grimsrund
01.04.06, 20:56
Zatem wyszło szydło z wora - lektura marcowej plejlisty snadnie dowodzi, iż
Szanowne Koleżeństwo ma na temat tej płyty opinię druzgocącą, i wystawiło jej
oceny, jakiej ja nie dałbym, za przeproszeniem, Britnej Spirs.
Specjalnie przesłuchałem dziś ją w związku z tym dwukrotnie, i nadal nie
znajduję w niej aż takiej winy. Ciekaw jestem zatem - ZA CO? Za długa? Za
krótka? Za spokojna? Za gwałtowna? Za kantry? Za wtręty oralne? Za bardzo
podobna do ostatniego Sigur Ros? Za to, że nie jest YOUNG TEAM?
Mój jedyny zarzut jest taki, że młócki trochę mało (jeno GLASGOW MEGA SNAKE i
WE'RE NO HERE), no i odgłosy paszczą w ACID FOOD też mogli se darować. Ale
poza tym jest w porzo, i płyta na pewno w mojej hipotetycznej setce roku się
zmieści.