Dodaj do ulubionych

Muzyczny Apetyt

19.05.05, 01:42
Apetyt, ponoc, wzrasta w miare jedzenia.
A jak to jest z muzycznym apetytem, czy aby nie podobnie ?
Im wiecej sluchamy, im wiecej wiemy, tym wieksza ochota na wiecej i wiecej
(forma uzaleznienia ?)

Jest wprawdzie jeden, lecz bardzo konkretny zawor bezpieczenstwa: brak
funduszy.
Ale glod poznawania nowej muzyki moze byc silniejszy niz wszystkie takie
hamulce. Jak sobie z tym radzic ?
Zapraszam do dyskusji.
Obserwuj wątek
    • pszemcio1 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 01:52
      dokładnie...mam to właśnie...kiedyś gdy wyszla druga płyta radiohead albo up -
      rem to słuchałem ich po kilka miesięcy nie wyjmując z odtwarzacza. dziś gdy
      kupuje nową płytę, słucham kilka razy a juz myślę o tym co powinienem jeszcze
      nabyć. z miesiąca na miesiąc wydaje coraz więcej na płyty....kurde to jakieś
      uzaleznienie
    • jazzkam Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 05:44
      ciekawe czy muzyczny apetyt może nas doprowadzić do bólu ]:->


      oczywiście, ja nie wiem gdzie jest ten zawór i niestety, a raczej stety, właśnie
      się topię.
      • jazzkam Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 05:44
        w ogóle co ja robię o tej porze na forum
        • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 09:17
          Chyba z krótko słucham muzyki żeby się wypowiedzieć. Ale w tej chwili z
          pewnością jestem uzależniony. MUSZĘ kupować.
        • humbak Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 17:07
          To samo co o każdej innej?
    • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 09:43
      Ja bym wskazał raczej na ryzyko, ze apetyt na muzykę przejdzie w takiej sytuacji
      w masowe "przerabianie" albumów. Jesli już któryś z kolei dobry album odkładamy
      na dobre na półkę po sześciu czy nawet dziesięciu przesłuchaniach, to coś jakby
      jest nie tak. Mówi się co prawda, że nie warto słuchać czegoś, co nam się nie
      podoba czy podoba tak-sobie, bo przecież tyle różnej muzyki czeka na poznanie.
      Ale faktem jest, że bardzo często to jak, jak nam się

      Nie wiem też, czy apetyt na muzykę nie przechodzi po jakimś czasie w
      przyzwyczajenie i uzależnienie. Póki co radzę sobie z jedno-dwu tygodniowymi
      przerwami w słuchaniu muzyki (jeśli w zamian dostaję np. góry), ale nie wiem jak
      to na dłuższą metę by się udało. :)

      A już zupełnie prywatnie - moim zdaniem zabójcą dla prawdziwego - nie apetytu -
      głodu! muzycznego jest tak wielka dostępność muzyki we wszelakich formach. Ja
      obok siebie mam stosik z kilkudziesięcioma wielkimi płytami których jeszcze nie
      znam. I z jednej strony cieszę się na nie wszystkie, z drugiej trudno tu o jakiś
      "szacunek" dla nich... Oczywiście, ktoś powie, zacznij słuchać tylko
      oryginalnych płyt i po kłopocie. No niestety, dla mnie byłby to jeszcze większy
      problem, bo groziła by mi śmierć przez zagłodzenie i to w obu - muzycznym i
      tradycyjnym - znaczeniach :)
      • ihopeyouwilllikeme Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 09:47
        > Póki co radzę sobie z jedno-dwu tygodniowymi przerwami w słuchaniu muzyki

        Wow ! Ja to bym jednego dnia nie wytrzymał :)
      • ilhan Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 09:52
        pytajnick napisał:

        > Nie wiem też, czy apetyt na muzykę nie przechodzi po jakimś czasie w
        > przyzwyczajenie i uzależnienie.

        Przechodzi, jeśli chodzi o to drugie. Żebyś widział jak mi się ręce trzęsą przy otwieraniu każdej kolejnej przesyłki...
        • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 10:10
          > Przechodzi, jeśli chodzi o to drugie. Żebyś widział jak mi się ręce trzęsą przy
          > otwieraniu każdej kolejnej przesyłki...

          No, coś wiemy o tej absurdalnej przyjemności zwrywania folii z nowej płyty... ;)
          I to niezaleznie, czy płytke niosło się przez pół miasta nienaruszoną by
          rozpakowac dopiero w domu, czy też czekało kilka dni na listonosza.
          • cze67 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 10:17
            pytajnick napisał:

            > No, coś wiemy o tej absurdalnej przyjemności zwrywania folii z nowej
            płyty... ;)
            > I to niezaleznie, czy płytke niosło się przez pół miasta nienaruszoną by
            > rozpakowac dopiero w domu, czy też czekało kilka dni na listonosza.

            A co powiesz na przyjemność włożenia do odtwarzacza płyty, którą od mniejsca
            zakupu (Augustów) do miejsca odtworzenia (Sejny) niosło się (idąc piechotą) ze
            30 kilosów:-) Miałem tak z "Foxtrotem" Genesis...
            • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 10:52
              > A co powiesz na przyjemność włożenia do odtwarzacza płyty, którą od mniejsca
              > zakupu (Augustów) do miejsca odtworzenia (Sejny) niosło się (idąc piechotą) ze
              > 30 kilosów:-) Miałem tak z "Foxtrotem" Genesis...

              Moje uznanie! Ale czego się nie robi dla takiej płyty... :)
        • d84 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 18:15
          >Żebyś widział jak mi się ręce trzęsą przy
          > otwieraniu każdej kolejnej przesyłki...

          Oj dokładnie - a niechże ta tektura już zejdzie, czy to digipack czy Cdbox, jak
          wygląda książeczka, jak nadruk na cede, jak grzbiet będzie na półce
          wyglądał... ;)
          • ilhan Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 18:16
            d84 napisał:

            > Oj dokładnie - a niechże ta tektura już zejdzie, czy to digipack czy Cdbox, jak
            > wygląda książeczka, jak nadruk na cede, jak grzbiet będzie na półce
            > wyglądał... ;)

            Grzbiet to absolutna podstawa. Miałem już zamiar zrobienia rankingu Top 5 najlepszych grzbietów na mojej półce.
            • d84 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 18:17
              Świetna myśl! Zakładaj wątek :)
              • ilhan Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 18:35
                d84 napisał:

                > Świetna myśl! Zakładaj wątek :)

                Najpierw ranking zróbmy :)
                • d84 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 18:42
                  No to załóż wątek gdzie ludzie będą wpisywać najładniejsze grzbiety na swoich
                  półkach a potem zobaczymy, może jakiś ranking się zrobi. Płyta, która pojawi
                  się najczęściej dostanie tytuł Miss Grzbiet SF 2005 ;)
      • grrrg Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 10:31
        5-10 przesłuchań to mało? Według jakich kryteriów? Słuchanie muzyki, to bardzo
        indywidualna sprawa. Nigdy nie potrafiłem sluchać jednej płyty na okrągło (może
        poza najbardziej szczenięcymi latami), tak jak to niektórzy mają w zwyczaju.
        Nie znaczy to jednak, że tego nie rozumiem, a ludzi, którzy tak czynią uważam
        za niespełna rozumu. Ilość przesłuchań może być miernikiem miłości do danego
        artysty czy płyty, ale chyba nie musi. Każdy ma swoje "metody", a uogólnianie
        raczej nie ma sensu.

        Co do meritum, to muzyka jest jak narkotyk, ale przecież to truizm :)
        • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 11:02
          > 5-10 przesłuchań to mało? Według jakich kryteriów? Słuchanie muzyki, to bardzo
          > indywidualna sprawa. Nigdy nie potrafiłem sluchać jednej płyty na okrągło
          > (może poza najbardziej szczenięcymi latami), tak jak to niektórzy mają w
          > zwyczaju.

          Ja podczas intensywnego poznawania też większość płyt odkładam po 6-7
          przesłuchaniach, i uważam że mi to w wielu przypadkach wystarczy. Więc spoko,
          jestem "po Twojej stronie" i pisałem też o sobie.

          A odnosiłem to przede wszystkim do historii, do sytuacji, gdy ludzie - nie
          mniejsi miłośnicy muzyki niż my - musieli sobie radzić np. z jednym
          zagranicznym winylem na miesiąc i kilkoma kasetami z nagraniami z Trójki. Czasem
          odnoszę wrażenie, że to oni naprawdę "słuchali" muzyki, badali te płyty ze
          wszystkich stron, cieszyli się każdą ich sekundą, bo kochali muzykę a mieli jej
          tak mało, że wyciągali z niej wszystko co się da (a może nawet więcej). I - być
          może - bardziej dzięki temu się do tej muzyki przywiązywali. A na pewno bardziej
          ją cenili, bo dobra rzadkie ceni się z założenia wyżej. Nawet jeśli wsłuchiwali
          się w muzykę "obiektywnie" (cudzysłów, oszczędźmy sobie znów dyskusji o
          relatywiźmie) słabszą niż my teraz*, _wydaje mi się_ mieli z tego więcej radości.
          (*bo mamy taki wybór i dostęp do nagrań, że słuchamy głównie rzeczy polecanych i
          cenionych, pozwalając 99% powstającej muzyki przejść obok, a z klasyki
          wybierając tylko to, co przetrwało, co najważniejsze i najlepsze, innymi słowy
          słuchamy głównie muzyki naprawdę dobrej i bardzo dobrej, a płyty odkładamy po
          kilku przesłuchaniach, bo czekają kolejne).

          To wielkie uogólnienie oczywiście, i przypuszczenie - bo ja ery winylu nie
          pamietam, ledwie erę kaset.

          > Nie znaczy to jednak, że tego nie rozumiem, a ludzi, którzy tak czynią uważam
          > za niespełna rozumu. Ilość przesłuchań może być miernikiem miłości do danego
          > artysty czy płyty, ale chyba nie musi. Każdy ma swoje "metody", a uogólnianie
          > raczej nie ma sensu.

          Jeden powie, że uogólnianie z założenia jest bez sensu, inny powie, że bez
          uogólniania byśmy sobie na tym świecie nie poradzili.
          • cze67 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 11:10
            To co napisałeś przypomina mi inną dyskusję na tym forum:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=16989390&wv.x=1&v=2&s=0
    • pagaj_75 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 11:44
      Owszem, apetyt wzrasta. Ale też czasami pojawia się inne zjawisko - przesytu,
      przedawkowania. Zdarza mi się (na przykład tak jest w tej chwili), że ilość
      kupionych/ściągniętych płyt przekracza masę krytyczną i czuję, że muszę
      przystopować, bo nie daję rady z trawieniem.

      U mnie też sprawdził się pewien schemat: kiedyś albumy, które mi się bardzo
      podobały potrafiłem męczyć długimi miesiącami. Nie, nie słuchałem ich w kółko,
      bo takie obsesje muzyczne są mi obce (i drażniło mnie zawsze u mojej siostry to,
      że potrafiła katować się - i mnie przy okazji - tą samą płytą lub kasetą przez
      cały dzień). Ale zawsze były jakieś rzeczy, które poznawałem naprawdę dogłębnie.
      I do nich ciągle mam wielki sentyment, ciągle gdzieś tam wysoko w prywatnym
      rankingu stoją, nawet jeśli nie słuchałem ich od kilku lat. Bo już nie muszę
      słuchać, znam je na pamięć w najdrobniejszych szczegółach.
      Rok temu padły niczym mur berliński moje twarde zasady i zacząłem ściągać muzykę
      z internetu. I uświadomiłem sobie niedawno, że przez ten rok przesłuchałem wiele
      bardzo dobrych płyt, których... już prawie nie pamiętam. I nie mam żadnego
      stosunku emocjonalnego do większości z nich. Nie pamiętam tytułów utworów (a
      kiedyś zbudzony w środku nocy potrafiłbym odpowiedzieć jaki był szósty numer na
      drugiej płycie boksu "The Great Deceiver"). Ba! Już prawie w ogóle nie zwracam
      uwagi na tytuły. Nie mam czasu, żeby studiować teksty, co kiedyś robiłem z
      prawie każdą nową muzyką, która miała choć odrobinę ambitniejsze słowa od "Szi
      lowz ju, je je je".

      Dodatkowa sprawa to ciekawy efekt psychologiczny: "Lift Your Fists..." Godspeeda
      wysłuchany z oryginalnych CD zrobił na mnie tysiąc razy większe wrażenie niż ze
      słuchanych wiele miesięcy temu mp3. Zabrzmiał potężniej (i nie mam tu na myśli
      technicznej jakości dźwięku) i jeszcze bardziej piorunująco. Snobizm? Być może.
      • ilhan Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 12:08
        pagaj_75 napisał:

        > wysłuchany z oryginalnych CD zrobił na mnie tysiąc razy większe wrażenie niż > ze słuchanych wiele miesięcy temu mp3.

        To normalne zjawisko. Zdarzyło mi się kupić kilka "klasyków" na oryginałach tylko po to, żeby do końca się do nich przekonać.
      • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 17:55
        > U mnie też sprawdził się pewien schemat: kiedyś albumy, które mi się bardzo
        > podobały potrafiłem męczyć długimi miesiącami. Nie, nie słuchałem ich w kółko,
        > bo takie obsesje muzyczne są mi obce (i drażniło mnie zawsze u mojej siostry to
        > ,
        > że potrafiła katować się - i mnie przy okazji - tą samą płytą lub kasetą przez
        > cały dzień). Ale zawsze były jakieś rzeczy, które poznawałem naprawdę dogłębnie
        > .
        > I do nich ciągle mam wielki sentyment, ciągle gdzieś tam wysoko w prywatnym
        > rankingu stoją, nawet jeśli nie słuchałem ich od kilku lat. Bo już nie muszę
        > słuchać, znam je na pamięć w najdrobniejszych szczegółach.
        > Rok temu padły niczym mur berliński moje twarde zasady i zacząłem ściągać muzyk
        > ę
        > z internetu. I uświadomiłem sobie niedawno, że przez ten rok przesłuchałem wiel
        > e
        > bardzo dobrych płyt, których... już prawie nie pamiętam. I nie mam żadnego
        > stosunku emocjonalnego do większości z nich. Nie pamiętam tytułów utworów (a
        > kiedyś zbudzony w środku nocy potrafiłbym odpowiedzieć jaki był szósty numer na
        > drugiej płycie boksu "The Great Deceiver"). Ba! Już prawie w ogóle nie zwracam
        > uwagi na tytuły. Nie mam czasu, żeby studiować teksty, co kiedyś robiłem z
        > prawie każdą nową muzyką, która miała choć odrobinę ambitniejsze słowa od "Szi
        > lowz ju, je je je".


        !!!!!!!
    • glebogryzarka1 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 12:05
      > A jak to jest z muzycznym apetytem, czy aby nie podobnie ?
      > Im wiecej sluchamy, im wiecej wiemy, tym wieksza ochota na wiecej i wiecej
      > (forma uzaleznienia ?)

      W pewnym momencie przychodzi takie uczucie, że wszystko już słyszeliśmy, a to,
      czego nie słyszeliśmy, okazuje się po sprawdzeniu mało atrakcyjne. Niezbyt
      przyjemne. Dawno nie czułem podekscytowania jeszcze przed poznaniem nowej płyty.
      • pagaj_75 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 12:32
        glebogryzarka1 napisał:

        > W pewnym momencie przychodzi takie uczucie, że wszystko już słyszeliśmy, a to,
        > czego nie słyszeliśmy, okazuje się po sprawdzeniu mało atrakcyjne.

        Znam to, to uczucie nazywa się starość :) Żartuję, no offence.
        A tak przy okazji: znam sporo płyt, z których wtórność dosłownie wylewa się i
        skowycze, a mimo to budzą wielkie pozytywne emocje. Nie chcę i nie potrafię już
        słuchać muzyki z marsową miną pana krytyka szukającego przełomów, prekursorstwa
        i awangardy. Mam głęboko gdzieś płyty które "zmieniły oblicze" rocka, jazzu,
        elektroniki, whatever. Interesują mnie rzeczy zmieniające MOJE oblicze,
        najchętniej na uśmiechnięte, zamyślone, zaciekawione. A do tego nie trzeba
        wielkiej oryginalności.
        • humbak Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:50
          Hehe... się podpisuję pod pana wypowiedzią:)
    • kubasa Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 13:17
      U mnie przesyt osiaga wlasnie forme bulimii. Boli mnie juz glowa, nie chce mi
      sie nic sluchac, ale cisza (a najczesciej domowy gwar) sa dla mnie czyms
      nienaturalnym. Wiec puszczam muzyke, ktora w danej chwili wcale mi sie nie
      podoba. Nie musze dodawac, ze jest to ze szkoda dla mojego odbioru, chocby
      wlasnie w ten sposob skatowanego "London Calling"
      • grrrg Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 14:56
        Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, przynajmniej nie w mieście. Mimo to
        zdarzają się sytuacje kiedy patrzę na półki i nie mogę znaleźć nic
        odpowiedniego w danej chwili. To zresztą syndrom nieobcy chyba również
        niektórym z Was. Stosunkowo duży wybór sprawia, że zarżnięcie jakiejś płyty mi
        nie grozi na szczęście ;)
        • cze67 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 14:59
          grrrg napisał:

          > Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, przynajmniej nie w mieście. Mimo to
          > zdarzają się sytuacje kiedy patrzę na półki i nie mogę znaleźć nic
          > odpowiedniego w danej chwili. To zresztą syndrom nieobcy chyba również
          > niektórym z Was.

          Na przykład mnie.
          • jarecki32 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 15:51
            ani mnie :)

            a tak przy okazji, to duzo bardzo interesujacych opinii sie juz uzbieralo.
            Generalnie wszyscy sie zgadzamy ze sluchanie muzyki moze przerodzic sie w nalog
            z wszystkimi znanymi konsekwencjami nalogow. Ciekaw jestem czy powinninsmy sie
            obawiac czegos bardziej powaznego niz chronicznego braku czasu na inne hobby
            czy niedomyte garnki, na przyklad : zaniedbywanie rodziny, pracy a moze nawet
            lekkiego stukniecia.
            Samodyscyplina - to pewnie bedzie odpowiedz (btw, Pagaj musi byc ekspertem od
            dyscypliny, bo zawsze o niej cos dopisuje :)), tyle ze chyba nie tak latwo ja z
            siebie wykrzesac.
            I jeszcze jedno, malo tu glosow pan, a szkoda bo one moga sie niezle znac na
            diecie.
    • abranova Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:08
      Jest pewnien sposob na ograniczenie przerośniętego muzycznego apetytu,
      przynajmniej w kwestii kupowania płyt. Należy czytać jak najwięcej for
      muzycznych lub serwisow "krytycznych" typu Porcyś :))) To niedobre, tamto słabe
      a reszta w ogóle banalna i niewarta zachodu...Jak się czlowiek naczyta tych
      negatywnych recenzji, to może mu przejdzie chęć słuchania :>
    • humbak Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:43
      "Jest wprawdzie jeden, lecz bardzo konkretny zawor bezpieczenstwa: brak funduszy."

      No... polemizowałbym:P
      • jarecki32 Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:51
        No fakt, ale przyznam, ze na technice sciagania z netu sie nie znam
        (bawilem sie w to jeszcze w czasach napstera i ten download trwal troche za
        dlugo)Tak czy owak, jesli sie sciaga i wypala to kosztuje to czas a Time is
        Money.
        • humbak Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:54
          I tu mnie kolega źle zrozumiał. Z netu co prawda sciągam, ale wydatki na muzykę
          u mnie niezwykle ciężko zachamować. Tylko w wyjątkowym finansowym dołku się
          ograniczam (np wczoraj zrezygnowałem z DJ Krusha "Zen" za 20 zet niecałe... ale
          gdybym jego nabył to o zakupie albumu pana Yoshihide na koncercie nie miałbym co
          marzyć). Jak to ostatnio mawiam: a kto powiedział że człowiek musi jeść?:)
          • humbak Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 16:54
            hamować hamować hamować hamować hamować hamować hamować hamować hamować hamować
            • grimsrund Re: Muzyczny Apetyt 19.05.05, 19:07
              Byłem przy tej rezygnacji i zaświadczam wszem i wobec, że Humbak był dzielny i
              walczył ze sobą potężnie :))
    • pytajnick Re: Muzyczny Apetyt 21.05.05, 02:34
      A propos przesytu, a propos 'zwątpienia', niedawno na tzw. m@pl CC (znany tu
      kiedyś pod nickiem Lesiek bodajże) napisał coś, co pasuje jak ulał do dyskusji.
      Przykład mi tym bardziej bliski, że płytę o której pisze, niezwykle sobie cenię.

      A pisze o Misplaced Childhood.


      >Wlasnie leci.
      >
      >Sluchalem tej plyty prawdopodobnie najwiecej razy w zyciu - ostatnio
      >slucham Jej bardzo rzadko.
      >W ogole malo slucham ostatnio muzyki i nie potrafie przezywac jej tak
      >emocjonalnie, jak jeszcze jakis czas temu. Moze za duzo tych plyt
      >jest, za duzo dzwiekow, gdzies emocje gina? Moze przytloczenie zyciem?
      >
      >Potrzebne sa takie dni jak dzisiaj, kiedy przypominamy sobie, gdzie sa
      >nasze korzenie. Gdy slucha sie Jej po raz ilussetny, i przelatuje
      >dreszcz przy Bitter Suite, i leca lzy przy Mylo, i chce sie wstawac i
      >isc dalej przy Childhood's End.
      >
      >Wlasnie sobie uswiadomilem, ze mniej wiecej dzisiaj mija dokladnie 15
      >lat od daty, kiedy pierwszy raz Jej sluchalem. I ze dzisiaj mam wiecej
      >(i to znacznie!) lat niz mial Fish, kiedy jej sluchal pierwszy raz...

      Dla jednych "ratunkiem" jest powrót. Dla mnie przeciwnie, taką płytą ostatnio
      było Antony.
      www.caladan.art.pl/recenzje_sc.php?id=925
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka