Dodaj do ulubionych

muzyka tej ery

27.09.05, 14:25
Kto ich blizej zna? kto o nich coś wie lepiej? Poproszę o info jak jest to
możliwe.
Słyszałem kilka kawałków z łapanki sieciowej i muszę powiedzieć że niezue i
skowyt wątroby mialem z zachwytu;)))skład kapeli tez jest hmmm... ciekawy.
Ktoś kto lubi Tortoise winien być zadowolon.

Tylko jest kurcze dla mnie niepokojący kierunek wszelkich zdolnych ludzi z
fajnych kapel. Ucieczka od ideologi (a więc tego czym rock był w latach 60 i
80) i na szczescie mitomanii i wejscie w niejednoznaczny świat symboliki i
bajkowości albo jakiegoś koszmarnego wyobcowania. (PRAM HOOD MUM SPHONGLE)Cos
jak chowanie sie w pempowine. Jakby świat rzeczywisty (ale co to znaczy
rzeczywisty?) był zbyt przerażajacy i bezsensowny dla wrażliwców pozamykanych
wraz ze swoimi komputerami i grzybkami, ziołkiem czy twardymi. Nawet nie to
że ze to świat nierealny ale subiektywna realnosc przybierała bardziej
plastikowy wymiar folderu podróży w światy które nieistnieja. JAkby ksiązka
LEMA pisała siesama z tą różnicą że sai narzucamy sobie kolorowe wizje. Coś
jak malowanie lakierem kozich bobków.
Nasuwa sie tutaj oczywiste porównanie do psychodelii lat 70/80 które wchodzi
w sama siebie i zaczyna się zjadać. jedyny zdrowy kierunek nihilizm?
Równoczesnie podobną sinusoidą swawoli sobie rynek muzyki pop gdzie do granic
kretyństwa rozbuchane kariery bratnich spyrs i innych gdzie poza wyobrażeniem
humanoida jest już dalszy rozwój w tym kierunku.

Mam wrażenie że MassMedia same się zapędziły jak stadko lemingów na skraje
przepaści i lecą na łeb tylko że nikt tego nie wie bo razem z nimi lecą
wszystkie ich punkty odniesienia.

Mam wrazenie ze z jednej strony wchodzimy w rock autorski i poszukiwania
nowej tożsamosci dla muzyki, z drugiej strony w barok i mega wyczesana
wirtuozerię i do tego techniczne nowe brzmienia (mnie się nasuwa tutaj glam
rock). Ciekawe jest że nikt nie jest w stanie nazwać tego co się dzieje na
świecie i okreslają to jako "NOWE BRZMIENIA" gdzie w jednym tyglu jest
GOLDIE, TORTOISE czy MASSIVE ATTACK

Ciekawe w ostatnich czasach jest potraktowanie całego zespołu jako jednego
instrumentu (Mars Volta) zanikają solówki gitarowe jako takie, króluje
chamski powtarzalny synkopowany riff rzężącego basu i często wiecej do
powiedzenia ma sama sekcja a gitara schodzi na plan dalszy.

Ponadto wszechobecność passover-óf wszelakich czyli łaczenia stylów na
zasadzie montażu MTV łamie mi nerki kopem prostym. wszystko sie trzęsie na
zasadzie wielości kontrastów (ogórek, mleko, żaba, kaszanka) i tylko zbiera
sie na rzyg.
Muzyka straciła swoje ostre krawędzie staje sie jakby jednym strumieniem
jednego nurtu ale czy rzeczywiście? Myslę że kończy sie konwencjonalne
myslenie o muzyce: muzyk + instrument = muzyka
zachodzi bardziej inny, szerszy proces: człowiek i jego idea - narzędzie =
muzyka
co tak naprawdę wytnie w pień sprawnosć posługiwania sieinstrumentem a
zaniknie to co miał w łapie Miles Davis czy Theolonius Monk czy Krzysztof
Komeda. Cos co mogło się wydobyc tlko po przetyraniu lat na swoim
instrumencie po kilka godzin dziennie.

Wiec wirtuozerię zastępuje technika? technicznie każdy jest w stanie zrobić
przyzwoity kawałek hiphopowy (wystarczy znajomość obsługi kompa i programik)
zwiększa się możliwość profesjonalnego robienia muzyki dla wszystkich.
(mandaryna)
Zastanawiam się czy nowy kierunek muzyki to nie będą....
autorskie generatory muzyki
czy kierunek to młyny algorytmów które będą na żywo wytwarzały muzę dokładnie
tak jak wizualizacje w plejerach które reagują na dzwięki? Lub coś jak
fraktale? w czasie i dzwiękach rozłożone?
Ponadto wejdzie w domenę nie tyle muzyków co programistów - demonów sztuki?
wyobcowanych z tej rzeczywistości posepnych pożeraczy czipsów i koli i
tworzących swoją własną?

do wykorzystania:
pełny zakres częstotliwości i brzmień a przecież kulturowo oktawę my dzielimy
na 12 dzwięków a przeca można na.....
ograniczeniem jak zawsze będzie granica możliwości poznania










Obserwuj wątek
    • pytajnick trochę nie na temat 27.09.05, 14:34
      obly napisał:

      > (PRAM HOOD MUM SPHONGLE)

      Postawiłeś obok siebie trzy kapele, które bardzo lubię, co daje szansę, że
      czwartą też mógłbym polubić. Mogę prosić o coś więcej o "Pram"?
      • obly Re: trochę nie na temat 27.09.05, 15:13
        Pram
        bardzo fajny głos babeczki która to niby to śpiewa, niby to sobie cos tam nuci,
        jakby nawet niewyuczony taki dziewczęcy mruczek dziewuszy przy szydełkowaniu.
        pełen jednak niesamowitego ciepła i troche smutku.
        Mam płytkę w której się zasłuchuje: The museum of Imaginary Animals.
        Nazwa mówi sama za siebie ;)))

        Czuje sie jakby babcia opowiadała ci bajkę o małej dziewczynce co wałęsała sie
        przez praskie dzielnice Warszawy w poszukiwaniu swojego zaginionego pluszowego
        misia.
        Polecam z tej płyty: "Mother of pearl" jesli akurat wstajecie rano i sypiecie
        sobie złociste płatki kukurydziane w miskę pełna mleka a słońce łaskocze was w
        grzywkę i nagle znajdujecie rachunek do zapłacenia za internet.

        a zresztą opisy masz tu
        muzyka.pl/index.php?m=biografie&k=rock&id=250
        Co ciekawsze jest to muza z lat 90-00 wiec ciut wczesniej niż MUM ale od
        skojarzeń nie da się daleko uciec.

        Dla mnie kapela ciekawa dość i bardzo ale to bardzo klimatyczna ale nie wiem
        czy wybitna. Po prostu muzyka i łakomstwo na nią muszą sie spotkać w jednej
        chwili. I ja w nią wpadłem ;))

        A wpadłem na tę kapelke tylko z powodu iz hood jest w tej samej stajni

        www.dominorecordco.com
        w tej stajni tez jest Franz Ferdinand (którego nijak nie lubię) i the kills
        (tyz srednio)i tam chyba można nawet zerknąć sobie uszami dzwięki
        • mechanikk Re: trochę nie na temat 27.09.05, 15:34
          Pram.
          Wymieszaj Mum ze Stereolab i wyjdzie.
          • braineater Re: trochę nie na temat 27.09.05, 20:35
            mechanikk napisał:

            > Pram.
            > Wymieszaj Mum ze Stereolab i wyjdzie.

            kolega zapomniał dopisać:

            o wiele ciekawiej wyjdzie:)

            Pozdrowienia:)
            • mechanikk Re: trochę nie na temat 27.09.05, 20:50
              Eee, no prawda. Zapomniałem, ciekawiej :)
              • nemrrod Re: trochę nie na temat 27.09.05, 21:00
                Pozwolę przytoczyć sobie moją definicję Pram zapodaną kiedyś na FM: "Stereolab
                na kwasie z lekką nutką dekadencji" ;)
                • braineater Re: trochę nie na temat 27.09.05, 21:10
                  Ja tam tych Waszych skojarzeń ze Stereo nie rozumiem. Przecież PRAM to radosne
                  hymny depresji, a Stereo to takie sobie przyzwoite piosenkowanie. Klimat panie
                  nie ten całkiem, przynajmniej dla mych usz.

                  Pozdrowienia:)
                  • nemrrod Re: trochę nie na temat 27.09.05, 21:26
                    braineater napisał:

                    > PRAM to radosne hymny depresji

                    Proste równanie:
                    Stereolab = radosne hymny
                    radosne hymny + depresja = radosne hymny depresji = Pram

                    Czyli dochodzimy do tej samej konkluzji ;)
                    • braineater Re: trochę nie na temat 27.09.05, 21:28
                      Quod Erat Demonstrandum:)

                      Ukłony:)
                      • mechanikk Re: trochę nie na temat 27.09.05, 23:16
                        Właśnie sięgnąłem po składankę Domino Rec. ("Worlds Of Possibility") na której
                        jest jeden kawałek Pram ("Sleepy Sweet") i faktycznie bajkowe skojarzenia same
                        sie nasuwają. Na soundtracku Akademii Pana Kleksa bym to widział ;)
                        • braineater Re: trochę nie na temat 28.09.05, 10:07
                          Tylko w Kleksie jedli halucynogenne piegi, a nie grzyby, jak w PRAM:)

                          P:)
                  • roar Re: trochę nie na temat 28.09.05, 10:51
                    > Przecież PRAM to radosne hymny depresji (...)

                    ...

                    Ściągam w trybie natychmiastowym.
                    • martolka Re: trochę nie na temat 28.09.05, 11:42
                      roar napisał:

                      > > Przecież PRAM to radosne hymny depresji (...)
                      >
                      > ...
                      >
                      > Ściągam w trybie natychmiastowym.

                      ja chyba też powinnam ;-)
          • pytajnick Re: trochę nie na temat 27.09.05, 23:16
            > Wymieszaj Mum ze Stereolab i wyjdzie.

            Będzie dośc trudno, bo za Mum baaardzo przepadam (tzn. dwoma pierwszymi płytami
            + koncertami), a do Stereolab nijak nie udało mi się przekonać, bo jakkolwiek to
            dla mnie muzyczka przyjemna, to jednak zbyt "lekka" i nie wywołująca żadnych
            emocji (w przeciwieństwie do drugiej płyty Mum, którą stawiam zaraz za Agaetis
            Byrjun pod względem tej dziecinnie naiwnej skandynawskiej emocjonalności).

            Ale zaciekawiliście mnie, dzięki.

            ex

            n.p. bob dylan | oh, mercy
            • obly Re: trochę nie na temat 28.09.05, 08:27
              Posłuchaj sobie po prsotu i tela, ja polecam gorąco...
              Co do mieszania Pram z MUM chcę powiedzieć ze płyty MUM powstały kilka chwil po
              experymentach Pram wiec ..... nie bardzo tak wypada, po za tym uważam iż
              muzycznie Pram jest ciut bardziej rozwinięty natomiast Mum zjadł wiecej
              grzybków i spodobał się Bjork i mieli rewelacyjna płytę chyba "green grass of
              tunel" gdzie na wierzch wydobyli urok prymitywnych dzwieków syntezatorowych
              jakby z takiego syntezatorka za 49 złoty które dzieciaki masowo dostaja na
              komunię...
    • aimarek Re: muzyka tej ery 27.09.05, 21:44
      Podjąłeś kilka bardzo ciekawych wątków. Niestety nie bardzo mam teraz głowę,
      żeby je wszystkie ogarniać, ale tak chociaż krótko odnosząc się do jednego
      aspektu Twojej wypowiedzi - oczywiście masz rację, że zaprzęgnięcie komputera do
      tworzenia muzyki rodzi zupełnie nową sytuację. Przypomina mi to wypowiedź
      Jelinka na temat komputera jako możliwości uwolnienia prawdziwej indywidualności
      twórczej, skrępowanej w tradycyjnym podejściu przez możliwości ciała, jego
      wyćwiczenia, wirtuozerii itd. Czyli problem polega na tym, że posługiwanie się
      instrumentem takim jak trąbka, fortepian czy gitara ma swoje ograniczenia. Po
      pierwsze mamy barierę czysto fizycznej sprawności i opanowania danego
      instrumentu, a po drugie jest jeszcze horyzont jego konstrukcyjnych możliwości.
      Próbą pokonania tego drugiego rodzaju ograniczeń byłyby pewnie preparacje, czyli
      ingerencja w istniejące już narzędzie. Komputer wydaje mi się jakby następnym
      stadium na tej drodze, zwłaszcza, że w jakimś stopniu pozwala przezwyciężyć
      obydwa rodzaje ograniczeń. W jakimś stopniu, bo oczywiście pozostaje kwestia
      zgłębienia i sensownego wykorzystania jego - wydaje się - nieograniczonych
      możliwości. A dla nas, słuchaczy pojawia się problem wypracowania nowych
      kryteriów wartościowania, co oczywiście na tym etapie jest jeszcze bardzo trudne
      i pewnie stąd nasz niepokój, gadanie o postmodernizmie, dewaluacji czy wręcz
      końcu muzyki. Jak to wszystko się potoczy, można tylko spekulować, ale
      generalnie jestem zdania, że znajdujemy się w jakimś bardzo doniosłym momencie :)
      • obly Re: muzyka tej ery 28.09.05, 08:17
        z komputerem jest na tyle smiesznie że ograniczenia trzeba sobie samemu
        zaprogramować na samym początku ;))) zeby zacząc cos móc działać.
        Można sie zastanowic teraz czy jest sens grać na perkusji w rockowej kapeli
        (buch cyk pam buch buch cyk pam), troszke to sie robi bzdura w sensie logicznym
        poświęcenie się tylko perkusji robi sie to troszke archaiczne jak jazda konna
        po sciezce rowerowej. Ale swój urok ma. (chodzi mi nie tyle o grę na perkusji
        ale o zdobywanie na niej umiejętności przez cale swoje zycie)

        Ale wróce do tego wątku poruszonego: "Przypomina mi to wypowiedź Jelinka na
        temat komputera jako możliwości uwolnienia prawdziwej indywidualnośc"
        i tutaj nie bardzo mam jak sie zgodzić, podświadomie czuję iż to indywidualność
        Milesa Davisa w dużym stopniu została wyzwolona przez kilkudziesięcioletnia grę
        na trąbce, obcowanie z innymi muzykami, wycieranie tyłka po różnych salach
        koncertowych... i zadaje sobie pytanie czy to sam może sie przydarzyc kolesiom
        co to używaja komputer li tylko? (z wszelkim oprogramowaniem aktualizowanym co
        rok i co rok zmieniając całkowicie zakres i sposób modyfikacji dzwięku)
        staje sie to o wiele bardziej surrealistyczne, umowne, iluzyjne, gdyż nawet
        brzmienia są generowane na zasadzie poruszania kilkoma suwaczkami i to nei w
        czasie rzeczywistym trwania utworu tylko fragment 2 sekundowy można projektwać
        godzinami. Bardziej mi sie pasuje dziś "projektowanie muzyki" gdyż należy sobie
        zdać sprawę że autor utworu nie "słyszy" swojego kawałka w trakcie nagrywania
        tylko dopiero po przetworzeniu elementów przesłuchuje efekt.

        Do tego trąbka prez te 60 lat zmieniła sie niewiele a przykładowo Qbase od
        pierwszej wersji różni się wszystkim (moze za wyjatkiem ceny).
        • roar Re: muzyka tej ery 28.09.05, 11:27
          Ja tak właściwie nie chcę się włączać do dyskusji, bo czuję, że mowa tu jest o tematach, które przebiegają trochę w poprzek moich zainteresowań. (Albo, tak jak w przypadku pytania o indywidualności, dyskusję na które uważam za bezsensowną - indywidualny styl się ma albo się go nie ma, niezależnie od używanych narzędzi.)
          Ale, co do sensu gry na instrumentach - ten będzie zawsze. Z tego powodu, że instrumenty takie jak trąbka, perkusja czy fortepian nie są już tylko narzędziami do wydobywania dźwięku. Stały się archetypami samymi w sobie, elementami ogólnoludzkiej kultury. Racja, trąbka jako narzędzie tworzenia muzyki w porównaniu z komputerem możliwości ma żadne. Natomiast z samej tylko racji jej roli w historii muzyki należy ją rozpatrywać pod innym kątem - jako narzędzie do wydobywania z siebie dźwięku trąbki. Pod tym względem wygrywa z elektroniką i wygrywać będzie zawsze. Nawet, jeśli przewaga ta ograniczy się do efektów li tylko wizualnych, jak w przypadku perkusji. :) One też są częścią muzycznej kultury.
          Oczywiście, powoli znika już potrzeba istnienia chałturzystów, sprawnych technicznie kolesi potrafiących bez błędów i zniekształceń, możliwie sterylnie zagrać partie na swoim instrumencie - i nic ponadto. Tym większe powinno do dać pole do popisu prawdziwym indywidualnościom.

          > Bardziej mi sie pasuje dziś "projektowanie muzyki" gdyż należy sobie
          > zdać sprawę że autor utworu nie "słyszy" swojego kawałka w trakcie nagrywania
          > tylko dopiero po przetworzeniu elementów przesłuchuje efekt.

          To i tak lepiej, niż było to jeszcze, powiedzmy, sto lat temu przy pisaniu symfonii, kiedy autor nie słyszał swojego kawałka przez dni, tygodnie po jego napisaniu. ;)
        • pytajnick Re: muzyka tej ery 28.09.05, 11:43
          obly napisał:

          > co to używaja komputer li tylko? (z wszelkim oprogramowaniem aktualizowanym co
          > rok i co rok zmieniając całkowicie zakres i sposób modyfikacji dzwięku)
          > staje sie to o wiele bardziej surrealistyczne, umowne, iluzyjne, gdyż nawet
          > brzmienia są generowane na zasadzie poruszania kilkoma suwaczkami i to nei w
          > czasie rzeczywistym trwania utworu tylko fragment 2 sekundowy można projektwać
          > godzinami. Bardziej mi sie pasuje dziś "projektowanie muzyki" gdyż należy sobie
          >
          > zdać sprawę że autor utworu nie "słyszy" swojego kawałka w trakcie nagrywania
          > tylko dopiero po przetworzeniu elementów przesłuchuje efekt.

          Wypadałoby więc również Beethovena (może i nie bezzasadnie) uznać takiego
          Beethovena za "projektanta muzyki", bo swoje największe symfonie napisał nawet
          nie dotykając fortepianu (ani innych instrumentów), bo go już nie słyszał - tak
          jak nie słyszał efektu swojej pracy, nawet z opóźnieniem jak to mają "muzycy
          komputerowi".

          Chyba żeby przyjąć, jak to chcą niektórzy, że B. słyszał te wszystkie zapisywane
          nutki w głowie, rozpisane już na różne instrumenty ;)

          W sumie wszystkich kompozytorów "symfonicznych" (a nawet muzyki kameralnej)
          wypadałoby zaliczyć do "projektantów muzyki", bo efekt swoich prac słyszą często
          z ogromnym opóźnieniem.
          • obly Re: muzyka tej ery 28.09.05, 13:20
            i tak i nie...

            dzwieki w czasie rzeczywistym skrzypiec fortepianu czy trąbki i jego techniki
            są okreslone i uznane i stosowane i kazdy ma swoj nutowy odpowiednik (czyli
            usytstematyzowanie).
            Natomiast komputer daje filtry i inne elementy edycji samego strumienia dzwięku
            wywracania go, rozciągania, (a zerknijcie chociażby w te odgłosy blaszanego
            kotła w Poor Leno) i wybierania poszczególnych pasm dzwięku i gmerania od
            srodka, generowania nówek i ich modulowania (czyli to co robi Mouse on Mars w
            kawałku Catching Butterflies With Hands z płyty Idiology) co nie jest do
            zapisania i odtworzenia przez nikogo innego gdyz nie ma schematów dzwiekowych
            ktorymi należy operować ani zapisac (jakby się uparł to zapis poszczegónych
            ruchów myszką ;)))jest to projekcja poszczególnych czysto indywidualnych
            skrzeków skrzypień rozciaganych ściskanych troszkę jak kluski śląskie w coś.
            ale macie racje iż zasada jest podobna, tylko że elemnty którymi można operować
            jest o wiele wiele więcej. i w tym momencie zmienia sią samo myslenie przy
            tworzeniu muzyki i uważam że jest bliższe oddziaływaniu na emocje nie poprzez
            muzyczne pismo ale bardziej jakby poprzez muzyczne obrazy.
            no i wyobraźnia i gotowość odczuwania słuchacza pozostaje bez zmian


            troszke zboczylismy z tematu w niedookreślenia wątek subiektywnych odczuc i
            mysli ale mam wrazenie ze muzyka jest jeszcze na początku swojej drogi ;)
            duzo zmienia samo tworzenie muyki dlatego polecam wszystkim samodzielne
            próby ;)))
        • braineater Re: muzyka tej ery 28.09.05, 15:21
          obly napisał:
          podświadomie czuję iż to indywidualność
          >
          > Milesa Davisa w dużym stopniu została wyzwolona przez kilkudziesięcioletnia
          grę
          >
          > na trąbce, obcowanie z innymi muzykami, wycieranie tyłka po różnych salach
          > koncertowych... i zadaje sobie pytanie czy to sam może sie przydarzyc
          kolesiom
          >
          > co to używaja komputer li tylko?

          Jeśli dobrze wyłapałem główny sens tej wypowiedzi chodzi Ci międy innymi o to,
          że oprócz lat ćwiczeń, potrzebny jest tez kontakt z innymi grającymi.
          Jammowanie, wspólne sesje, wzajemne wpływy. I tu masz rację zupełna, tyle, że
          akurat można to robic via komputer. W jednym z ostatnich Newsweeków, jest
          opisany sofcik stworzony przez pewnego znudzonego maniaka, nazywający się
          Ninjam, który służy własnie do jammowania przez net - aktualnie może to robic
          max osiem osób. Czyli wyobraź sobie możliwości jakie daje ten program - na
          czacie umawiasz się z perkusista z Nepalu, wokalem z Mongoli, gitarzysta z
          Anglii, izraelskim saxofonistą i po prostu tniecie na żywca muzę, z ktorej może
          powstać niesamowity materiał a którego by nie było, bez kompa i tego programu,
          bo nie byłoby was finansowo stać na takie spotkanie.
          Ja tam w sumie jestem wyznawcą komputeryzacji muzyki, wierzą, że dojście do
          wirtuozerki Jelinka czy Yoshihide wymaga nie mniej pracy niż opanowanie trąbki
          na poziomie mistrzowskim, więc to tez chyba nie będzie tak, że każdy kto
          siądzie za Fruity Loops, od razu skazany jest na sukces. Teraz może jeszce, ale
          za kilka lat, kiedy środowisko cyfrowe będzie druga natura człowieka (jesli nie
          pierwszą) rynek sam zweryfikuje tych, którzy mają coś wartościowego do
          pokazania i oddzieli od domowych DJów weselnych:)


          A zupełnie nie apropos czytając Twoje posty cały czas mam wrazenie rozmawiania
          z benderem_rodriguezem - styl komunikowania się wielce podobny:) (to komplement
          jest:)


          Pozdrowienia:)
          • obly Re: muzyka tej ery 28.09.05, 15:42
            nie sposób sie z tobą niezgodzic
            i własnie o tych maniakach mysle ze to to
            własnie dla tej maniakalnej energii zabrakło miejsca pod skrzydłami wytwórni
            które zarabiając na przewidywaniu trendów i podsuwania co dzien nowego menu do
            posłuchania marginalizuja fakt iz gdzies przy jakims kompie siedzi jakies
            straszydło z kolą i przekresla schematy mysleniowe

            • braineater Re: muzyka tej ery 28.09.05, 16:00
              Tyle, że takie podejście wielkich wytwórni, spowoduje to, co mozna zaobserwowac
              na tym forum i ogólnie wśród ludzi wkręconych w muzykę - grupowe olewanie
              produktów serwowanych przez majorsów i szukanie niespodzianek w garażowych
              wytwórniach, o ktorych nikt poza siecią nie słyszał - począwszy od megamałych
              teamów jak Ninja, Warp, Mille plateaux - sprzedających tysiące płyt bez
              praktycznie żadnego marketingu, po netlabele, w których odnaleźć można
              wszystko - od plundrofonicznych odjazdów po rekonstrukcje antycznej muzyki
              greckiej. Po prostu w pewnym momencie wielka piątka zadławi się własnym
              produktem, a rynek wróci na normalne tory. Wybory kulturalne na szczęscie sa
              kompletnie niedemokratyczne, ściśle subiektywne i nie da się nimi zbytnio
              sterować, więc są duże szanse, że granie muzyki dla muzyki nie zejdzie tak
              szybko - choćby majorsi starali się wykańczac powoli kazda niezalową scenę jaka
              istnieje - patrz teraz - szczezł grunge, zajechany milionowymi nakładami, ale
              dalej sa chłopcy gitarowcy, ktorzy mają to gdzieś i grają swoje dla siebie i
              paruset tysiecy ludzi na świecie - Montreal, tak tu lubiany na przykład.
              Wykończą się oni, na co sie na razie jeszce chyba nie zanosi, ale pewno i do
              tego dojdzie, pojawią się następni idealiści, którzy będę chcieli się dzielić
              expresją. Muzyka sobie zawsze poradzi:)

              Pozdrowienia:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka