18.07.06, 01:50
wspominamy lata 80-te, ale prawdziwie fascynujace rzeczy dzialy sie w rocku
chyba nieco wczesniej, wezmy 1969:

1. The Beatles: Abbey Road
2. Captain Beefheart: Trout Mask Replica
3. MC5: Kick Out The Jams
4. Frank Zappa: Uncle Meat
5.King Crimson: In The Court Of The Crimson King
6. Led Zeppelin: II
7. Nick Drake: Five Leaves Left
8. Grateful Dead: Live Dead
9. Frank Zappa: Hot Rats
10. Led Zeppelin: I
11. Tim Buckley: Blue Afternoon (lub Happy, Sad)
12. The Rolling Stones: Let It Bleed
13. Velvet Underground: self-titled
14. Sly & The Family Stone: Stand
15. Blood Sweat & Tears: self-titled
16 The Band: self-titled
17. Chicago Transit Authority: self-titled
18. Santana: self-titled
19 Fleetwood Mac: English Rose
20 Crosby, Stills & Nash: self-titled
21 Moody Blues: On The Threshold Of A Dream
22 Johnny Winter: Second Winter
23 Creedence Clearwater Revival: Green River
24 Soft Machine, Volume 2
25 Isaac Heyes, Hot Buttered Soul


eh, to byl rock,
kazdy z tych albumow dziadkow, ciagle znakomicie, swiezo brzmi
i az nie do wiary, ze tyle sie wtedy w muzyce dzialo,
to byl rok kiedy rodzily sie i rozkwitaly rownoczesnie
prog-rock, jazz-rock, hard-rock, heavy-metal, avantgarde-rock,latin-rock,
electric-blues
electric folk-rock (e.g CCR),
trudno sie dziwic, ze najslynniejszy festiwal rockowy odbyl sie wlasnie
tamtego lata.

Wybralem 25 albumow, ale dobre albumy z tego rocznika moznaby mnozyc,
co byscie dodali ?
Jaki inny rocznik byl rownie znamienity ( a moze lepszy ?)










Obserwuj wątek
    • cze67 Re: 1969 18.07.06, 09:21
      1967 był lepszy:-)
      • grimsrund Re: 1969 18.07.06, 10:34
        Poyednawczo, zaryzykowałbym zatem twierdzenie, że dekada 1965-1975 była
        najlepszą w historii :)
    • hennessy.williams Re: 1969 18.07.06, 11:46
      No toś przywalił z grubej rury. Wybrałeś rocznik, w którym moim zdaniem działo
      się więcej niż w całych latach 80-tych (niczego nie ujmując 80-tym). Braki moim
      zdaniem są następujące, choć skupiałem się nie tylko na rocku:
      - koncertowy Johnny Cash "At San Quentin" (iha!)
      - Pharoah Sanders "Karma" (echa Coltrane'a w jazzowym mistrzostwie świata)
      - Bob Dylan "Nashville Skyline" (niesłusznie niedoceniana płyta)
      - Neil Young "Everybody Knows This Is Nowhere" (najlepsza płyta Younga)
      - Blind Faith S/T (tacy kolesie nie mogli nagrać złej płyty)
      - Jack Bruce "Songs For A Tailor" (Clapton swoje, to Bruce swoje)
      - The Who "Tommy" (no comments)
      - David Bowie S/T - potem przemianowana na "Space Oddity" (druga płyta Bowiego)
      - Dusty Springfield "Dusty In Memphis" (kopalnia hitów z "Son Of A Preacher Man"
      i "Breakfast In Bed" na czele)
      - Buffy Sainte-Marie "Illuminations" (to dopiero była awangarda)
      - Pugh Rogefeldt " Ja, dä ä dä" (psychodelia po szwedzku)
      Do tego jeszcze 2 płyty Fairport Convention, "Filles de Kilimanjaro" Milesa
      Davisa, Leonard Cohen, Joe Cocker, Joni Mitchell... i Jackson 5 :)
      • jarecki32 Re: 1969 18.07.06, 13:52
        no wlasnie, a do tego jeszcze Hendrix, ktory wprawdzie byl zbyt aktywny na
        koncertach aby nagrac cos w studio tego roku, ale nie da sie ukryc, ze w 1969
        byl super-gwiazda.
        Wyciagnalem ten 69 nie dlatego aby zadziwic dwudziestolatkow: sluchajcie,
        sluchajcie mlodzi, kiedys to sie dopiero gralo, ( a przed wojna to sie dopiero
        gralo !)
        Rzecz w tym, ze zadziwilem sie sam, kiedy zestawilem sobie te liste,
        konstatujac, ze faktycznie byly takie roczniki kiedy po jedenj rewelacyjnej
        plycie nastepowala druga.
        • cze67 Re: 1969 18.07.06, 14:02
          Już gdzies wklejałem ten link, ale tu też się przyda:
          rateyourmusic.com/albums_by_year
        • hennessy.williams Re: 1969 18.07.06, 14:17
          jarecki32 napisał:

          > Rzecz w tym, ze zadziwilem sie sam, kiedy zestawilem sobie te liste,
          > konstatujac, ze faktycznie byly takie roczniki kiedy po jedenj rewelacyjnej
          > plycie nastepowala druga.

          Myślę (i nie będę tu odkrywczy), że to kwestia czasów. Końcówka 60-tych w
          kontekscie polityczno-społecznym musiała się odcisnąć na muzyce. Rewolucja
          seksualna, ruchy antywojenne, walka o prawa mniejszości - to przeszło przez cały
          świat. Przecież póżniej u nas - na przełomie lat 70. i 80. było podobnie. Wysyp
          muzyki, która jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi, pozwalała sądzić, że samemu
          rozpieprza się coś od środka. Temat na doktorat, więc kończę.
    • tomash8 Re: 1969 18.07.06, 12:02
      Z mniej znanych rzeczy też pare ciekawych albumów wtedy wyszło np. High Tide -
      Sea Shanties
    • pagaj_75 Phi 18.07.06, 12:47
      To zależy jakiej kto słucha muzyki ;P
      Bo weźmy na przykład rok 1991:

      Slint - Spiderland
      Talk Talk - Laughing Stock
      My Bloody Valentine - Loveless
      Massive Attack - Blue Lines
      The Orb - The Orb's Adventures in the Ultraworld
      The Legendary Pink Dots - The Maria Dimension
      Biosphere - Microgravity
      Primus - Sailing the Seas of Cheese
      Primal Scream - Screamadelica
      Pixies - Trompe le Monde
      U2 - Achtung Baby
      Mr Bungle - Mr Bungle

      z rzeczy, które mi są raczej obce, ale wiem, że ważne były i ludzie sobie cenią:
      Nirvana - Nevermind
      Pearl Jam - Ten
      Soundgarden - Badmotorfinger
      Temple of the Dog - Temple of the Dog
      Metallica - Metallica
      Red Hot Chili Peppers - Blood Sugar Sex Magic
      Queen - Innuendo
      De La Soul - De La Soul Is Dead
      Cypress Hill - Cypress Hill

      Nie było źle chyba, co? ;)
      • ilhan Re: Phi 18.07.06, 12:53
        No więc właśnie. Doceniam klasyczność roku 1969, ale these records leave me cold. Poza "Abbey Road" naturalnie, "Dusty In Memphis", "The Velvet Underground", "Tommy" i jeszcze czymś tam. Głupio generalizując, więcej radości mam z rocznikami tak po 1976 powiedzmy.
      • kubasa Re: Phi 18.07.06, 14:19
        pagaj_75 napisał:

        > To zależy jakiej kto słucha muzyki ;P
        > Bo weźmy na przykład rok 1991:
        >
        > Slint - Spiderland
        > Talk Talk - Laughing Stock
        > My Bloody Valentine - Loveless
        > Massive Attack - Blue Lines
        > The Orb - The Orb's Adventures in the Ultraworld
        > The Legendary Pink Dots - The Maria Dimension
        > Biosphere - Microgravity
        > Primus - Sailing the Seas of Cheese
        > Primal Scream - Screamadelica
        > Pixies - Trompe le Monde
        > U2 - Achtung Baby
        > Mr Bungle - Mr Bungle

        Jeszcze z takich co sobie na chybcika przypomniałem to warto wymienić "Goat"
        jesus Lizard i "Everclear" American Music Club.

        Wiadomo, że 1991 rządzi, pierwsze dwie płyty, które wymieniłeś to chyba moje
        jakieś top 5 :|

        A 1969 też jeśt świetny - np. teraz słucham sobie "the Electric Lucifer"
        Bruce'a Haacka. To chyba jeden z pionierów elektronicznego popu, trafiłem na
        niego wertując influeneces Stereolab na AMG. A oto co o albumie sprzed 37 lat
        pisze własnie AMG:

        A concept album about the earth being caught in the middle of a war between
        heaven and hell, The Electric Lucifer featured a heavy, driving sound complete
        with Moogs, Kachulis' singing, and Haack's homegrown electronics and unique
        lyrics, which deal with "powerlove" — a force so strong and good that it will
        not only save mankind but Lucifer himself.

        Poza tym jednym rockowym concept specjalizował się w nagrywaniu muzyki dla
        dzieci. Tak więc ciekawie.

        • nemrrod Re: Phi 18.07.06, 15:39
          kubasa napisał:

          > A 1969 też jeśt świetny - np. teraz słucham sobie "the Electric Lucifer"
          > Bruce'a Haacka.

          Dzięki za przypomnienie tej postaci. Czytałem o Haacku jakiś czas temu na jakimś
          blogu i mocno się zainteresowałem, ale jakoś zapomniałem posłuchać. Czynię to
          teraz i trochę w głowie się nie mieści, że to 1969 rok... Wygląda na to, że to
          kolejny niesłusznie zapomniany pionier wczesnoelektronicznej ery.
      • jarecki32 Re: Phi 18.07.06, 14:41
        faktycznie 1991 to tez bardzo dobry rocznik byl (choc paru z wymienionych przez
        Ciebie wykonawcow nie znam (The Orb , De la Soul ?)
        Tyle, ze nie przypominam sobie aby poza tym bogactwem dobrych nagran dzialo sie
        wtedy cos szczegolnego na swiecie ? bo w 1969 -tym, jak to opisal Henessy,
        dzialo sie bardzo wiele.
        • ilhan Re: Phi 18.07.06, 14:45
          No jak to? Przecież okres przełomu lat 80. i 90. to historycznie prawdopodobnie najważniejszy wycinek drugiej połowy XX wieku.
          • jarecki32 Re: Phi 18.07.06, 15:15
            niby racja, ale glownie dla Polski, bo niekoniecznie dla USA czy nawet UK, ale
            moze sie myle, wiec prosze mnie oswiecic :)
            • hennessy.williams Re: Phi 18.07.06, 15:19
              jarecki32 napisał:

              > niby racja, ale glownie dla Polski, bo niekoniecznie dla USA czy nawet UK, ale
              > moze sie myle, wiec prosze mnie oswiecic :)

              Nie całkiem. Wojna w Zatoce, wojna na Bałkanach... Choć i tak upieram się, że
              tzw. oddźwięk społeczny (=artystyczny) mniejszy niż w przypadku Wietnamu czy
              Zimnej Wojny. Wystarczy posłuchać tekstów piosenek...
              • ilhan Re: Phi 18.07.06, 15:27
                hennessy.williams napisał:

                > jarecki32 napisał:
                >
                > > niby racja, ale glownie dla Polski, bo niekoniecznie dla USA czy nawet UK
                > , ale
                > > moze sie myle, wiec prosze mnie oswiecic :)
                >
                > Nie całkiem. Wojna w Zatoce, wojna na Bałkanach...

                MAŁE MIKI przy rozpadzie ZSRR, Układu Warszawskiego i zjednoczeniu Niemiec.
                • hennessy.williams Re: Phi 18.07.06, 15:54
                  ilhan napisał:

                  > > Nie całkiem. Wojna w Zatoce, wojna na Bałkanach...
                  >
                  > MAŁE MIKI przy rozpadzie ZSRR, Układu Warszawskiego i zjednoczeniu Niemiec.

                  A właśnie że nie takie małe miki :)
                  Wydarzenia, o których piszesz były następstwem wieloletniej "walki z systemem" i
                  nie zmusiły NATO do interwencji zbrojnej. A w przypadku Zatoki i Bałkanów
                  sytuacja była jasna - to USA decyduje, kto jest cacy, a kto be. Podobnie rzecz
                  się miała z Palestyną, Afganistanem itp itd.
                  Oczywiście daleki jestem od bronienia tutaj interesów Husaina czy Arafata, ale
                  nie akceptuję założenia, że racja jest po stronie silniejszego.
                  A wracając do tematu - to właśnie takie wydarzenia powodują bunt artystów
                  (powinienem dopisać, że w większości lewicujących, ale wtedy podpadnę pod wątek
                  mechanikka)
            • ilhan Re: Phi 18.07.06, 15:25
              Upadek układu bipolarnego na pewno miał znaczenie dla większej liczby państw niż Polska. BTW nie twierdzę, że miało to znaczący wpływ na jakiś boom muzyczny - historia pokazuje, że prawdopodobnie to, co generalnie ujęliście jako "ruchy społeczne" ma większe odbicie w muzyce niż najdonioślejsze nawet roszady polityczne. A nie zawsze jedno idzie w parze z drugim.
              • aimarek Re: Phi 18.07.06, 15:54
                1967 wg mnie jednak nieznacznie wygrywa z 1969. 2 x Velvet, "Piper", 2 x Love,
                The Doors, "Safe as milk" i jeszcze parę innych rzeczy, których nawet nie
                rozpoznałem. Gorsze wspomnienia mam z roku 1966, natomiast najlepsza płyta
                świata to niestety rok 1968.
                1991 był jednak chyba nawet wspanialszy od wszystkich tych roczników, jeśli
                wziąć pod uwagę _ilość_ powalających mnie albumów. Do wymienionych należy dodać
                "Yerself Is Steam" i nieco chłodniej przeze mnie oceniane, ale w sumie też
                świetne "Frigid Stars".
                • kubasa Re: Phi 18.07.06, 16:37
                  aimarek napisał:

                  > i nieco chłodniej przeze mnie oceniane, ale w sumie też
                  > świetne "Frigid Stars".

                  A to nie rok wcześniejsza płyta?
                • misteodor Re: Phi 18.07.06, 19:05
                  aimarek napisał
                  najlepsza płyta
                  > świata to niestety rok 1968.

                  Która to wg Ciebie?
                  • aimarek Re: Phi 18.07.06, 19:43
                    A może i 1990 "Frigid". Widzę tu różne dane.
                    Najlepsza płyta świata to "Astral Weeks" Vana Morrisona.
                    • braineater nie to 18.07.06, 22:47
                      że się czepiam, ale taki ranking płyt waznych i cudownych można zrobic zapewne
                      dla każdego roku pomiędzy 1965 a 2006. Wszystko zalezy od klucza jaki sie
                      przyjmie i co się w muzyce ceni.
                      Na przykład:
                      1989
                      Quickness - Bad Brains
                      Paul's Butique - Beastie Boys
                      Debiut Neneh Cherry
                      Sonic Temple - The Cult
                      3 feet high and rising - De la soul
                      Pasion - Peter Gabriel
                      The Iceberg - Ice T
                      Nothing Shocking - Janes Addiction
                      Debiut Lenny Kravitza
                      The mind is terrible thing to taste - Ministry
                      Debiut Mother Love Bone
                      Debiut NIN
                      Debiut Nirvany
                      New York Lou Reeda
                      Debiut Primusa
                      Fear of Black Planet - Public Enemy
                      Mothers Milk -RHCP
                      Debiut The Stone Roses

                      czyli kilkanaście płyt ważnych ogólnie lub waznych dla danego gatunku,
                      powstawanie gwiazd dyktujących trendy w nastepnej dekadzie i tak dalej.

                      A dla porównania rocznik w zeszłym stuleciu najlepszy, wsławiony między innymi
                      tym, że narodził się Brejniter, czyli 1977:

                      Heroes -Bowie
                      The Clash - The Clash
                      Raw Power - Iggy and the Stooges
                      Oxygene - Jarre
                      Funkentelechy - Parliament
                      Motorhead - Motorhead
                      The Idiot oraz Lust for Life - Iggy Pop
                      Nevermind the Bollocks - Pistolsi

                      oraz mnóstwo płyt progowych, artowych, bluesowych i elektronicznych (Eno),
                      które także w kolejnych latach miały wpływ na rozwój muzyki.

                      Także zda mi się, że teza, ze jakiś rok był super, albo superowszy niz rok inny
                      jest nie do obronienia.

                      P:)
                      • jarecki32 Re: a co ? 19.07.06, 01:05
                        nie zabym negowal, ze tylko kilka dobrych lat bylo w rocku,
                        ale ciezar gatunkowy tych plyt ( a takze ich autorow) ktore wymienilem jest
                        chyba male doko wyzszy od Twojego zestawienia. Pal licho moj gust,
                        wezmy opinie z 'allmusic':

                        Quickness - Bad Brains 3/5
                        Paul's Butique - Beastie Boys 5/5
                        Debiut Neneh Cherry 4.5/5
                        Sonic Temple - The Cult 3/5
                        3 feet high and rising - De la soul 5/5
                        Pasion - Peter Gabriel 4/5
                        The Iceberg - Ice T 5/5
                        Nothing Shocking - Janes Addiction 4.5
                        Debiut Lenny Kravitza 4.5
                        The mind is terrible thing to taste - Ministry 4.5
                        Debiut Mother Love Bone 4.5

                        Debiut NIN 5
                        Debiut Nirvany 3.5
                        New York Lou Reeda 4.5
                        Debiut Primusa 1990
                        Fear of Black Planet - Public Enemy 1990
                        Mothers Milk -RHCP 3.5
                        Debiut The Stone Roses 5


                        a wiec zaledwie 5 ocenionych na maksimum
                        w 1969 bylo tego ze 3 razy wiecej
                        nie jest to zapewne dowod druzgocacy, ale jakis tam dowod to jest


                        braineater napisał:

                        > że się czepiam, ale taki ranking płyt waznych i cudownych można zrobic
                        zapewne
                        > dla każdego roku pomiędzy 1965 a 2006. Wszystko zalezy od klucza jaki sie
                        > przyjmie i co się w muzyce ceni.
                        > Na przykład:
                        > 1989
                        > Quickness - Bad Brains
                        > Paul's Butique - Beastie Boys
                        > Debiut Neneh Cherry
                        > Sonic Temple - The Cult
                        > 3 feet high and rising - De la soul
                        > Pasion - Peter Gabriel
                        > The Iceberg - Ice T
                        > Nothing Shocking - Janes Addiction
                        > Debiut Lenny Kravitza
                        > The mind is terrible thing to taste - Ministry
                        > Debiut Mother Love Bone
                        > Debiut NIN
                        > Debiut Nirvany
                        > New York Lou Reeda
                        > Debiut Primusa
                        > Fear of Black Planet - Public Enemy
                        > Mothers Milk -RHCP
                        > Debiut The Stone Roses
                        >
                        > czyli kilkanaście płyt ważnych ogólnie lub waznych dla danego gatunku,
                        > powstawanie gwiazd dyktujących trendy w nastepnej dekadzie i tak dalej.
                        >
                        > A dla porównania rocznik w zeszłym stuleciu najlepszy, wsławiony między
                        innymi
                        > tym, że narodził się Brejniter, czyli 1977:
                        >
                        > Heroes -Bowie
                        > The Clash - The Clash
                        > Raw Power - Iggy and the Stooges
                        > Oxygene - Jarre
                        > Funkentelechy - Parliament
                        > Motorhead - Motorhead
                        > The Idiot oraz Lust for Life - Iggy Pop
                        > Nevermind the Bollocks - Pistolsi
                        >
                        > oraz mnóstwo płyt progowych, artowych, bluesowych i elektronicznych (Eno),
                        > które także w kolejnych latach miały wpływ na rozwój muzyki.
                        >
                        > Także zda mi się, że teza, ze jakiś rok był super, albo superowszy niz rok
                        inny
                        >
                        > jest nie do obronienia.
                        >
                        > P:)
                        • braineater Re: a co ? 19.07.06, 08:41
                          Rozbijają sie chyba te rankingi (jak wszystkie) o gusta nasze i recenzentów.
                          Sprawdziłem sobie jeszce wyrywkowo na Wiki parę innych lat (fajna kategoria
                          year XXXX in music) i naprawdę wydaje mi sie, że z praktycznie kazdego roku da
                          się wyciagnąć taką muzyczną esensję, ktora dla wielu ludzi będzie ważna,
                          znacząca, inspirująca.
                          Ale oczywiście każdy z nas może sobie wybrac inny ro(c)k:)

                          P:)
    • pagaj_75 1997 19.07.06, 11:48
      Hej, a co powiecie na rocznik, z którego pochodzą takie killery jak:

      Radiohead - OK Computer
      Bjork - Homogenic
      Spiritualized - Ladies & Gentlemen We Are Floating in Space
      Biosphere - Substrata
      Mogwai - Young Team
      debiut GYBE!
      Stereolab - Dots & Loops
      Nils Petter Molvaer - Khmer
      Laika - Sounds of the Satellites
      Mouse on Mars - Autoditacker
      The Chemical Brothers - Dig Your Own Hole
      Amon Tobin - Bricolage
      Daft Punk - Homework
      Squarepusher - Hard Normal Daddy
      Supergrass - In It for the Money

      (no dobra, tych nie znam, ale mają opinie indie-klasyków)
      Modest Mouse - Lonesome Crowded West
      Built to Spill - Perfect from Now on
      Yo La Tengo - I Can Hear the Heart Beating as One

      (również niezłe)
      Bob Dylan - Time Out of Mind
      Blur - Blur
      Autechre - Chiastic Slide [dla niektórych - ich najlepszy album]
      The Verve - Urban Hymns [dla wielu klasyk]

      też nieźle kopało w tym roku (choć niekoniecznie w rocku)
      • nemrrod 2001 19.07.06, 12:31
        Heh, fajna zabawa, bo tak można praktycznie z każdym rokiem. Ja np. bardzo lubię
        rok 2001, w którym ukazało się kilka moich prywatnych klasyków:

        AUTECHRE Confield
        BJORK Vespertine
        DNTEL Life Is Full Of Possibilities
        FENNESZ Endless Summer
        HOOD Cold House
        JAN JELINEK Loop-Finding-Jazz-Records
        JIM O'ROURKE Insignificance
        JIM O'ROURKE I'm Happy And I'm Singing And A 1, 2, 3, 4
        LENNY VALENTINO Uwaga! Jedzie Tramwaj
        RADIOHEAD Amnesiac
        ŚCIANKA Dni Wiatru
        TORTOISE Standards
        WILLIAM BASINSKI The Disintegration Loops

        plus kilkanaście/kilkadziesiąt płyt b. dobrych i dobrych, np.:
        A SILVER MT. ZION Born Into Trouble As The Sparks Fly Upward
        CANNIBAL OX The Cold Vein
        DAFT PUNK Discovery
        ANJA GARBAREK Smiling & Waving
        HERBERT Bodily Functions
        JAGA JAZZIST A Livingroom Hush
        LABRADFORD Fixed::Content
        LALI PUNA Scary World Theory
        MATMOS A Chance To Cut Is A Chance To Cure
        PREFUSE 73 Vocal Studies + Uprock Narratives
        STARS OF THE LID The Tired Sounds Of...
        THE MICROPHONES The Glow Pt. 2
        THE SHINS Oh, Inverted World
        TIM HECKER Haunt Me

        a i tak to tylko płyty z "mojej działki" :)
        • pagaj_75 Re: 2001 19.07.06, 12:48
          Heh, uprzedziłeś mnie, bo też chciałem napisać o 2001. Do tego co wymieniłeś
          dorzuciłbym jeszcze Supersilent 5 może. Zauważyłem, że "Uwaga! Jedzie tramwaj"
          jest nawet uwzględnione na rateyourmusic.com :O
        • braineater 1996 19.07.06, 12:50
          1996

          Boys for Pele, czyli najlepsza Tori Amos
          Tidal, czyli debiut Fiony Apple
          Beats, rhymes and Life czyli A Tribe Called Quest w mistrzowskiej formie
          Odelay czyli Beck, który lepszy był tylko na Mellow Gold
          In a bar, under the sea, czyli dEUS objawia się szerszemu światu
          Man Neneh Cherry, czyli szczyt kariery artystki
          Murder Ballads Cave'a i Seedsów, czyli świat poznaje świra z Australii w
          milionach kopii
          ATLiens Outcastów, czyli hip-hop z Południa pokazuje, że istnieje i że jest
          całkowicie inny
          No code Pearl Jamów, czyli jestesmy duzymi chłopcami i wreszcie gramy to, co
          nas naprawde kreci
          Good God's Urge - Porno for Pyros, czyli Perry Farell na miare najlepszej płyty
          rockowej dziesięciolecia
          New Adventures in Hi-Fi R.E.M., czyli płyta, ktora kupili nawet ci, co nie
          znoszą Stipe'a (jak ja:)
          Iladelph Halflife The Roots, czyli po dzis dzień jeden z najlepszych h-h
          albumów w dziejach
          Roots Sepultury, czyli metal dla każdego (nie wiem czy w tej kategorii był w
          ostatnim cwiercwieczu większy hiciak)
          AEnima Toola, czyli kolejny rewelacyjny łomot dla masowego odbiorcy z ambicjami
          No i najgenialniejszy elektroniczny album wszechczasów, z której strony by nie
          patrzec, czyli Entroducing DJ Shadow'a
          Prócz tego Stereolab, Stone Temple Pilots, pozegnalny niestety (jak na razie)
          album Soul Coughing i tez podobnie jak kolega Nemrrod ograniczyłem się tylko do
          tych działek muzycznych, które mnie kręcą.

          P:)
          • internetauta 1973 19.07.06, 20:34
            braineater napisał:

            >Ale oczywiście każdy z nas może sobie wybrac inny ro(c)k:)

            Tak, dlatego więc ja wybieram 1973!

            a) Ze względów oczywistych:
            1. Mike Oldfield- Dzwony Rurowe (i przede wszystkim ze względów własnych)
            2. Pink Floyd- Ciemna Strona Księżyca (-||-)
            3. Paul McCartney- Band On The Run (-||)
            4. Black Sabbath- Sabbath Bloody Sabbath
            5. Rolling Stones- Goats Head Soup
            6. Led Zeppelin- Houses Of The Holy
            7. Genesis- Selling England By The Pound
            8. Elton John- Goodbye Yellow Brick Road
            9. John Lennon- Mind Games
            10. Stevie Wonder- Innervisions
            11. Yes- Yessongs
            12. Santana- Welcome
            13. Who- Quadrophenia
            14. ZZ Top- Tres Hombres (lub Hombers- nie pamiętam)
            15. Abba- Ring Ring

            b) Ze wględów własnych:
            1. Paul McCartney- Red Rose Speedway
            2. Billy Joel- Piano Man
            3. George Harrison- Living In Material World
            4. James Brown- The Payback
            5. James Brown- Black Caesar
            6. Marvin Gaye- let's Get It On
            7. Elton John- Don't Shoot Me I'm Only The Piano Player
            8. Faces- Ooh La La
            9. Rod Stewart- Atlantic Crossing
            10. Curtis Mayfield- Early Years With The Impressions
            11. Roberta Flack- Killing Me Softly
            12. Bob Dylan- Pat Garett & Billy The Kidd
            13. Deep Purple- Who do we think we are
    • pytajnick 2001 21.07.06, 19:41
      Jesli o "doniosłość" i inne takie chodzi, też bym pewnie wskazał na 1969, który
      też gustowi mojemu był dość bliski - choć bez przesady, cenienie to jedno, a
      serce i tak bije szybciej tylko przy kilku pozycjach.

      Za to wali jak młot pneumatyczny przy całej stercie płyt z przywoływanego już tu
      2001 roku - mojego prywatnie ulubionego od jakichś kilku lat. A i spora część z
      nich miała też określony wpływ na muzykę ostatnich lat.

      płyty dla mnie wyjątkowe/wybitne

      no-man - Returning Jesus
      William Basinski - Disintegration Loops
      Tool - Lateralus ("ważne!")
      Opeth - Blackwater Park (te dwa o dziwo zgadzają mi się z rateyourmusic)
      Porcupine Tree - Recordings
      +muzyka Tiersena do "Amelii" (czyli być może najpiękniejszy "the best of" w
      historii" ;)

      I dalej super:

      Anja Garbarek - Smiling and Waving
      Angelo Badalamenti - Mulholland Drive OST
      Hood - Cold House ("ważne"!)
      Gotan Project - La Revancha Del Tango ("ważne"!)
      Radiohead - Amnesiac
      Jansen/Barbieri/Karn - Playing In A Room With People
      Fennes - Endless Summer ("ważne!")
      Mogwai - Rock Action
      Dntel - Life Is Full Of Possibilities ("ważne!")
      Alchemik - Sfera Szeptów (Teraz Polska!)
      Supersilent - 5
      Porcupine Tree - Metanoia
      A Silver Mt. Zion - Born Into Trouble As The Sparks Fly Upwards
      Bass Communion - III
      cLOUDDEAD - cLOUDDEAD ("ważne!")
      Anathema - A Fine Day To Exit
      dredg - Leitmotif
      Elbow - Asleep In The Back
      Marillion - Anoraknophobia
      Neurosis - A Sun That Never Sets
      Shpongle - Tales of Inexpressible
      Mostly Autumn - Music Inspired By The Lord Of The Rings

      I bardzo fajne rzeczy z różnych półek:

      Super Furry Animals - Rings Around the World
      Air - 10,000 Hz Legend
      Jan Jelinek - Loopfinding Jazz Records ("ważne!")
      Sparklehorse - It's a Wonderful Life
      John Paul Jones - The Thunderthief
      Pan Sonic - Aaltopiiri
      Katatonia - Last Fair Deal Gone Down
      Muse - Origin Of Symmetry
      Noir Desir - Des Visages Des Figures
      Lamb - What Sound
      Radiohead - I Might Be Wrong (live)
      Telefon Tel Aviv - Fahrenheit Fair Enough
      Third Eye Foundation - I Poo Poo On Your Juju
      Lacrimosa - Fassade
      Bjork - Vespertine
      Rammstein - Mutter (pół płyty bomba)
      Howard Shore - muzyka do "The Fellowship Of The Ring", najlepsza z trylogii
      IEM - Arcadia Son
      Zero 7 - Simple Things
      Nick Cave & the Bad Seeds - No More Shall We Part
      The Strokes - This Is It
      Apocalyptica - Cult
      Smolik - Smolik
      System Of A Down - Toxicity
      Set Fire To Flames - Seigns Reign Rebuilder
      Fish - Fellini Days
      Uxb - Urban Mutant
      Jay-Z - The Blueprint
      Lali Puna - Scary World Theory
      Lenny Valentino - Uwaga Jedzie Tramwaj
      Manual - Until Tomorrow
      Robotobibok - Jogging
      Arab Strap - The Red Thread
      Matmos - A Chance to Cut Is a Chance to Cure
      Henry Fool - I
      Theo Travis - Heart Of The Sun


      I jak sobie tak popatrzę na tę listę i zauważę, że przy dosłownie każdym tytule
      mam ochotę wstać i zapodać to teraz, to tylko się w tym obstawaniu przy 2001
      roku utwierdzam.
      • roar Odyseja Kosmiczna 21.07.06, 21:48
        To ja jeszcze trochę dorzucę nie wymienionych:

        Cechomor & Jaz Coleman - Promeny
        Mercury Rev - All Is Dream
        My Vitriol - Finelines
        Afro Kolektyw - Płyta Pilśniowa

        I z rzeczy mniej ważnych/mniej wyjątkowych np.:
        Bonnie Prince Billy - Ease Down the Road
        Low - Things We Lost in the Fire
        System of the Down - Toxicity
        Ian Brown - Music of the Spheres
        Yes - Magnification
        Brothomstates - Claro

        Tak, to był piękny rok. Ale jeśli o mnie chodzi, i tak wygrywa 2002. Nie ilością może, ale jakością:

        Polyphonic Spree - The Beginning Stages of...
        ...And You Will Know Us by the Trail of Dead - Source Tags & Codes
        Sigur Rós - ()

        QED
        • pytajnick Re: Odyseja Kosmiczna 21.07.06, 23:08
          roar napisał:

          > To ja jeszcze trochę dorzucę nie wymienionych:
          >
          > Cechomor & Jaz Coleman - Promeny
          > Mercury Rev - All Is Dream
          > My Vitriol - Finelines

          No to nawet nie wiem czym się je, dzięki za namiary :)

          > Yes - Magnification

          Kiedyś była moją ulubioną - sic! - płytą Yes. W zasadzie jedyną naprawdę często
          słuchaną, mimo świadomości że sedno tkwi kilkadziesiąt lat wcześniej. Czy dalej
          yest ulubioną? - nie wiem, nie słuchałem od lat tego zespołu, ale nie tęsknię ;)

          > Tak, to był piękny rok. Ale jeśli o mnie chodzi, i tak wygrywa 2002. Nie ilości
          > ą może, ale jakością:
          >
          > Polyphonic Spree - The Beginning Stages of...
          > ...And You Will Know Us by the Trail of Dead - Source Tags & Codes
          > Sigur Rós - ()

          Ostatnia pozycja zdecydowanie, potęga!
          Inne potęgi, ale takie serio:

          Wilco - Yankee Hotel Foxtrot!!!

          (nie zapominając o :
          Múm - Finally We Are No One !!
          Paatos - Timeloss !! (i tu łezka się kręci przypominając sobie niestety nowy album)
          The Coral !
          Lambchop - Is A Woman !
          Dredg - El Cielo !
          Ecstasy Of Saint Theresa - Slowthinking !
          Tomasz Stańko - Soul of Things
          Porcupine Tree - In Absentia! (jakoś nabrała dla mnie trwałej wartości po kilku
          latach, a przynajmniej połowa płyty)
          Peter Gabriel - Up
          Boards Of Canada - Geogaddi
          Opeth - Deliverance
          Archive - YALTSTM
          Sparks - Lil' Beethoven
          i jeszcze garści fajnych rzeczy, ale już sie powstrzymam)


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka