Dodaj do ulubionych

Mogwai "Mr. Beast"

01.04.06, 20:56
Zatem wyszło szydło z wora - lektura marcowej plejlisty snadnie dowodzi, iż
Szanowne Koleżeństwo ma na temat tej płyty opinię druzgocącą, i wystawiło jej
oceny, jakiej ja nie dałbym, za przeproszeniem, Britnej Spirs.

Specjalnie przesłuchałem dziś ją w związku z tym dwukrotnie, i nadal nie
znajduję w niej aż takiej winy. Ciekaw jestem zatem - ZA CO? Za długa? Za
krótka? Za spokojna? Za gwałtowna? Za kantry? Za wtręty oralne? Za bardzo
podobna do ostatniego Sigur Ros? Za to, że nie jest YOUNG TEAM?

Mój jedyny zarzut jest taki, że młócki trochę mało (jeno GLASGOW MEGA SNAKE i
WE'RE NO HERE), no i odgłosy paszczą w ACID FOOD też mogli se darować. Ale
poza tym jest w porzo, i płyta na pewno w mojej hipotetycznej setce roku się
zmieści.

Obserwuj wątek
    • nefil Re: Mogwai "Mr. Beast" 01.04.06, 21:58
      Słuchałem raptem kilka razy.
      Jakoś nie mam ochoty wracać do tej płyty. Ani dobra, ani zła. Może po prostu
      nijaka taka (?)
    • nemrrod Re: Mogwai "Mr. Beast" 01.04.06, 22:29
      Też specjalnie posłuchałem "Bestii" jeszcze raz. W moim przypadku problem polega
      na tym, że ja prawie w ogóle nie słucham już gitarowego grania, a zwłaszcza w
      takim mogwaiowym wydaniu. Po prostu ten ich schemat powtarza się na każdej ich
      płycie w prawie tym samym kształcie, a ponadto został skutecznie obrzydzony
      przez dziesiątki epigonów w rodzaju Explosions In The Sky czy God Is An Astronaut.
      Już "Happy Songs..." nudziło mnie strasznie, więc nie spodziewałem się wiele po
      tej płycie. I niewiele dostałem - utwory bez żadnego napięcia, bez kulminacji,
      wciąż to samo brzmienie... Nudy.
      Najbardziej z ich płyt lubię "Rock Action", a najczęściej słucham chyba płyty z
      remiksami. A jak będę miał ochotę na łomot posłucham "Young Team" albo "My
      Father My King" :)
      • nefil Re: Mogwai "Mr. Beast" 02.04.06, 00:14
        Dokładnie. Rock Action is the best.
        Chyba formuła się już wyczerpała po prostu.
        • ayya Re: Mogwai "Mr. Beast" 02.04.06, 11:15
          Chyba nie tyle formuła się wyczerpała, ile stała się strasznie przewidywalna.
          Właściwie Mogwai na tej płycie absolutnie niczym nie zaskoczył, nagrał płytę
          strasznie nijaką (choć nie jakąś bardzo złą) i jak dla mnie momentami
          koszmarnie ociężałą.
    • pytajnick Re: Mogwai "Mr. Beast" 03.04.06, 20:12
      To jest zupełnie przyzwoita płyta, wcale nie bez ładnych, fajnie pomyślanych
      i/lub melodyjnych fragmentów (Auto Rock, Friend of the Night). Rzecz własnie w
      tym, że jest najmniej charakterystyczna, wyciąga to co dobre z poprzednich płyt
      bez dodania czegokolwiek nowego - co udało się im na "Happy songs for happy
      people", płycie którą prywatnie średnio cenię, ale coś się na niej działo. O
      wcześniejszych płytach już nie mówię, bo one jednak jeszcze coś odkrywały.

      Pewnie lekkim dramatem dla Mogwai jest fakt, że inne zespoły nie dość że
      skopiowały ich styl, to jeszcze osiągnęły w tym kopiowaniu całkiem przyzwoity
      poziom - często nawet wyższy niż osiąga Mogwai na "Mr. Beast". Gdyby tylko oni
      dalej grali swoje, to byśmy pewnie nie marudzili, krytycy też by się cieszyli że
      "kontynuują swój charakterystyczny, unikatowy styl". Tylko że on już nie jest
      unikatowy...

      Co też wskazuje mi jednak na pewną słabość Mogwaia (oprócz tego, że zwyczajnie z
      roku na rok coraz mniej ich muzyka mnie porusza). Zespołów wybitnych przeważnie
      nie da się podrobić, a nawet jeśli się da - podróby okazują się na pierwszy rzut
      ucha porażką, wręcz autokompromitacją. Nie słyszałem dobrej (żadnej!) wiernej
      podróby stylu Sigur Rós, ani Godspeed You! Black Emperor, ani ASMZ, żeby już
      postać w kręgu przedstawicieli koczujących przy obrzeżach post-rocka

      Mogwai notabene zawsze zjadowało się dla mnie w centrum tego "post-rockowego
      kręgu", co też co nieco wyjaśnia: "czystą postać" pierwiastka jednak dość łatwo
      rozpracować i można, mniejszym lub większym kosztem, go powielać. A nieraz
      przypadkowo uwarzonej mikstury, o skrywanej w tajemnicy przez szefa kuchni
      recepturze zawierającej jakieś kompletnie odjechane składniki - i przez
      dziesiątki lat nie udaje się rozpracować. A co dopiero przyrządzić taką samą we
      własnej kuchni!
      • roar Re: Mogwai "Mr. Beast" 03.04.06, 20:33
        pytajnick napisał:

        > To jest zupełnie przyzwoita płyta

        Tak jest, to jest zupełnie przyzwoita płyta. A że nie ciągnęło mnie jakoś nigdy do wcześniejszych nagrań Mogwai (choć "Happy Songs..." znam i lubię), to nie mam porównania i nie miało mnie co rozczarować, tak jak co poniektórych tutaj. ;) U mnie to nawet i 50-ka roku pewnie będzie, ale to nie dziwota, bo moce przerobowe mam znacznie mniejsze, niż kolega Grimsrund... :)
        • grimsrund Re: Mogwai "Mr. Beast" 04.04.06, 01:38
          :))

          Swoją drogą, u mnie chyba też będzie w 50, bo już kwiecień, a naprawdę
          poruszających płyt tegorocznych to żem słuchał na razie tyle, co kot napłakał
          (ale tradycyjnie pewnie im bliżej końca roku, tym interes muzyczny się będzie
          coraz bardziej rozpędzał).

          A Kolega Pytajnick ma chyba rację.
          • perlagina Re: Mogwai "Mr. Beast" 06.04.06, 13:39
            a ja Mogwai lubię. Nie przesłuchałam jeszcze tej ostatniej płyty, ale "Happy
            songs..." bardzo mi się podobało. Często wracam do tej płyty, choć w zasadzie
            nie wiem, dlaczego tak naprawdę ją lubię. Niby zespół nie jest jakiś wybitny,
            czy nie działa na muzykę, że tak powiem w sposób rewolucyjny, ale... czasami
            dobrze jest posłuchać czegoś zwykłego :)
            • argus1 Re: Mogwai "Mr. Beast" 08.04.06, 18:29
              jestem po kilku przesłuchaniach. nie powala, ale się podoba. zdecydowany faworyt
              na razie "Glasgow Mega-Snake". rzeczywiście spokojnie jest.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka