Dodaj do ulubionych

Kapele, które od dawna

18.02.06, 16:50
powinny rządzić na listach przebojów, ale z niezrozumiałych dla nas przyczyn
przemykaja praktycznie niezauważone.
Bo ja się przyznam, że zupełnie nie łapię, jak to jest. Pojawia się całe
mnóstwo zespołów, które w tym samym czasie grają dośc podbne dźwieki. I naraz
jeden lub kilka z nich zaczynaja być windowane, okazują się być
gwiazdami 'śfiatowego formató', a cała reszta nagrywa jedna, dwie płyty i
ginie w pomroce dziejów. Oczywiście, wiadomo, marketing, dobry PR, trafione
pojawienia w TV - to daje kopa w górę. Ale chyba nie da się w ten sposób
wytłumaczyć wszystkiego?

Dla mnie najdziwniejsze sa chyba dwa przykłady, o których teraz. Pierwszy to
Bran Van 3000. Debiutanckie Glee wydane w roku 1997, trafiło akurat na czas
kiedy skończył się definitywnie grunge, nie rozpoczął się jeszcze na dobre
housowy boom, a na listach królował Arestted Development. I doś zbliżona
własnie muzę zaproponowali ludzie z Bran Van - duzo wesołych kawałków, z
ładnymi gitarkami, nienerwowym nawijaniem, niezła laską na wokalu i setkami
róznych rozweselających drobiażdżków. Od czasu do czasu jakis ostrzejszy
wykop, a czasami ładnie pograne numerki instrumentalne.

Całość wybitnie luzerska, milutka w słuchaniu, z momentalnie przyczepiającymi
sie hiciakami - Drinking in L.A, Afrodisiac czy Couch Surfer. Pojawiły się
obrazki w TV - Drinking zresztą chyba nawet przez chwile jakąs mieszął w
róznych boxoffice'ach. I co? I cisza. 4 lata później nagrywają Discosis, ciut
ostrzejsza, nieco bardziej zniechęcona do życia, ale nadal niesamowicie
energetyczną i wesoła płytę. I nikt tego nawet nie zauważa...Kapela zawiesza
działalnośc, i słuch o niej ginie...

Drugi przypadek to Death in Vegas. Znów druga połowa lat 90. Znów idealne
wstrzelenie się w trend - na scenach zaczynaja rządzić Chemikalsi, a tu
pojawia się dwóch panów, którzy udowadniaja, że mozna zagrać to samo, tylko
100 razy lepiej. Pierwsza płyta - Dead Elvis wbija się w rynek jak Rydzyk w
świadomośc Polaków, momentalnie zdobywa setki wielbicieli, i staje się
gwiazda w pełnym tego słowa znaczeniu. Niesamowity koktajl breaków,
przesterowanych gitar, dubowych patentów i naprawdę rewelacyjnych,
prościutkich melodii rusza wszystkich - od rokendrolowców po lwy dyskotekowe.

Panowie znikają na prawie trzy lata i wracają z jeszcze lepszym materiałem -
tym razem duzo brutalniejszym, duzo bardziej punkowym, z mnóstwem gości -
wokaliści Primal Scream, Jesus and Mary Chain, Dot Allison czy Iggim Popem z
którym nagrywaja jeden z najlepiej sprzedających się brytolskich singli roku
2000 - Aisha. Zmieniają się fani DiV - bo tu już nie chodzi o beztroskie
pląsanie, a o naprawde ostry zadziorny punkowy wykop. Ale nadal są kapela
rozpoznawalna i uwielbianą.

Po czym dwa lat później nagrywaja Scorpio Rising i bęc. Odbicie się od muru,
kompletna poracha w uszach słuchaczy. A przeciez nic sie nie zmieniło - dalej
graja jak grali, dalej jest tam mnóstwo fajnych rzeczy, kawałków które
momentalnie wpadają w ucho, przy których chce sie jeździc na rowerze w tempie
naspidowanego Lance Armstronga, przy których da sie tańczyc przez pół nocy.
Ale nie - Vox Populi zadecydował, ze Death in Vegas jest martwe. O płycie
Milk It wydanej w roku zeszłym nie napisał praktycznie nikt, czyje zdanie sie
liczy.

I właśnie te dwa przypadki zmuszaja mnie do zastanowienia, dlaczego tak się
dzieje. Może Wy macie jakąś odpowiedź...

P:)
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Kapele, które od dawna 18.02.06, 19:17
      Stanowczo popieram zdanie Kolegi na temat obu kapel!! :)

      Niestety, odpowiedzi też nie posiadam :(
    • glebogryzarka1 Bran Van 3000 19.02.06, 19:27
      Z Bran Van 3000 to było zdaje się tak, że zaraz po wydaniu albumu zbankrutowała
      wytwórnia (Grand Royal) i szlag trafił promocję, dystrybucję i wszystko.
      Lubię Discosis (singiel - majstersztyk), Glee chyba bardziej, ale najlepszą
      płytą BV3 jaką słyszałem jest koncert, który nagrałem sobie z Vivy Zwei - to
      było niedługo przed wydaniem Discosis i grali materiał z obu albumów. Robiło
      duże wrażenie, brzmiało zarazem zawodowo i swobodnie. "Loop Me", który otworzył
      tamten koncert, na Discosis jest jakąś bladą triphopową stylizacją, na żywo był
      whitefunkowym dynamitem.
      • cze67 Stereolab 20.02.06, 09:58
        Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale dla mnie zespołem, który spokojnie
        mógłby zdobyć międzynarodową sławę i być granym w każdym komercyjnym radio:-)
        jest Stereolab. Przecież to co grają, szczególnie od czasów Doots And Loops
        jest takie przyjemne, wpadające w ucho, przebojowe właśnie. Muzyka zespołu,
        dpowiednio wylansowana spokojnie mogłaby zawojować listy przebojów. Podobnie
        jak swego czasu Chambawamba.
        PS. Swoją drogą - cieszę się, że tak się nie stało, że zespół nie ma pokus, by
        swój repertuar pisać pod czyjeś zamówienie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka