cze67
17.09.04, 10:52
Chodzi mi o artystow, ktorych g... obchodzi, jakich utworow publicznosc od nich
oczekuje (a oczekuje zazwyczaj najwiekszych przebojow). Nie graja na koncertach
setu typu Greatest Hits a to co akurat im lezy.
Takim zespolem jest z pewnoscia King Crimson, ktory od wielu lat pytany jest kiedy
zagra Epitaph na przyklad. A muzykom znudzilo sie granie tego, i wielu innych,
najslynniejszych utworow, ich to wali. Np. na jednym z koncertow na
dwukoncertowym DVD zagrali tylko dwa utwory z wczesniejszych plyt, reszta
pochodzi z dwoch ostatnich plyt. Ja taka muzyczna droge rozumiem, artysta ma
prawo do swojej wizji koncertu, do wyboru utworow. Wiecej - cenie takich artystow,
ktorzy nie chca na sile przypodobac sie publicznosci grajac w kolko te same numery.
Co Wy na to, szanowni forumowicze? Artystyczna niezaleznosc czy podlizywanie sie
publicznosci? A moze mozna polaczyc jedno, i drugie?