Dodaj do ulubionych

Devendra Banhart - Cripple Crow

18.10.05, 18:53
Nie wiem jak Wam podoba się ten album - ni to zaskakujący, ni to wręcz
przeciwnie; ni to odważny, ni to nijaki, przemykający bokiem - ale dla mnie to
jedna z płyt roku, póki co. I to pomimo tego że trwa ponad siedemdziesiąt
minut, co dla mnie zwykle oznacza dyskwalifikację (podobny numer udał się w
tym roku Sufjanowi Stevensowi na "Illinois").

Bynajmniej nie rzuca na kolana, nie powala, nic z tych rzeczy, żadnych
wielkich określeń. Ta płyta zakrada się dyskretnie, krok po kroku,
przesłuchanie po przesłuchaniu, by w którymś momencie, w tydzień czy dwa po
pierwszym spotkaniu z nią, nagle oderwać od czegokolwiek co akurat się robi i
zmusić do pełnej bezwolności, bezmyślnego wręcz wsłuchiwania się w te jakże
naturalne, skromne dźwięki. To taki cichy bohater, w najlepszym stylu sprzed
czterech dekad.

Esencją, streszczeniem albumu może być trwające poniżej minuty "Dragonflys",
choć ja chyba na równi stawiam nieco bardziej konwencjonalne "Inaniel". Ja
wiem, że to niezbyt trafne skojarzenie, ale przy tym utworze natychmiast
przewijają mi się przez głowę obrazy wprost z elfich enklaw Śródziemia. Czasem
ciepła, jesienna nostalgia, czasem nieco więcej radości, ale wszystko poza
czasem i krzykiem współczesnego świata. Cichy, urokliwy album.
Obserwuj wątek
    • hongkonggarden Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 18.10.05, 19:08
      Devendra Banhart - Cripple Crow * * * * *

      NP: Franz Ferdinand nowy...

      Musialem w koncu wyjac Devendre z odtwarzacza, bo sluchanie tej samej muzyki
      za kazdym razem po wlaczeniu "play" bez zadnych oznak znudzenia (wrecz
      odwrotnie) jest po prostu grozne.

      Teraz, kiedy z glosnikow plynie młócka z nowego Franza Ferdinanda (calkiem
      sympatyczna mlocka zresztą), moge napisac o Devendrze z jakims tam,
      powiedzmy, dystansem. A zatem pisze z dystansem: wspaniaŁa, wspaniaŁa pŁyta
      przez wielkie Z i Q i Ł!

      Z czym mi sie Devendra dotad kojarzyl? Z jakims tam ciekawszym rockowym
      folkiem, czy alt.country, ktorym juz prawde mowiac bylem mocno znudzony. Na
      szczescie od ostatniej plyty Wilco nurt ten wlasciwie umarl, zespoly
      alt.country'owe zaczely grac albo nową fale (Bonnie Prince Billy na
      koncercie w Warszawie), albo soul (jak Lambchop), albo badziewie (wysoko
      oceniane przez krytykow). Coraz czesciej nie dalo sie tego sluchac
      (gwozdziem do trumny alt.country byla beznadziejna studyjna plyta tegoz
      samego Willa Oldhama-Bonnie Prince Billy'ego, "Master And Everyone") ,
      smutek doglebny mnie ogarnial.

      A tu takie zaskoczenie!

      Zacznijmy od recenzji "obrazkowej". Bowiem najlepsza recenzja nowej plyty
      Devendry wyglada tak:
      www.allmanbrothersband.com/index.php?module=My_eGallery&do=showpic&pid=2780&orderby=dateD

      Devendra Banhart to - oczywiscie - mezczyzna, w dodatku hetero-seksualny
      (chyyyba, w kazdym razie ma dziewczyne...).

      Najlepsze plyty rockowe zaczyna sie od... sesji zdjeciowej! Kazdy, kto zna
      zdjecia z wewnetrznych stron okladki "For Your Pleasure" Roxy Music, winien
      przyznac racje (dla przykladu:
      archive.digitalroutes.co.uk/roxy/largeimages/roxymusic1972tent.jpg ,
      choc to nieco pozniejsza fotka). Devendra tez zaszalal na paru najnowszych
      sesjach dla prasy, z ktorych nie da sie zapomniec dlugich rozpuszczonych
      wlosow, koralikow, rozmarzonego romantycznego spojrzenia, pomaranczowych
      skarpetek, gubionych bialych klapkow...

      Ta plyta to przede wszystkim samba. Devendra wychowal sie w Wenezueli i to
      slychac natychmiast - nie wszystkie utwory są po angielsku, oj nie... Co
      jeszcze? Samba, samba i jeszcze raz samba. Taka z lekka sycylijska,
      korsykanska, grecka samba... Zorba by sie pewnie zachwycil, bo przeciez
      "Cripple Crow" to taka piekna katastrofa...

      Juz pisalem: w jakims sensie to reinkarnacja Marca Bolana. Najlepiej slychac
      to po... chorkach! Rewelacyjnych chorkach!!! Takich chorkow jak na
      najnowszej plycie Devendry nie nagrywano na plytach rockowych od lat 70., a
      scisle od "Slidera" T. Rexa! Chorki są rozbestwione i wredne, czyli takie,
      jakie chorki zawsze powinny byc.

      Niestety, w odtwarzaczu znowu: Devendra Banhart - Cripple Crow, Franz dlugo
      nie wytrzymal dlugowlosej konkurencji. I te melodie, psychodelia (czytaj:
      lekka dekonstrukcja pozytywizmu muzycznego, przejawiająca sie w normatywnej
      koncepcji rachunku nieprawdopodobienstwa), monty-pythonowska aranzacja,
      kompozycja wenezuelska, ech...

      Jest noc, dochodzi pierwsza. Za chwile zacznie sie numer 13, "Inaniel". Nie
      slyszalem w tym roku piekniejszej ballady. Zaczyna lekko uroczy gitarowy,
      akustyczny motyw. Za chwile dolacza przepieknie, poruszajaco, wiolonczela.
      Po czym spiewa juz Devendra po portugalsku (albo hiszpansku, kto go motyla
      noga wie) tak zarazliwą, cudowną melodię, ze tylko ksiezyca za oknem
      brakuje. I powtarza, cedzi to slowo, imię jak sądzę: "Inaniel", "Inaniel",
      "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", "Inaniel", ......
      A to nie koniec, jeszcze zupelnie niesamowita zenska wokaliza,
      wybrzmiewajaca wiolonczela... Ech...!

      Dobra, wracamy do sedna. Jak juz pisalem wczesniej, to przeciez zrzyna z
      Bolana. T. Rexem smierdzi na odleglosc. Ale jakie to ma znaczenie??? Plyty
      slucha sie rewelacyjnie, mam nadzieje, ze Marc w zaswiatach tez to slyszy i
      sie cieszy...

      Po "Inaniel" nadchodzi "Hey Mama Wolf". I jak tytul zobowiazuje, wyją wilki,
      a w lasach pelno zwierza. Devendra wedruje po puszczy niczym Czerwony
      Kapturek, podspiewuje sobie tę melodię (nie, nie uwolnie sie od niej w tym
      roku), przeskakuje polana, rzuca szyszkami w sęki... Jak wypadne niedlugo na
      wypad do lasu kabackiego, mam juz naczelną piosenke trapersko-kapturkową!

      Zwykle tak na koniec roku okazuje sie, ze za najlepszą plyte roku uznaję
      jakies smęty, klimatyczne, zamglone smuty itp. Tymczasem - nareszcie! - w
      tym roku wyszla plyta fantastycznie wpadajaca w ucho, nabita hiciorami, a
      jednoczesnie tak radosna i pelna zycia, ze nie mozna sie jej oprzec! Wielu
      znajomych narzeka ostatnimi czasy na wspolczesna muzyke - nieslusznie!
      Dopoki powstaja takie plyty, po prostu chce sie zyc.

      --
      michal
      NP: Devendra - "Królowo Pszczół, użądl mnie!"
      • grimsrund Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 18.10.05, 19:34
        Jak ładnie :))

        Sam będę się streszczał: śliczności płyta :))
    • jazzkam Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 18.10.05, 19:40
      bardzo dobra płyta, totalnie devendrowe podejście. tego się nie da opisać bo tam
      95 procent to klimat.
    • nemrrod Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 19.10.05, 18:23
      Noszę się z zamiarem posłuchania tej płyty już od dłuższego czasu, bo bardzo
      bardzo podoba mi się okładka :) Po przeczytaniu opinii Kolegów uczynię to na
      pewno (choć maniera Banharta drażni mnie niepomiernie ;))
    • braineater Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 24.10.05, 19:04
      w pozycji na kolanach nie da rady nic sensownego napisać, więc do kolegowych
      wpisów dorzuce jedno - płyta o godzine, co najmniej za krótka i byłaby lepsza,
      choc nie musi, gdyby była cała po hiszpańsku.
      Numery totalne, takie jak Pensando Enti, Long Haired child, I feel like child,
      no i jeden kawałek który mnie rozszarpał już przy pierwszym odśłuchu, czyli
      Little Boys, z przeobłędnie prostackim i genialnym basem oraz obrzydliwie
      pięknym chórkiem.
      Jak po Oh me oh may i Black Babies mialem chwile zwątpienia w Devendrę, to
      teraz chyba mu postawie ołtarzyk wotywny.
      Po prostu jedna z płyt na całe życie.

      P:)
      • hongkonggarden Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 24.10.05, 21:46
        > no i jeden kawałek który mnie rozszarpał już przy pierwszym odśłuchu, czyli
        > Little Boys, z przeobłędnie prostackim i genialnym basem oraz obrzydliwie
        > pięknym chórkiem.

        I przede wszystkim genialnym Devendrą na wokalu, od momentu "so many little
        boys i wanna mary"... Little Boys to zdecydowanie opus magnum tej plyty.

        michal
    • nemrrod Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 12.11.05, 16:23
      pytajnick napisał:

      > ni to zaskakujący, ni to wręcz
      > przeciwnie; ni to odważny, ni to nijaki, przemykający bokiem
      (...)
      > Bynajmniej nie rzuca na kolana, nie powala, nic z tych rzeczy, żadnych
      > wielkich określeń. Ta płyta zakrada się dyskretnie, krok po kroku,
      > przesłuchanie po przesłuchaniu

      Trudno o lepszą charakterystykę. Odbieram tę płytę dokładnie tak samo. Z pozoru
      zwyczajna, a jednak po kilku przesłuchaniach (właściwie już po drugim) okazuje
      się dziwnie ujmująca i urzekająca, znajduje swoje miejsce w głowie, a raczej w
      sercu i pozostaje na długo.
      Przy okazji musiałem zrewidować swój pogląd na Devendrę. Wcześniej miałem go za
      dziwaka, który nie potrafi śpiewać inaczej, niż manierą, jaką zaprezentował w
      "Spiralling". Tymczasem człowiek ten okazał się autorem trzeciej najbardziej
      poruszającej płyty roku.
      "Quedate Luna", "Inaniel", "I Feel Like A Child"... zresztą wymienianie
      najjaśnieszych punktów nie ma sensu, trzeba by wymienić większość (dziś na
      przykład urzekły mnie najbardziej "When They Come" i "Hey Mama Wolf"). Piękna
      płyta. I świetna okładka ;)
      I dziękuję za ten wątek, bo pewnie nie zmobilizowałbym się prędko do poznania
      tego albumu.
      • braineater Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 12.11.05, 17:00
        Ja mam tylko prośbę
        Niech ktos mi zabierze tę płytę.
        Natychmiast.
        Nie mogę słuchać niczego innego.
        Każdą płytę w tym miesiącu wrzucam w plajerkę, słucham raz czy dwa i znów wraca
        Devendra.
        To jest straszne.
        Ja tak nie chcę.

        P:)
        • mechanikk Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 12.11.05, 17:21
          > Niech ktos mi zabierze tę płytę.

          Dobra. Oddawaj.
          • pytajnick Re: Devendra Banhart - Cripple Crow 12.11.05, 17:35
            Dla mnie ta płyta zdaje własnie ostatni egzamin z wielkości - mianowicie po tylu
            tygodniach od poznania jej, gdy jej "rówieśnicy" już dawno zniknęli z pułek i
            dysku twardego, ona wciąż powraca. Ostatnim razem - wczoraj w nocy. I kolejne
            utwory zaczynają stawać się wyjątkowymi - nawet te, które już zupełnie zdawały
            się przelatywać bokiem. No i Inaniel.

            Inaniel. Zagadka roku. Przecież to tylko zwrotka... potem znów zwrotka, i znów.
            A słów nie rozumiem - a przecież wzruszają. Bez znajomości ich znaczenia, wie
            się jakby wszystko, o co Banhartowi chodzi. Wiem tyle, czy raczej przypuszczam,
            że "Inaniel" to imię. A "Miel" oznacza "miód". To mi wystarczy.

            I don't owe you any money
            You don't owe me a thing
            When we drink beer
            Dragonflies appear
            Dragonflies appear

            Najpiękniejszy minutowy utwór jaki znam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka