braineater
05.06.06, 19:23
Buk jeden wie, kim są, skąd się wzięli. Wiadomo tylko dokąd dążą, a dążą do
tego, by stać sie największym odkryciem lat ostatnich w szeroko rozumianej
elektronice. W łapki wpadła mi płyta bez daty wydania, prawdopodobnie debiut
i materiał na niej zarejestrowany jest kopem podkutym glanem w głowę, na
miarę debiutanckiego albumu Air. I z tych tez okolic jest ta muzyka, tyle, że
brzmi niesamowicie świeżo i zawiera tysiąckroć więcej rewelacyjnych pomysłow,
niz na wszystkich płytach Air razem wziętych. Zaczyna się spokojnym numerkiem
opartym na synteztorowych brzmieniach, bardzo mocno w Airowskiej manierze, po
czym nadchodzi jedyny szerzej rozpoznawalny kawałek, także airowski, znany z
jakiejś reklamy, ale że z reklam z reguły zapamiętuję tylko muzykę, to nie
powiem Wam z jakiej:)
A potem zaczyna się totalne oryginalne szaleństwo miotające się w klimatach
od Royksoppa, przez Tarwater (genialny Stobart's Blues - po prostu taka
piosenka, że wgniata w ziemię i przyczepia się na zawsze. Niedozapomnienia)
po Jimiego Tenora oraz dźwięki kreskówkowe i po prostu obłąkane. Do gitar i
syntezatorów dochodzi umiłowanie zespołu do różnych tajemniczych generatorów
dźwięków dziwnych a hipnotycznych typu pozytywkowego, wokale na mocnych,
zniekształcajacych przesterach i ogólny nastrój wesołej melancholii przy
grubych blantach i dobrym winie.
Po prostu płyta która wejdzie wszystkim miłośników trip-hopowych patentów na
modłę francuską, wyznawców Beth Gibbons z solowego albumu i wiernym kościoła
Wszechogarniającej Biork (mimo, że kobiecy wokal jest tylko w jednym kawałku:)
P:)