 18:29
        pagaj_75 napisał:

        > "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, który
        > zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymuje?

        Zarąbista płyta! Inne mnie nieco rozczarowały. Ale nie słyszałem jeszcze Pawn
        Hearts...
        • pagaj_75 Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 18:36
          cze67 napisał:

          > Zarąbista płyta! Inne mnie nieco rozczarowały. Ale nie słyszałem jeszcze Pawn
          > Hearts...

          Czym prędzej napraw to niedopatrzenie :) Mnie ta płyta zmiażdżyła, dosłownie nie
          wiedziałem co się ze mną dzieje... Jeśli podobało Ci się "H to He", to jest
          bardzo duża szansa na to, że "Pawn Hearts" powali Cię na kolana :)
        • joseph80 Re: Van Der Graaf Generator 25.06.04, 00:14
          cze67 napisał:

          > pagaj_75 napisał:
          >
          > > "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, któ
          > ry
          > > zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymu
          > je?
          >
          > Zarąbista płyta!


          Taaa... i ta piękna partia Frippa, cudo
      • kubasa Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:16
        pagaj_75 napisał:


        >
        > 1) Absolutnie

        >
        > "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis,
        Yes
        > i
        > Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta
        > muzyka może przyprawić o zawał serca
        >

        No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz,
        sprobujemy za jakis czas znowu...
        • cze67 Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:20
          kubasa napisał:

          > No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz,
          > sprobujemy za jakis czas znowu...

          Kubasa, ja w Twoim wieku Abby słuchałem...
        • pagaj_75 Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:35
          kubasa napisał:

          > No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz,
          > sprobujemy za jakis czas znowu...

          Nie martw się kubaso :) Różne są gusta. Ja na przykład ostatnio poznaję
          osławiony "London Calling", bo wstyd się przyznać, ale nie znałem. I dla mnie
          jest to nierówny i odrobinę męczący album, a przecież podobno genialny jest. Trudno.
      • ktmajcher Re: Van Der Graaf Generator 05.08.04, 09:51
        ja znam i mam tylko 3 płyty VDGG i to właśnie te trzy najważniejsze wymienione
        przez pagaja, a poznawałem je w takiej kolejności: Pawn...Still i H to He.. i
        brak mi słów na tyle piękna i chaosu obok siebie... koniecznie absolutnie
    • jo_loop Opposition? 22.06.04, 00:07
      Daaaaawno temu usłyszałam trochę ich muzyki, chyba w audycji S.P. Tomka Beksińskiego i do dziś nie mogę zapomnieć. Nigdy nie udało mi się dostać ich płyty (nawet w UK), chociaż gdzieś trafiłam na "War Begins At Home", ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Ich najlepsze dzieła powstały chyba w latach 80-ych. Jeśli ktoś z Was zna ten zespół, może nawet jest fanem, pliiiizzz niech napisze parę słów. Potrzebuję bodźca, aby znów zacząć szukać ich płyt :) A myślę, że warto.
      • ilhan Re: Opposition? 22.06.04, 00:16
        Płyty koszmarnie ciężko znaleźć, na Allegro osiągają zawrotne ceny.

        A co do wątku - miałem zamieścić swoje typy już kilka dni temu, ale ostatnio na FM trafiła nam się dyskusja o Opposition, więc wstrzymywałem się. To teraz mam pretekst. Aczkolwiek zaznaczam, że ja tego zespołu nie pamiętam z tamtych czasów i moja klasyfikacja nie pokrywa się z rasowymi fanowskimi :)

        1. Absolutnie
        - Blue Alice Blue (1990) - najbardziej nastrojowa, wzruszająca i smutna z popowych płyt; moja pierwsza 20-tka wszechczasów...
        - Promises (1984) i Empire Days (1985) - co tu dużo mówić, wspaniała muzyka (pora późna i straciłem recenzenckie zacięcie)

        2. Warto
        - Intimacy (1983) - najtrudniejsza płyta Opposition?
        - Blinder (2003) - bardzo nowocześnie brzmiąca muzyka z zachowaniem wszystkich najpiękniejszych cech twórczości panów Longa i Bella, jedna z lepszych płyt ubiegłego roku, oczywiście tradycyjnie bez echa

        3. Również warto, ale raczej na końcu
        - Breaking The Silence (1981) - obiecujący, ale jeszcze miejscami mało wyraźny debiut
        - War Begins At Home (1993) - w podobnej stylistyce do Alicji, jednak zdecydowanie bardziej nudna i mniej poruszająca od niej...
        • jo_loop Re: Opposition? 22.06.04, 00:20
          No to mi smaku narobiłeś. Szczególnie na "Blue Alice Blue". Tylko jak to teraz znaleźć? Cóż, zawsze jakiś nowy cel :)
          • cze67 John Lennon 22.06.04, 18:41
            Absolutnie
            John Lennon/Plastic Ono Band - mroczna, surowa, przejmujaca, wspaniala
            Walls and Bridges - cudowne, wspaniale i bogato zaaranzowane kompozycje

            Warto
            Imagine
            Double Fantasy
            RockandRoll
            Live Peace In Toronto
            Live In New York City
            Milk and Honey

            Niekoniecznie
            Mind Games
            Sometimes In New Your City
          • miecio4 Re: Opposition? 22.06.04, 19:04
            jo_loop napisała:

            > No to mi smaku narobiłeś. Szczególnie na "Blue Alice Blue".



            Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest to
            pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć.
            Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta.
            Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days".
            Tylko gdzie tu sięgnąć:)
            • ihopeyouwilllikeme Czy można prosić Beck ? 22.06.04, 21:33

              • pagaj_75 Re: Czy można prosić Beck ? 22.06.04, 23:05
                przyłączam się do prośby.
                • kubasa Re: Czy można prosić Beck ? 23.06.04, 12:56
                  Becka? Tego od "Odelay" i "mellow Gold"? Mnie zadna pylta w calosci nie
                  przekonuje, acz tez jestem ciekaw.
                  • jazzkam Re: Czy można prosić Beck ? 24.06.04, 13:39
                    Sea Change jest jedną z moich płyt życia :) a Lost Cause jedną z
                    najulubieńszych piosenek. W resztę płyt głębiej nie właziłem, co właśnie
                    próbuję naprawiać, więc dołączam się do prośby ;)
                    • polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 10:50
                      Ktos nazwal Becka Zeligiem muzyki pop i cos jest na rzeczy, bo kazda plyta jest
                      innego kalibru.
                      Zdecydowanie moge polecic Sea Change i Mutations - w kategorii snuje oraz
                      zgrzytliwego Odelay. Niekoniecznie Mellow Gold (plyta z Loserem, od ktorego
                      cierpnie mi skora - swego czasu kompletnie obrzydzono mi te piosenke) oraz
                      funkujace Midnite Vultures. Chyba ma szanse spodobac mi sie One Foot In The
                      Grave, ale nie moge tego dorwac.

                      Przy okazji chcialam sie serdecznie przywitac :-)

                      • cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 10:54
                        polleke napisa3a:
                        > Przy okazji chcialam sie serdecznie przywitac :-)

                        Witam rownie serdecznie!
                        • polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:05
                          Czuje sie zobligowana nazwa forum i poniewaz plyt wykonawcy Inni mam juz
                          troche, dzisiaj zamierzam nabyc pierwsza w moim zyciu plyte The Beatles!
                          • cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:09
                            polleke napisa3a:

                            > Czuje sie zobligowana nazwa forum i poniewaz plyt wykonawcy Inni mam juz
                            > troche, dzisiaj zamierzam nabyc pierwsza w moim zyciu plyte The Beatles!

                            Ktoraz plyta tego znamienitego zespolu dostapi zaszczytu bycia pierwsza w
                            Twojej kolekcji?
                            • polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:30
                              Waham sie miedzy Revolver i Abbey Road. Pewnie rzuce moneta.
                              • cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:33
                                polleke napisa3a:

                                > Waham sie miedzy Revolver i Abbey Road. Pewnie rzuce moneta.

                                No fakt, cholernie trudny wybor. Moneta bedzie jak najbardziej przydatna.
                                • cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 26.06.04, 09:07
                                  Polleke - nabylas, sluchalas?
                                  • polleke Re: Czy można prosić Beck ? 29.06.04, 12:27
                                    Padlo na Abbey Road, no i chapeau bas (czy jakos tak)!
                                    To bedzie jedna z moich plyt polroku 2004. Zachodze tylko w glowe, dlaczego
                                    wczesniej tego nie poznalam (caly album, a nie pojedyncze piosenki).
                                    Ulubione utwory - na razie, bo utkwilam w polowie - I Want You i Something.
                                    • ilhan Re: Czy można prosić Beck ? 30.06.04, 18:22
                                      polleke napisała:

                                      > utkwilam w polowie

                                      Mein Gott!! Piękniejsza połowa przed Tobą :)
                                      • cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 30.06.04, 19:38
                                        Ach, słuchać po raz pierwszy Abbey Road...
            • jo_loop Re: Opposition? 22.06.04, 21:41
              Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się ze zboczeniami ilusia, jak to ładnie określiłeś, ale to jedno zapamiętam sobie :D Tylko właśnie, gdzie tu sięgać?
            • ilhan Re: Opposition? 22.06.04, 22:57
              miecio4 napisał:

              > Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest to
              > pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć.
              > Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta.
              > Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days".

              Nie ma takiej płyty "Intemecy" :)
              Z "Alice" jest dokładnie tak jak napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach, ale potem kłamstwa same.

              PS. Ten to jest niezły, poczytał forum półtora roku i już na temat moich zboczeń ekspertyzy wydaje...
              • jack9 Re: Opposition? 23.06.04, 06:52
                ilhan napisał:

                > miecio4 napisał:
                >
                > > Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest
                > to
                > > pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć.
                >
                > > Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta.
                > > Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days
                > ".
                >
                > Nie ma takiej płyty "Intemecy" :)
                > Z "Alice" jest dokładnie tak jak napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach, ale
                pot
                > em kłamstwa same.
                >
                > PS. Ten to jest niezły, poczytał forum półtora roku i już na temat moich
                zbocze
                > ń ekspertyzy wydaje...

                Obaj jesteście siebie warci ...
                zoboczeńcy to tacy co twiedzą że najlepsze New Order to "Technique"...;)
                • ilhan Re: Opposition? 23.06.04, 11:38
                  jack9 napisał:

                  > Obaj jesteście siebie warci ...
                  > zoboczeńcy to tacy co twiedzą że najlepsze New Order to "Technique"...;)

                  O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka ;)
                  • miecio4 Re: Opposition? 23.06.04, 13:12
                    ilhan napisał:


                    > O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka



                    Podejrzewam że Jack nam zazdrości tego daru z niebios który pozwolił nam odkryć
                    moc tej wspaniałej płyty.
                    Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa.
                    • pagaj_75 Re: Opposition? 23.06.04, 13:28
                      miecio4 napisał:

                      > Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa.

                      Że się tak wtrącę, ale co ma Curtis (Ian?) wspólnego z "Technique"?
                      • cze67 Re: Opposition? 23.06.04, 13:31
                        pagaj_75 napisa3:

                        > Że się tak wtrącę, ale co ma Curtis (Ian?) wspólnego z "Technique"?

                        Bardzo dobre pytanie.
                        • miecio4 Re: Opposition? 23.06.04, 13:37
                          To proste:
                          Ian Curtis > Joy Division > New Order > Technique
                          • cze67 Re: Opposition? 23.06.04, 13:40
                            miecio4 napisa3:

                            > To proste:
                            > Ian Curtis > Joy Division > New Order > Technique

                            Bardzo ciekawa odpowiedz.
                    • jack9 Re: Opposition? 23.06.04, 16:52
                      miecio4 napisał:

                      > ilhan napisał:
                      >
                      >
                      > > O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka
                      >
                      >
                      >
                      > Podejrzewam że Jack nam zazdrości tego daru z niebios który pozwolił nam
                      odkryć
                      >
                      > moc tej wspaniałej płyty.
                      > Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa

                      Na pewno nie jestem tym wybranym przez Sumnera...;)

                      iluś - nowoczesne myzyka to była wczoraj w Jazzgocie ...;)
    • bleri Ian Brown - pytanie 23.06.04, 00:52
      Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the
      spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły
      szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki.



      • ilhan Re: Ian Brown - pytanie 23.06.04, 01:01
        bleri napisała:

        > Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the
        > spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły
        > szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki.

        Kupiłbym za niewielkie pieniądze, za średnie, a nawet za duże, gdybym je miał :) Ale ja bardzo lubię tego Pana, z zespołem i bez też, więc nie jestem obiektywny. Niemniej jednak jego płyty solowe są oceniane zdecydowanie wysoko, choć mało komercyjne i nie podbijają list przebojów. Intrygujące, nowoczesne brzmienia, mroczne klimaty, niezłe teksty. Na "Music..." szczególnie błyszczy singlowy "F.E.A.R." (klip z Jankiem na rowerku), ale całość wydaje mi się ciekawa.

        Pozdrawiam
      • jo_loop Re: Ian Brown - pytanie 23.06.04, 01:01
        bleri napisała:

        > Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the
        > spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły
        > szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki.

        Bierz, nawet nie pytaj! www.indielondon.co.uk/music/cd_brown_spheres.html
        • bleri Re: Ian Brown - pytanie 24.06.04, 12:41
          Dziękuję wam bardzo! Niedługo napiszę czy mi dobrze poradziliście :-))



          Pozdrawiam.
          • cze67 bleri!!! 24.06.04, 13:10
            co z pearl jamem?
            • bleri Re: bleri!!! 27.06.04, 11:21
              Matko, zapomniałam!! Wszystko przez Mistrzostwa. Przepraszam bardzo, zaraz się
              poprawię :-)
    • pagaj_75 Cocteau Twins 24.06.04, 12:37
      1) Koniecznie

      "Head Over Heels"
      "Treasure"

      2) Warto

      "Garlands"
      "Blue Bell Knoll"
      "Heaven or Las Vegas" (tu dość długo się zastanawiałem, ale mimo wszystko)

      3) Niekoniecznie

      "Victorialand" (tu też...)
      "Four-Calendar Cafe"
      "Milk & Honey"
      • cze67 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:09
        Ja podciagnalbym Victorialand do "warto". Z reszta sie zgadzam.
        • pagaj_75 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:15
          cze67 napisał:

          > Ja podciagnalbym Victorialand do "warto".

          Tak ja napisałem - długo się nad tym Victorialand zastanawiałem. Z jednej strony
          - płyta nietypowa i nie dla każdego (na pewno nie polecam zaczynania przygody z
          CT od niej), a z drugiej - mam do niej wielki sentyment i nie uważam, że jest
          tak beznadziejna jak to swego czasu głosili panowie Rzewuski i Kszczotek w Tylko
          Rocku. Krakowskim targiem - "można, w porywach do warto" :)
          • ihopeyouwilllikeme Metallica 24.06.04, 13:24
            1. Trzeba

            Ride The Lightning
            Master Of Puppets
            Metallica

            2. Warto

            ... And Justice For All
            St. Anger
            Live Shit

            3. Można

            Kill'em All
            Garage Inc.

            4. Nie trzeba

            Load
            Reload
            S&M
          • miecio4 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:58
            Jak dla mnie płyta "Victorialand" jest równie doskonała co "Treasure".
      • pop_up Re: Cocteau Twins 26.06.04, 10:59
        a ja bym dal oczko wyzej "four-calendar cafe" mimo wszystko. to przeciez
        taka "radosna tworczosc";) lubie czasem tego posluchac.
        natomiast "victorialand" zupelnie odpada. "head over heels" i "treasure"
        genialne zgadzam sie
    • ayya Elvis Costello 26.06.04, 00:19
      Tylko te, które znam.

      1. Absolutnie
      My Aim Is True [1977]
      Imperial Bedroom [1982]
      All This Useless Beauty [1996]

      2. Warto
      This Year's Model [1978]
      Armed Forces [1979]
      Blood & Chocolate [1986]
      Mighty Like A Rose [1991]
      Brutal Youth [1994]
      Painted From Memory [1998]

      3. Można
      Get Happy!! [1980]
      Trust [1981]
      King Of America [1986]
      North [2003]

      4. Niekoniecznie
      Punch The Clock [1983]
    • peternurek1 a można prosić ELO? 26.06.04, 00:42
      znam tylko płytę Time (według mnie genialna) i pare singli
      więc polećcie coś więcej :)
      • cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 01:17
        Psze bardzo:

        Absolutnie:
        - Discovery

        Warto:
        - A New World Record
        - Time
        - Out Of The Blue
        - Face The Music
        - Eldorado
        - ELO (1 plyta)

        Niekoniecznie:
        - Balance of Power
        - Zoom
        • cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 13:28
          cze67 napisał:

          > Warto:
          > - A New World Record
          > - Time
          > - Out Of The Blue
          > - Face The Music
          > - Eldorado
          > - ELO (1 plyta)

          - Secret Messages
          • miecio4 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 14:13
            Drogi Cze. Nie chcąć się wdawać w jakieś dywagacje chciałbym zauważyć że
            płyty "Out of the Blue" oraz "Time" zasługują na przeniesienie do
            grupy "absolutnie". Tworzą one razem z wymienioną przez Ciebie
            płytą "Discovery" wspaniałą trylogię i są wspaniałą pamiątką po niezwykle
            płodnym i melodyjnym a zarazem najwspanialszym okresie komponowania piosenek
            przez Jeffa Lynne'a.
            • cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 14:25
              Drogi mieciu, bardzo cenię sobie Twój muzyczny gust i czasami go podzielam.
              Lecz w tym przypadku, pozwolisz, zostanę przy swoim zdaniu. Na obu wymienionych
              przez Ciebie płytach, które proponujesz przenieść do wyższej kategorii,
              znajdują się utwory, które obniżają wartość owych krążków. Mianowicie Steppin
              Out, Belive Me Now i Summer and Lightning na Out Of The Blue oraz kiczowaty i
              grany niegdyś do obrzydzenia oraz nie pasujący do całości Hold On Tight na
              Time. Z wyżej wymienionego powodu nijak nie mogę zgodzić się z Twoim zdaniem.
              Pozostaję w szacunku i takie tam.
              cze67
              • jazzkam Pytanie o ELO 26.06.04, 15:00
                czy ELO mialo jakas piosenke, w ktorej byl motyw operowy? jakas kobieta
                spiewajaca?
                • cze67 Re: Pytanie o ELO 26.06.04, 22:43
                  jazzkam napisał:

                  > czy ELO mialo jakas piosenke, w ktorej byl motyw operowy? jakas kobieta
                  > spiewajaca?

                  Zapewne chodzi Ci o utwór Rockaria! z płyty New World Record gdzie na początku
                  i w środku jakaś pani śpiewa operowym głosem niezidentyfikowaną przeze mnie
                  arię (a właściwie jej krótki fragment).
                  • jazzkam Re: Pytanie o ELO 27.06.04, 11:06
                    TAAAAAAK. och, to byl hit mojego dziecinstwa ;))))))
              • miecio4 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 16:15
                cze67 napisał:

                > Z wyżej wymienionego powodu nijak nie mogę zgodzić się z Twoim zdaniem.



                Drogi przyjacielu Cze67! Swoją odpowiedzią na mój post poruszułeś niezwykle
                ważną kwestię dotyczącą Twojego wątku. Otóż uważam iż nikt z miłośników muzyki
                nie jest w stanie obiektywnie wypisac jakie płyty danego zespołu należy
                wysłuchac absolutnie a które są mniej ważne itd. Dlatego że są różne gusta a
                nikt nie jest wyrocznią. Wymieniasz jakieś nielubiane przez Ciebie utwory,
                które niby decydują czy dana płyta jest wybitna. Bo weźmy ta wyróżniona przez
                Ciebie płytę "Discovery"- przcież to na niej znajdują się wyświechtane "Don't
                Bring Me Down" lub "Confusion" a z kolei na "Time" znajduje się najpiękniejszy
                (moim zdaniem oczywiście:) utwór ELO "Ticket to the Moon". I czy te
                poszczególne utwory decydują o jakości płyty? Nie- gdyż stanowia tylko ich
                element. Jak dla mnie wszystkie trzy wymienione płyty sa zajefajne.
                • martolka Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 19:26
                  tym razem poprę swym cichym gosikiem Szanownego Miecia.
                  Time to jest absolut.
                  • ihopeyouwilllikeme Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 21:47
                    martolka napisała:

                    > Time to jest absolut.

                    Absolutnie.
                • cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 21:53
                  Drogi i kochany mieciu! A cóż jak nie poszczególne utwory rzutują na naszą
                  ocenę danego albumu? Przecież każda piosenka jest jego składnikiem i każda w
                  mniejszy lub większy sposób decyduje o tym, czy album ów uznamy za wybitny czy
                  tylko wart polecenia. W tym konkretnym przypadku przebojowy lecz dosyć mdły
                  utwór Hold On Tight rozbija misterną konstrukcję znakomitego albumu Time i
                  dlatego płyta owa dostała ode mnie niższą ocenę. Co nie oznacza, że nie jest to
                  płyta świetna i warta wysłuchania. Lecz nie tak znakomita jak właśnie absolutny
                  Discovery.
                  Wspomniałeś o Don't Bring Me Down. Otóż na dźwięk tego utworu nie wyłączam
                  radia jak mi się to często zdarzało słysząc wspomniany już Hold On... Poza tym
                  porównywanie jednego z niewielu prawdziwie rockowych numerów ELO (DBMD)z
                  banalnym HOT jest wedle mnie nieporozumieniem.
                  Oddany cze67.
    • bleri Pearl Jam 27.06.04, 11:56
      Z lekkim poślizgiem, ale przywołana do porządku przez Szefa piszę co następuje:


      Absolutnie:

      1. Ten - wiadomo. Płyta, która jest genialna. Słucham jej po 13 latach od
      wydania i nie zmieniłabym ani jednej nutki, ani jednej sylaby. Na całym świecie
      nie ma chyba osoby, która nie znałabym chociaż kilku utworów z Ten - Alive,
      Jeremy, Black. A kto nie zna ten kiep. (tak, jestem muzyczną, szowinistyczną
      świ...)

      2. Vitalogy - album nagrany po śmierci Cobaina i to znalazło odbicie w warstwie
      tekstowej i muzycznej - dużo wrzasku, łomotu i rzęrzenia gitar. A obok tego
      kołyszące, kojące numery "Immortality", "Notthingman". Całość kończy 8 minutowy
      song (?) w którym to toczona jest rozmowa o samobójstwie. Płyta jest smutna,
      niepokojąca i rozdergana, ale kto słyszał Veddera w Last exit wie dlaczego
      znalazła się w "Absolutnie".

      3. No Code - dzieło wybitne. Od zaczynającego Sometimes do Around the bend
      słucha się jej z zapartym tchem. Pamiętam, że po ukazaniu się tej płyty w Tylko
      rocku bodajże pan redaktor zatytułował recenzję "Lekarstwo na ból". I to jest
      prawda. Nawet Jack Irons na bębnach za wiele nie popsuł. Najczęściej wracam
      właśnie do No Code. Ma w sobie coś z concept albumu - utwory wypływają z
      siebie, nawiązują tekstowo. Kto nie słyszał ten ....(patrz Ten) :-)


      Można:

      1. Versus - od razu uspokajam - dla mnie Versus jej świetną płytą i
      kategorycznie powinien znaleźć się rubrykę wyżej, ale produkcja tej płyty wbija
      jej nóż w plecy. Całość brzmi nieco kwadratowo, kartonowo. Ale podobno tak
      miało być, bo zespół chciał odciąć się od bestsellerowego debiutu. Jest tylko
      jeden numer PJ, który skipuje i znajduje się on na tej właśnie płycie - Blood.
      Cała reszta naprawdę świetna - Indifference, Rear view mirror, Go, Animal.
      Naturalny postęp po obsypanej nagrodami Ten.

      2. Yield - cóż, po pierwszym przesłuchaniu rzuciłam nią o ścianę. Dzisiaj wiem,
      że nie mogli nagrać innej płyty po No Code. Co nie zmienia faktu, że Jack Irons
      sporo krwi mi (jej) napsuł. Do wyróżnienia - Brain of J, Given to fly, No way.

      3. Binaural - im dalej tym słabiej. Jest na tej płycie perełka w
      postaci "Nothing as it seems", ale na resztę zrzucam kurtynę milczenia. Niby
      wszystko pięknie, pearl jamowo, ale po latach te numery się nie bronią - dla
      mnie. Ważna informacja - ten album zespół nagrał w składzie z nowym bębniarzem -
      Mattem Cameronem (ex- Soundgarden) i to słychać.


      4. Lost dogs - zbiór rarytasów i b-sidów, rzecz dwupłytowa - pierwsze Cd
      ostrzejsze, drugie nastrojowe. I to jest bardzo ważna pozycja w dyskografii Pj.
      Wiele się można z tego albumu dowiedzieć - jak daleką drogę ten zespół
      przeszedł od Ten po ... (to za chwilę). Mimo przypadkowości nagrań (w sensie
      czasu i przestrzeni) słucha się tego znakomicie.


      Niekoniecznie -

      1. Rioc act - ostatnia odsłona PJ. I jestem rozdarta bo jeśli oni chcą nagrywać
      takie płyty to może lepiej dać sobie spokój? A z drugiej strony - dlaczego
      odbierać im sposobność tworzenia wzdłuż lini, którą sami wybrali? Na Riot act
      jest jeden (powtarzam - jeden) utwór godny zapamiętania, nucenia, wracania,
      przeżywania - You are - skomponowany przez Matta Camerona zresztą.


      2. Live on two legs - koncertowa. Kto słyszał Pearl Jam na koncercie i kupił
      choćby niewielką część z miliona bootlegów wydanych przez zespół ten wie, że
      zremasterowana, wygładzona koncertówka nie jest warta grzechu.

      • cze67 Re: Pearl Jam 27.06.04, 12:05
        Dziekuje bleri.

        Nie zgodze sie jednak z umieszczeniem Riot Act w ostatniej kategorii. Dla mnie
        to kawal solidnej muzyki. Ale, zaznaczam, plyte te uslyszalem po dlugim okresie
        rozstania z muzyka tego zespolu i byla ona dla mnie milym zaskoczeniem.
        • cze67 Charlatans poprosze 27.06.04, 12:45
          Jak w tytule
          • ilhan Re: Charlatans poprosze 27.06.04, 20:40
            Ale nie znam w całości "Between 10th And 11th" i czwartej płyty, "The Charlatans" (1995), więc musisz sobie (albo ktoś inny) je dośpiewać.

            1. Absolutnie

            Some Friendly (1990) - zamyka trójkę trzech, wg mnie, najwspanialszych płyt kolorowych zespołów z Manchesteru tamtych lat; zbudowana wokół indiehymnu "The Only One I Know" bardzo równa, mocna płyta

            2. Warto

            Us And Us Only (1999) - spójny album wyprowadzający powoli zespół z okresu britpopowego, ciekawe brzmienia nawet z lekką domieszką elektroniki. Wspaniałe single: akustyczne, hiciorowate "Impossible" i transowe, dudniące basem "Forever"

            Tellin' Stories (1997) - mogliśmy grać jak Stone Roses, dlaczego teraz nie jak Oasis? Przebojowy album z głośniejszymi gitarami (np. "North Country Boy", "How High" plus chyba największy przebój Charlatans od 1990 roku - "One To Another").

            Up At The Lake (2004) - baaaaardzo fajna nowa płyta, zupełnie zaskakująca świeżością, lekkością i przebojowością, bez kombinowania, po prostu dowód na to, że wciąż potrafią pisać świetne piosenki.

            3. Można, nic więcej

            Up To Our Hips (1994) - sięgam po nią głównie ze względu na "Can't Get Out Of Bed" i "Jesus Hairdo", generalnie porzucenie madchesterskich klimatów na rzecz konkretniejszego i bardziej-na-czasie grania.

            Wonderland (2001) - jeden cudowny fragment ("A Man Needs To Be Told"), The Charlatans nie nagrywają słabych płyt, ale ta należy do mniej elektryzujących i wpadających w ucho, poza tym nie wszyscy kochają falsetowe klimaty Tima.


            Aha, wydaje mi się, że do kategorii "Absolutnie" w przypadku tego zespołu należy jeszcze zaliczyć składaka singli "Melting Pot".
            • cze67 Re: Charlatans poprosze 27.06.04, 20:45
              ilhan napisał:

              > Ale nie znam w całości "Between 10th And 11th"

              Znam, piżmak mi kiedyś kupił, nie pamiętam czy przypadkiem nie gdzieś za
              granicą. Wstawiam do "warto".

              > Up At The Lake (2004) - baaaaardzo fajna nowa płyta, zupełnie zaskakująca
              świeżością, lekkością i przebojowością, bez kombinowania, po prostu dowód na
              to, że wciąż potrafią pisać świetne piosenki.

              I tu też dzięki piżmakowi poznałem tę płytę (dzisiaj rano). POdzielam Twoje z
              jej przesłuchania wrażenia.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Pearl Jam 27.06.04, 18:15
        bleri napisała:

        > Kto nie słyszał ten ....(patrz Ten) :-)

        Ups, a ja nie słyszałem :))
        • cze67 Re: Pearl Jam 27.06.04, 18:51
          ihopeyouwilllikeme napisał:

          > Ups, a ja nie słyszałem :))

          To szybciutko do sklepiku czy gdzieś tam...
          • ihopeyouwilllikeme Re: Pearl Jam 27.06.04, 20:30
            cze67 napisał:

            > To szybciutko do sklepiku czy gdzieś tam...

            Rozkaz !
      • pszemcio1 Re: Pearl Jam 05.09.05, 10:28
        bleri napisała:
        > 1. Versus - od razu uspokajam - dla mnie Versus jej świetną płytą i
        > kategorycznie powinien znaleźć się rubrykę wyżej, ale produkcja tej płyty wbij

        nie widzę nic złego w tej produkcji. jest i charcząco (blood, leash) i
        akustycznie-kojąco (eldery woman..), żadnych kanciastych brzmień nie słyszę. no
        i są utwory, które powinny wynieść ten album do kategori : Absolutnie
        (reaviewmirror, go, animal)

        > 2. Yield - cóż, po pierwszym przesłuchaniu rzuciłam nią o ścianę. Dzisiaj wiem,
        >
        > że nie mogli nagrać innej płyty po No Code. Co nie zmienia faktu, że Jack Irons
        >
        > sporo krwi mi (jej) napsuł. Do wyróżnienia - Brain of J, Given to fly, No way.

        ten album z kolei powiniem - według mnie - zajmować ostatnie miejsce na liście.
        to tu brzmienie jest fatalne, zbyt miękkie, odarte z tego co w tej kapeli
        najistotniejsze - surowości rodem z nagrań Neila Younga. kompozycyjnie takie In
        hidding na przykład nie broni sie w ogóle. kilka fajnych nagrań , wiele gniotów
        jak na ich album.

        > 3. Binaural - im dalej tym słabiej. Jest na tej płycie perełka w
        > postaci "Nothing as it seems", ale na resztę zrzucam kurtynę milczenia. Niby
        > wszystko pięknie, pearl jamowo, ale po latach te numery się nie bronią - dla
        > mnie. Ważna informacja - ten album zespół nagrał w składzie z nowym bębniarzem
        > -

        mam inaczej. dla mnie te utwory właśnie się bronia dopiero po latach i z
        perspektywy czasu. Kocham ten album i wracam do niego chyba najczęściej
        ostatnio. i to tu znajduje esencje pealjamowego brzmienia. nie lubię parting
        ways i slow hands ale reszta broni sie bardzo dobrze

        > 1. Rioc act - ostatnia odsłona PJ. I jestem rozdarta bo jeśli oni chcą nagrywać
        >
        > takie płyty to może lepiej dać sobie spokój? A z drugiej strony - dlaczego
        > odbierać im sposobność tworzenia wzdłuż lini, którą sami wybrali? Na Riot act
        > jest jeden (powtarzam - jeden) utwór godny zapamiętania, nucenia, wracania,
        > przeżywania - You are - skomponowany przez Matta Camerona zresztą.
        >

        ojojo...wiem że to dyskusyjna pozycja, ale mówienie że tu jest tylko 1 utwór
        dobry to przegięcie. przecież Save you to fantastyczny punkowy hymn. no a all or
        none mógłby kończyć "ten" (ta solówka w końcówce). remowy i am mine jest
        baaardzo sympatyczny. w sumie to dość równy album. umieściłbym go w kategorii: Można
    • pagaj_75 Zmasowany Atak 28.06.04, 09:07
      Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami koncertu dodam tutaj jeszcze
      dyskografię Massive Attack, zwłaszcza że tutaj jest dość prosto:

      1) Trzeba

      "Blue Lines" - tak się narodził trip hop. może i ciut się zestarzało, ale i tak
      "Unfinished Sympathy" pozostanie jednym z przebojów wszech czasów.

      "Mezzanine" - mroczny, duszny, niczym z koszmarnego snu - zdecydowanie najlepszy
      album MA

      2) Warto

      "Protection" - warto choćby dla dwóch pięknych piosenek śpiewanych przez Tracey
      Thorn - tytułowej i "Better Things". dla miłośników "pogadanek" mamy hit
      "Karmacoma".

      "100th Window" - prawie dziesięć lat zabrało panu 3D dojście do konkluzji, że
      "nie gadamy, panie, ale śpiewamy, panie...", nawet jeśli warunki głosowe mamy
      jeszcze gorsze niż Mark Knopfler ;) czy elektronika może być "ciepła"? tutaj,
      moim zdaniem, mamy przykład na to, że tak.
      • pagaj_75 Errata 28.06.04, 09:10
        Można jeszcze dodać punkt 3) Nie trzeba:

        "No protection" - remiksy utworów z "Protection". dla wytrwałych koneserów.

        PS. Koncert Goldfrapp uczczę w inny sposób na tym forum ;)
        • ihopeyouwilllikeme The Cranberries 28.06.04, 19:44
          Trzeba:

          Everybody Else Is Doing It, So Why Can't We ? - pierwsza płyta, klasyka czegoś
          tam pewnie...

          To The Faithfull Departed - moim skromnym zdaniem najlepsza jest.

          Warto:

          Bury The Hatchett - najbardziej przebojowa ( 5 pierwszych kawałków to hity,
          Michael Jackson wziąłby dziś z pocałowaniem ręki ).

          No Need To Argue - " Zombie " to stąd.

          Można:

          Wake Up And Smell The Coffee - ostatnia, ładna, raczej dla fanów.
          • cze67 Re: The Cranberries 28.06.04, 19:46
            ihopeyouwilllikeme napisał:

            > Trzeba:
            > Everybody Else Is Doing It, So Why Can't We ? - pierwsza płyta, klasyka
            czegoś tam pewnie...

            Płyta niezwykła, nastrojowa, przepiękna. Żadna potem mnie już tak nie
            zauroczyła jeżeli chodzi o Cranberries.
    • pop_up Re: Faith no more 29.06.04, 01:03
      1. absosmerfnie

      "king for a day fool for a lifetime"(1995)- rewelacyjne rockowe granie
      moim zdaniem najlepsza plyta choc moze nie jest tak bardzo faithnomorowa jak
      angel dust (np. mniej klawiszy) to po prostu rzadzi. nie za bardzo przychodzi
      mi do glowy jakis slaby punkt na tej plytce. jest tu wszystko od wypruwania
      sobie flakow przez michaela p. na ugly in the morning po just a man jakze
      wyciszone...

      "angel dust"(1992) - 100% faith no more
      dla mnie drugie miejsce choc dla wiekszosci pewnie de besciak jesli chodzi o ta
      kapelke. jest easy ktore slyszal pewnie kazdy ale sa tez swietne land of
      sunshine caffeine midlife crisis...(moglbym wymienic cala plyte). kwintesencja
      faith no more klawisze roddy'ego+charakterystyczny bas goulda+glos pattona

      2. warto

      "album of the year"(1997)
      ostatni niestety album studyjny mojej ulubionej z czasow mlodzienczych
      kapeli.takie troche polaczenie dwoch poprzednich (king for a day+angel dust)
      jednak nieco mu brakuje. swietne ashes to ashes collision stripsearch. moze to
      lepiej ze przestali istniec wlasnie wtedy. przynajmniej pozostalo uczucie ze
      nic nie spieprzyli

      "live at brixton academy"(1990)
      "the real thing"(1989)
      jakos nigdy nie przepadalem specjalnie za the real thing jednak koncertowke
      cenie troche wyzej. nie lubie spiewu pattona z czasow tych albumow natomiast
      samo granie jest ok. na zywo troche bardziej mi przypada do gustu (i ten
      wpleciony technotronic w zakonczenie jednego z utworow:)). no i mamy tu klasyka
      w postaci epic.

      3. niekoniecznie

      "introduce yourself"(1987)
      "we care a lot"(1984?)
      chetnie dalbym je wyzej jednak wokal chucka moseleya dla mnie zupelnie odpada.
      nie wliczajac wokalu sa na tych albumach swietne kawalki pills for breakfast,
      arabian disco, faster disco, chinesee arithmetic, jungle. czuc lata '80:)

      the bestow nie wliczam do rankingu bo to bez sensu
      • cze67 Re: Faith no more 30.06.04, 18:15
        pop_up napisał:

        > "the real thing"(1989)
        > jakos nigdy nie przepadalem specjalnie za the real thing jednak koncertowke
        > cenie troche wyzej. nie lubie spiewu pattona z czasow tych albumow natomiast
        > samo granie jest ok. na zywo troche bardziej mi przypada do gustu (i ten
        > wpleciony technotronic w zakonczenie jednego z utworow:)). no i mamy tu
        klasyka w postaci epic.

        MOże dlatego, że tę płytę FNM usłyszałem jako pierwszą, zawsze będzie mi
        najleoszą...
        • cze67 Smashing Pumpkins 30.06.04, 18:35
          Absolutnie:
          - Siamese Dream
          - Gish

          Dwie, podobne do siebie (w moich uszach) płyty. Szczególnie intrygowało mnie
          przy pierwszych słuchaniach przechodzenie ze spokoju do agresji, z ciszy w
          krzyk. Niezwykłe płyty.

          Warto:
          - Mellon Collies and Infinite Sadness

          Wiem, zaraz posypią się joby, że to przecież ich najlepsza płyta. Dla mnie -
          nie. Dla mnie jest nierówna, nie ma tej siły, którą miały jej dwa poprzedniki.
          Obok utworów znakomitych: Tonight, Tonight, 1979, Jellybelly jest tam sporo
          wypełniaczy (których nazw tu nie wymienię, bo mi się zwyczajnie nie utrwaliły).

          Niekoniecznie
          - MACHINA/The Machines of God
          - Adore

          Smutny przykład braku pomysłów, wypalenia się Corgana. I ta automatyczna
          perkusja na Adore. Brrr....
        • jack9 Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:37
          • miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:39
            Całkiem wporzo ten ranking:D
            • jack9 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:56
              miecio4 napisał:

              > Całkiem wporzo ten ranking:D

              śmiej sie...śmiej ...ładnie to tak kpic z kaleki co nie radzi sobie z
              techniką ...
              • miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:58
                jack9 napisał:

                >ładnie to tak kpic z kaleki co nie radzi sobie z
                > techniką ...


                To nie była kpina ino radość z nadejścia wiosny.
          • jack9 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:50
            się wysłało samo ...zupełnie samo...

            Z twórczością Bauhausu zapoznawałem siew porządku chronologicznym i
            byc może dlatego za płytę obowiązkową uważam

            In the Flat Field - mroczna, surowa, emocjonalna

            Warte posłuchania:

            Burning from the Inside - mająca swietne kawałki lecz nieco niespójna
            Sky's Gone Out - płyta na której jest sporo muzycznych eksperymentów

            Można:

            Mask - płyta jak rozdroże pomiędzy punkow-gotckim "In the Flat Field" a
            eksperymetującym "Sky's Gone Out"

            A wszystkie koncerty i składanki poznajemy na końcu...
            • miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:57
              Dla mnie wszystkie cztery płyty to absolut. I świetnie się je słucha w
              kolejności ukazywania się- piękny rozwój muzyczny zespołu.
              To jeden z zespołów który swoim dorobkiem pchnął muzykę o dobrych kilka lat do
              przodu.
              • cze67 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 19:01
                miecio4 napisał:

                > Dla mnie wszystkie cztery płyty to absolut. I świetnie się je słucha w
                > kolejności ukazywania się- piękny rozwój muzyczny zespołu.
                > To jeden z zespołów który swoim dorobkiem pchnął muzykę o dobrych kilka lat
                do przodu.

                Pierwszy raz od wielu miesięcy zgadzam się z Tobą, mieciu, w zupełności.
                • miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 19:15
                  cze67 napisał:

                  > Pierwszy raz od wielu miesięcy zgadzam się z Tobą, mieciu, w zupełności.


                  Napijmy się stary z tej okazji po cztery Dębowe.
                  • cze67 The Police 10.07.04, 17:30
                    Absolutnie:
                    Synchronicity

                    Warto:
                    Ghost in the Machine
                    Reggatta de Blanc
                    Outlandos d'Amour

                    Niekoniecznie:
                    Zenyatta Mondatta
                    • ilhan Re: The Police 10.07.04, 18:01
                      cze67 napisał:

                      > Absolutnie:
                      > Synchronicity
                      >
                      > Warto:
                      > Ghost in the Machine
                      > Reggatta de Blanc
                      > Outlandos d'Amour
                      >
                      > Niekoniecznie:
                      > Zenyatta Mondatta

                      Dziękuję Ci Cze za ten post. Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity". Skuszę się chyba najpierw na "Regatta de Blanc", bo ma najfajniejszy tytuł :P
                      • cze67 Re: The Police 10.07.04, 18:16
                        ilhan napisał:
                        Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity".

                        Rozumiem, że przesłuchanie owej płyty nie było dla Ciebie zawodem...

                        Skuszę się chyba najpierw na "Regatta de Blanc", bo ma naj
                        > fajniejszy tytuł :P

                        Bardzo dobry pomysł. Potem polecam Outlantos, której Regatta jest logicznym
                        następstwem.
                        • ilhan Re: The Police 10.07.04, 18:28
                          cze67 napisał:

                          > ilhan napisał:
                          > > Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity".
                          >
                          > Rozumiem, że przesłuchanie owej płyty nie było dla Ciebie zawodem...

                          Skądże. No i zasadniczo było to bardziej przypomnienie :)
                          • jack9 Clan of Xymox 10.07.04, 20:51
                            Zaryzykuje Clan of Xymox

                            Obowiązkowo:
                            "Clan Of Xymox"
                            "Medusa"

                            Warto posłuchać:
                            "Twist of Shadows" - nagrana jako Xymox ale w prawie niezmienionym składzie
                            "Hidden Faces"
                            "Creatures"

                            Można:
                            "Notes From the Underground"
                            Farewell - ale to na odpowiedzialnośc malliny...;)
                            "Subsequent Pleasures" - to jak już jesteście fanami zespołu

                            Omijac z daleka:
                            płyty wydana jako Xymox
                            "Phoenix"
                            "Haadclouds"
                            "Metamorphosis"
                            • cze67 Re: Clan of Xymox 10.07.04, 22:04
                              jack9 napisał:

                              > Zaryzykuje Clan of Xymox
                              >
                              > Obowiązkowo:
                              > "Clan Of Xymox"
                              > "Medusa"

                              Mam obie, najlepsze, płyty!
                      • luukasz4 Re: The Police 12.07.04, 14:06
                        > cze67 napisał:
                        >
                        > > Absolutnie:
                        > > Synchronicity
                        > >
                        > > Warto:
                        > > Ghost in the Machine
                        > > Reggatta de Blanc
                        > > Outlandos d'Amour
                        > >
                        > > Niekoniecznie:
                        > > Zenyatta Mondatta
                        >


                        A ja inaczej
                        Trzeba
                        Synchronicity - to wiadomo
                        Outlandos d'Amour - z drugiego bieguna, nie wiem czy nawet nie wole od
                        Synchronicity.

                        Warto
                        Reggatta de Blanc - wiadomo
                        Zenyatta Mondatta - nie zgadzam sie z ogolna krytyka tego albumu. moim
                        zdaniem nie gorszy od Reggatty

                        mozna

                        Ghost in the Machine - zbyt mroczny album jak na Police, nie ma tu juz white
                        reggae, a jeszcze nie ma nowego stylu, ktory pojawil sie na synchronicity





                        • pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 14:11
                          luukasz4 napisał:

                          > A ja inaczej
                          > Trzeba
                          > Synchronicity - to wiadomo
                          > Outlandos d'Amour - z drugiego bieguna, nie wiem czy nawet nie wole od
                          > Synchronicity.
                          >
                          > Warto
                          > Reggatta de Blanc - wiadomo
                          > Zenyatta Mondatta - nie zgadzam sie z ogolna krytyka tego albumu. moim
                          > zdaniem nie gorszy od Reggatty
                          >
                          > mozna
                          >
                          > Ghost in the Machine - zbyt mroczny album jak na Police, nie ma tu juz white
                          > reggae, a jeszcze nie ma nowego stylu, ktory pojawil sie na synchronicity

                          I z tym zestawieniem zgadzam się bardziej niż z listą Cze. Wprawdzie Outlandos
                          dałbym oczko niżej, bo mnie jakoś to białe reggae nigdy do końca nie
                          przekonywało, ale już w pełni zgadzam się co do "Zenyatty" (kompletnie nie
                          rozumiem o co chodzi z tą krytyką - bardzo dobry album) i "Ghost" (początek
                          rewelacyjny, ale potem dzieją się takie rzeczy, że wymiękam).
                          • cze67 Re: The Police 12.07.04, 15:04
                            Zenyatta - plyta zawiera utwory slabe, nagrane bez przekonania, takie polki-galopki
                            jak Man in a Suitcase, When the World Is Running Down, You Make.. czy Canary in a
                            Coalmine. Jedyne dwa dobre utwory dorownujace poziomem wczesniejszym
                            nagraniom to Don't Stand So Close to Me i Driven to Tears. No, moze jeszcze Shadows in
                            the Rain.

                            Ghost in The Machine - znakomita, mroczna, atmosferyczna, nie znajduje na niej
                            slabego utworu.
                            • pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 15:17
                              cze67 napisał:

                              > Zenyatta - plyta zawiera utwory slabe, nagrane bez przekonania, takie polki-gal
                              > opki
                              > jak Man in a Suitcase, When the World Is Running Down, You Make.. czy Canary in
                              > a
                              > Coalmine.

                              No i wymieniłeś prawie wszystkie moje ulubione kawałki z tej płyty :) Mnie one
                              jak najbardziej przekonują. Choć oczywiście najlepszą są tam, wymienione przez
                              Ciebie, "Don't Stand..." i "Driven to Tears". A co sądzisz o wersji "Don't Stand
                              So Close to Me" z 1986? Bo ja ją bardzo lubię :)

                              > Ghost in The Machine - znakomita, mroczna, atmosferyczna, nie znajduje na niej
                              > slabego utworu.

                              Hmmm... A mnie tutaj drażnią rzeczy typu "Demolition Man", "Rehumanize Yourself"
                              czy "Too Much Information". Po "Invisible Sun" muzyka na tej płycie staje się
                              dla mnie nie do zniesienia. Dopiero końcowe "Darkness" koi moje skołatane nerwy :)
                            • pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 15:27
                              Zajrzałem wlaśnie do AMG pod hasło The Police i o mało się nie zakrztusiłem
                              herbatą ze śmiechu, gdy zobaczyłem oceny płyt. Zajrzyj, drogi Cze, ale przygotuj
                              swoje serce na spory szok :)

                              Już dawno zauważyłem, że ci Amerykanie z AMG na europejskiej muzyce to się
                              kompletnie nie znają :) (teraz to zmienili, ale kiedyś najlepszym wg nich
                              albumem Cocteau Twins był "Blue Bell Knoll", bo to był pierwszy dystrybuowany w
                              USA krążek tego zespołu...)
                              • cze67 Re: The Police 12.07.04, 15:46
                                pagaj_75 napisał:

                                > Zajrzałem wlaśnie do AMG pod hasło The Police i o mało się nie zakrztusiłem
                                > herbatą ze śmiechu, gdy zobaczyłem oceny płyt. Zajrzyj, drogi Cze, ale przygotuj
                                > swoje serce na spory szok :)

                                Widzialem, drogi pagaju. zawsze tam zagladam, gdy nie wiem jak sie pisze jakis tytul.
                                Ale ocenami sie nie przejmuje.

                                Co do "Don't Stand So Close To Me '86" to jest to dla mnie dramat. Zadnego pomyslu na
                                nowa wersje, piosenka zupelnie niepotrzebna. Niszczenie legendy, rzeklbym gornolotnie.
                                Nieprzypadkowo chyba po tym utworze Sting definitywnie przestal myslec o kolejnych
                                nagraniach pod szyldem The Police.

                                PS. Z kolei utwory, ktore wymieniles jako te, ktore szarpia Ci nerwy, ja uwielbiam.
                                • pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 16:23
                                  cze67 napisał:

                                  > Widzialem, drogi pagaju. zawsze tam zagladam, gdy nie wiem jak sie pisze jakis
                                  > tytul.
                                  > Ale ocenami sie nie przejmuje.

                                  Ja też się nie przejmuję, jeśli chodzi o muzykę, którą znam i na temat której
                                  mam już wyrobione zdanie. Jednak czasami chcę poznać coś nowego, a o czym nikt
                                  nie napisał jeszcze w tym wątku ;), i wtedy AMG zostaje jedyną deską ratunku.
                                  Ale radzę się ich głównie w sprawie jazzu, bo europejski rock to nie jest ich
                                  mocna strona.

                                  > Co do "Don't Stand So Close To Me '86" to jest to dla mnie dramat. Zadnego pomy
                                  > slu na
                                  > nowa wersje, piosenka zupelnie niepotrzebna. Niszczenie legendy, rzeklbym gorno
                                  > lotnie.
                                  > Nieprzypadkowo chyba po tym utworze Sting definitywnie przestal myslec o kolejn
                                  > ych
                                  > nagraniach pod szyldem The Police.

                                  Nie tyle wynik tej sesji miał wpływ na Stinga, co atmosfera podczas nagrań. W
                                  tej schyłkowej fazie działalności policjantów bardzo silny już był konflikt
                                  między Stingiem i Stewartem Copelandem. W dodatku Copeland tuż przed sesją
                                  doznał dość poważnego urazu kręgosłupa, dlatego nie mógł szaleć za bębnami i
                                  zastąpił go automat. Mimo tego, że Stewart był pod wpływem mocnych środków
                                  przeciwbólowych dał jakoś radę obrazić Stinga (podobno niechcący) i panowie
                                  skoczyli sobie do gardeł już pierwszego dnia pracy nad "Don't Stand So Close to
                                  Me '86". Skończyło się na tym, że każdy nagrywał swoje partie wtedy gdy
                                  pozostałych nie było w studiu, a całość do kupy pozbierał producent. I to cała
                                  historia, którą też można przeczytać w książce do "Message in a Box".

                                  Ale ja mimo wszystko lubię tą wersję, chociaż trochę bym ją skrócił. Mimo, że
                                  popowa, to jest jakaś taka smutniejsza i w ogóle... :)

                                  A zespół teoretycznie nigdy się nie rozwiązał. Rozstali się na jakiś żeby
                                  odpocząć i tak im zostało do dzisiaj :) Inna sprawa to to, że Sting juz wtedy w
                                  1986 nie potrzebował Copelanda i Summersa.
                                  • cze67 Re: The Police 12.07.04, 16:30
                                    pagaj_75 napisał:
                                    Jednak czasami chcę poznać coś nowego, a o czym nikt
                                    > nie napisał jeszcze w tym wątku ;), i wtedy AMG zostaje jedyną deską ratunku.

                                    W tej chwili ta deska staje sie, mam nadzieje, niniejszy watek...
    • kwiat_paproci Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 10.07.04, 21:46
      Dziękuję wam za ten wątek
      Tak już mam czasami, że chcę się zabrać za jakiś wielki zespół, zaczynam od
      najsłabszej płyty, potem nie mogę się nadziwić "co ci ludzie w nich widzą ?" i
      zrażam się na długi czas. Wasze rady to będzie dla mnie cenna wskazówka.
    • miecio4 Tindersticks 10.07.04, 22:15
      Z okazji reedycji (wraz z bonusami) pięciu pierwszych płyt zespołu zespołu,
      przybliżymy dzisiaj państwu dorobek Tindersticks. Muzyka trakowana jako
      rozwolniony (ale sa i ostrzejsze momenty:) Nick Cave z większa ilościa
      fortepianu i smyków oraz niezwykle oryginalny, knajpiany wprost głos wokalisty.
      Słowem: coś dla wrażliwych muzycznie.
      Absolutnie:
      "Tindersticks" (1993)
      "Tindersticks" (1995)
      Te dwie beztytułowe płyty zapisały się już w klasyce muzyki. Jeśli ktoś chce
      posmakować to polecam "Tiny Tears" z tej drugiej. Jeśli zasmakuje to gwarantuje
      iż następne dania nie są gorsze.
      Warto:
      "Curtains"
      "Waiting for the Moon"
      No szkoda naszego zespołu. Romans z folkiem nie wyszedł na dobre, chociaż czuć
      jeszcze czasami klimat lub próbę do niego powrotu w przypadku tej drugiej płyty.
      Niekoniecznie:
      "Simple Pleasure"
      "Can Our Love..."
      Eeeech szkoda gadać.
      Płyty z muzyką do filmów pominięte celowo.
      Dobranoc państwu.
      • jack9 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:35
        och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks
        myślałem juz od jakiegoś czasu by o nich napisać i jak widac zbyt długo...
        w moich zestawieniach płyta "Curtains" jest na równi z dwoma pierwszymi
        albumami...
        ...ale i tak są najlepsi na koncertach...
        • miecio4 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:41
          jack9 napisał:

          > och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks



          Tindersticks jest mój:D Ty weź sobie Walkabouts.
          • jack9 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:51
            miecio4 napisał:

            > jack9 napisał:
            >
            > > och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks
            >
            >
            >
            > Tindersticks jest mój:D Ty weź sobie Walkabouts.


            Walkabouts nie wezmę nawet za darmo ...
            Jakby Tindersticks był "taki Twój" to byś przyjechał do Wawy jak był koncert...
        • jack9 Bel Canto 10.07.04, 22:46
          Bel Canto - by znowu ktuś mnie nie ubiegł

          Koniecznie
          "Shimmering, Warm and Bright" - pełna świetnych, melodyjnych ...co z tego że
          popowych kawałkow

          Warto także
          "White Out Conditions"
          "Birds of Passage"
          Obie są powolnym rozkręcaniem sie zespołu - surowsze i poważniejsze
          niz "Shimmering..." ale także z wieloma, ujmującymi melodyjnymi kawałkami ..i
          głos Anneli Drecker...ech...

          Można
          "Magic Box" - płyta z ambicjami - orientalne, arabsko- hinduskie
          wstawki...miało być nieco poważniej -wyszło tak sobie

          Można jak ktoś uparty
          "Dorothy's Victory"
          płyta chyba badziej do tańczenia niż słuchania
          • cze67 Re: Bel Canto 10.07.04, 22:50
            jack9 napisał:

            > Bel Canto - by znowu ktuś mnie nie ubiegł
            >
            > Koniecznie
            > "Shimmering, Warm and Bright" - pełna świetnych, melodyjnych ...co z tego że
            > popowych kawałkow

            Jedyna płyta tego zespołu jaką znam. Rzeczywiście cudowna. Z uwagi jednak na
            okoliczności (czas) w jakich jej słuchałem zawsze mi się będzie smutno
            kojarzyć.
            • miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 22:58
              cze67 napisał:

              > Jedyna płyta tego zespołu jaką znam.



              Ja przepraszam bardzo kolego Cze67 że się cze67piam ale znając kolegi
              zaległości muzyczne (to normalne, też mam ogromne) polecam z całego serca
              Tindersticks a szczególne drugą płytę, gdyż znając kolegi gusta może to być to.
              • cze67 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:01
                miecio4 napisał:

                > Ja przepraszam bardzo kolego Cze67 że się cze67piam ale znając kolegi
                > zaległości muzyczne (to normalne, też mam ogromne) polecam z całego serca
                > Tindersticks a szczególne drugą płytę, gdyż znając kolegi gusta może to być
                to.

                Bardzo dziękuję Szanownemu Koledze. Rozważę Kolegi sugestie.
          • pagaj_75 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:02
            Szanowny kolega pominął płytę "Images" (znaną także tu i ówdzie jako "Rush").
            Dla mnie ona jest gdzieś tak pomiędzy "warto" a "można".
            • jack9 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:06
              pagaj_75 napisał:

              > Szanowny kolega pominął płytę "Images" (znaną także tu i ówdzie jako "Rush").
              > Dla mnie ona jest gdzieś tak pomiędzy "warto" a "można".
              >

              Istotnie - dziękuje szanownemu koledze za przypomnienie -o Images zapomniałem
              mam ją jedynie na kasecie i stawim ją niżej niż Magic Box
              • martolka Re: Bel Canto 10.07.04, 23:26
                Ależ wy się wszyscy szanujecie! Wspaniale!

                Zupełnie nie wiem, co to jest Bel Canto (oprócz tego, że 'piękne śpiewanie' :-
                )), ale jak Jack lubi to posłucham.
                • miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:37
                  martolka napisała:


                  > Zupełnie nie wiem, co to jest Bel Canto


                  Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering,
                  Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka
                  znalazła czas na ta płytę.
                  • pagaj_75 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:46
                    miecio4 napisał:

                    > Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering,
                    > Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka
                    > znalazła czas na ta płytę.

                    Sympatyczny Kolego Mieciu. W słowach Twych kryje się drobna przesada.
                    "Shimmering..." nie jest, moim zdaniem, płytą aż tak wybitną jak "Treasure",
                    niemniej zgadzam się, że warto bardzo ją poznać.
                    • miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:53
                      pagaj_75 napisał:


                      > Sympatyczny Kolego Mieciu. W słowach Twych kryje się drobna przesada.



                      Przesympatyczny kolego Pagaju_75. Moje stwierdzenie było czysto subiektywne i w
                      takich kategoriach należy je odbierac. Jednak szanuję zdanie kolegi w tej
                      kwestii. Mam nadzieję że równie subiektywne.
                  • martolka Re: Bel Canto 11.07.04, 00:54
                    miecio4 napisał:
                    > Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering,
                    > Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka
                    > znalazła czas na ta płytę.

                    jakoś tego, ten, nie wpadła mi nigdy w ręce...
                    czuję się pouczona i przywołana do porządku,
                    idę poszukać mp3 na sieci.
    • kwiat_paproci Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 11.07.04, 23:01
      A czy ktoś byłby w stanie podsumować Supergrass, bo mnie ostatnio korci, żeby
      coś sobie zafundować z tej "fabryki", ale nie bardzo wiem co ???
      • polleke Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 12.07.04, 08:43
        Przyłączam się do prośby. Posłuchałam sobie "Supergrass is 10" i mam nadzieję,
        że nie jest to zespół tylko singlowy, że warto posłuchać którejś z płyt w
        całości.


        kwiat_paproci napisała:

        > A czy ktoś byłby w stanie podsumować Supergrass, bo mnie ostatnio korci, żeby
        > coś sobie zafundować z tej "fabryki", ale nie bardzo wiem co ???
      • polleke Re: Echo & the Bunnymen 12.07.04, 08:46
        Uprzejmie proszę Szanowne Koleżeństwo o krótkie omówienie twórczości tego
        zespołu.
        • luukasz4 Dire Straits 12.07.04, 11:44
          Trzeba

          Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny
          klimat i swietne piosenki
          Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego

          Warto

          Communique - naturalne rozwiniecie debiutu
          Alchemy - Jak mozna zmienic i urozmaicic znane doskonale piosenki na zywo
          Brothers in arms - plyta najbardziej komercyjna i znana chyba powszechnie, choc
          niestety nierowna, przede wszystkim stylistycznie. Ale tu tez sa piekne
          utwory, przede wszystkim ballady

          Mozna

          On every street - jak dla mnie plyta za bardzo country'owa, klimat i piosenki
          juz nie te. Ale zla plyta to nie jest
          On the night- kolejna koncertowka, Alchemy lepsze

          Niekoniecznie

          Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obecne
          na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie bardzo
          pasuje do Dire Straits
          • pagaj_75 Re: Dire Straits 12.07.04, 12:17
            Szanując zdanie przedmówcy nie mogę sobie odmówić swojego i jak najbardziej
            subiektywnego komentarza na temat poszczególnych płyt Dire Straits. Pewnie dla
            osób postronnych zestawienie łuukasza będzie jak najbardziej wskazane i
            polecane, ale...

            luukasz4 napisał:

            > Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny
            > klimat i swietne piosenki

            Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten album to zasnąłem z nudów. Serio. Poza znanymi
            mi wcześniej "Sultans of Swing" nie słyszałem tam nic ciekawego. Po latach
            przekonałem się odrobinę do pozostałych utworów, ale nadal nie do końca rozumiem
            "co ludzie w tym słyszą". Uważam, że "Communique" jest ciut lepszy.

            > Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego

            To byłby mój ulubiony album DS, gdyby nie było na nim obrzydliwego maksymalnie
            "Industrial Disease". Utwór ostatni, "It Never Rains" też odstaje odrobinę
            poziomem od reszty.

            > Communique - naturalne rozwiniecie debiutu

            Tak jak wspomniałem: ulepszona wersja debiutu.

            > Alchemy - Jak mozna zmienic i urozmaicic znane doskonale piosenki na zywo

            tu się zgadzam w 100%. może nawet wrzuciłbym ten album do "trzeba". jeden z
            lepszych albumów koncertowych jakie słyszałem.

            > Brothers in arms - plyta najbardziej komercyjna i znana chyba powszechnie, choc
            > niestety nierowna, przede wszystkim stylistycznie. Ale tu tez sa piekne
            > utwory, przede wszystkim ballady

            znów pełna zgoda. album ździebko przereklamowany, ale są bardzo ładne momenty.

            > On every street - jak dla mnie plyta za bardzo country'owa, klimat i piosenki
            > juz nie te. Ale zla plyta to nie jest

            Ja mam tak, że czystego country nie cierpię, ale tutaj mi ono nie przeszkadza.
            Moim zdaniem, ta płyta nie odbiega zbytnio poziomem od "Brothers in Arms"

            > On the night- kolejna koncertowka, Alchemy lepsze

            znów zgoda

            > Niekoniecznie
            >
            > Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obecne
            > na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie bardzo
            > pasuje do Dire Straits

            I tutaj wielkie BUUUUU ;) bo to jest moja ulubiona płyta Knopflera i spółki.
            Właśnie taki "rokendrol" lubię najbardziej w wykonaniu tych panów, bo późniejsze
            przymiarki w rodzaju "Twisting by the Pool" czy "Walk of Life" budzą u mnie
            tylko uśmiech politowania. Lubię ten album, bo jest najrówniejszy z wszystkich.
            Może nie ma tu jakichś arcywybitnych utworów, ale i nie też mega-żenad w rodzaju
            wspomnianych "Industrial Disease" i "Walk of Life".
            • luukasz4 Re: Dire Straits 12.07.04, 13:47
              > > Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny
              > > klimat i swietne piosenki

              > Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten album to zasnąłem z nudów. Serio. Poza
              znanym
              > i
              > mi wcześniej "Sultans of Swing" nie słyszałem tam nic ciekawego. Po latach
              > przekonałem się odrobinę do pozostałych utworów, ale nadal nie do końca
              rozumie
              > m
              > "co ludzie w tym słyszą". Uważam, że "Communique" jest ciut lepszy.

              hmm, widac rozne sa gusty. Spotkalem sie ju wczesniej z opiniami ze album ten
              jest nudny i mozna przy nim zasnac. Ja nie zasnalem

              > Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego
              >
              > To byłby mój ulubiony album DS, gdyby nie było na nim obrzydliwego maksymalnie
              > "Industrial Disease". Utwór ostatni, "It Never Rains" też odstaje odrobinę
              > poziomem od reszty.


              Ja lubie industrial disease, choc oczywiscie rozni sie o d telegraph road i
              private investigation i daleko mu do nich.


              > > Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obec
              > ne
              > > na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie ba
              > rdzo
              > > pasuje do Dire Straits
              >
              > I tutaj wielkie BUUUUU ;) bo to jest moja ulubiona płyta Knopflera i spółki.
              > Właśnie taki "rokendrol" lubię najbardziej w wykonaniu tych panów, bo
              późniejsz
              > e
              > przymiarki w rodzaju "Twisting by the Pool" czy "Walk of Life" budzą u mnie
              > tylko uśmiech politowania. Lubię ten album, bo jest najrówniejszy z
              wszystkich.
              > Może nie ma tu jakichś arcywybitnych utworów, ale i nie też mega-żenad w
              rodzaj
              > u
              > wspomnianych "Industrial Disease" i "Walk of Life".


              A ja mimo wszystko podtrzymuje opinie. Moim zdaniem to ich najslabszy album ( z
              wyjatkiem oczywiscie dwoch wspomnianych piosenek). Moze te utwory nie sa slabe,
              ale...nie pasuja mi.
              • cze67 Re: Dire Straits 12.07.04, 20:11
                Ja mam tak:

                Absolutnie:
                Love Over Gold (skończone arcydzieło)

                Warto:
                Communique, Makin Movies, Dire Straits
                (Powyższe trzy lubię niemal jednakowo, znakomite, równe płyty)

                Brothers In Arms
                Zgrane onego czasu przez radio na śmierć: utwór tytułowy, Why Worry i Money For
                Nothing sprawiają, że nie chce mi się wracać do tej, relatywnie dobrej (ale w
                żadnym wypadku nie najlepszej), płyty.

                Niekoniecznie:
                On Every Street (brrr, country w dawce dla mnie kompletnie niestrwanej)
          • ihopeyouwilllikeme Re: Dire Straits 12.07.04, 12:47
            Dzięki Luukasz !!! Kiedy solowy Knopfler ?
            • luukasz4 Re: Dire Straits 12.07.04, 13:28
              Hmm, z solowym Knopflerem bedzie gorzej.Dire Straits sluchalem intensywnie
              majac lat 12- 16, i wszystkie plyty znam na pamiec. Pozniej naturalnie troche
              mi przeszlo, poznawalo sie nowe kapele itp. Z solowego Knopflera znam muzyke z
              filmow (Local hero, The Cal, Princess Bride)oraz dwie "pierwsze" plyty solowe
              (Golden Heart i Sailing to philadelphia)
              Jesli chodzi o muzyke filmowa to odbiega ona od straitsow, powiedzialbym ze
              milo sie tego slucha w tle, ale nie zachwyca. The cal ma dosc mroczny klimat
              8nie znam filmu, wiec nie wiem czy wynika to z jego tresci).natomiast solowe
              plyty mnie nie przekonuja. To znaczy jest tam pare chwytliwych rzeczy, ale
              calosc nuzy, kawalki zbyt do siebie podobne. Mark poszedl w strone tego , co
              zaczal na On every street - czyli znowu to jego ulubione oatatnimi laty country.
              Ale paradoksalnie poloecam plyte Missing ..presumed having a good time zespolu
              The Notting Hillbillies, ktora Mark zalozyl pod koniec lat 80. to juz country -
              blues - folk na calego, prawie same standardy tej muzyki. Pomimo tego ze nie
              przepadam za tego typu polaczeniem, ta plyte bardzo lubie. To jest takie
              country dla ludzi ktorzy country nie lubia :-)
              • ihopeyouwilllikeme Re: Dire Straits 12.07.04, 21:41
                Ja jestem fanem country, a solowego Knopflera również ogromnie lubię.
    • ilhan Blondie 12.07.04, 12:37
      Absolutnie
      - Parallel Lines - dwanaście utworów, którym nie można nic zarzucić - zespół u szczytu songwriterskiej formy nagrywa album, który ostatecznie wyprowadza go z muzycznego podziemia na szczyty list przebojów ("Heart Of Glass"); idealne wypośrodkowanie między punkrockową energią, a popową piosenkowością przynależną latom sześćdziesiątym.

      Bardzo warto
      - Eat To The Beat - mniej klasyczna od "Parallel" tylko ze względu na to, że jako następca powtarza się trochę; kompozycje równie dobre, a nawet zawiera najlepszy wg mnie numer Blondie, czyli "Dreaming".

      Można
      - Blondie - zwala z nóg na samym początku ("X-Offender"), ażeby potem miejscami pousypiać, a miejscami znów porwać ("Rip Her To Shreds"!); interesujący debiut.
      - Plastic Letters - postęp w brzmieniu w stosunku do debiutu, ale kompozycje jeszcze nie te; jest tu pierwszy duży hit Blondie (cover "Denis") i kilka innych, równie świetnych piosenek, które jednak trzeba dość uważnie wyławiać z "tylko" dobrej całości.

      Jeszcze nie jestem pewien, ale chyba niekoniecznie
      - Autoamerican

      Nie chcę wiedzieć
      - The Hunter
      - No Exit
      - The Curse Of Blondie
    • pagaj_75 Pat Metheny Group 12.07.04, 13:59
      Nie znam wszystkich solowych płyt Pata, ani tych wszystkich kolaboracji z
      Hadenem, Pastoriusem i innymi - jeśli ktoś zna i ma chęć, to chętnie się dowiem.
      Tutaj skupiam się li i jedynie na studyjnych płytach Pat Metheny Group (wbrew
      swojej nazwie w PMG liczy się nie tylko Pat), czyli to z czego ten pan jest
      najbardziej znany:

      Absolutnie

      "Pat Metheny Group" - rewelacyjny debiut, choć brzmieniowo to jeszcze nie jest
      ten PMG jaki wszyscy znają i kojarzą, bardziej jazz-rockowy.

      "First Circle" - tu właśnie narodził się TEN PMG. zaczyna się wprawdzie niezbyt
      obiecująco, ale począwszy od utworu tytułowego (który uważam za najlepszy
      kawałek Metheny'ego w ogóle) do końca jest już pięknie. początek romansu Pata z
      muzyką brazylijską.

      "Still Life (Talking)" - brazylijskiego romansu ciąg dalszy, może nawet lepszy
      od "First Circle".

      "Imaginary Day" - w pewnym sensie concept album, wciągająca opowieść pełna
      kontrastujących nastrojów i stylistyk. a utwór "The Roots of Coincidence" uważam
      za jeden z najlepszych przykładów na to, że wszelkie podziały na rock, jazz,
      elektronikę, muzykę klasyczną, itp. są jedną wielką bzdurą.

      Warto

      "Offramp" - faza przejściowa między wczesnym, jazz-rockowym PMG do tego z "First
      Circle". ciekawe, ale bez przesady

      "Letter from Home" - rozwinięcie "Still Life", ale trochę za długie i momentami
      przynudzające.

      "We Live Here" - PMG grający acid jazz? czemu nie? chociaż z tym acidem to może
      przesada, ale nastąpiło tu uproszczenie rytmu. więcej automatu niż Paula
      Wertico. bardzo przyjemna płyta na lato.

      "Speaking of Now" - ostatnia (na razie) płyta PMG. Cóż, poniżej pewnego poziomu
      nie schodzą, ale nie jest już tak cudnie jak na "Imaginary Day"

      Można

      "American Garage" - najbardziej jazz-rockowa ze wszystkich płyt, z naciskiem na
      rock, ale nie przekonuje mnie. można posłuchać, ale w ostatniej kolejności.

      "Quartet" - z wielkim bólem serca umieszczam tutaj tą płytę, bo bardzo ją lubię,
      ale wiem, że dla większości ludzi może być niestrawna. tutaj mamy PMG na pół
      akustyczny, utwory często improwizowane na poczekaniu (takie przynajmniej
      sprawiają wrażenie). płyta ma swój klimat, ale to na pewno najtrudniejszy album
      PMG w odbiorze
      • gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:39
        Nie słyszałem wszystkich płyt Methenego, jednak z tych co słyszałem ułożył bym
        nieco inną kolejność.

        Absolutnie:

        "STILL LIFE (TALKING)" - wspaniała płyta, piękne kompozycje po prostu trzeba.

        "SPEAKING OF NOW" - uważam tę płytę również za bardzo dobrą, nieco nie w stylu
        Methenego, jednak bardziej rozbudowana instrumentalnie co mi bardzo odpowiada.

        "THE ROAD TO YOU" - również cudowna rzecz, stylowo przypominająca STILL LIFE
        (TALKING).

        "SECRET STORY" - następna nietuzinkowa płyta

        Warto:

        "PAT METHENY GROUP" - faktycznie takie jazz-rockowe granie, ale o ciekawej
        stylistyce, no i Panie pagaj_75 to nie był debiut..:))))

        "IMAGINARY DAY" - bardzo przebojowa płyta, dośc łatwa w odbiorze nawet nie dla
        fanów jazzu, piękne kompozycje, warto od przesłuchania tej płyty poznawać
        Methenego

        "BRIGHT SIZE LIFE" - o ile wiem to to jest debiut chłopaków, dobra oryginalna
        płyta ze względu na sposób grania muzyków.

        "LETTER FROM HOME" - płyta utrzymana w klimacie "Still life" (Talking).

        "WE LIVE HERE"

        Powinno się:

        "WATERCOLORS" - druga płyta z kolekcji zespołu

        "AMERICAN GARAGE" - chyba ostatnia z płyt nasycona kliamtem wczesnego grania,
        tzn. jeszcze z lat 70.

        Można:

        "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za
        słodka..:)))

        "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu


        i to tyle..:))

        pozdr







        • pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:53
          gregkor napisał:

          > "PAT METHENY GROUP" - faktycznie takie jazz-rockowe granie, ale o ciekawej
          > stylistyce, no i Panie pagaj_75 to nie był debiut..:))))

          Tak jak napisałem na początku mojego postu: brałem pod uwagę te płyty, na
          których widnieje nazwa Pat Metheny Group. I to był debiut tych facetów pod tą
          nazwą :) Dla mnie PMG to nie tylko Pat, ale także choćby Lyle Mays, a ten na
          "Bright Size Life" nie grał, o ile się nie mylę. Pojawił się dopiero na
          "Watercolors", które też jeszcze było (przynajmniej teoretycznie) solową płytą
          Pata. Dlatego też odpadła z mojego zestawienia bardzo piękna płyta "Secret
          Story", bo jest solowym dokonaniem Metheny'ego.
        • pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:57
          gregkor napisał:

          > "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za
          > słodka..:)))
          >
          > "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu

          acha, i tego jeszcze nie rozumiem :) wyjaśnij pan, panie gregkor :)
          • gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:08
            pagaj_75 napisał:

            > gregkor napisał:
            >
            > > "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za
            > > słodka..:)))
            > >
            > > "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu
            >
            > acha, i tego jeszcze nie rozumiem :) wyjaśnij pan, panie gregkor :)
            >

            no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co się
            wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego
            zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z tym
            debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...:))))

            pozdr
            • pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:12
              gregkor napisał:

              > no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co się
              > wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego
              > zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z tym
              > debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...:))))

              Ależ ja nic innego nie twierdziłem :) Na "Watercolors" tak, ale na wcześniejszym
              "Bright Size Life" jeszcze nie :)

              szacunek i pozdro :)
              • gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:21
                pagaj_75 napisał:

                > gregkor napisał:
                >
                > > no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co
                > się
                > > wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego
                > > zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z
                > tym
                > > debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...:
                > ))))
                >
                > Ależ ja nic innego nie twierdziłem :) Na "Watercolors" tak, ale na
                wcześniejszy
                > m
                > "Bright Size Life" jeszcze nie :)
                >
                > szacunek i pozdro :)
                >
                No więc jeżeli na "Watercolors" grał Lyle Mays to można powiedzieć, że to był
                pół Pat Metheny Group...:)))))...nieprawdaż....

                również szacunek...
                • pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:31
                  gregkor napisał:


                  > No więc jeżeli na "Watercolors" grał Lyle Mays to można powiedzieć, że to był
                  > pół Pat Metheny Group...:)))))...nieprawdaż....

                  prawdaż. :) połowa PMG, za to zdecydowanie ta ważniejsza połowa. :)
                  • cze67 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 20:15
                    Lubię wszystkie (te, które słyszałem, czyli kilkanaście) płyty Pata. "Still
                    Life Talking" jest jednak ewidentnie na miejscu pierwszym. Zwracam też uwagę na
                    wspomniene już, niezwykle atmosferyczne, muzycznie wspaniale nawiązujące do
                    tytułu "Watercolours".
                    Te najnowsze, mimo że cenione przeze mnie, nie mają jednak takiej świeżości,
                    czegoś niezwykłego, czegoś co miały wcześniejsze płyty. Jakby
                    nieco "spopowiały"...
                    • gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 20:29
                      Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o
                      spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę...

                      pozdr
                      • cze67 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 22:40
                        gregkor napisał:

                        > Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o
                        > spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę...

                        Jeżeli mówię o "spopowieniu" Pata to mam na myśli PRZEDE WSZYSTKIM "Speaking Of
                        Now", drogi gregkorze.
                        Piękna płyta, swoją drogą.
                        • gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 23:38
                          cze67 napisał:

                          > gregkor napisał:
                          >
                          > > Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o
                          > > spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę..
                          > .
                          >
                          > Jeżeli mówię o "spopowieniu" Pata to mam na myśli PRZEDE WSZYSTKIM "Speaking
                          Of
                          >
                          > Now", drogi gregkorze.
                          > Piękna płyta, swoją drogą.

                          Wybacz drogi cze67, ale nadal się nie mogę zgodzić apropos spopowienia....ale
                          potwierdzam, że to piekna płyta...
    • miecio4 Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 14:58
      Absolutnie:
      "Black Love" - dzieło wybitne.
      "1965" -ostatnia płyta zespołu.
      "Twilight as Played By the Twilight Singers" -zdecydowanie najpiękniejsza płyta
      z tych czterech.
      "Blackberry Belle" (Twilight Singers) -nie poddawajcie się po pierwszych
      przesłuchaniach
      Warto:
      "Congregation"
      "Gentlemen"
      Niekoniecznie:
      "Big Top Halloween"
      "Up in It"
      • cze67 Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 18:48
        Dziękuję Ci mieciu za ten zespół. JUż od dawna przymierzam się do
        jego "konsumpcji" ale jakoś nie wiedziałem od czego zacząć.
        • kwiat_paproci Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 20:35
          Ja również dziękuję. Zaczęłam od 1965, a potem przerwałam słuchanie, bo
          pomyślałam, że już nic równie dobrego pewnie nie nagrali (ale ze mnie głupek!!)
      • pszemcio1 Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 05.09.05, 10:10
        ja mam inczej trochę:

        absolutnie:
        Blacko Love (chyba najbardziej zaangażowany emocjonalnie i najlepszy
        kompozycyjnie z albumów Afhan)
        Gentlemen (teksty właściwie tylko o relacjach damsko-męskich, znowu ogromne
        emocje i swego rodzaju perwersja Dulliego. sam nie wiem czy to Gentlemen czy
        black love jest najlepszy)
        twilight (eklektyczne cudao. sam już nie wiem czy to nowoczesny blues, jakas
        odmiana elektroniki czy rock. delikatne i poruszające. do słuchania nocą)

        warto
        blackberry belle - nie ma co sie łudzic nazwą. ten album ma wiecej wspólnego z
        afghan niż z debiutem twilight. na początek polecam płyty powyżej, ale jak juz
        sie zakochacie w Dullim to ten album będzie dla was czymś wyjatkowym

        she loves you - płyta z coverami. przeróbki standardów jazzowych, bluesowych,
        rockowych, ale też...bjork. a wszystkie brzmią tak jakby napisał je Greg

        Up in it - niech was nie zmyli surowośc tych wczesnych nagrań. Garażowe
        brzmienie i punkowe tempo to tylko przykrywka. pod spodem są przede wszystkim
        emocje, emocje, emocje...

        1965 - brzmienie bardziej syntetyczne (zbliżone do debiutu twilight ) +
        instrumenty dęte. a nad wszystkim unosi sie klimat nowego orleanu

        niekoniecznie:

        Congregation - jak dla mnie troche spieprzone brzmienie. zbyt czyste, przejrzyste.
        • ilhan The Triffids 05.09.05, 10:40
          1. TRZEBA

          Born Sandy Devotional (1986) - Obiecywałem recenzję, ale o tej płycie nie umiem jak należy w 1500 znaków, a 15000 nie mam czasu i zdrowia pisać. W każdym razie, szczytowe osiągnięcie każdego z sześciu muzyków, wraz z właśnie włączonym do składu Grahamem Lee na gitarze stalowej. Wznoszący się na wyżyny poetyckości, śpiewający potężnym, ale pełnym emocji głosem McComb i jego emocjonalne katharsis. W tle przedmieścia i przerażające pustkowia otaczające jedno z najdziwniejszych wielkich miast świata, Perth. Niech mi tylko ktoś powie, że to "ładna płytka tak na 6/10", to...

          2. WARTO

          Calenture (1987) - Pierwszy z albumów Triffids, który u mnie "zaskoczył", dzięki zaśpiewanej z właściwą może Cave'owi pasją, mrocznej szancie (??) "Jerdacuttup Man". Piekielnie mocna songwritersko, ale nie tak spójna jak "Born Sandy..." i niestety przeprodukowana płyta, przez co chociażby ten piękny opener "Bury Me Deep In Love" brzmi dziś dokładnie jak z utwór z tamtej epoki.

          Treeless Plain (1983) - Debiut zaskakująco dojrzały. Świetna mieszanka post-punkowej szorstkości z akcentami folkowymi (skrzypce). "Hell Of A Summer" już sporo forumowiczów poznało, a prawie tak samo dobre są miniaturkowa opowiastka "Madeline" czy dramatycznie zaaranżowane "Red Pony" i "Branded". Warto warto.

          In The Pines (1986) - Wydana zaledwie kilka miesięcy po "Born Sandy Devotional" - coś w rodzaju odreagowania po tamtym albumie. Nagrana minimalnym kosztem w prymitywnych warunkach folkowa płyta stanowi raczej zbiór luźnych impresji czy szkiców utworów. Szkoda, że w większości nigdy nie dokończonych, bo szkiców pięknych.

          Field Of Glass EP (1985) - Zarejestrowana niemal na żywo w studiu BBC płyta to tylko trzy tracki, ale ten tytułowy trwa dziewięć minut i jest jednym z najbardziej wstrząsających epickich utworów dekady.

          3. MOŻNA

          The Black Swan (1989) - Stephen Street, który produkował ten album, w momencie jego wydania stwierdził ponoć, że jest lepszy niż jakakolwiek płyta The Smiths, którą produkował. Akurat racji nie miał, bo album jest już zupełnie przeprodukowany i zbyt "miękki". Oczywiście nadal kompozycje z reguły wielce udane, ale i wpadki (efekt fascynacji McComba hiphopem "The Spinning Top Song" może i brzmiał wtedy jak muzyka przyszłości, ale dziś jest nieco zawstydzający).
          • ilhan Re: The Triffids 09.11.05, 23:16
            > 3. MOŻNA
            >
            > The Black Swan (1989) - Stephen Street, który produkował ten album, w
            > momencie jego wydania stwierdził ponoć, że jest lepszy niż jakakolwiek płyta > The Smiths, którą produkował. Akurat racji nie miał, bo album jest już
            > zupełnie przeprodukowany i zbyt "miękki". Oczywiście nadal kompozycje z
            > reguły wielce udane, ale i wpadki (efekt fascynacji McComba hiphopem "The
            > Spinning Top Song" może i brzmiał wtedy jak muzyka przyszłości, ale dziś jest > nieco zawstydzający).

            Zwyczajnie ocipiałem pisząc tego posta. Przepraszam - są tam bzdury wierutne. Przynajmniej w kontekście całego albumu.
    • pagaj_75 Ultravox 12.07.04, 20:54
      Jeśli ktoś jest zainteresowany tym zapomnianym lekko zespołem, to tak:

      1) Trzeba

      "Systems of Romance" (1978) - trzecia i ostatnia płyta zespołu w oryginalnym
      składzie z Johnem Foxxem na wokalu. tutaj już słychać to brzmienie Ultravoxu,
      które potem stało się tak znane.

      "Vienna" (1980) - pierwsza płyta nagrana w najsłynniejszym składzie (czyli Midge
      Ure rządzi). najsłynniejsza, bo dzięki niej grupa zdobyła listy przebojów
      (przepiękna kompozycja tytułowa), no i rozpoczęła (razem z ciut wcześniejszą
      płytą grupy Visage, w której powstanie zamieszani byli i Ure i klawiszowiec
      Billy Currie) modę na tzw. new romantic.

      "Rage in Eden" (1981) - chyba najlepsza płyta zespołu, chociaż trudniejsza w
      odbiorze od pozostałych.

      2) Warto

      "Ultravox!" (1977), "Ha! Ha! Ha!" - pierwsze płyty z Foxxem, czyli swoisty
      elektroniczny punk. nawet daje się słuchać :)

      "Quartet" (1982) - początek "popowienia" i "utaneczniania" grupy. mimo to, wciąż
      bardzo ładne piosenki.

      "Lament" (1984) - ciąg dalszy trendu zapoczątkowanego na "Quartet", tyle że
      piosenki jeszcze ładniejsze :)

      3) Niewarto

      "U-Vox" (1987) - pożegnalna płyta składu z Midgem. niestety, poza z irlandzka
      brzmiącym "All Fall Down" i kilkoma przebłyskami w innych piosenkach, nie warto
      sobie tym albumem zawracać głowy. "All Fall Down" znajdziemy na praktycznie
      każdej składance Ultravoxu/Ure'a.

      4) Wolę nie wiedzieć (ciekawa kategoria wprowadzone przez Ilhana :))

      "Revelation" (1993), "Ingenuity" (1995) - płyty nagrane po odejściu Midge'a i
      Warrena Canna (z oryginalnego składu ostał się jedynie Billy Currie). wszyscy,
      którzy je słyszeli są zgodni: tragedia i niszczenie legendy.
      • ilhan Re: Ultravox 12.07.04, 21:55
        pagaj_75 napisał:

        > "Lament" (1984) - ciąg dalszy trendu zapoczątkowanego na "Quartet", tyle że
        > piosenki jeszcze ładniejsze :)

        Utwór tytułowy z tej płyty niegdyś zwalił mnie z nóg. Czas powrócić.

        > "U-Vox" (1987) - pożegnalna płyta składu z Midgem. niestety, poza z irlandzka
        > brzmiącym "All Fall Down" i kilkoma przebłyskami w innych piosenkach

        Czy zaliczasz do nich przepiękny, poruszający "All In One Day"?
        • pagaj_75 Re: Ultravox 12.07.04, 21:59
          ilhan napisał:

          > Czy zaliczasz do nich przepiękny, poruszający "All In One Day"?

          Tak. "All in One Day", może jeszcze "Same Old Story" i "Sweet Surrender" coś w
          sobie mają. Reszta niestety marna.
          • pagaj_75 Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:21
            No to jeszcze dorzucę Midża, bo żal mi trochę faceta. Z wiekiem robi się coraz
            lepszy, a płyty sprzedają się coraz gorzej. Tak więc, dla małej reklamy:

            1) Naprawdę warto

            "Breathe" (1996) - płyta na której najbardziej uwidoczniła się fascynacja tego
            pana folklorem irlandzkim. w dużej części akustyczna, trochę nietypowa w
            porównaniu z innymi albumami, ale z naprawdę bardzo ładnymi piosenkami
            (tytułowa, "Fields of Fire", "Guns and Arrows"). i jeszcze dodam: plus Robert
            Fripp gościnnie w kilku utworach. :)

            "Move Me" (2000) - ostatnia i moim zdaniem najlepsza jego solowa płyta.
            najbardziej rockowa ze wszystkich (np. instrumentalny "Monster"), ale i mająca
            pewne nawiązania do czasów Ultravox ("Somebody")

            2) można, czemu nie

            "The Gift" (1985) - pierwszy solowy album, Midge w całkiem niezłej formie, no i
            wielki przebój "If I was".

            3) można, ale niekoniecznie

            "Answers to Nothing" (1988) - płyta podobna trochę do "U-Vox", czyli są bardzo
            ładne momenty (tytułowy, "Dear God" czy duet z Kate Bush "Sister and Brother"),
            ale jako całość nie przekonuje

            Nie znam w całości płyty "Pure" z 1991 (w tej chwili poluję na nią na ebayu),
            ale z tego co słyszałem sam i co słyszeli inni to raczej kategoria 3)

            PS. Niestety, bardzo słabo znam solową dyskografię Johna Foxxa, więc się nie
            wypowiem.

            "
            • dziewczyna_mickiewicza Re: Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:24
              kurcze, dzieki pagaj:) jakies 3 lata temu chcialam sie zapoznac blizej z
              tworczoscia tego pana, ale.. wylecialo mi z glowy:) a teraz mam motyw, zeby to
              zrobic:)
            • ilhan Re: Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:38
              pagaj_75 napisał:

              > pewne nawiązania do czasów Ultravox ("Somebody")

              Znów się wtrącę, ale ponownie przypomniałeś mi piękny utwór :)
              • jack9 Fields Of The Nephilim /Nephilim 13.07.04, 09:32
                Pewnie Ci co mają znac już znają na pamięć płyty Nephilim a Ci co nie znali
                wcale poznać nie chcą ale...

                Płyty doskonałe
                - Nephilim - spotkałem sie porównanie tej płyty do "Closer" JD - ryzykowne
                porównanie ale coś w tym jest
                - Elizium - dla cierpliwych, bo ta płyta to właściwie jeden utwór - dla mnie
                płyta na której nie ma jednego niepotrzebnego dzwięku

                Warta poznania
                -Dawnrazor - gitarowa, porównywana do płyt Cult czy Mission... choc oczywiście
                wokal McCoya jest o wiele lepszy niż u w/w...;)

                Można spróbowac
                - Zoon - wydana pod nazwą Nafilim po odejściu McCoya od kolegów z zespołu
                ostra, agresywna ale równocześnie olewana przez miłośników harkotów

                Dla fanatyków
                -Fallen - wydana bez zgody zespołu i niedopracowana
                • pagaj_75 Re: Fields Of The Nephilim /Nephilim 13.07.04, 09:56
                  jack9 napisał:

                  > - Elizium - dla cierpliwych, bo ta płyta to właściwie jeden utwór - dla mnie
                  > płyta na której nie ma jednego niepotrzebnego dzwięku

                  Znam tylko tą płytę i faktycznie - dla cierpliwych. Mnie nigdy tak do końca nie
                  przekonała, choć podoba mi się początek i zakończenie :)
                  Pamiętam, że o wiele bardziej trafiła do mnie płyta zespołu Rubicon, czyli 4/5
                  oryginalnego FotN z nowym wokalistą. Ale to zupełnie inna muzyka była. Nie wiem
                  czy potem nagrali coś jeszcze, a i kaseta z tą muzyką zginęła mi dawno temu.
            • pagaj_75 Re: Suplement: Midge Ure 01.08.04, 12:55
              pagaj_75 napisał:

              > Nie znam w całości płyty "Pure" z 1991 (w tej chwili poluję na nią na ebayu),
              > ale z tego co słyszałem sam i co słyszeli inni to raczej kategoria 3)

              No to już mam tą płytę, przy okazji przesłuchałem pozostałe i trochę
              przemodeluję poprzednią klasyfikację

              1) Naprawdę warto:

              "Breathe"
              "Move Me"

              2) Można czemu nie (niekoniecznie w tej kolejności)

              "The Gift"
              "Answers to Nothing"
              "Pure"

              I już :)
    • martolka Allan Parsons Project 13.07.04, 10:29
      APP to dla mnie taki nierównawy zespół, tzn. mam na każdej płycie swoich
      ulubieńców, ale i utwory, które ignoruję.
      A poza tym zestarzał się.

      Ogólnie rzecz biorąc:

      Trzeba:

      Tales Of Mistery And Imagination (mam duży sentyment do tej płyty i dlatego)
      Eye In The Sky
      Ammonia Avenue
      Gaudi

      Dobrze by było:

      Eve
      Pyramid
      The Turn of a Friendly Card
      Vulture Culture

      OK:
      I Robot

      reszty nie znam :-)
      • pagaj_75 Re: Allan Parsons Project 13.07.04, 10:42
        martolka napisała:

        > APP to dla mnie taki nierównawy zespół, tzn. mam na każdej płycie swoich
        > ulubieńców, ale i utwory, które ignoruję.

        Z tym, że nierówny to zespół był, to się zgodzę. Sam bym tą listę inaczej
        ułożył. Nie wiem jak (ciężko coś, cholera), ale wybitnie mi coś tu nie pasuje :)

        > Tales Of Mistery And Imagination (mam duży sentyment do tej płyty i dlatego)

        I słusznie, bo to chyba najlepsza płyta. Jedyna naprawdę równa poziomem płyta APP.

        > Eye In The Sky

        Eeee... Ładne, ale zaraz "trzeba"?

        > Dobrze by było:

        > Pyramid

        Oj, bardzo dobrze by było, choćby ze względu na utwór "In the Lap of the Gods",
        który uważam za najlepszy kawałek APP.

        > The Turn of a Friendly Card
        > Vulture Culture

        Naprawdę uważasz, że te dwie płyty są na zbliżonym poziomie?

        > reszty nie znam :-)

        Jest jeszce "Stereotomy". Niezła całkiem. I jeszcze takie Niewiadomo-Co pt.
        "Freudiana". Do dzisiaj nie wiem czy to była płyta APP, czy Cholera-Wie-Czego.

        Ale i tak jesteś lepsza, bo udało Ci się coś ułożyć. Ja mam problem z tym zespołem.
        • martolka Re: Allan Parsons Project 13.07.04, 11:57
          > Z tym, że nierówny to zespół był, to się zgodzę. Sam bym tą listę inaczej
          > ułożył. Nie wiem jak (ciężko coś, cholera), ale wybitnie mi coś tu nie
          pasuje :)

          to wymęczona lista jest, też mi coś nie pasuje tak do końca :-)
          ciekawe, w czym rzecz?...

          Tales uwielbiam, to jedyna płyta o której w całości mogę to powiedzieć. Ten
          Vulture Culture tak trochę na siłę wciśnięty też przez sentyment (poza tym
          kojarzy mi się miło z bridżem :-), można go zrzucić na niższy poziom.
          Zastanawiałam się, czy Gaudi zasługuje na taki zaszczyt... no ale właśnie to
          ten problem z oceną. Może APP nadaje się tylko do kategoryzacji piosenkami.
          • luukasz4 Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 00:47
            Nie wiem jak to się stało że jeszcze nikt o nich nie napisał. czyżby wszyscy
            zakładali,że red hotów zna każdy?

            Trzeba

            Blood sugar sex magik - tu chyba nikt nie ma wątpliwości, najlepszy,
            najbardziej kolorowy, natchniony materiał grupy

            Californication- Też bardzo dobry, choć inny. Skręcenie w stronę popu (melodie)
            ale z klasą. I świetne piosenki

            Mothers milk - red hoci funkowo hard rockowi, połączenie wcześniejszej,
            funkowej drogi zespołu z mocniejszym graniem. I zapowiedź tego co wydarzy sie
            na następnej płycie

            Warto

            One hot minute - red hoci bardziej psychodeliczni, odejście od funku, utwory
            bardziej rozbudowane i odjechane

            Freakey styley - funkowa energia w czystszej postaci, niż na poźniejszych
            pLytach, i pare świetnych piosenek

            Niekoniecznie

            Red hot chili peppers i uplift mofo party plan - kształtowanie się stylu,
            jeszcze niedoskonałe. Akurat red hoci to zespół, który dojrzewał powoli

            By the way - tak, jednak tutaj. Dla ludzi znających zespół wcześniej, płyta z
            perspektywy czasu jednak rozczarowująca. Oprócz trzech dobrych kawałków (ha,
            zgadnijcie których), moim zdanie stanowczo poniżej możliwości
            • luukasz4 Re: Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 00:49
              Przepraszam, nie wiedziec czemu pomyliły mi sie opłyty freakey styley i uplift
              mofo party plan. Powinno być oczywiscie na odwrót
            • ihopeyouwilllikeme Re: Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 13:37
              luukasz4 napisał:

              > By the way - tak, jednak tutaj. Dla ludzi znających zespół wcześniej, płyta z
              > perspektywy czasu jednak rozczarowująca. Oprócz trzech dobrych kawałków (ha,
              > zgadnijcie których), moim zdanie stanowczo poniżej możliwości

              W zyciu nie zgadne, bo ja tylko jeden dobry widzę :)
    • miecio4 Lacrimosa 14.07.04, 02:20
      Od razu zaznaczę że jestem zwolennikiem późniejszego dorobku zespołu.
      Absolutnie:
      "Elodia" -odrzućcie wszelkie urazy do języka niemieckiego i zarzućcie np. "Ich
      Verlasse Heut Dein Herz"- ciary przez 8 minut. Wybitna płyta.
      "Fassade"
      Warto:
      "Stille"
      "Echoes"
      "Live"- raczej jako ciekawostka.
      Niekoniecznie:
      "Angst"
      "Einsamkeit"
      "Satura"
      "Inferno" -naprawde czuje brak autentyczności w tych płytach.
      • jack9 Re: Lacrimosa 14.07.04, 18:23
        miecio4 napisał:

        > Od razu zaznaczę że jestem zwolennikiem późniejszego dorobku zespołu.
        > Absolutnie:
        > "Elodia" -odrzućcie wszelkie urazy do języka niemieckiego i zarzućcie
        np. "Ich
        > Verlasse Heut Dein Herz"- ciary przez 8 minut. Wybitna płyta.
        > "Fassade"
        > Warto:
        > "Stille"
        > "Echoes"
        > "Live"- raczej jako ciekawostka.
        > Niekoniecznie:
        > "Angst"
        > "Einsamkeit"
        > "Satura"
        > "Inferno" -naprawde czuje brak autentyczności w tych płytach.

        Dobrze że zaznaczyłeś ze lubisz pożniejszy okres...;)
        Bo ja lubie minimalistyczną choć klimatyczną Saturę która faktycznie jest
        przeciwieństwem - Elodii pełnej ozdobników i bogatych aranżacji
        • jack9 Interpol 14.07.04, 18:27
          Absolutnie:
          - "Turn on the bright lights"
          - "Antics"




















          pozwoliłem sobie na taki malutki żarcik...;)
          • cze67 At The Drive-In bardzo poproszę 14.07.04, 18:36
            No właśnie...

            PS. jack9 napisał:
            > pozwoliłem sobie na taki malutki żarcik...;)
            Ty chuliganie!
            • mameluch Re: At The Drive-In bardzo poproszę 22.09.04, 01:28
              zeby nie bylo ze sie do nieodpowiednich watkow wpisuje, skopiuje tu moje
              wypociny dotyczace ATDI w celu podlizania sie Szefowi;)
              przede wszystkim polecam ich ostatnia plyte 'Relationship Of Command', na pewno
              najbardziej dojrzala i zroznicowana. jak dla mnie w zasadzie nie ma slabych
              punktow i plasuje sie w najscislejszej ze scislych czolowek ulubionych plyt (ale
              moja skromna wiedza i osluchanie tez odgrywaja tu duza role).
              'Incasinoout' (ze spacjami tez czasem pisza) plasuje sie u mnie na drugim
              miejscu. wydana 2 lata wczesniej, raczej dosc mocno odbiega od 'ROC', granie
              glownie zywiolowe, podchodzace pod punk czy amerykanski hc. wlasnie sobie
              slucham:) chyba najbardziej znanym kawalekiem z tej plyty jest 'Napoleon Solo',
              polecam, ale nie jest pewnien czy jest dobra wizytowka plyty jako calosci.
              'El Gran Orgo' to taka brudna plyta z glownie punkowym brzmieniem. sluchajac
              tych trzech plyt pod rzad, od najstarszej ('EGO' przez 'ICO' po 'ROC') mozna
              dostrzec ewolucje zespolu.
              z czystym sumieniem moge polecic 'Relationship Of Command', pozostale wg mnie
              tez przynajmniej dobre, ale chyba trawienie nalezy zaczac od ostatniej plyty, bo
              brzmienie szczegolnie 'EGO' moze na poczatku troche zniechecic.
              w kazdym razie polecam, a w razie czego prosze o niezbyt mocne becki;)
              ps. Cze, czules trzesienie?:) u mnie w Olsztynie wszystko sie telepalo, dziwne
              uczucie. w takim stopniu smieszne, ale mocniejszych sobie nie zycze;)
              • cze67 To jeszcze Sparte bardzo poproszę 14.01.05, 18:05
                NO wlasnie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka