jazzkam no a jak... KENT ;-) 20.06.04, 17:52 TRZEBA Isola - tak dobre na wieczory albo jesień, świetnie połączone piosenki w jedną całość (szwedzkie lub angielskie) Hagnesta Hill - zbiór pięknych piosenek, w których każdy uzna za najładniejszą inną, również ładnie połączone ze sobą... w pary :) (to moja prywatna teoria) (szwedzkie lub angielskie) MOŻNA Vapen & Ammunition - najnowszy jak do tej pory, takie gitarowe oblicze szwedzkiego popu, wielki sukces w Skandynawii, piosenki ładne, ale zero rockowej zadziorności i bardzo łatwo "wchodzi", a i czasem irytuje. (szwedzka) NIC SIĘ NIE STANIE JAK NIE POSŁUCHASZ Kent, Verkligen - dwa pierwsze albumy, wyłącznie po szwedzku. ot coś może jak początki Myslovitz, ale żadnego większego piękna nie dostrzegłem. Odpowiedz Link
foxy21 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:47 Wiecie co, ja jakos nie smiem tak oceniac, ciezko mi jakos wybrac, szczegolnie te gorsze plyty, bo jak tu wybraac np.Davisa? Ulubione to mozna, ale niekoniecznie? Z tym to juz mam problem:) Odpowiedz Link
cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:54 Psze bardzo Absolutnie: Us 3 4 Passion Warto So Up Birdy 1 2 Niekoniecznie OVO I już Odpowiedz Link
martolka Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 18:57 dużo liter (czy cyfr) to on na tytuły nie zużywa... ;-) Odpowiedz Link
foxy21 Re: Panie i Panowie-The Doors 20.06.04, 19:09 Pamietacie? Co prawda teraz rzadko slucham, ale kiedys... koniecznie: Doors L.A.Woman Strange Days warto: Waiting for the sun The Soft Parade Morrison Hotel mozna: In Concert An American Prayer Best the Doors Odpowiedz Link
cze67 Re: Panie i Panowie-The Doors 20.06.04, 19:35 U mnie inaczej: Absolutnie: The Doors Morrison Hotel Strange Days Warto: LA Woman Waiting for the sun Alive, She Cried Niekoniecznie: The Soft Parade Odpowiedz Link
foxy21 Re: Panie i Panowie Bob Dylan 20.06.04, 19:43 Dylan to tworczy muzyk, nagral mnostwo muzyki, slaby okres to lata, po '76(Desire), po rozstaniu z zona, do lat 90. koniecznie: The Freewheelin' Bob Dylan, The Times They Are A-Changin' Desire Highway 61 Revisited Slow Train Coming (z M.Knopflerem) warto: Another Side of Bob Dylan John Wesley Harding Pat Garrett and Billy the Kid mozna: Bob Dylan - 1962 1 plyta Dylana Street Legal Oh Mercy Under the Red Sky MTV Unplugged unikac jak ognia! niestety Dylan na tez kilka plyt, ktorych nalezy sie wystrzegac:) At Budokan Nashville Skyline wszystkich nie znam, nie sposob tez wszystkie wymienic, to tyle, uff. Odpowiedz Link
kubasa Re: Panie i Panowie Bob Dylan 20.06.04, 23:47 foxy21 napisała: > > koniecznie: > The Freewheelin' Bob Dylan, > The Times They Are A-Changin' > Desire > Highway 61 Revisited > Slow Train Coming (z M.Knopflerem) > > warto: > Another Side of Bob Dylan > John Wesley Harding > Pat Garrett and Billy the Kid Desire dalbym nizej dwa poziomy, a do trzeba wzialbym "Blonde On Blonde", a do warto "Blood On The Tracks" Odpowiedz Link
foxy21 Re: Panie i Panowie Bob Dylan 21.06.04, 10:45 kubasa napisał: > Desire dalbym nizej dwa poziomy, a do trzeba wzialbym "Blonde On Blonde", a do > warto "Blood On The Tracks" Uwielbiam Desire, szczegolnie utwor Hurricane:) Odpowiedz Link
andrzej43 Bob Dylan w szkole 05.07.07, 16:57 Bob Dylan 4 The Freewheelin' Bob Dylan 6+ The Times They Are a-Changin'5 Another Side of Bob Dylan 5- Bringing It All Back Home 6+ Highway 61 Revisited 6 Blonde on Blonde 5 John Wesley Harding 4 Nashville Skyline 4 Self Portrait 2 New Morning 4 Pat Garrett & Billy the Kid 3- Dylan 2 Planet Waves 4 Blood on the Tracks 5 The Basement Tapes 5- Desire 6 Street Legal 3 Slow Train Coming 4 Saved- nie znam Shot of Love- nie znam Infidels- nie znam Empire Burlesque 3+ Knocked Out Loaded- nie znam Down in the Groove- nie znam Oh Mercy 5- Under the Red Sky 4- Good as I Been to You-nie znam World Gone Wrong 4 Time out of Mind 5 Love and Theft 5 Modern Times 6 Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 19:56 cze67 napisał: > Psze bardzo > > Absolutnie: > Us > 3 > 4 > Passion A wiesz, Cze... Ja jakoś średnio lubię to "Us". Uważam, że "UP" jest sto razy (no może 99.9 razy) lepsze. I zamieniłbym 3 i 4 miejscami. > Warto > > So > Up > Birdy > 1 > 2 Acha, i należę do tych bardzo nielicznych dziwaków, którzy Dwójkę cenią wyżej niż Jedynkę. Tak już mam :D > Niekoniecznie > OVO Rozumiem, że tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest to "normalny" album artysty? Bo taki zły znów nie jest. Odpowiedz Link
cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:11 pagaj_75 napisał: > Rozumiem, że tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest to "normalny" album artysty? > Bo taki zły znów nie jest. Nie, bo jest straszliwie nierówny... Ma piękne fragmenty i takie, których się słuchać nie chce. No i ta rapowanka na początku. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:26 cze67 napisał: > Nie, bo jest straszliwie nierówny... Ma piękne fragmenty i takie, których się > słuchać nie chce. No i ta rapowanka na początku. Tej rapowanki też nie cierpię. Zawsze zaczynam słuchać od numeru 2, nawet nie psuje to jakoś dramaturgii. A dalej to już daje się całkiem całkiem słuchać. Moim zdaniem, oczywista. Odpowiedz Link
cze67 Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 20:29 pagaj_75 napisał: > Tej rapowanki też nie cierpię. Zawsze zaczynam słuchać od numeru 2, nawet nie > psuje to jakoś dramaturgii. A dalej to już daje się całkiem całkiem słuchać. > Moim zdaniem, oczywista. Myślę, że całość by się bardziej w moich uszach broniła, gdybym miał możliwość obejrzenia spektaklu, do którego była robiona... Odpowiedz Link
pixie Re: To moze ktos Gabriela wrzuci? 20.06.04, 22:25 pagaj_75 napisał: > Acha, i należę do tych bardzo nielicznych dziwaków, którzy Dwójkę cenią wyżej > niż Jedynkę. Tak już mam :D Hej, to ja też jestem z tych dziwaków :), bo Dwójka to mój osobiście ulubiony album Gabriela. Ależ on musiał mieć doły, kiedy go tworzył... Odpowiedz Link
jo_loop Re: no a jak... KENT ;-) 20.06.04, 22:48 Oj, są genialni. I całkowicie się zgadzam z Twoją klasyfikacją. Jakoś w ich przypadku wolę wersję szwedzką. Właśnie sobie słucham "Om du var har", które jako "If you were here" już mnie od dawna do szału doprowadzało. Pamiętam też jak wiele lat temu wybrałam się na koncert Kent. A był to czas, gdy nawet w Anglii jeszcze Kent nie był szczególnie popularny (wiemy wszyscy co znaczy popularność w przypadku tego zespołu) Klubik był malutki, ale zapchaliśmy go ze znajomymi na maksa. Wybiła godzina zero, zapadła ciemność, na scenie pojawili się muzycy. Wszyscy w czerni. Makijaż a la Siouxie. Muzyka a la Sisters of Mercy :D Byliśmy bardzo zdziwieni. Muzycy tej grupy też widząc sporą grupę ludzików w tenisówkach, kolorowych koszulkach i beatlesowskich fryzurach (to panowie). Po koncercie śmiali się z nas, że przyszli fani Take That (oops)... Odpowiedz Link
miecio4 Portishead 20.06.04, 19:39 1. Absolutnie "Dummy" 1994 To był pamiętam szok. W epoce grunge'u wyszła płyta która powaliła mnie po pierwszym przesłuchaniu. Płyta piękna i przeraźliwie smutna. Czerpiąca z 4AD, nowej fali i współczesnej elektroniki. I do tego ten głos anioła. Pamiętacie te fragmenty: "‘Cause nobody loves me, It's true, Not like you do" albo "Give me a reason to love you, Give me a reason to be, A woman"? Klasyka. Tak ładnie to się wszystko zbiegło z moim życiem osobistym:) "Portishead" 1997 Wydawało się że nie przeskoczą swojego debiutu. A tu taka niespodzianka. Okazało się że można jeszcze piękniej i ... jeszcze smutniej. Sięgnijmy po powalający "Humming" a barek sam się otworzy:) Nieco więcej tutaj ekperymentów ale to tylko dodaje tej płycie uroku. Dzieło wybitne. 2. Warto "Roseland nyc live" 1998 Jednoznaczny dowód że brzmienie zepołu "zagrane" na płytach można uzyskać również na koncercie. Swoisty "The Best" koncertowy. Wydane cztery lata później DVD z tym materiałem (a nawet poszerzone nieco) jest swoistą biblią dla zbieraczy obrazów koncertowych. 3. Niekoniecznie Brak. Odpowiedz Link
cze67 Re: Portishead 20.06.04, 19:42 Oj, mieciu, mieciu, czemu tak długo musiałem na Ciebie czekać? Odpowiedz Link
miecio4 Re: Portishead 20.06.04, 19:47 cze67 napisał: > Oj, mieciu, mieciu, czemu tak długo musiałem na Ciebie czekać? A zajety byłem trochę. Poza ty nie jestem w temacie za bardzo i nie wiedziałem o co chodzi w tym spisku:) Ale na założenie przeze mnie pamiętnika muzycznego nie licz:) Odpowiedz Link
cze67 Re: Portishead 20.06.04, 19:51 miecio4 napisał: Ale na założenie przeze mnie pamiętnika muzycznego nie licz:) Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu................ Odpowiedz Link
ilhan The Go-Betweens 20.06.04, 20:02 Wprawdzie nikt z Szanownego Państwa nie jest pewnie wtajemniczony w ten zespół zbytnio (a może się mylę?), ale sobie nie daruję. 1. Absolutnie - 16 Lovers Lane - przepiękna, nastrojowa, w zasadzie akustyczna muzyka, ze smutnymi, szczerymi tekstami; ich szczytowe osiągnięcie - Before Hollywood - pierwsza z serii znakomitych albumów Go-Betweens, specyficzne połączenie estetyki (nienagrywających jeszcze wtedy!) The Smiths i The Cure 2. Warto - Spring Hill Fair - kilka cudownych momentów, ciekawe urozmaicenia stylistyczne: od new romantic po brzmienia nawet lekko folkowe - Liberty Belle And The Black Diamond Express - bliźniaczy praktycznie, jeśli chodzi o brzmienie, następca "Spring Hill Fair"; tak samo równy, tak samo dobry - Tallulah - zapowiedź "16 Lovers...", ale zdecydowanie mniej klimatyczny, choć przepysznie piosenkowy 3. Można - Bright Yellow, Bright Orange - bardzo przyjemny, lekki i niezobowiązujący album w stylistyce akustycznego melodyjnego brzdąkania :) 4. Niekoniecznie - Friends Of Rachel Worth - powrotowy, poprawny album, jednak dość blady przy innych dokonaniach Granta i Roberta - 78 'til 79: The Lost Album - dość nędzne, pierwsze, amatorskie wprawki dwóch rzępolących Australiczyków :) - Send Me A Lullaby - taki-sobie debiutancki album Odpowiedz Link
pagaj_75 No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys :)) 20.06.04, 20:50 Eeee, co Wy na to? Bo tu same takie Super Ważne Nazwy i Nazwiska padają. Coś dla odprężenia i potańczenia... Można? Parę razy na FM wspominałem, że mam słabość do nich od dzieciństwa i do dzisiaj kupuję kolejne płyty i mam wszystkie. Oczywiście, żywiołem PSB są przebojowe single i jak ktoś chce ich znać tylko od tej strony, to wystarczy mu dwupłytowa składanka "PopArt" z zeszłego roku i szlus. Ale jeśli ktoś chciałby sięgnąć po ich regularne płyty (a pewnie nie wszyscy tutaj jedynie szarpidrutów słuchają) to pozwolę sobie niniejszym podzielić je na 3 kategorie: 1) Naprawdę warto: "Very" (1993) - Tytuł mówi wszystko: Very Pet Shop Boys. Absolutna esencja stylu duetu Tennant-Lowe. "Can you forgive her?", "Go West" i 10 innych świetnie zaaranżowanych piosenek pop. "Behaviour" (1990) - Nietypowa płyta, pozbawiona właściwie przebojowości, stawiająca głównie na nastrój i "dłużyzny". Plus Johnny Marr na gitarze. "Actually" (1987) - "It's a Sin", "Heart", "Rent" i wszystko jasne. Najbardziej znana w naszym kraju płyta PSB. 2) Można również: "Please" (1986) - od tego wszystko się zaczęło, ale trzeba przyznać, mocno się zestarzało od czasu wydania. no ale ciągle warto choćby dla "West End Girls" i "Suburbia" "Nightlife" (1999) - Jakby nawiązanie do formy z "Very". Całkiem przyjemna płyta, mimo sporych wpływów techno i takich tam. "Release" (2002) - Podobnie jak na "Behaviour" - nietypowo i mało przebojowo, ale to chyba jedyna ich płyta, gdzie panom nie zależało żeby to się sprzedało i to słychać. Album bardziej z potrzeby serca niż kieszeni. Plus Johnny Marr na gitarze :) "Bilingual" (1996) - tutaj trochę sknocili, przynajmniej początek płyty. Jednak im dalej w las tym lepiej, bo pojawiają się dwie z moich ulubionych piosenek - "It always comes as a surprise" i "Before". Plus trochę hiszpańszczyzny. 3) Niewarto: "Introspective" (1988) - niby-remix album, raczej nudnawy "Disco" (1996), "Disco 2" (1994), "Disco 3" (2003) - unikać! Albumy z remiksami znanych nagrań, w przeważającej większości niewartymi nawet jednego wysłuchania. Tylko dla didżejów. Na "Disco 3" są też nagrania premierowe, ale średnich lotów. PS. Mam nadzieję, że zatwardziali rockmani mi wybaczą :D Odpowiedz Link
jo_loop Re: No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys 20.06.04, 23:39 Jasne, że wybaczą. Suede wybaczyli. Kocham ten tekst: "You dress me up, I?m your puppet You buy me things, I love it You bring me food, I need it You give me love, I feed it [...] (ooooh) I love you, oh, you pay my rent" Świetne jest "Love is a Catastroph" Kilka genialnych tanecznych utworów też mieli (wspomniałeś). Klasyka. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: No to ja teraz z grubej rury... Pet Shop Boys 21.06.04, 00:22 jo_loop napisała: > Świetne jest "Love is a Catastroph" O tak, choćby ze względu na ten kawałek warto posłuchać płyty "Release". Polecam ten utwór wszystkim, a szczególnie tym, którzy mają PSB za dyskotekowych klezmerów. Mogą się poważnie zdziwić :) Podobnie jak przy kilku utworach z "Alternative" - składanki piosenek ze stron B singli. Odpowiedz Link
bleri Pearl Jam 20.06.04, 21:00 To ja zaklepuję sobie Pearl Jam, ale najpierw muszę zobaczyć jak Portugalczycy skopią tyłki Hiszpanom. Zaraz wracam :-) Odpowiedz Link
cze67 Re: Pearl Jam 23.06.04, 10:08 bleri napisa3a: > To ja zaklepuję sobie Pearl Jam, ale najpierw muszę zobaczyć jak Portugalczycy skopią ty3ki Hiszpanom. Zaraz wracam :-) No co z tym dzemem, bleri? Odpowiedz Link
grimsrund SPIRITUALIZED 21.06.04, 00:01 1. Absolutnie Ladies and Gentlemen, We Are Floating In Space Royal Albert Hall October 10 1997 (koncert) Let It Come Down 2. Warto (Jakie warto? Trzeba!) Lazer Guided Melodies Pure Phase Amazing Grace Nie znam, niestety, pierwszej koncertówki "Fucked Up Inside", która ponoć buty zdmuchuje. Ostatecznie sięgnąć można po obie niedawno wydane antologie best of: "Complete Works, Vol. 1" i "Complete Works, Vol. 2" - tam jest rzeczywiście wszystko, co najlepsze. Odpowiedz Link
ayya Ani DiFranco 21.06.04, 00:58 1.Absolutnie Out Of Range [1994] - w końcu dojrzałość kompozytorska i kilka ciekawych, muzycznych experymentów, a co więcej kapitalny wstęp do swojej najbardziej wybitnej płyty Not A Pretty Girl [1995] - kobieta z gitarą i jej emocje + dojrzałość, niezwykle trafne wnioski z obserwacji rzeczywistośći, po prostu wyżyny songwritingu, album genialny od początku do końca Dilate [1996] - może trochę mniej rzeczywistości i emocji, ale za to muzycznie z nutą przebojowej melodyjności i odrobiną innowacji 2.Trzeba Imperfectly [1992] Little Plastic Castle [1998] 3.Jak ktoś chce Ani DiFranco [1989] Not So Soft [1991] To The Teeth [1999] Educated Guess [2004] 4.Naprawdę niewarto Puddle Dive [1993] Up Up Up Up Up Up [1999] Evolve [2003] Odpowiedz Link
cze67 Kate Bush 21.06.04, 14:10 Absolutnie The Dreaming Hounds Of Love Never Forever The Kick Inside Warto Lioneheart Niekoniecznie The Sensual World Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Kate Bush 21.06.04, 14:26 cze67 napisał: > Niekoniecznie > The Sensual World Z całym szacunkiem należnym starszej osobie, ale CZYŚ TY OSZALAŁ?! Sensual World to obok Hounds of Love najpiękniejsza płyta Kaśki. Natomiast pominąłeś Red Shoes, które ja akurat umieściłbym właśnie w tej kategorii. Odpowiedz Link
cze67 Re: Kate Bush 21.06.04, 14:35 1. Moglbym sie z Toba zgodzic, drogi pagaju, gdyby: a. wszystkie utwory na plycie byly tak piekne jak tytulowy b. nie spiewal na niej, znakomity skadinad, zespol Bulgarka (czy jakos tak). Zupelnie tam nie pasuje, c. plyta w polowie nie nudzila mnie smiertelnie. 2. To cudownie, ze ludzie maja rozne gusta. 3. Red Shoes nigdy nie slyszalem w calosci. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Kate Bush 21.06.04, 15:06 cze67 napisał: > 2. To cudownie, ze ludzie maja rozne gusta. Ależ owszem, drogi Cze :) Pozwolisz zatem, że przedstawię swój punkt widzenia na dyskografię pani Krzak: 1) Absolutnie The Dreaming Hounds of Love The Sensual World 2) Warto (nawet bardzo) The Kick Inside Never For Ever 3) Niekoniecznie (choć nie są to tragiczne płyty) Lionheart (no dobra, ta jest słabiutka raczej) The Red Shoes PS. A ja ciągle czekam na zapowiadane już 5 lat remastery KB i doczekać się nie mogę :( PPS. Mi tam Bulgarka pasuje i to bardzo ;) Odpowiedz Link
ilhan Re: Kate Bush 21.06.04, 15:11 Absolutnie "Hounds Of Love", bardzo bardzo warto "Never For Ever", warto "The Sensual World", a można "Lionheart". To z tych, które znam. Odpowiedz Link
jack9 Siouxsie & the Banshees 21.06.04, 16:02 Siouxsie & the Banshees - niedoceniany zespoł, a wart moim zdaniem poznania Trzeba: - Peepshow - płyta na której nie ma złych kawałków, co ciekawe każdy w nieco odmiennej stylistyce - Tinderbox - bardziej rockow niż Peepshow równie dobra ( warto dla samej świetnie grającej perkusji) Warto posłuchac ( a koniecznie dla wielbicieli post-punk, Wave..itp...) - Juju - Kiss in the Dreamhouse - Hyaena Jezeli spodobały sie te powyżej to trzeba posłuchac - Kaleidoscope - Rapture - Through teh Looking Glass - płyta z coverami ( właściwie mogła by być pietro wyżej) - Nocturne - koncert podsumowujący wczesne lata grania Niekoniecznie ( aczkolwiek dla zauroczonych ...) - Scream - tak sie kiedyś grało punka - Join Hands - a tak sie z punka wychodziło - Superstition - a tak sie wchodziło do do popu gdy sie znudził rock Odpowiedz Link
nighthrill Re: Ani DiFranco 08.08.04, 16:56 A ja podam nieco inną klasyfikację...Przy okazji dodam, że bardzo mi miło, bo nigdy nie spotkałam osoby, która słuchałaby Ani diFranco :-) Absolutnie : Little Plastic Castle Imperfectly Dilate Warto : Out of range Not a pretty girl Puddle Dive Up up up up up up Ani di Franco Not so soft Living in clip - świetny koncert Można : To the teeth Like I said Niekoniecznie : Educated guess obie płyty z Utah Phillips Odpowiedz Link
pagaj_75 Van Der Graaf Generator 21.06.04, 16:26 Były już legendy art-rocka, to może teraz coś ciut mniej znanego, ale w żadnym stopniu nieustępującego Wielkim Znanym. 1) Absolutnie "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, który zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymuje? "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis, Yes i Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta muzyka może przyprawić o zawał serca 1a) Niemal absolutnie "Still Life" (1976) - trochę inaczej niż na pierwszych płytach, mniej skomplikowanie, bardziej melodyjnie, ale i tak potrafi zauroczyć. 2) Warto "Godbluff" (1975) "World Record" (1976) "The Quiet Zone/The Pleasure Dome" (1977) 3) Można, ale na samym końcu, jak już będziemy fanami-maniakami "The Aerosol Grey Machine" (1969) "Least We Can Do is Wave to Each Other" (1970) Odpowiedz Link
mmakowski Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 16:46 pagaj_75 napisał: > 1) Absolutnie > [...] > "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis, Yes > i > Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta > muzyka może przyprawić o zawał serca Rzeczywiście, niesamowity album, przyłączam się do rekomendacji. Najmocniej oddziałujące połączenie tekstów z muzyką jakie dane mi było słyszeć. Odpowiedz Link
cze67 Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 18:29 pagaj_75 napisał: > "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, który > zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymuje? Zarąbista płyta! Inne mnie nieco rozczarowały. Ale nie słyszałem jeszcze Pawn Hearts... Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Van Der Graaf Generator 21.06.04, 18:36 cze67 napisał: > Zarąbista płyta! Inne mnie nieco rozczarowały. Ale nie słyszałem jeszcze Pawn > Hearts... Czym prędzej napraw to niedopatrzenie :) Mnie ta płyta zmiażdżyła, dosłownie nie wiedziałem co się ze mną dzieje... Jeśli podobało Ci się "H to He", to jest bardzo duża szansa na to, że "Pawn Hearts" powali Cię na kolana :) Odpowiedz Link
joseph80 Re: Van Der Graaf Generator 25.06.04, 00:14 cze67 napisał: > pagaj_75 napisał: > > > "H to He Who am the Only One" (1970) - czy można ocenić inaczej album, któ > ry > > zaczyna się od trzęsienia ziemi pt. "Killer", a dalej napięcie się utrzymu > je? > > Zarąbista płyta! Taaa... i ta piękna partia Frippa, cudo Odpowiedz Link
kubasa Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:16 pagaj_75 napisał: > > 1) Absolutnie > > "Pawn Hearts" (1971) - dla mnie to bije na głowę wszystkie albumy Genesis, Yes > i > Pink Floyd razem wzięte; jedna z moich płyt wszech czasów, ale ostrzegam: ta > muzyka może przyprawić o zawał serca > No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz, sprobujemy za jakis czas znowu... Odpowiedz Link
cze67 Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:20 kubasa napisał: > No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz, > sprobujemy za jakis czas znowu... Kubasa, ja w Twoim wieku Abby słuchałem... Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Van Der Graaf Generator 28.06.04, 17:35 kubasa napisał: > No i co ja mam powiedziec jak ta plyta w ogole mi sie nie podoba. Coz, > sprobujemy za jakis czas znowu... Nie martw się kubaso :) Różne są gusta. Ja na przykład ostatnio poznaję osławiony "London Calling", bo wstyd się przyznać, ale nie znałem. I dla mnie jest to nierówny i odrobinę męczący album, a przecież podobno genialny jest. Trudno. Odpowiedz Link
ktmajcher Re: Van Der Graaf Generator 05.08.04, 09:51 ja znam i mam tylko 3 płyty VDGG i to właśnie te trzy najważniejsze wymienione przez pagaja, a poznawałem je w takiej kolejności: Pawn...Still i H to He.. i brak mi słów na tyle piękna i chaosu obok siebie... koniecznie absolutnie Odpowiedz Link
jo_loop Opposition? 22.06.04, 00:07 Daaaaawno temu usłyszałam trochę ich muzyki, chyba w audycji S.P. Tomka Beksińskiego i do dziś nie mogę zapomnieć. Nigdy nie udało mi się dostać ich płyty (nawet w UK), chociaż gdzieś trafiłam na "War Begins At Home", ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Ich najlepsze dzieła powstały chyba w latach 80-ych. Jeśli ktoś z Was zna ten zespół, może nawet jest fanem, pliiiizzz niech napisze parę słów. Potrzebuję bodźca, aby znów zacząć szukać ich płyt :) A myślę, że warto. Odpowiedz Link
ilhan Re: Opposition? 22.06.04, 00:16 Płyty koszmarnie ciężko znaleźć, na Allegro osiągają zawrotne ceny. A co do wątku - miałem zamieścić swoje typy już kilka dni temu, ale ostatnio na FM trafiła nam się dyskusja o Opposition, więc wstrzymywałem się. To teraz mam pretekst. Aczkolwiek zaznaczam, że ja tego zespołu nie pamiętam z tamtych czasów i moja klasyfikacja nie pokrywa się z rasowymi fanowskimi :) 1. Absolutnie - Blue Alice Blue (1990) - najbardziej nastrojowa, wzruszająca i smutna z popowych płyt; moja pierwsza 20-tka wszechczasów... - Promises (1984) i Empire Days (1985) - co tu dużo mówić, wspaniała muzyka (pora późna i straciłem recenzenckie zacięcie) 2. Warto - Intimacy (1983) - najtrudniejsza płyta Opposition? - Blinder (2003) - bardzo nowocześnie brzmiąca muzyka z zachowaniem wszystkich najpiękniejszych cech twórczości panów Longa i Bella, jedna z lepszych płyt ubiegłego roku, oczywiście tradycyjnie bez echa 3. Również warto, ale raczej na końcu - Breaking The Silence (1981) - obiecujący, ale jeszcze miejscami mało wyraźny debiut - War Begins At Home (1993) - w podobnej stylistyce do Alicji, jednak zdecydowanie bardziej nudna i mniej poruszająca od niej... Odpowiedz Link
jo_loop Re: Opposition? 22.06.04, 00:20 No to mi smaku narobiłeś. Szczególnie na "Blue Alice Blue". Tylko jak to teraz znaleźć? Cóż, zawsze jakiś nowy cel :) Odpowiedz Link
cze67 John Lennon 22.06.04, 18:41 Absolutnie John Lennon/Plastic Ono Band - mroczna, surowa, przejmujaca, wspaniala Walls and Bridges - cudowne, wspaniale i bogato zaaranzowane kompozycje Warto Imagine Double Fantasy RockandRoll Live Peace In Toronto Live In New York City Milk and Honey Niekoniecznie Mind Games Sometimes In New Your City Odpowiedz Link
miecio4 Re: Opposition? 22.06.04, 19:04 jo_loop napisała: > No to mi smaku narobiłeś. Szczególnie na "Blue Alice Blue". Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest to pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć. Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta. Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days". Tylko gdzie tu sięgnąć:) Odpowiedz Link
kubasa Re: Czy można prosić Beck ? 23.06.04, 12:56 Becka? Tego od "Odelay" i "mellow Gold"? Mnie zadna pylta w calosci nie przekonuje, acz tez jestem ciekaw. Odpowiedz Link
jazzkam Re: Czy można prosić Beck ? 24.06.04, 13:39 Sea Change jest jedną z moich płyt życia :) a Lost Cause jedną z najulubieńszych piosenek. W resztę płyt głębiej nie właziłem, co właśnie próbuję naprawiać, więc dołączam się do prośby ;) Odpowiedz Link
polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 10:50 Ktos nazwal Becka Zeligiem muzyki pop i cos jest na rzeczy, bo kazda plyta jest innego kalibru. Zdecydowanie moge polecic Sea Change i Mutations - w kategorii snuje oraz zgrzytliwego Odelay. Niekoniecznie Mellow Gold (plyta z Loserem, od ktorego cierpnie mi skora - swego czasu kompletnie obrzydzono mi te piosenke) oraz funkujace Midnite Vultures. Chyba ma szanse spodobac mi sie One Foot In The Grave, ale nie moge tego dorwac. Przy okazji chcialam sie serdecznie przywitac :-) Odpowiedz Link
cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 10:54 polleke napisa3a: > Przy okazji chcialam sie serdecznie przywitac :-) Witam rownie serdecznie! Odpowiedz Link
polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:05 Czuje sie zobligowana nazwa forum i poniewaz plyt wykonawcy Inni mam juz troche, dzisiaj zamierzam nabyc pierwsza w moim zyciu plyte The Beatles! Odpowiedz Link
cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:09 polleke napisa3a: > Czuje sie zobligowana nazwa forum i poniewaz plyt wykonawcy Inni mam juz > troche, dzisiaj zamierzam nabyc pierwsza w moim zyciu plyte The Beatles! Ktoraz plyta tego znamienitego zespolu dostapi zaszczytu bycia pierwsza w Twojej kolekcji? Odpowiedz Link
polleke Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:30 Waham sie miedzy Revolver i Abbey Road. Pewnie rzuce moneta. Odpowiedz Link
cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 25.06.04, 11:33 polleke napisa3a: > Waham sie miedzy Revolver i Abbey Road. Pewnie rzuce moneta. No fakt, cholernie trudny wybor. Moneta bedzie jak najbardziej przydatna. Odpowiedz Link
polleke Re: Czy można prosić Beck ? 29.06.04, 12:27 Padlo na Abbey Road, no i chapeau bas (czy jakos tak)! To bedzie jedna z moich plyt polroku 2004. Zachodze tylko w glowe, dlaczego wczesniej tego nie poznalam (caly album, a nie pojedyncze piosenki). Ulubione utwory - na razie, bo utkwilam w polowie - I Want You i Something. Odpowiedz Link
ilhan Re: Czy można prosić Beck ? 30.06.04, 18:22 polleke napisała: > utkwilam w polowie Mein Gott!! Piękniejsza połowa przed Tobą :) Odpowiedz Link
cze67 Re: Czy można prosić Beck ? 30.06.04, 19:38 Ach, słuchać po raz pierwszy Abbey Road... Odpowiedz Link
jo_loop Re: Opposition? 22.06.04, 21:41 Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się ze zboczeniami ilusia, jak to ładnie określiłeś, ale to jedno zapamiętam sobie :D Tylko właśnie, gdzie tu sięgać? Odpowiedz Link
ilhan Re: Opposition? 22.06.04, 22:57 miecio4 napisał: > Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest to > pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć. > Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta. > Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days". Nie ma takiej płyty "Intemecy" :) Z "Alice" jest dokładnie tak jak napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach, ale potem kłamstwa same. PS. Ten to jest niezły, poczytał forum półtora roku i już na temat moich zboczeń ekspertyzy wydaje... Odpowiedz Link
jack9 Re: Opposition? 23.06.04, 06:52 ilhan napisał: > miecio4 napisał: > > > Zboczenie Ilusia na punkcie "Blue Alice Blue" jest ogólnie znane. Ot, jest > to > > pierwsza płyta Opposition przez niego poznana- nie dziwi mnie ta zażyłosć. > > > Natomiast prawda (nie tylko moim zdaniem) jest taka że to średnia płyta. > > Średnia a nawet nudna. Zdecydowanie sięgnij po "Intemecy" lub "Empire Days > ". > > Nie ma takiej płyty "Intemecy" :) > Z "Alice" jest dokładnie tak jak napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach, ale pot > em kłamstwa same. > > PS. Ten to jest niezły, poczytał forum półtora roku i już na temat moich zbocze > ń ekspertyzy wydaje... Obaj jesteście siebie warci ... zoboczeńcy to tacy co twiedzą że najlepsze New Order to "Technique"...;) Odpowiedz Link
ilhan Re: Opposition? 23.06.04, 11:38 jack9 napisał: > Obaj jesteście siebie warci ... > zoboczeńcy to tacy co twiedzą że najlepsze New Order to "Technique"...;) O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka ;) Odpowiedz Link
miecio4 Re: Opposition? 23.06.04, 13:12 ilhan napisał: > O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka Podejrzewam że Jack nam zazdrości tego daru z niebios który pozwolił nam odkryć moc tej wspaniałej płyty. Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Opposition? 23.06.04, 13:28 miecio4 napisał: > Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa. Że się tak wtrącę, ale co ma Curtis (Ian?) wspólnego z "Technique"? Odpowiedz Link
cze67 Re: Opposition? 23.06.04, 13:31 pagaj_75 napisa3: > Że się tak wtrącę, ale co ma Curtis (Ian?) wspólnego z "Technique"? Bardzo dobre pytanie. Odpowiedz Link
miecio4 Re: Opposition? 23.06.04, 13:37 To proste: Ian Curtis > Joy Division > New Order > Technique Odpowiedz Link
cze67 Re: Opposition? 23.06.04, 13:40 miecio4 napisa3: > To proste: > Ian Curtis > Joy Division > New Order > Technique Bardzo ciekawa odpowiedz. Odpowiedz Link
jack9 Re: Opposition? 23.06.04, 16:52 miecio4 napisał: > ilhan napisał: > > > > O co Ci chodzi? Wspaniała nowoczesna muzyka > > > > Podejrzewam że Jack nam zazdrości tego daru z niebios który pozwolił nam odkryć > > moc tej wspaniałej płyty. > Cóż Jack- chyba nie jestes tym wybranym przez Curtisa Na pewno nie jestem tym wybranym przez Sumnera...;) iluś - nowoczesne myzyka to była wczoraj w Jazzgocie ...;) Odpowiedz Link
bleri Ian Brown - pytanie 23.06.04, 00:52 Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki. Odpowiedz Link
ilhan Re: Ian Brown - pytanie 23.06.04, 01:01 bleri napisała: > Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the > spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły > szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki. Kupiłbym za niewielkie pieniądze, za średnie, a nawet za duże, gdybym je miał :) Ale ja bardzo lubię tego Pana, z zespołem i bez też, więc nie jestem obiektywny. Niemniej jednak jego płyty solowe są oceniane zdecydowanie wysoko, choć mało komercyjne i nie podbijają list przebojów. Intrygujące, nowoczesne brzmienia, mroczne klimaty, niezłe teksty. Na "Music..." szczególnie błyszczy singlowy "F.E.A.R." (klip z Jankiem na rowerku), ale całość wydaje mi się ciekawa. Pozdrawiam Odpowiedz Link
jo_loop Re: Ian Brown - pytanie 23.06.04, 01:01 bleri napisała: > Mam okazję kupić za niewelkie pieniądze płytę Iana Browna - Music of the > spheres. Czy ktoś mógłby mi podszepnąć czy warto? Nie mam już dzisiaj siły > szukać po sieci numerów z tego albumu co by się samej przekonać. Dzięki. Bierz, nawet nie pytaj! www.indielondon.co.uk/music/cd_brown_spheres.html Odpowiedz Link
bleri Re: Ian Brown - pytanie 24.06.04, 12:41 Dziękuję wam bardzo! Niedługo napiszę czy mi dobrze poradziliście :-)) Pozdrawiam. Odpowiedz Link
bleri Re: bleri!!! 27.06.04, 11:21 Matko, zapomniałam!! Wszystko przez Mistrzostwa. Przepraszam bardzo, zaraz się poprawię :-) Odpowiedz Link
pagaj_75 Cocteau Twins 24.06.04, 12:37 1) Koniecznie "Head Over Heels" "Treasure" 2) Warto "Garlands" "Blue Bell Knoll" "Heaven or Las Vegas" (tu dość długo się zastanawiałem, ale mimo wszystko) 3) Niekoniecznie "Victorialand" (tu też...) "Four-Calendar Cafe" "Milk & Honey" Odpowiedz Link
cze67 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:09 Ja podciagnalbym Victorialand do "warto". Z reszta sie zgadzam. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:15 cze67 napisał: > Ja podciagnalbym Victorialand do "warto". Tak ja napisałem - długo się nad tym Victorialand zastanawiałem. Z jednej strony - płyta nietypowa i nie dla każdego (na pewno nie polecam zaczynania przygody z CT od niej), a z drugiej - mam do niej wielki sentyment i nie uważam, że jest tak beznadziejna jak to swego czasu głosili panowie Rzewuski i Kszczotek w Tylko Rocku. Krakowskim targiem - "można, w porywach do warto" :) Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Metallica 24.06.04, 13:24 1. Trzeba Ride The Lightning Master Of Puppets Metallica 2. Warto ... And Justice For All St. Anger Live Shit 3. Można Kill'em All Garage Inc. 4. Nie trzeba Load Reload S&M Odpowiedz Link
miecio4 Re: Cocteau Twins 24.06.04, 13:58 Jak dla mnie płyta "Victorialand" jest równie doskonała co "Treasure". Odpowiedz Link
pop_up Re: Cocteau Twins 26.06.04, 10:59 a ja bym dal oczko wyzej "four-calendar cafe" mimo wszystko. to przeciez taka "radosna tworczosc";) lubie czasem tego posluchac. natomiast "victorialand" zupelnie odpada. "head over heels" i "treasure" genialne zgadzam sie Odpowiedz Link
ayya Elvis Costello 26.06.04, 00:19 Tylko te, które znam. 1. Absolutnie My Aim Is True [1977] Imperial Bedroom [1982] All This Useless Beauty [1996] 2. Warto This Year's Model [1978] Armed Forces [1979] Blood & Chocolate [1986] Mighty Like A Rose [1991] Brutal Youth [1994] Painted From Memory [1998] 3. Można Get Happy!! [1980] Trust [1981] King Of America [1986] North [2003] 4. Niekoniecznie Punch The Clock [1983] Odpowiedz Link
peternurek1 a można prosić ELO? 26.06.04, 00:42 znam tylko płytę Time (według mnie genialna) i pare singli więc polećcie coś więcej :) Odpowiedz Link
cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 01:17 Psze bardzo: Absolutnie: - Discovery Warto: - A New World Record - Time - Out Of The Blue - Face The Music - Eldorado - ELO (1 plyta) Niekoniecznie: - Balance of Power - Zoom Odpowiedz Link
cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 13:28 cze67 napisał: > Warto: > - A New World Record > - Time > - Out Of The Blue > - Face The Music > - Eldorado > - ELO (1 plyta) - Secret Messages Odpowiedz Link
miecio4 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 14:13 Drogi Cze. Nie chcąć się wdawać w jakieś dywagacje chciałbym zauważyć że płyty "Out of the Blue" oraz "Time" zasługują na przeniesienie do grupy "absolutnie". Tworzą one razem z wymienioną przez Ciebie płytą "Discovery" wspaniałą trylogię i są wspaniałą pamiątką po niezwykle płodnym i melodyjnym a zarazem najwspanialszym okresie komponowania piosenek przez Jeffa Lynne'a. Odpowiedz Link
cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 14:25 Drogi mieciu, bardzo cenię sobie Twój muzyczny gust i czasami go podzielam. Lecz w tym przypadku, pozwolisz, zostanę przy swoim zdaniu. Na obu wymienionych przez Ciebie płytach, które proponujesz przenieść do wyższej kategorii, znajdują się utwory, które obniżają wartość owych krążków. Mianowicie Steppin Out, Belive Me Now i Summer and Lightning na Out Of The Blue oraz kiczowaty i grany niegdyś do obrzydzenia oraz nie pasujący do całości Hold On Tight na Time. Z wyżej wymienionego powodu nijak nie mogę zgodzić się z Twoim zdaniem. Pozostaję w szacunku i takie tam. cze67 Odpowiedz Link
jazzkam Pytanie o ELO 26.06.04, 15:00 czy ELO mialo jakas piosenke, w ktorej byl motyw operowy? jakas kobieta spiewajaca? Odpowiedz Link
cze67 Re: Pytanie o ELO 26.06.04, 22:43 jazzkam napisał: > czy ELO mialo jakas piosenke, w ktorej byl motyw operowy? jakas kobieta > spiewajaca? Zapewne chodzi Ci o utwór Rockaria! z płyty New World Record gdzie na początku i w środku jakaś pani śpiewa operowym głosem niezidentyfikowaną przeze mnie arię (a właściwie jej krótki fragment). Odpowiedz Link
jazzkam Re: Pytanie o ELO 27.06.04, 11:06 TAAAAAAK. och, to byl hit mojego dziecinstwa ;)))))) Odpowiedz Link
miecio4 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 16:15 cze67 napisał: > Z wyżej wymienionego powodu nijak nie mogę zgodzić się z Twoim zdaniem. Drogi przyjacielu Cze67! Swoją odpowiedzią na mój post poruszułeś niezwykle ważną kwestię dotyczącą Twojego wątku. Otóż uważam iż nikt z miłośników muzyki nie jest w stanie obiektywnie wypisac jakie płyty danego zespołu należy wysłuchac absolutnie a które są mniej ważne itd. Dlatego że są różne gusta a nikt nie jest wyrocznią. Wymieniasz jakieś nielubiane przez Ciebie utwory, które niby decydują czy dana płyta jest wybitna. Bo weźmy ta wyróżniona przez Ciebie płytę "Discovery"- przcież to na niej znajdują się wyświechtane "Don't Bring Me Down" lub "Confusion" a z kolei na "Time" znajduje się najpiękniejszy (moim zdaniem oczywiście:) utwór ELO "Ticket to the Moon". I czy te poszczególne utwory decydują o jakości płyty? Nie- gdyż stanowia tylko ich element. Jak dla mnie wszystkie trzy wymienione płyty sa zajefajne. Odpowiedz Link
martolka Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 19:26 tym razem poprę swym cichym gosikiem Szanownego Miecia. Time to jest absolut. Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 21:47 martolka napisała: > Time to jest absolut. Absolutnie. Odpowiedz Link
cze67 Re: a można prosić ELO? 26.06.04, 21:53 Drogi i kochany mieciu! A cóż jak nie poszczególne utwory rzutują na naszą ocenę danego albumu? Przecież każda piosenka jest jego składnikiem i każda w mniejszy lub większy sposób decyduje o tym, czy album ów uznamy za wybitny czy tylko wart polecenia. W tym konkretnym przypadku przebojowy lecz dosyć mdły utwór Hold On Tight rozbija misterną konstrukcję znakomitego albumu Time i dlatego płyta owa dostała ode mnie niższą ocenę. Co nie oznacza, że nie jest to płyta świetna i warta wysłuchania. Lecz nie tak znakomita jak właśnie absolutny Discovery. Wspomniałeś o Don't Bring Me Down. Otóż na dźwięk tego utworu nie wyłączam radia jak mi się to często zdarzało słysząc wspomniany już Hold On... Poza tym porównywanie jednego z niewielu prawdziwie rockowych numerów ELO (DBMD)z banalnym HOT jest wedle mnie nieporozumieniem. Oddany cze67. Odpowiedz Link
bleri Pearl Jam 27.06.04, 11:56 Z lekkim poślizgiem, ale przywołana do porządku przez Szefa piszę co następuje: Absolutnie: 1. Ten - wiadomo. Płyta, która jest genialna. Słucham jej po 13 latach od wydania i nie zmieniłabym ani jednej nutki, ani jednej sylaby. Na całym świecie nie ma chyba osoby, która nie znałabym chociaż kilku utworów z Ten - Alive, Jeremy, Black. A kto nie zna ten kiep. (tak, jestem muzyczną, szowinistyczną świ...) 2. Vitalogy - album nagrany po śmierci Cobaina i to znalazło odbicie w warstwie tekstowej i muzycznej - dużo wrzasku, łomotu i rzęrzenia gitar. A obok tego kołyszące, kojące numery "Immortality", "Notthingman". Całość kończy 8 minutowy song (?) w którym to toczona jest rozmowa o samobójstwie. Płyta jest smutna, niepokojąca i rozdergana, ale kto słyszał Veddera w Last exit wie dlaczego znalazła się w "Absolutnie". 3. No Code - dzieło wybitne. Od zaczynającego Sometimes do Around the bend słucha się jej z zapartym tchem. Pamiętam, że po ukazaniu się tej płyty w Tylko rocku bodajże pan redaktor zatytułował recenzję "Lekarstwo na ból". I to jest prawda. Nawet Jack Irons na bębnach za wiele nie popsuł. Najczęściej wracam właśnie do No Code. Ma w sobie coś z concept albumu - utwory wypływają z siebie, nawiązują tekstowo. Kto nie słyszał ten ....(patrz Ten) :-) Można: 1. Versus - od razu uspokajam - dla mnie Versus jej świetną płytą i kategorycznie powinien znaleźć się rubrykę wyżej, ale produkcja tej płyty wbija jej nóż w plecy. Całość brzmi nieco kwadratowo, kartonowo. Ale podobno tak miało być, bo zespół chciał odciąć się od bestsellerowego debiutu. Jest tylko jeden numer PJ, który skipuje i znajduje się on na tej właśnie płycie - Blood. Cała reszta naprawdę świetna - Indifference, Rear view mirror, Go, Animal. Naturalny postęp po obsypanej nagrodami Ten. 2. Yield - cóż, po pierwszym przesłuchaniu rzuciłam nią o ścianę. Dzisiaj wiem, że nie mogli nagrać innej płyty po No Code. Co nie zmienia faktu, że Jack Irons sporo krwi mi (jej) napsuł. Do wyróżnienia - Brain of J, Given to fly, No way. 3. Binaural - im dalej tym słabiej. Jest na tej płycie perełka w postaci "Nothing as it seems", ale na resztę zrzucam kurtynę milczenia. Niby wszystko pięknie, pearl jamowo, ale po latach te numery się nie bronią - dla mnie. Ważna informacja - ten album zespół nagrał w składzie z nowym bębniarzem - Mattem Cameronem (ex- Soundgarden) i to słychać. 4. Lost dogs - zbiór rarytasów i b-sidów, rzecz dwupłytowa - pierwsze Cd ostrzejsze, drugie nastrojowe. I to jest bardzo ważna pozycja w dyskografii Pj. Wiele się można z tego albumu dowiedzieć - jak daleką drogę ten zespół przeszedł od Ten po ... (to za chwilę). Mimo przypadkowości nagrań (w sensie czasu i przestrzeni) słucha się tego znakomicie. Niekoniecznie - 1. Rioc act - ostatnia odsłona PJ. I jestem rozdarta bo jeśli oni chcą nagrywać takie płyty to może lepiej dać sobie spokój? A z drugiej strony - dlaczego odbierać im sposobność tworzenia wzdłuż lini, którą sami wybrali? Na Riot act jest jeden (powtarzam - jeden) utwór godny zapamiętania, nucenia, wracania, przeżywania - You are - skomponowany przez Matta Camerona zresztą. 2. Live on two legs - koncertowa. Kto słyszał Pearl Jam na koncercie i kupił choćby niewielką część z miliona bootlegów wydanych przez zespół ten wie, że zremasterowana, wygładzona koncertówka nie jest warta grzechu. Odpowiedz Link
cze67 Re: Pearl Jam 27.06.04, 12:05 Dziekuje bleri. Nie zgodze sie jednak z umieszczeniem Riot Act w ostatniej kategorii. Dla mnie to kawal solidnej muzyki. Ale, zaznaczam, plyte te uslyszalem po dlugim okresie rozstania z muzyka tego zespolu i byla ona dla mnie milym zaskoczeniem. Odpowiedz Link
ilhan Re: Charlatans poprosze 27.06.04, 20:40 Ale nie znam w całości "Between 10th And 11th" i czwartej płyty, "The Charlatans" (1995), więc musisz sobie (albo ktoś inny) je dośpiewać. 1. Absolutnie Some Friendly (1990) - zamyka trójkę trzech, wg mnie, najwspanialszych płyt kolorowych zespołów z Manchesteru tamtych lat; zbudowana wokół indiehymnu "The Only One I Know" bardzo równa, mocna płyta 2. Warto Us And Us Only (1999) - spójny album wyprowadzający powoli zespół z okresu britpopowego, ciekawe brzmienia nawet z lekką domieszką elektroniki. Wspaniałe single: akustyczne, hiciorowate "Impossible" i transowe, dudniące basem "Forever" Tellin' Stories (1997) - mogliśmy grać jak Stone Roses, dlaczego teraz nie jak Oasis? Przebojowy album z głośniejszymi gitarami (np. "North Country Boy", "How High" plus chyba największy przebój Charlatans od 1990 roku - "One To Another"). Up At The Lake (2004) - baaaaardzo fajna nowa płyta, zupełnie zaskakująca świeżością, lekkością i przebojowością, bez kombinowania, po prostu dowód na to, że wciąż potrafią pisać świetne piosenki. 3. Można, nic więcej Up To Our Hips (1994) - sięgam po nią głównie ze względu na "Can't Get Out Of Bed" i "Jesus Hairdo", generalnie porzucenie madchesterskich klimatów na rzecz konkretniejszego i bardziej-na-czasie grania. Wonderland (2001) - jeden cudowny fragment ("A Man Needs To Be Told"), The Charlatans nie nagrywają słabych płyt, ale ta należy do mniej elektryzujących i wpadających w ucho, poza tym nie wszyscy kochają falsetowe klimaty Tima. Aha, wydaje mi się, że do kategorii "Absolutnie" w przypadku tego zespołu należy jeszcze zaliczyć składaka singli "Melting Pot". Odpowiedz Link
cze67 Re: Charlatans poprosze 27.06.04, 20:45 ilhan napisał: > Ale nie znam w całości "Between 10th And 11th" Znam, piżmak mi kiedyś kupił, nie pamiętam czy przypadkiem nie gdzieś za granicą. Wstawiam do "warto". > Up At The Lake (2004) - baaaaardzo fajna nowa płyta, zupełnie zaskakująca świeżością, lekkością i przebojowością, bez kombinowania, po prostu dowód na to, że wciąż potrafią pisać świetne piosenki. I tu też dzięki piżmakowi poznałem tę płytę (dzisiaj rano). POdzielam Twoje z jej przesłuchania wrażenia. Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: Pearl Jam 27.06.04, 18:15 bleri napisała: > Kto nie słyszał ten ....(patrz Ten) :-) Ups, a ja nie słyszałem :)) Odpowiedz Link
cze67 Re: Pearl Jam 27.06.04, 18:51 ihopeyouwilllikeme napisał: > Ups, a ja nie słyszałem :)) To szybciutko do sklepiku czy gdzieś tam... Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: Pearl Jam 27.06.04, 20:30 cze67 napisał: > To szybciutko do sklepiku czy gdzieś tam... Rozkaz ! Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Pearl Jam 05.09.05, 10:28 bleri napisała: > 1. Versus - od razu uspokajam - dla mnie Versus jej świetną płytą i > kategorycznie powinien znaleźć się rubrykę wyżej, ale produkcja tej płyty wbij nie widzę nic złego w tej produkcji. jest i charcząco (blood, leash) i akustycznie-kojąco (eldery woman..), żadnych kanciastych brzmień nie słyszę. no i są utwory, które powinny wynieść ten album do kategori : Absolutnie (reaviewmirror, go, animal) > 2. Yield - cóż, po pierwszym przesłuchaniu rzuciłam nią o ścianę. Dzisiaj wiem, > > że nie mogli nagrać innej płyty po No Code. Co nie zmienia faktu, że Jack Irons > > sporo krwi mi (jej) napsuł. Do wyróżnienia - Brain of J, Given to fly, No way. ten album z kolei powiniem - według mnie - zajmować ostatnie miejsce na liście. to tu brzmienie jest fatalne, zbyt miękkie, odarte z tego co w tej kapeli najistotniejsze - surowości rodem z nagrań Neila Younga. kompozycyjnie takie In hidding na przykład nie broni sie w ogóle. kilka fajnych nagrań , wiele gniotów jak na ich album. > 3. Binaural - im dalej tym słabiej. Jest na tej płycie perełka w > postaci "Nothing as it seems", ale na resztę zrzucam kurtynę milczenia. Niby > wszystko pięknie, pearl jamowo, ale po latach te numery się nie bronią - dla > mnie. Ważna informacja - ten album zespół nagrał w składzie z nowym bębniarzem > - mam inaczej. dla mnie te utwory właśnie się bronia dopiero po latach i z perspektywy czasu. Kocham ten album i wracam do niego chyba najczęściej ostatnio. i to tu znajduje esencje pealjamowego brzmienia. nie lubię parting ways i slow hands ale reszta broni sie bardzo dobrze > 1. Rioc act - ostatnia odsłona PJ. I jestem rozdarta bo jeśli oni chcą nagrywać > > takie płyty to może lepiej dać sobie spokój? A z drugiej strony - dlaczego > odbierać im sposobność tworzenia wzdłuż lini, którą sami wybrali? Na Riot act > jest jeden (powtarzam - jeden) utwór godny zapamiętania, nucenia, wracania, > przeżywania - You are - skomponowany przez Matta Camerona zresztą. > ojojo...wiem że to dyskusyjna pozycja, ale mówienie że tu jest tylko 1 utwór dobry to przegięcie. przecież Save you to fantastyczny punkowy hymn. no a all or none mógłby kończyć "ten" (ta solówka w końcówce). remowy i am mine jest baaardzo sympatyczny. w sumie to dość równy album. umieściłbym go w kategorii: Można Odpowiedz Link
pagaj_75 Zmasowany Atak 28.06.04, 09:07 Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami koncertu dodam tutaj jeszcze dyskografię Massive Attack, zwłaszcza że tutaj jest dość prosto: 1) Trzeba "Blue Lines" - tak się narodził trip hop. może i ciut się zestarzało, ale i tak "Unfinished Sympathy" pozostanie jednym z przebojów wszech czasów. "Mezzanine" - mroczny, duszny, niczym z koszmarnego snu - zdecydowanie najlepszy album MA 2) Warto "Protection" - warto choćby dla dwóch pięknych piosenek śpiewanych przez Tracey Thorn - tytułowej i "Better Things". dla miłośników "pogadanek" mamy hit "Karmacoma". "100th Window" - prawie dziesięć lat zabrało panu 3D dojście do konkluzji, że "nie gadamy, panie, ale śpiewamy, panie...", nawet jeśli warunki głosowe mamy jeszcze gorsze niż Mark Knopfler ;) czy elektronika może być "ciepła"? tutaj, moim zdaniem, mamy przykład na to, że tak. Odpowiedz Link
pagaj_75 Errata 28.06.04, 09:10 Można jeszcze dodać punkt 3) Nie trzeba: "No protection" - remiksy utworów z "Protection". dla wytrwałych koneserów. PS. Koncert Goldfrapp uczczę w inny sposób na tym forum ;) Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme The Cranberries 28.06.04, 19:44 Trzeba: Everybody Else Is Doing It, So Why Can't We ? - pierwsza płyta, klasyka czegoś tam pewnie... To The Faithfull Departed - moim skromnym zdaniem najlepsza jest. Warto: Bury The Hatchett - najbardziej przebojowa ( 5 pierwszych kawałków to hity, Michael Jackson wziąłby dziś z pocałowaniem ręki ). No Need To Argue - " Zombie " to stąd. Można: Wake Up And Smell The Coffee - ostatnia, ładna, raczej dla fanów. Odpowiedz Link
cze67 Re: The Cranberries 28.06.04, 19:46 ihopeyouwilllikeme napisał: > Trzeba: > Everybody Else Is Doing It, So Why Can't We ? - pierwsza płyta, klasyka czegoś tam pewnie... Płyta niezwykła, nastrojowa, przepiękna. Żadna potem mnie już tak nie zauroczyła jeżeli chodzi o Cranberries. Odpowiedz Link
pop_up Re: Faith no more 29.06.04, 01:03 1. absosmerfnie "king for a day fool for a lifetime"(1995)- rewelacyjne rockowe granie moim zdaniem najlepsza plyta choc moze nie jest tak bardzo faithnomorowa jak angel dust (np. mniej klawiszy) to po prostu rzadzi. nie za bardzo przychodzi mi do glowy jakis slaby punkt na tej plytce. jest tu wszystko od wypruwania sobie flakow przez michaela p. na ugly in the morning po just a man jakze wyciszone... "angel dust"(1992) - 100% faith no more dla mnie drugie miejsce choc dla wiekszosci pewnie de besciak jesli chodzi o ta kapelke. jest easy ktore slyszal pewnie kazdy ale sa tez swietne land of sunshine caffeine midlife crisis...(moglbym wymienic cala plyte). kwintesencja faith no more klawisze roddy'ego+charakterystyczny bas goulda+glos pattona 2. warto "album of the year"(1997) ostatni niestety album studyjny mojej ulubionej z czasow mlodzienczych kapeli.takie troche polaczenie dwoch poprzednich (king for a day+angel dust) jednak nieco mu brakuje. swietne ashes to ashes collision stripsearch. moze to lepiej ze przestali istniec wlasnie wtedy. przynajmniej pozostalo uczucie ze nic nie spieprzyli "live at brixton academy"(1990) "the real thing"(1989) jakos nigdy nie przepadalem specjalnie za the real thing jednak koncertowke cenie troche wyzej. nie lubie spiewu pattona z czasow tych albumow natomiast samo granie jest ok. na zywo troche bardziej mi przypada do gustu (i ten wpleciony technotronic w zakonczenie jednego z utworow:)). no i mamy tu klasyka w postaci epic. 3. niekoniecznie "introduce yourself"(1987) "we care a lot"(1984?) chetnie dalbym je wyzej jednak wokal chucka moseleya dla mnie zupelnie odpada. nie wliczajac wokalu sa na tych albumach swietne kawalki pills for breakfast, arabian disco, faster disco, chinesee arithmetic, jungle. czuc lata '80:) the bestow nie wliczam do rankingu bo to bez sensu Odpowiedz Link
cze67 Re: Faith no more 30.06.04, 18:15 pop_up napisał: > "the real thing"(1989) > jakos nigdy nie przepadalem specjalnie za the real thing jednak koncertowke > cenie troche wyzej. nie lubie spiewu pattona z czasow tych albumow natomiast > samo granie jest ok. na zywo troche bardziej mi przypada do gustu (i ten > wpleciony technotronic w zakonczenie jednego z utworow:)). no i mamy tu klasyka w postaci epic. MOże dlatego, że tę płytę FNM usłyszałem jako pierwszą, zawsze będzie mi najleoszą... Odpowiedz Link
cze67 Smashing Pumpkins 30.06.04, 18:35 Absolutnie: - Siamese Dream - Gish Dwie, podobne do siebie (w moich uszach) płyty. Szczególnie intrygowało mnie przy pierwszych słuchaniach przechodzenie ze spokoju do agresji, z ciszy w krzyk. Niezwykłe płyty. Warto: - Mellon Collies and Infinite Sadness Wiem, zaraz posypią się joby, że to przecież ich najlepsza płyta. Dla mnie - nie. Dla mnie jest nierówna, nie ma tej siły, którą miały jej dwa poprzedniki. Obok utworów znakomitych: Tonight, Tonight, 1979, Jellybelly jest tam sporo wypełniaczy (których nazw tu nie wymienię, bo mi się zwyczajnie nie utrwaliły). Niekoniecznie - MACHINA/The Machines of God - Adore Smutny przykład braku pomysłów, wypalenia się Corgana. I ta automatyczna perkusja na Adore. Brrr.... Odpowiedz Link
miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:39 Całkiem wporzo ten ranking:D Odpowiedz Link
jack9 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:56 miecio4 napisał: > Całkiem wporzo ten ranking:D śmiej sie...śmiej ...ładnie to tak kpic z kaleki co nie radzi sobie z techniką ... Odpowiedz Link
miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:58 jack9 napisał: >ładnie to tak kpic z kaleki co nie radzi sobie z > techniką ... To nie była kpina ino radość z nadejścia wiosny. Odpowiedz Link
jack9 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:50 się wysłało samo ...zupełnie samo... Z twórczością Bauhausu zapoznawałem siew porządku chronologicznym i byc może dlatego za płytę obowiązkową uważam In the Flat Field - mroczna, surowa, emocjonalna Warte posłuchania: Burning from the Inside - mająca swietne kawałki lecz nieco niespójna Sky's Gone Out - płyta na której jest sporo muzycznych eksperymentów Można: Mask - płyta jak rozdroże pomiędzy punkow-gotckim "In the Flat Field" a eksperymetującym "Sky's Gone Out" A wszystkie koncerty i składanki poznajemy na końcu... Odpowiedz Link
miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 18:57 Dla mnie wszystkie cztery płyty to absolut. I świetnie się je słucha w kolejności ukazywania się- piękny rozwój muzyczny zespołu. To jeden z zespołów który swoim dorobkiem pchnął muzykę o dobrych kilka lat do przodu. Odpowiedz Link
cze67 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 19:01 miecio4 napisał: > Dla mnie wszystkie cztery płyty to absolut. I świetnie się je słucha w > kolejności ukazywania się- piękny rozwój muzyczny zespołu. > To jeden z zespołów który swoim dorobkiem pchnął muzykę o dobrych kilka lat do przodu. Pierwszy raz od wielu miesięcy zgadzam się z Tobą, mieciu, w zupełności. Odpowiedz Link
miecio4 Re: Niezapomiany Bauhaus - bardzo subiektywnie 30.06.04, 19:15 cze67 napisał: > Pierwszy raz od wielu miesięcy zgadzam się z Tobą, mieciu, w zupełności. Napijmy się stary z tej okazji po cztery Dębowe. Odpowiedz Link
cze67 The Police 10.07.04, 17:30 Absolutnie: Synchronicity Warto: Ghost in the Machine Reggatta de Blanc Outlandos d'Amour Niekoniecznie: Zenyatta Mondatta Odpowiedz Link
ilhan Re: The Police 10.07.04, 18:01 cze67 napisał: > Absolutnie: > Synchronicity > > Warto: > Ghost in the Machine > Reggatta de Blanc > Outlandos d'Amour > > Niekoniecznie: > Zenyatta Mondatta Dziękuję Ci Cze za ten post. Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity". Skuszę się chyba najpierw na "Regatta de Blanc", bo ma najfajniejszy tytuł :P Odpowiedz Link
cze67 Re: The Police 10.07.04, 18:16 ilhan napisał: Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity". Rozumiem, że przesłuchanie owej płyty nie było dla Ciebie zawodem... Skuszę się chyba najpierw na "Regatta de Blanc", bo ma naj > fajniejszy tytuł :P Bardzo dobry pomysł. Potem polecam Outlantos, której Regatta jest logicznym następstwem. Odpowiedz Link
ilhan Re: The Police 10.07.04, 18:28 cze67 napisał: > ilhan napisał: > > Właśnie zamierzałem poznać kolejne płyty tej grupy po "Synchronicity". > > Rozumiem, że przesłuchanie owej płyty nie było dla Ciebie zawodem... Skądże. No i zasadniczo było to bardziej przypomnienie :) Odpowiedz Link
jack9 Clan of Xymox 10.07.04, 20:51 Zaryzykuje Clan of Xymox Obowiązkowo: "Clan Of Xymox" "Medusa" Warto posłuchać: "Twist of Shadows" - nagrana jako Xymox ale w prawie niezmienionym składzie "Hidden Faces" "Creatures" Można: "Notes From the Underground" Farewell - ale to na odpowiedzialnośc malliny...;) "Subsequent Pleasures" - to jak już jesteście fanami zespołu Omijac z daleka: płyty wydana jako Xymox "Phoenix" "Haadclouds" "Metamorphosis" Odpowiedz Link
cze67 Re: Clan of Xymox 10.07.04, 22:04 jack9 napisał: > Zaryzykuje Clan of Xymox > > Obowiązkowo: > "Clan Of Xymox" > "Medusa" Mam obie, najlepsze, płyty! Odpowiedz Link
luukasz4 Re: The Police 12.07.04, 14:06 > cze67 napisał: > > > Absolutnie: > > Synchronicity > > > > Warto: > > Ghost in the Machine > > Reggatta de Blanc > > Outlandos d'Amour > > > > Niekoniecznie: > > Zenyatta Mondatta > A ja inaczej Trzeba Synchronicity - to wiadomo Outlandos d'Amour - z drugiego bieguna, nie wiem czy nawet nie wole od Synchronicity. Warto Reggatta de Blanc - wiadomo Zenyatta Mondatta - nie zgadzam sie z ogolna krytyka tego albumu. moim zdaniem nie gorszy od Reggatty mozna Ghost in the Machine - zbyt mroczny album jak na Police, nie ma tu juz white reggae, a jeszcze nie ma nowego stylu, ktory pojawil sie na synchronicity Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 14:11 luukasz4 napisał: > A ja inaczej > Trzeba > Synchronicity - to wiadomo > Outlandos d'Amour - z drugiego bieguna, nie wiem czy nawet nie wole od > Synchronicity. > > Warto > Reggatta de Blanc - wiadomo > Zenyatta Mondatta - nie zgadzam sie z ogolna krytyka tego albumu. moim > zdaniem nie gorszy od Reggatty > > mozna > > Ghost in the Machine - zbyt mroczny album jak na Police, nie ma tu juz white > reggae, a jeszcze nie ma nowego stylu, ktory pojawil sie na synchronicity I z tym zestawieniem zgadzam się bardziej niż z listą Cze. Wprawdzie Outlandos dałbym oczko niżej, bo mnie jakoś to białe reggae nigdy do końca nie przekonywało, ale już w pełni zgadzam się co do "Zenyatty" (kompletnie nie rozumiem o co chodzi z tą krytyką - bardzo dobry album) i "Ghost" (początek rewelacyjny, ale potem dzieją się takie rzeczy, że wymiękam). Odpowiedz Link
cze67 Re: The Police 12.07.04, 15:04 Zenyatta - plyta zawiera utwory slabe, nagrane bez przekonania, takie polki-galopki jak Man in a Suitcase, When the World Is Running Down, You Make.. czy Canary in a Coalmine. Jedyne dwa dobre utwory dorownujace poziomem wczesniejszym nagraniom to Don't Stand So Close to Me i Driven to Tears. No, moze jeszcze Shadows in the Rain. Ghost in The Machine - znakomita, mroczna, atmosferyczna, nie znajduje na niej slabego utworu. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 15:17 cze67 napisał: > Zenyatta - plyta zawiera utwory slabe, nagrane bez przekonania, takie polki-gal > opki > jak Man in a Suitcase, When the World Is Running Down, You Make.. czy Canary in > a > Coalmine. No i wymieniłeś prawie wszystkie moje ulubione kawałki z tej płyty :) Mnie one jak najbardziej przekonują. Choć oczywiście najlepszą są tam, wymienione przez Ciebie, "Don't Stand..." i "Driven to Tears". A co sądzisz o wersji "Don't Stand So Close to Me" z 1986? Bo ja ją bardzo lubię :) > Ghost in The Machine - znakomita, mroczna, atmosferyczna, nie znajduje na niej > slabego utworu. Hmmm... A mnie tutaj drażnią rzeczy typu "Demolition Man", "Rehumanize Yourself" czy "Too Much Information". Po "Invisible Sun" muzyka na tej płycie staje się dla mnie nie do zniesienia. Dopiero końcowe "Darkness" koi moje skołatane nerwy :) Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 15:27 Zajrzałem wlaśnie do AMG pod hasło The Police i o mało się nie zakrztusiłem herbatą ze śmiechu, gdy zobaczyłem oceny płyt. Zajrzyj, drogi Cze, ale przygotuj swoje serce na spory szok :) Już dawno zauważyłem, że ci Amerykanie z AMG na europejskiej muzyce to się kompletnie nie znają :) (teraz to zmienili, ale kiedyś najlepszym wg nich albumem Cocteau Twins był "Blue Bell Knoll", bo to był pierwszy dystrybuowany w USA krążek tego zespołu...) Odpowiedz Link
cze67 Re: The Police 12.07.04, 15:46 pagaj_75 napisał: > Zajrzałem wlaśnie do AMG pod hasło The Police i o mało się nie zakrztusiłem > herbatą ze śmiechu, gdy zobaczyłem oceny płyt. Zajrzyj, drogi Cze, ale przygotuj > swoje serce na spory szok :) Widzialem, drogi pagaju. zawsze tam zagladam, gdy nie wiem jak sie pisze jakis tytul. Ale ocenami sie nie przejmuje. Co do "Don't Stand So Close To Me '86" to jest to dla mnie dramat. Zadnego pomyslu na nowa wersje, piosenka zupelnie niepotrzebna. Niszczenie legendy, rzeklbym gornolotnie. Nieprzypadkowo chyba po tym utworze Sting definitywnie przestal myslec o kolejnych nagraniach pod szyldem The Police. PS. Z kolei utwory, ktore wymieniles jako te, ktore szarpia Ci nerwy, ja uwielbiam. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Police 12.07.04, 16:23 cze67 napisał: > Widzialem, drogi pagaju. zawsze tam zagladam, gdy nie wiem jak sie pisze jakis > tytul. > Ale ocenami sie nie przejmuje. Ja też się nie przejmuję, jeśli chodzi o muzykę, którą znam i na temat której mam już wyrobione zdanie. Jednak czasami chcę poznać coś nowego, a o czym nikt nie napisał jeszcze w tym wątku ;), i wtedy AMG zostaje jedyną deską ratunku. Ale radzę się ich głównie w sprawie jazzu, bo europejski rock to nie jest ich mocna strona. > Co do "Don't Stand So Close To Me '86" to jest to dla mnie dramat. Zadnego pomy > slu na > nowa wersje, piosenka zupelnie niepotrzebna. Niszczenie legendy, rzeklbym gorno > lotnie. > Nieprzypadkowo chyba po tym utworze Sting definitywnie przestal myslec o kolejn > ych > nagraniach pod szyldem The Police. Nie tyle wynik tej sesji miał wpływ na Stinga, co atmosfera podczas nagrań. W tej schyłkowej fazie działalności policjantów bardzo silny już był konflikt między Stingiem i Stewartem Copelandem. W dodatku Copeland tuż przed sesją doznał dość poważnego urazu kręgosłupa, dlatego nie mógł szaleć za bębnami i zastąpił go automat. Mimo tego, że Stewart był pod wpływem mocnych środków przeciwbólowych dał jakoś radę obrazić Stinga (podobno niechcący) i panowie skoczyli sobie do gardeł już pierwszego dnia pracy nad "Don't Stand So Close to Me '86". Skończyło się na tym, że każdy nagrywał swoje partie wtedy gdy pozostałych nie było w studiu, a całość do kupy pozbierał producent. I to cała historia, którą też można przeczytać w książce do "Message in a Box". Ale ja mimo wszystko lubię tą wersję, chociaż trochę bym ją skrócił. Mimo, że popowa, to jest jakaś taka smutniejsza i w ogóle... :) A zespół teoretycznie nigdy się nie rozwiązał. Rozstali się na jakiś żeby odpocząć i tak im zostało do dzisiaj :) Inna sprawa to to, że Sting juz wtedy w 1986 nie potrzebował Copelanda i Summersa. Odpowiedz Link
cze67 Re: The Police 12.07.04, 16:30 pagaj_75 napisał: Jednak czasami chcę poznać coś nowego, a o czym nikt > nie napisał jeszcze w tym wątku ;), i wtedy AMG zostaje jedyną deską ratunku. W tej chwili ta deska staje sie, mam nadzieje, niniejszy watek... Odpowiedz Link
kwiat_paproci Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 10.07.04, 21:46 Dziękuję wam za ten wątek Tak już mam czasami, że chcę się zabrać za jakiś wielki zespół, zaczynam od najsłabszej płyty, potem nie mogę się nadziwić "co ci ludzie w nich widzą ?" i zrażam się na długi czas. Wasze rady to będzie dla mnie cenna wskazówka. Odpowiedz Link
miecio4 Tindersticks 10.07.04, 22:15 Z okazji reedycji (wraz z bonusami) pięciu pierwszych płyt zespołu zespołu, przybliżymy dzisiaj państwu dorobek Tindersticks. Muzyka trakowana jako rozwolniony (ale sa i ostrzejsze momenty:) Nick Cave z większa ilościa fortepianu i smyków oraz niezwykle oryginalny, knajpiany wprost głos wokalisty. Słowem: coś dla wrażliwych muzycznie. Absolutnie: "Tindersticks" (1993) "Tindersticks" (1995) Te dwie beztytułowe płyty zapisały się już w klasyce muzyki. Jeśli ktoś chce posmakować to polecam "Tiny Tears" z tej drugiej. Jeśli zasmakuje to gwarantuje iż następne dania nie są gorsze. Warto: "Curtains" "Waiting for the Moon" No szkoda naszego zespołu. Romans z folkiem nie wyszedł na dobre, chociaż czuć jeszcze czasami klimat lub próbę do niego powrotu w przypadku tej drugiej płyty. Niekoniecznie: "Simple Pleasure" "Can Our Love..." Eeeech szkoda gadać. Płyty z muzyką do filmów pominięte celowo. Dobranoc państwu. Odpowiedz Link
jack9 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:35 och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks myślałem juz od jakiegoś czasu by o nich napisać i jak widac zbyt długo... w moich zestawieniach płyta "Curtains" jest na równi z dwoma pierwszymi albumami... ...ale i tak są najlepsi na koncertach... Odpowiedz Link
miecio4 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:41 jack9 napisał: > och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks Tindersticks jest mój:D Ty weź sobie Walkabouts. Odpowiedz Link
jack9 Re: Tindersticks 10.07.04, 22:51 miecio4 napisał: > jack9 napisał: > > > och ty mieciu...zabrałeś mi Tindersticks > > > > Tindersticks jest mój:D Ty weź sobie Walkabouts. Walkabouts nie wezmę nawet za darmo ... Jakby Tindersticks był "taki Twój" to byś przyjechał do Wawy jak był koncert... Odpowiedz Link
jack9 Bel Canto 10.07.04, 22:46 Bel Canto - by znowu ktuś mnie nie ubiegł Koniecznie "Shimmering, Warm and Bright" - pełna świetnych, melodyjnych ...co z tego że popowych kawałkow Warto także "White Out Conditions" "Birds of Passage" Obie są powolnym rozkręcaniem sie zespołu - surowsze i poważniejsze niz "Shimmering..." ale także z wieloma, ujmującymi melodyjnymi kawałkami ..i głos Anneli Drecker...ech... Można "Magic Box" - płyta z ambicjami - orientalne, arabsko- hinduskie wstawki...miało być nieco poważniej -wyszło tak sobie Można jak ktoś uparty "Dorothy's Victory" płyta chyba badziej do tańczenia niż słuchania Odpowiedz Link
cze67 Re: Bel Canto 10.07.04, 22:50 jack9 napisał: > Bel Canto - by znowu ktuś mnie nie ubiegł > > Koniecznie > "Shimmering, Warm and Bright" - pełna świetnych, melodyjnych ...co z tego że > popowych kawałkow Jedyna płyta tego zespołu jaką znam. Rzeczywiście cudowna. Z uwagi jednak na okoliczności (czas) w jakich jej słuchałem zawsze mi się będzie smutno kojarzyć. Odpowiedz Link
miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 22:58 cze67 napisał: > Jedyna płyta tego zespołu jaką znam. Ja przepraszam bardzo kolego Cze67 że się cze67piam ale znając kolegi zaległości muzyczne (to normalne, też mam ogromne) polecam z całego serca Tindersticks a szczególne drugą płytę, gdyż znając kolegi gusta może to być to. Odpowiedz Link
cze67 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:01 miecio4 napisał: > Ja przepraszam bardzo kolego Cze67 że się cze67piam ale znając kolegi > zaległości muzyczne (to normalne, też mam ogromne) polecam z całego serca > Tindersticks a szczególne drugą płytę, gdyż znając kolegi gusta może to być to. Bardzo dziękuję Szanownemu Koledze. Rozważę Kolegi sugestie. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:02 Szanowny kolega pominął płytę "Images" (znaną także tu i ówdzie jako "Rush"). Dla mnie ona jest gdzieś tak pomiędzy "warto" a "można". Odpowiedz Link
jack9 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:06 pagaj_75 napisał: > Szanowny kolega pominął płytę "Images" (znaną także tu i ówdzie jako "Rush"). > Dla mnie ona jest gdzieś tak pomiędzy "warto" a "można". > Istotnie - dziękuje szanownemu koledze za przypomnienie -o Images zapomniałem mam ją jedynie na kasecie i stawim ją niżej niż Magic Box Odpowiedz Link
martolka Re: Bel Canto 10.07.04, 23:26 Ależ wy się wszyscy szanujecie! Wspaniale! Zupełnie nie wiem, co to jest Bel Canto (oprócz tego, że 'piękne śpiewanie' :- )), ale jak Jack lubi to posłucham. Odpowiedz Link
miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:37 martolka napisała: > Zupełnie nie wiem, co to jest Bel Canto Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering, Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka znalazła czas na ta płytę. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:46 miecio4 napisał: > Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering, > Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka > znalazła czas na ta płytę. Sympatyczny Kolego Mieciu. W słowach Twych kryje się drobna przesada. "Shimmering..." nie jest, moim zdaniem, płytą aż tak wybitną jak "Treasure", niemniej zgadzam się, że warto bardzo ją poznać. Odpowiedz Link
miecio4 Re: Bel Canto 10.07.04, 23:53 pagaj_75 napisał: > Sympatyczny Kolego Mieciu. W słowach Twych kryje się drobna przesada. Przesympatyczny kolego Pagaju_75. Moje stwierdzenie było czysto subiektywne i w takich kategoriach należy je odbierac. Jednak szanuję zdanie kolegi w tej kwestii. Mam nadzieję że równie subiektywne. Odpowiedz Link
martolka Re: Bel Canto 11.07.04, 00:54 miecio4 napisał: > Ależ koleżanko Martolko! To niewybaczalny błąd! Nie znac płyty "Shimmering, > Warm & Bright" to jak nie znać "Treasure" Cocteau Twins! Prosze by koleżanka > znalazła czas na ta płytę. jakoś tego, ten, nie wpadła mi nigdy w ręce... czuję się pouczona i przywołana do porządku, idę poszukać mp3 na sieci. Odpowiedz Link
kwiat_paproci Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 11.07.04, 23:01 A czy ktoś byłby w stanie podsumować Supergrass, bo mnie ostatnio korci, żeby coś sobie zafundować z tej "fabryki", ale nie bardzo wiem co ??? Odpowiedz Link
polleke Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 12.07.04, 08:43 Przyłączam się do prośby. Posłuchałam sobie "Supergrass is 10" i mam nadzieję, że nie jest to zespół tylko singlowy, że warto posłuchać którejś z płyt w całości. kwiat_paproci napisała: > A czy ktoś byłby w stanie podsumować Supergrass, bo mnie ostatnio korci, żeby > coś sobie zafundować z tej "fabryki", ale nie bardzo wiem co ??? Odpowiedz Link
polleke Re: Echo & the Bunnymen 12.07.04, 08:46 Uprzejmie proszę Szanowne Koleżeństwo o krótkie omówienie twórczości tego zespołu. Odpowiedz Link
luukasz4 Dire Straits 12.07.04, 11:44 Trzeba Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny klimat i swietne piosenki Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego Warto Communique - naturalne rozwiniecie debiutu Alchemy - Jak mozna zmienic i urozmaicic znane doskonale piosenki na zywo Brothers in arms - plyta najbardziej komercyjna i znana chyba powszechnie, choc niestety nierowna, przede wszystkim stylistycznie. Ale tu tez sa piekne utwory, przede wszystkim ballady Mozna On every street - jak dla mnie plyta za bardzo country'owa, klimat i piosenki juz nie te. Ale zla plyta to nie jest On the night- kolejna koncertowka, Alchemy lepsze Niekoniecznie Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obecne na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie bardzo pasuje do Dire Straits Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Dire Straits 12.07.04, 12:17 Szanując zdanie przedmówcy nie mogę sobie odmówić swojego i jak najbardziej subiektywnego komentarza na temat poszczególnych płyt Dire Straits. Pewnie dla osób postronnych zestawienie łuukasza będzie jak najbardziej wskazane i polecane, ale... luukasz4 napisał: > Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny > klimat i swietne piosenki Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten album to zasnąłem z nudów. Serio. Poza znanymi mi wcześniej "Sultans of Swing" nie słyszałem tam nic ciekawego. Po latach przekonałem się odrobinę do pozostałych utworów, ale nadal nie do końca rozumiem "co ludzie w tym słyszą". Uważam, że "Communique" jest ciut lepszy. > Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego To byłby mój ulubiony album DS, gdyby nie było na nim obrzydliwego maksymalnie "Industrial Disease". Utwór ostatni, "It Never Rains" też odstaje odrobinę poziomem od reszty. > Communique - naturalne rozwiniecie debiutu Tak jak wspomniałem: ulepszona wersja debiutu. > Alchemy - Jak mozna zmienic i urozmaicic znane doskonale piosenki na zywo tu się zgadzam w 100%. może nawet wrzuciłbym ten album do "trzeba". jeden z lepszych albumów koncertowych jakie słyszałem. > Brothers in arms - plyta najbardziej komercyjna i znana chyba powszechnie, choc > niestety nierowna, przede wszystkim stylistycznie. Ale tu tez sa piekne > utwory, przede wszystkim ballady znów pełna zgoda. album ździebko przereklamowany, ale są bardzo ładne momenty. > On every street - jak dla mnie plyta za bardzo country'owa, klimat i piosenki > juz nie te. Ale zla plyta to nie jest Ja mam tak, że czystego country nie cierpię, ale tutaj mi ono nie przeszkadza. Moim zdaniem, ta płyta nie odbiega zbytnio poziomem od "Brothers in Arms" > On the night- kolejna koncertowka, Alchemy lepsze znów zgoda > Niekoniecznie > > Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obecne > na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie bardzo > pasuje do Dire Straits I tutaj wielkie BUUUUU ;) bo to jest moja ulubiona płyta Knopflera i spółki. Właśnie taki "rokendrol" lubię najbardziej w wykonaniu tych panów, bo późniejsze przymiarki w rodzaju "Twisting by the Pool" czy "Walk of Life" budzą u mnie tylko uśmiech politowania. Lubię ten album, bo jest najrówniejszy z wszystkich. Może nie ma tu jakichś arcywybitnych utworów, ale i nie też mega-żenad w rodzaju wspomnianych "Industrial Disease" i "Walk of Life". Odpowiedz Link
luukasz4 Re: Dire Straits 12.07.04, 13:47 > > Dire Straits (czyli debiut) -bezpretensjonalne, tradycyjne granie, piekny > > klimat i swietne piosenki > Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten album to zasnąłem z nudów. Serio. Poza znanym > i > mi wcześniej "Sultans of Swing" nie słyszałem tam nic ciekawego. Po latach > przekonałem się odrobinę do pozostałych utworów, ale nadal nie do końca rozumie > m > "co ludzie w tym słyszą". Uważam, że "Communique" jest ciut lepszy. hmm, widac rozne sa gusty. Spotkalem sie ju wczesniej z opiniami ze album ten jest nudny i mozna przy nim zasnac. Ja nie zasnalem > Love over gold - straitsowskie podejscie do rocka progresywnego > > To byłby mój ulubiony album DS, gdyby nie było na nim obrzydliwego maksymalnie > "Industrial Disease". Utwór ostatni, "It Never Rains" też odstaje odrobinę > poziomem od reszty. Ja lubie industrial disease, choc oczywiscie rozni sie o d telegraph road i private investigation i daleko mu do nich. > > Making movies - Poza pieknymi Romeo and Juliet i Tunnel of love (obie obec > ne > > na alchemy) utwory dosc sztampowe, "rokendrolowe" , a ten rokendrol nie ba > rdzo > > pasuje do Dire Straits > > I tutaj wielkie BUUUUU ;) bo to jest moja ulubiona płyta Knopflera i spółki. > Właśnie taki "rokendrol" lubię najbardziej w wykonaniu tych panów, bo późniejsz > e > przymiarki w rodzaju "Twisting by the Pool" czy "Walk of Life" budzą u mnie > tylko uśmiech politowania. Lubię ten album, bo jest najrówniejszy z wszystkich. > Może nie ma tu jakichś arcywybitnych utworów, ale i nie też mega-żenad w rodzaj > u > wspomnianych "Industrial Disease" i "Walk of Life". A ja mimo wszystko podtrzymuje opinie. Moim zdaniem to ich najslabszy album ( z wyjatkiem oczywiscie dwoch wspomnianych piosenek). Moze te utwory nie sa slabe, ale...nie pasuja mi. Odpowiedz Link
cze67 Re: Dire Straits 12.07.04, 20:11 Ja mam tak: Absolutnie: Love Over Gold (skończone arcydzieło) Warto: Communique, Makin Movies, Dire Straits (Powyższe trzy lubię niemal jednakowo, znakomite, równe płyty) Brothers In Arms Zgrane onego czasu przez radio na śmierć: utwór tytułowy, Why Worry i Money For Nothing sprawiają, że nie chce mi się wracać do tej, relatywnie dobrej (ale w żadnym wypadku nie najlepszej), płyty. Niekoniecznie: On Every Street (brrr, country w dawce dla mnie kompletnie niestrwanej) Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: Dire Straits 12.07.04, 12:47 Dzięki Luukasz !!! Kiedy solowy Knopfler ? Odpowiedz Link
luukasz4 Re: Dire Straits 12.07.04, 13:28 Hmm, z solowym Knopflerem bedzie gorzej.Dire Straits sluchalem intensywnie majac lat 12- 16, i wszystkie plyty znam na pamiec. Pozniej naturalnie troche mi przeszlo, poznawalo sie nowe kapele itp. Z solowego Knopflera znam muzyke z filmow (Local hero, The Cal, Princess Bride)oraz dwie "pierwsze" plyty solowe (Golden Heart i Sailing to philadelphia) Jesli chodzi o muzyke filmowa to odbiega ona od straitsow, powiedzialbym ze milo sie tego slucha w tle, ale nie zachwyca. The cal ma dosc mroczny klimat 8nie znam filmu, wiec nie wiem czy wynika to z jego tresci).natomiast solowe plyty mnie nie przekonuja. To znaczy jest tam pare chwytliwych rzeczy, ale calosc nuzy, kawalki zbyt do siebie podobne. Mark poszedl w strone tego , co zaczal na On every street - czyli znowu to jego ulubione oatatnimi laty country. Ale paradoksalnie poloecam plyte Missing ..presumed having a good time zespolu The Notting Hillbillies, ktora Mark zalozyl pod koniec lat 80. to juz country - blues - folk na calego, prawie same standardy tej muzyki. Pomimo tego ze nie przepadam za tego typu polaczeniem, ta plyte bardzo lubie. To jest takie country dla ludzi ktorzy country nie lubia :-) Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: Dire Straits 12.07.04, 21:41 Ja jestem fanem country, a solowego Knopflera również ogromnie lubię. Odpowiedz Link
ilhan Blondie 12.07.04, 12:37 Absolutnie - Parallel Lines - dwanaście utworów, którym nie można nic zarzucić - zespół u szczytu songwriterskiej formy nagrywa album, który ostatecznie wyprowadza go z muzycznego podziemia na szczyty list przebojów ("Heart Of Glass"); idealne wypośrodkowanie między punkrockową energią, a popową piosenkowością przynależną latom sześćdziesiątym. Bardzo warto - Eat To The Beat - mniej klasyczna od "Parallel" tylko ze względu na to, że jako następca powtarza się trochę; kompozycje równie dobre, a nawet zawiera najlepszy wg mnie numer Blondie, czyli "Dreaming". Można - Blondie - zwala z nóg na samym początku ("X-Offender"), ażeby potem miejscami pousypiać, a miejscami znów porwać ("Rip Her To Shreds"!); interesujący debiut. - Plastic Letters - postęp w brzmieniu w stosunku do debiutu, ale kompozycje jeszcze nie te; jest tu pierwszy duży hit Blondie (cover "Denis") i kilka innych, równie świetnych piosenek, które jednak trzeba dość uważnie wyławiać z "tylko" dobrej całości. Jeszcze nie jestem pewien, ale chyba niekoniecznie - Autoamerican Nie chcę wiedzieć - The Hunter - No Exit - The Curse Of Blondie Odpowiedz Link
pagaj_75 Pat Metheny Group 12.07.04, 13:59 Nie znam wszystkich solowych płyt Pata, ani tych wszystkich kolaboracji z Hadenem, Pastoriusem i innymi - jeśli ktoś zna i ma chęć, to chętnie się dowiem. Tutaj skupiam się li i jedynie na studyjnych płytach Pat Metheny Group (wbrew swojej nazwie w PMG liczy się nie tylko Pat), czyli to z czego ten pan jest najbardziej znany: Absolutnie "Pat Metheny Group" - rewelacyjny debiut, choć brzmieniowo to jeszcze nie jest ten PMG jaki wszyscy znają i kojarzą, bardziej jazz-rockowy. "First Circle" - tu właśnie narodził się TEN PMG. zaczyna się wprawdzie niezbyt obiecująco, ale począwszy od utworu tytułowego (który uważam za najlepszy kawałek Metheny'ego w ogóle) do końca jest już pięknie. początek romansu Pata z muzyką brazylijską. "Still Life (Talking)" - brazylijskiego romansu ciąg dalszy, może nawet lepszy od "First Circle". "Imaginary Day" - w pewnym sensie concept album, wciągająca opowieść pełna kontrastujących nastrojów i stylistyk. a utwór "The Roots of Coincidence" uważam za jeden z najlepszych przykładów na to, że wszelkie podziały na rock, jazz, elektronikę, muzykę klasyczną, itp. są jedną wielką bzdurą. Warto "Offramp" - faza przejściowa między wczesnym, jazz-rockowym PMG do tego z "First Circle". ciekawe, ale bez przesady "Letter from Home" - rozwinięcie "Still Life", ale trochę za długie i momentami przynudzające. "We Live Here" - PMG grający acid jazz? czemu nie? chociaż z tym acidem to może przesada, ale nastąpiło tu uproszczenie rytmu. więcej automatu niż Paula Wertico. bardzo przyjemna płyta na lato. "Speaking of Now" - ostatnia (na razie) płyta PMG. Cóż, poniżej pewnego poziomu nie schodzą, ale nie jest już tak cudnie jak na "Imaginary Day" Można "American Garage" - najbardziej jazz-rockowa ze wszystkich płyt, z naciskiem na rock, ale nie przekonuje mnie. można posłuchać, ale w ostatniej kolejności. "Quartet" - z wielkim bólem serca umieszczam tutaj tą płytę, bo bardzo ją lubię, ale wiem, że dla większości ludzi może być niestrawna. tutaj mamy PMG na pół akustyczny, utwory często improwizowane na poczekaniu (takie przynajmniej sprawiają wrażenie). płyta ma swój klimat, ale to na pewno najtrudniejszy album PMG w odbiorze Odpowiedz Link
gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:39 Nie słyszałem wszystkich płyt Methenego, jednak z tych co słyszałem ułożył bym nieco inną kolejność. Absolutnie: "STILL LIFE (TALKING)" - wspaniała płyta, piękne kompozycje po prostu trzeba. "SPEAKING OF NOW" - uważam tę płytę również za bardzo dobrą, nieco nie w stylu Methenego, jednak bardziej rozbudowana instrumentalnie co mi bardzo odpowiada. "THE ROAD TO YOU" - również cudowna rzecz, stylowo przypominająca STILL LIFE (TALKING). "SECRET STORY" - następna nietuzinkowa płyta Warto: "PAT METHENY GROUP" - faktycznie takie jazz-rockowe granie, ale o ciekawej stylistyce, no i Panie pagaj_75 to nie był debiut..:)))) "IMAGINARY DAY" - bardzo przebojowa płyta, dośc łatwa w odbiorze nawet nie dla fanów jazzu, piękne kompozycje, warto od przesłuchania tej płyty poznawać Methenego "BRIGHT SIZE LIFE" - o ile wiem to to jest debiut chłopaków, dobra oryginalna płyta ze względu na sposób grania muzyków. "LETTER FROM HOME" - płyta utrzymana w klimacie "Still life" (Talking). "WE LIVE HERE" Powinno się: "WATERCOLORS" - druga płyta z kolekcji zespołu "AMERICAN GARAGE" - chyba ostatnia z płyt nasycona kliamtem wczesnego grania, tzn. jeszcze z lat 70. Można: "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za słodka..:))) "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu i to tyle..:)) pozdr Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:53 gregkor napisał: > "PAT METHENY GROUP" - faktycznie takie jazz-rockowe granie, ale o ciekawej > stylistyce, no i Panie pagaj_75 to nie był debiut..:)))) Tak jak napisałem na początku mojego postu: brałem pod uwagę te płyty, na których widnieje nazwa Pat Metheny Group. I to był debiut tych facetów pod tą nazwą :) Dla mnie PMG to nie tylko Pat, ale także choćby Lyle Mays, a ten na "Bright Size Life" nie grał, o ile się nie mylę. Pojawił się dopiero na "Watercolors", które też jeszcze było (przynajmniej teoretycznie) solową płytą Pata. Dlatego też odpadła z mojego zestawienia bardzo piękna płyta "Secret Story", bo jest solowym dokonaniem Metheny'ego. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 14:57 gregkor napisał: > "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za > słodka..:))) > > "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu acha, i tego jeszcze nie rozumiem :) wyjaśnij pan, panie gregkor :) Odpowiedz Link
gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:08 pagaj_75 napisał: > gregkor napisał: > > > "A MAP OF THE WORLD" - muzyka filmowa, w sumie ładna ale dla mnie za > > słodka..:))) > > > > "A MAP OF THE WORLD" - chyba najsłabsza z pierwszych płyt zespołu > > acha, i tego jeszcze nie rozumiem :) wyjaśnij pan, panie gregkor :) > no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co się wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z tym debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...:)))) pozdr Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:12 gregkor napisał: > no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co się > wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego > zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z tym > debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...:)))) Ależ ja nic innego nie twierdziłem :) Na "Watercolors" tak, ale na wcześniejszym "Bright Size Life" jeszcze nie :) szacunek i pozdro :) Odpowiedz Link
gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:21 pagaj_75 napisał: > gregkor napisał: > > > no więc panie pagaj_75..;))))) zamiast "NEW CHAUTAUQUA" wkleiło mi się co > się > > wkleiło..:)))..sorki no i faktycznie płyty pod szyldem Methenego > > zaszufladkowałem do Pat Metheny Group, więc miał pan racje pani pagaj_75 z > tym > > debiutem...chylę czoła...ale na "Watercolors" grał już chyba Lyle Mays...: > )))) > > Ależ ja nic innego nie twierdziłem :) Na "Watercolors" tak, ale na wcześniejszy > m > "Bright Size Life" jeszcze nie :) > > szacunek i pozdro :) > No więc jeżeli na "Watercolors" grał Lyle Mays to można powiedzieć, że to był pół Pat Metheny Group...:)))))...nieprawdaż.... również szacunek... Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 15:31 gregkor napisał: > No więc jeżeli na "Watercolors" grał Lyle Mays to można powiedzieć, że to był > pół Pat Metheny Group...:)))))...nieprawdaż.... prawdaż. :) połowa PMG, za to zdecydowanie ta ważniejsza połowa. :) Odpowiedz Link
cze67 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 20:15 Lubię wszystkie (te, które słyszałem, czyli kilkanaście) płyty Pata. "Still Life Talking" jest jednak ewidentnie na miejscu pierwszym. Zwracam też uwagę na wspomniene już, niezwykle atmosferyczne, muzycznie wspaniale nawiązujące do tytułu "Watercolours". Te najnowsze, mimo że cenione przeze mnie, nie mają jednak takiej świeżości, czegoś niezwykłego, czegoś co miały wcześniejsze płyty. Jakby nieco "spopowiały"... Odpowiedz Link
gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 20:29 Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę... pozdr Odpowiedz Link
cze67 Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 22:40 gregkor napisał: > Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o > spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę... Jeżeli mówię o "spopowieniu" Pata to mam na myśli PRZEDE WSZYSTKIM "Speaking Of Now", drogi gregkorze. Piękna płyta, swoją drogą. Odpowiedz Link
gregkor Re: Pat Metheny Group 12.07.04, 23:38 cze67 napisał: > gregkor napisał: > > > Wybacz cze67 ale w przypadku "SPEAKING OF NOW" cięzko mówić o > > spopowieniu....ale w przypadku "Imaginary Days" lekko się z Tobą zgodzę.. > . > > Jeżeli mówię o "spopowieniu" Pata to mam na myśli PRZEDE WSZYSTKIM "Speaking Of > > Now", drogi gregkorze. > Piękna płyta, swoją drogą. Wybacz drogi cze67, ale nadal się nie mogę zgodzić apropos spopowienia....ale potwierdzam, że to piekna płyta... Odpowiedz Link
miecio4 Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 14:58 Absolutnie: "Black Love" - dzieło wybitne. "1965" -ostatnia płyta zespołu. "Twilight as Played By the Twilight Singers" -zdecydowanie najpiękniejsza płyta z tych czterech. "Blackberry Belle" (Twilight Singers) -nie poddawajcie się po pierwszych przesłuchaniach Warto: "Congregation" "Gentlemen" Niekoniecznie: "Big Top Halloween" "Up in It" Odpowiedz Link
cze67 Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 18:48 Dziękuję Ci mieciu za ten zespół. JUż od dawna przymierzam się do jego "konsumpcji" ale jakoś nie wiedziałem od czego zacząć. Odpowiedz Link
kwiat_paproci Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 12.07.04, 20:35 Ja również dziękuję. Zaczęłam od 1965, a potem przerwałam słuchanie, bo pomyślałam, że już nic równie dobrego pewnie nie nagrali (ale ze mnie głupek!!) Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Afghan Whigs / Twilight Singers 05.09.05, 10:10 ja mam inczej trochę: absolutnie: Blacko Love (chyba najbardziej zaangażowany emocjonalnie i najlepszy kompozycyjnie z albumów Afhan) Gentlemen (teksty właściwie tylko o relacjach damsko-męskich, znowu ogromne emocje i swego rodzaju perwersja Dulliego. sam nie wiem czy to Gentlemen czy black love jest najlepszy) twilight (eklektyczne cudao. sam już nie wiem czy to nowoczesny blues, jakas odmiana elektroniki czy rock. delikatne i poruszające. do słuchania nocą) warto blackberry belle - nie ma co sie łudzic nazwą. ten album ma wiecej wspólnego z afghan niż z debiutem twilight. na początek polecam płyty powyżej, ale jak juz sie zakochacie w Dullim to ten album będzie dla was czymś wyjatkowym she loves you - płyta z coverami. przeróbki standardów jazzowych, bluesowych, rockowych, ale też...bjork. a wszystkie brzmią tak jakby napisał je Greg Up in it - niech was nie zmyli surowośc tych wczesnych nagrań. Garażowe brzmienie i punkowe tempo to tylko przykrywka. pod spodem są przede wszystkim emocje, emocje, emocje... 1965 - brzmienie bardziej syntetyczne (zbliżone do debiutu twilight ) + instrumenty dęte. a nad wszystkim unosi sie klimat nowego orleanu niekoniecznie: Congregation - jak dla mnie troche spieprzone brzmienie. zbyt czyste, przejrzyste. Odpowiedz Link
ilhan The Triffids 05.09.05, 10:40 1. TRZEBA Born Sandy Devotional (1986) - Obiecywałem recenzję, ale o tej płycie nie umiem jak należy w 1500 znaków, a 15000 nie mam czasu i zdrowia pisać. W każdym razie, szczytowe osiągnięcie każdego z sześciu muzyków, wraz z właśnie włączonym do składu Grahamem Lee na gitarze stalowej. Wznoszący się na wyżyny poetyckości, śpiewający potężnym, ale pełnym emocji głosem McComb i jego emocjonalne katharsis. W tle przedmieścia i przerażające pustkowia otaczające jedno z najdziwniejszych wielkich miast świata, Perth. Niech mi tylko ktoś powie, że to "ładna płytka tak na 6/10", to... 2. WARTO Calenture (1987) - Pierwszy z albumów Triffids, który u mnie "zaskoczył", dzięki zaśpiewanej z właściwą może Cave'owi pasją, mrocznej szancie (??) "Jerdacuttup Man". Piekielnie mocna songwritersko, ale nie tak spójna jak "Born Sandy..." i niestety przeprodukowana płyta, przez co chociażby ten piękny opener "Bury Me Deep In Love" brzmi dziś dokładnie jak z utwór z tamtej epoki. Treeless Plain (1983) - Debiut zaskakująco dojrzały. Świetna mieszanka post-punkowej szorstkości z akcentami folkowymi (skrzypce). "Hell Of A Summer" już sporo forumowiczów poznało, a prawie tak samo dobre są miniaturkowa opowiastka "Madeline" czy dramatycznie zaaranżowane "Red Pony" i "Branded". Warto warto. In The Pines (1986) - Wydana zaledwie kilka miesięcy po "Born Sandy Devotional" - coś w rodzaju odreagowania po tamtym albumie. Nagrana minimalnym kosztem w prymitywnych warunkach folkowa płyta stanowi raczej zbiór luźnych impresji czy szkiców utworów. Szkoda, że w większości nigdy nie dokończonych, bo szkiców pięknych. Field Of Glass EP (1985) - Zarejestrowana niemal na żywo w studiu BBC płyta to tylko trzy tracki, ale ten tytułowy trwa dziewięć minut i jest jednym z najbardziej wstrząsających epickich utworów dekady. 3. MOŻNA The Black Swan (1989) - Stephen Street, który produkował ten album, w momencie jego wydania stwierdził ponoć, że jest lepszy niż jakakolwiek płyta The Smiths, którą produkował. Akurat racji nie miał, bo album jest już zupełnie przeprodukowany i zbyt "miękki". Oczywiście nadal kompozycje z reguły wielce udane, ale i wpadki (efekt fascynacji McComba hiphopem "The Spinning Top Song" może i brzmiał wtedy jak muzyka przyszłości, ale dziś jest nieco zawstydzający). Odpowiedz Link
ilhan Re: The Triffids 09.11.05, 23:16 > 3. MOŻNA > > The Black Swan (1989) - Stephen Street, który produkował ten album, w > momencie jego wydania stwierdził ponoć, że jest lepszy niż jakakolwiek płyta > The Smiths, którą produkował. Akurat racji nie miał, bo album jest już > zupełnie przeprodukowany i zbyt "miękki". Oczywiście nadal kompozycje z > reguły wielce udane, ale i wpadki (efekt fascynacji McComba hiphopem "The > Spinning Top Song" może i brzmiał wtedy jak muzyka przyszłości, ale dziś jest > nieco zawstydzający). Zwyczajnie ocipiałem pisząc tego posta. Przepraszam - są tam bzdury wierutne. Przynajmniej w kontekście całego albumu. Odpowiedz Link
pagaj_75 Ultravox 12.07.04, 20:54 Jeśli ktoś jest zainteresowany tym zapomnianym lekko zespołem, to tak: 1) Trzeba "Systems of Romance" (1978) - trzecia i ostatnia płyta zespołu w oryginalnym składzie z Johnem Foxxem na wokalu. tutaj już słychać to brzmienie Ultravoxu, które potem stało się tak znane. "Vienna" (1980) - pierwsza płyta nagrana w najsłynniejszym składzie (czyli Midge Ure rządzi). najsłynniejsza, bo dzięki niej grupa zdobyła listy przebojów (przepiękna kompozycja tytułowa), no i rozpoczęła (razem z ciut wcześniejszą płytą grupy Visage, w której powstanie zamieszani byli i Ure i klawiszowiec Billy Currie) modę na tzw. new romantic. "Rage in Eden" (1981) - chyba najlepsza płyta zespołu, chociaż trudniejsza w odbiorze od pozostałych. 2) Warto "Ultravox!" (1977), "Ha! Ha! Ha!" - pierwsze płyty z Foxxem, czyli swoisty elektroniczny punk. nawet daje się słuchać :) "Quartet" (1982) - początek "popowienia" i "utaneczniania" grupy. mimo to, wciąż bardzo ładne piosenki. "Lament" (1984) - ciąg dalszy trendu zapoczątkowanego na "Quartet", tyle że piosenki jeszcze ładniejsze :) 3) Niewarto "U-Vox" (1987) - pożegnalna płyta składu z Midgem. niestety, poza z irlandzka brzmiącym "All Fall Down" i kilkoma przebłyskami w innych piosenkach, nie warto sobie tym albumem zawracać głowy. "All Fall Down" znajdziemy na praktycznie każdej składance Ultravoxu/Ure'a. 4) Wolę nie wiedzieć (ciekawa kategoria wprowadzone przez Ilhana :)) "Revelation" (1993), "Ingenuity" (1995) - płyty nagrane po odejściu Midge'a i Warrena Canna (z oryginalnego składu ostał się jedynie Billy Currie). wszyscy, którzy je słyszeli są zgodni: tragedia i niszczenie legendy. Odpowiedz Link
ilhan Re: Ultravox 12.07.04, 21:55 pagaj_75 napisał: > "Lament" (1984) - ciąg dalszy trendu zapoczątkowanego na "Quartet", tyle że > piosenki jeszcze ładniejsze :) Utwór tytułowy z tej płyty niegdyś zwalił mnie z nóg. Czas powrócić. > "U-Vox" (1987) - pożegnalna płyta składu z Midgem. niestety, poza z irlandzka > brzmiącym "All Fall Down" i kilkoma przebłyskami w innych piosenkach Czy zaliczasz do nich przepiękny, poruszający "All In One Day"? Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Ultravox 12.07.04, 21:59 ilhan napisał: > Czy zaliczasz do nich przepiękny, poruszający "All In One Day"? Tak. "All in One Day", może jeszcze "Same Old Story" i "Sweet Surrender" coś w sobie mają. Reszta niestety marna. Odpowiedz Link
pagaj_75 Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:21 No to jeszcze dorzucę Midża, bo żal mi trochę faceta. Z wiekiem robi się coraz lepszy, a płyty sprzedają się coraz gorzej. Tak więc, dla małej reklamy: 1) Naprawdę warto "Breathe" (1996) - płyta na której najbardziej uwidoczniła się fascynacja tego pana folklorem irlandzkim. w dużej części akustyczna, trochę nietypowa w porównaniu z innymi albumami, ale z naprawdę bardzo ładnymi piosenkami (tytułowa, "Fields of Fire", "Guns and Arrows"). i jeszcze dodam: plus Robert Fripp gościnnie w kilku utworach. :) "Move Me" (2000) - ostatnia i moim zdaniem najlepsza jego solowa płyta. najbardziej rockowa ze wszystkich (np. instrumentalny "Monster"), ale i mająca pewne nawiązania do czasów Ultravox ("Somebody") 2) można, czemu nie "The Gift" (1985) - pierwszy solowy album, Midge w całkiem niezłej formie, no i wielki przebój "If I was". 3) można, ale niekoniecznie "Answers to Nothing" (1988) - płyta podobna trochę do "U-Vox", czyli są bardzo ładne momenty (tytułowy, "Dear God" czy duet z Kate Bush "Sister and Brother"), ale jako całość nie przekonuje Nie znam w całości płyty "Pure" z 1991 (w tej chwili poluję na nią na ebayu), ale z tego co słyszałem sam i co słyszeli inni to raczej kategoria 3) PS. Niestety, bardzo słabo znam solową dyskografię Johna Foxxa, więc się nie wypowiem. " Odpowiedz Link
dziewczyna_mickiewicza Re: Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:24 kurcze, dzieki pagaj:) jakies 3 lata temu chcialam sie zapoznac blizej z tworczoscia tego pana, ale.. wylecialo mi z glowy:) a teraz mam motyw, zeby to zrobic:) Odpowiedz Link
ilhan Re: Suplement: Midge Ure 12.07.04, 22:38 pagaj_75 napisał: > pewne nawiązania do czasów Ultravox ("Somebody") Znów się wtrącę, ale ponownie przypomniałeś mi piękny utwór :) Odpowiedz Link
jack9 Fields Of The Nephilim /Nephilim 13.07.04, 09:32 Pewnie Ci co mają znac już znają na pamięć płyty Nephilim a Ci co nie znali wcale poznać nie chcą ale... Płyty doskonałe - Nephilim - spotkałem sie porównanie tej płyty do "Closer" JD - ryzykowne porównanie ale coś w tym jest - Elizium - dla cierpliwych, bo ta płyta to właściwie jeden utwór - dla mnie płyta na której nie ma jednego niepotrzebnego dzwięku Warta poznania -Dawnrazor - gitarowa, porównywana do płyt Cult czy Mission... choc oczywiście wokal McCoya jest o wiele lepszy niż u w/w...;) Można spróbowac - Zoon - wydana pod nazwą Nafilim po odejściu McCoya od kolegów z zespołu ostra, agresywna ale równocześnie olewana przez miłośników harkotów Dla fanatyków -Fallen - wydana bez zgody zespołu i niedopracowana Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Fields Of The Nephilim /Nephilim 13.07.04, 09:56 jack9 napisał: > - Elizium - dla cierpliwych, bo ta płyta to właściwie jeden utwór - dla mnie > płyta na której nie ma jednego niepotrzebnego dzwięku Znam tylko tą płytę i faktycznie - dla cierpliwych. Mnie nigdy tak do końca nie przekonała, choć podoba mi się początek i zakończenie :) Pamiętam, że o wiele bardziej trafiła do mnie płyta zespołu Rubicon, czyli 4/5 oryginalnego FotN z nowym wokalistą. Ale to zupełnie inna muzyka była. Nie wiem czy potem nagrali coś jeszcze, a i kaseta z tą muzyką zginęła mi dawno temu. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Suplement: Midge Ure 01.08.04, 12:55 pagaj_75 napisał: > Nie znam w całości płyty "Pure" z 1991 (w tej chwili poluję na nią na ebayu), > ale z tego co słyszałem sam i co słyszeli inni to raczej kategoria 3) No to już mam tą płytę, przy okazji przesłuchałem pozostałe i trochę przemodeluję poprzednią klasyfikację 1) Naprawdę warto: "Breathe" "Move Me" 2) Można czemu nie (niekoniecznie w tej kolejności) "The Gift" "Answers to Nothing" "Pure" I już :) Odpowiedz Link
martolka Allan Parsons Project 13.07.04, 10:29 APP to dla mnie taki nierównawy zespół, tzn. mam na każdej płycie swoich ulubieńców, ale i utwory, które ignoruję. A poza tym zestarzał się. Ogólnie rzecz biorąc: Trzeba: Tales Of Mistery And Imagination (mam duży sentyment do tej płyty i dlatego) Eye In The Sky Ammonia Avenue Gaudi Dobrze by było: Eve Pyramid The Turn of a Friendly Card Vulture Culture OK: I Robot reszty nie znam :-) Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Allan Parsons Project 13.07.04, 10:42 martolka napisała: > APP to dla mnie taki nierównawy zespół, tzn. mam na każdej płycie swoich > ulubieńców, ale i utwory, które ignoruję. Z tym, że nierówny to zespół był, to się zgodzę. Sam bym tą listę inaczej ułożył. Nie wiem jak (ciężko coś, cholera), ale wybitnie mi coś tu nie pasuje :) > Tales Of Mistery And Imagination (mam duży sentyment do tej płyty i dlatego) I słusznie, bo to chyba najlepsza płyta. Jedyna naprawdę równa poziomem płyta APP. > Eye In The Sky Eeee... Ładne, ale zaraz "trzeba"? > Dobrze by było: > Pyramid Oj, bardzo dobrze by było, choćby ze względu na utwór "In the Lap of the Gods", który uważam za najlepszy kawałek APP. > The Turn of a Friendly Card > Vulture Culture Naprawdę uważasz, że te dwie płyty są na zbliżonym poziomie? > reszty nie znam :-) Jest jeszce "Stereotomy". Niezła całkiem. I jeszcze takie Niewiadomo-Co pt. "Freudiana". Do dzisiaj nie wiem czy to była płyta APP, czy Cholera-Wie-Czego. Ale i tak jesteś lepsza, bo udało Ci się coś ułożyć. Ja mam problem z tym zespołem. Odpowiedz Link
martolka Re: Allan Parsons Project 13.07.04, 11:57 > Z tym, że nierówny to zespół był, to się zgodzę. Sam bym tą listę inaczej > ułożył. Nie wiem jak (ciężko coś, cholera), ale wybitnie mi coś tu nie pasuje :) to wymęczona lista jest, też mi coś nie pasuje tak do końca :-) ciekawe, w czym rzecz?... Tales uwielbiam, to jedyna płyta o której w całości mogę to powiedzieć. Ten Vulture Culture tak trochę na siłę wciśnięty też przez sentyment (poza tym kojarzy mi się miło z bridżem :-), można go zrzucić na niższy poziom. Zastanawiałam się, czy Gaudi zasługuje na taki zaszczyt... no ale właśnie to ten problem z oceną. Może APP nadaje się tylko do kategoryzacji piosenkami. Odpowiedz Link
luukasz4 Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 00:47 Nie wiem jak to się stało że jeszcze nikt o nich nie napisał. czyżby wszyscy zakładali,że red hotów zna każdy? Trzeba Blood sugar sex magik - tu chyba nikt nie ma wątpliwości, najlepszy, najbardziej kolorowy, natchniony materiał grupy Californication- Też bardzo dobry, choć inny. Skręcenie w stronę popu (melodie) ale z klasą. I świetne piosenki Mothers milk - red hoci funkowo hard rockowi, połączenie wcześniejszej, funkowej drogi zespołu z mocniejszym graniem. I zapowiedź tego co wydarzy sie na następnej płycie Warto One hot minute - red hoci bardziej psychodeliczni, odejście od funku, utwory bardziej rozbudowane i odjechane Freakey styley - funkowa energia w czystszej postaci, niż na poźniejszych pLytach, i pare świetnych piosenek Niekoniecznie Red hot chili peppers i uplift mofo party plan - kształtowanie się stylu, jeszcze niedoskonałe. Akurat red hoci to zespół, który dojrzewał powoli By the way - tak, jednak tutaj. Dla ludzi znających zespół wcześniej, płyta z perspektywy czasu jednak rozczarowująca. Oprócz trzech dobrych kawałków (ha, zgadnijcie których), moim zdanie stanowczo poniżej możliwości Odpowiedz Link
luukasz4 Re: Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 00:49 Przepraszam, nie wiedziec czemu pomyliły mi sie opłyty freakey styley i uplift mofo party plan. Powinno być oczywiscie na odwrót Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: Red Hot Chili Peppers 14.07.04, 13:37 luukasz4 napisał: > By the way - tak, jednak tutaj. Dla ludzi znających zespół wcześniej, płyta z > perspektywy czasu jednak rozczarowująca. Oprócz trzech dobrych kawałków (ha, > zgadnijcie których), moim zdanie stanowczo poniżej możliwości W zyciu nie zgadne, bo ja tylko jeden dobry widzę :) Odpowiedz Link
miecio4 Lacrimosa 14.07.04, 02:20 Od razu zaznaczę że jestem zwolennikiem późniejszego dorobku zespołu. Absolutnie: "Elodia" -odrzućcie wszelkie urazy do języka niemieckiego i zarzućcie np. "Ich Verlasse Heut Dein Herz"- ciary przez 8 minut. Wybitna płyta. "Fassade" Warto: "Stille" "Echoes" "Live"- raczej jako ciekawostka. Niekoniecznie: "Angst" "Einsamkeit" "Satura" "Inferno" -naprawde czuje brak autentyczności w tych płytach. Odpowiedz Link
jack9 Re: Lacrimosa 14.07.04, 18:23 miecio4 napisał: > Od razu zaznaczę że jestem zwolennikiem późniejszego dorobku zespołu. > Absolutnie: > "Elodia" -odrzućcie wszelkie urazy do języka niemieckiego i zarzućcie np. "Ich > Verlasse Heut Dein Herz"- ciary przez 8 minut. Wybitna płyta. > "Fassade" > Warto: > "Stille" > "Echoes" > "Live"- raczej jako ciekawostka. > Niekoniecznie: > "Angst" > "Einsamkeit" > "Satura" > "Inferno" -naprawde czuje brak autentyczności w tych płytach. Dobrze że zaznaczyłeś ze lubisz pożniejszy okres...;) Bo ja lubie minimalistyczną choć klimatyczną Saturę która faktycznie jest przeciwieństwem - Elodii pełnej ozdobników i bogatych aranżacji Odpowiedz Link
jack9 Interpol 14.07.04, 18:27 Absolutnie: - "Turn on the bright lights" - "Antics" pozwoliłem sobie na taki malutki żarcik...;) Odpowiedz Link
cze67 At The Drive-In bardzo poproszę 14.07.04, 18:36 No właśnie... PS. jack9 napisał: > pozwoliłem sobie na taki malutki żarcik...;) Ty chuliganie! Odpowiedz Link
mameluch Re: At The Drive-In bardzo poproszę 22.09.04, 01:28 zeby nie bylo ze sie do nieodpowiednich watkow wpisuje, skopiuje tu moje wypociny dotyczace ATDI w celu podlizania sie Szefowi;) przede wszystkim polecam ich ostatnia plyte 'Relationship Of Command', na pewno najbardziej dojrzala i zroznicowana. jak dla mnie w zasadzie nie ma slabych punktow i plasuje sie w najscislejszej ze scislych czolowek ulubionych plyt (ale moja skromna wiedza i osluchanie tez odgrywaja tu duza role). 'Incasinoout' (ze spacjami tez czasem pisza) plasuje sie u mnie na drugim miejscu. wydana 2 lata wczesniej, raczej dosc mocno odbiega od 'ROC', granie glownie zywiolowe, podchodzace pod punk czy amerykanski hc. wlasnie sobie slucham:) chyba najbardziej znanym kawalekiem z tej plyty jest 'Napoleon Solo', polecam, ale nie jest pewnien czy jest dobra wizytowka plyty jako calosci. 'El Gran Orgo' to taka brudna plyta z glownie punkowym brzmieniem. sluchajac tych trzech plyt pod rzad, od najstarszej ('EGO' przez 'ICO' po 'ROC') mozna dostrzec ewolucje zespolu. z czystym sumieniem moge polecic 'Relationship Of Command', pozostale wg mnie tez przynajmniej dobre, ale chyba trawienie nalezy zaczac od ostatniej plyty, bo brzmienie szczegolnie 'EGO' moze na poczatku troche zniechecic. w kazdym razie polecam, a w razie czego prosze o niezbyt mocne becki;) ps. Cze, czules trzesienie?:) u mnie w Olsztynie wszystko sie telepalo, dziwne uczucie. w takim stopniu smieszne, ale mocniejszych sobie nie zycze;) Odpowiedz Link