07.08.06, 17:08
C86:

Słuchaliście?
Lubicie czy nie? (Ewentualnie co lubicie, a co nie.)
Znaczące czy nieważne?
Warto pamiętać czy można zapomnieć?

Link dla niezorientowanych:
www.screenagers.pl/index.php?service=articles&action=show&id=34
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Zupełnie na marginesie 07.08.06, 21:19
      Nie słuchałem, więc na resztę pytań nie odpowiem, ale artykuł przeczytałem z
      zaęteresowaniem i dopowiem jeszcze trochę w sprawie zespołu The Wolfhounds.
      Wśród tych przewijających się nazwisk w składzie był też krótko wokalista Dave
      Callahan, który później założył formację Moonshake, która wprawdzie wiele nie
      zwojowała (choć nagrała kilka płyt), ale do historii się wpisała tym, że w 1993
      wypączkowała z niej Laika.
      Sam Moonshake wydaje się dość ciekawy - nazwa wzięta od utworu Can; pierwsza
      płyta, "Eva Luna", nagrana w stylu, który Scaruffi określa jako Public Image Ltd
      apgrejdowany do czasów samplingu, dość schizofreniczna z powodu dwojga
      wokalistów tworzących utwory w mocno odmiennych nastrojach i stylistykach. Warto
      choćby sprawdzić.

      Tyle mojej dygresji.
      • ilhan Re: Zupełnie na marginesie 08.08.06, 09:48
        O, dzięki. Może pokuszę się o update artykułu w takim razie, bo to jest dość istotne, a ta informacja mi umknęła.
    • polleke Re: C86 07.08.06, 23:46
      Kawał dobrej roboty odwaliłeś, Ilhan. Fajnie poczytać zwłaszcza te dalsze ciągi
      karier zespołów z C86.

      Słuchałam tej kompilacji w ubiegłym roku i poza pobudkami historyczno-
      rewizjonistycznymi nie chce mi się do niej wracać, nie do całości w każdym
      razie, bo przy wielu piosenkach można tylko wzruszyć ramionami.
      Ważność? Chyba umiarkowana, bo C86 ani nie podsumowuje żadnego zjawiska, ani
      nie kreuje nowej sceny, a ten ich statement mało wyrazisty. Oceniając 20 lat
      później, 1986 to raczej rok "The Queen Is Dead" niż C86.
      Chociaż z drugiej strony, skoro „C86” stało się podręczną inwektywą, wymiennie
      z „twee”, musiało się wbić w świadomość dziennikarzy i słuchaczy. I co ciekawe,
      wśród zespołów nurtu potocznie_okreslanego_jako_C86 często bardziej
      interesujące są te, które na kasecie NME się nie znalazły, choćby Razorcuts i
      BMX Bandits.

      Może jeszcze przelecę się po tym co znam i lubię / nie lubię.

      The Bodines – Therese: klasyk, najlepsza pozycja składanki.

      Mighty Mighty: czy to Haircut One Hundred dla ubogich?

      The Pastels: czasami słucham jakichś singli, ale próby podejścia do albumów
      kończyły się porażkami, wszystko mi się zlewa, chociaż na papierze wyglądają na
      zespół dla mnie. Chętnie poczytałabym what's so special about them.
      Acha, Aggi to dziewczyna (brunetka na zdjęciu), więc basistka, zwróć jej to :)
      Black Tambourine nagrali nawet o niej piosenkę, z perspektywy fanki zakochanej
      w Stephenie Pastelu - "Throw Aggi Off The Bridge".

      Shop Assistants: zespół znacznie lepszy niż średnia tej składanki, nazywany
      skrzyżowaniem The Ronettes z The Jesus And Mary Chain – zgrabne, ale jednak
      lekkie nadużycie; wywarli spory wpływ na dziewczyńskie gitarowe grupy. Z
      jedynej płyty do ocalenia co najmniej kilka utworów: I Don't Wanna Be Friends
      With You, Somewhere In China, Train from Kansas City, All That Ever Mattered,
      Safety Net.

      Miaow: "When It All Comes Down" czeka w kolejce na przesłuchanie, ale za to
      mogę polecić solowy album Cath Carroll "England Made Me", takie rozbujane
      Everything But The Girl połączone z bossa novą. No i ten głos.

      Half Man Half Biscuit: Booker Prize dla tego pana, niektóre teksty mnie
      miażdżą. Słucham jednak w małych dawkach, bo żeby je w pełni zrozumieć i
      docenić, trzeba chyba doktoratu z brytyjskiej popkultury lat 70. i 80.

      McCarthy: niedoceniony zespół, melodyjnością chwilami dorównują The Smiths.
      Teza, że na drodze do popularności na jaką niewątpliwie zasłużyli stanęło ich
      zaangażowanie polityczne, chociaż bliska mojemu sercu, do końca mnie nie
      przekonuje.

      O Wedding Present nie chce mi się już pisać, bo wiadomo, że bardzo lubię.

      Hmm, jednak zachciało mi się tego posłuchać jeszcze raz.
      • ilhan Re: C86 08.08.06, 10:10
        Pomysł na takie opracowanie miałem już od dobrych dwóch lat, no ale zebrałem się dopiero na wiosnę.

        Do listy zespołów, które być *powinny*, a ich nie ma, mądre głowy dopisują jeszcze z reguły Talulah Gosh. Jest jeszcze masa nazw typu The Vaselines, The Flatmates, 14 Iced Bears, Jesse Garon & The Desperadoes, The Clouds, ale wyrażanie skruchy z powodu tego, że się ich nigdy nie słyszało, zakrawa już chyba na ostre zboczenie.


        > The Bodines – Therese: klasyk, najlepsza pozycja składanki.

        Zdecydowanie, ale dochodziłem do tego ze trzy lata :|


        > Mighty Mighty: czy to Haircut One Hundred dla ubogich?

        Czy Haircut 100 sam w sobie nie jest dla ubogich? :)
        Mi się to kojarzy z Orange Juice od pierwszych do ostatnich taktów.


        > The Pastels:
        > Acha, Aggi to dziewczyna (brunetka na zdjęciu), więc basistka, zwróć jej to

        Tak, tak, przepraszam i dziękuję za czujność. Es ist uns ein Fehler unterlaufen.


        > Half Man Half Biscuit: Booker Prize dla tego pana, niektóre teksty mnie
        > miażdżą. Słucham jednak w małych dawkach, bo żeby je w pełni zrozumieć i
        > docenić, trzeba chyba doktoratu z brytyjskiej popkultury lat 70. i 80.

        O tak, to jest absolutny fenomen i właściwie nie powinno się próbować zamykać go w jednym akapicie, bo za nic nie odda to istoty HMHB (tak się mądrzę, a znam ledwie skromny wycinek twórczości, no ale za samo "Dukla Prague Away Kit" mają moją dozgonną sympatię).


        > McCarthy: niedoceniony zespół, melodyjnością chwilami dorównują The Smiths.
        > Teza, że na drodze do popularności na jaką niewątpliwie zasłużyli stanęło ich
        > zaangażowanie polityczne, chociaż bliska mojemu sercu, do końca mnie nie
        > przekonuje.

        No, nie tylko to stanęło na drodze do popularności, dlatego napisałem, że "między innymi" :) Zabawne swoją drogą, jak ni z tego, ni z owego, *nagle* część z tych zespołów (McCarthy included) w 1989/1990 roku zaczęło grać dokładnie jak Stone Roses tudzież Happy Mondays. Zupełny przypadek.

        Dziękuję za komentarze - jak to miło jednak w takim kompetentnym gronie.
        • polleke Re: C86 08.08.06, 23:13
          ilhan napisał:

          > Do listy zespołów, które być *powinny*, a ich nie ma, mądre głowy dopisują
          > jeszcze z reguły Talulah Gosh. Jest jeszcze masa nazw typu The Vaselines, The
          > Flatmates, 14 Iced Bears, Jesse Garon & The Desperadoes, The Clouds, ale
          > wyrażanie skruchy z powodu tego, że się ich nigdy nie słyszało, zakrawa już
          > chyba na ostre zboczenie.

          Hmm, z tego zestawu kojarzę z kilku utworów 14 Iced Bears - rąbanka z
          psychodelicznym zacięciem, wdzięczne, ale mogę bez nich żyć. A w The Vaselines
          pierwsze kroki stawiał Eugene Kelly, który potem majstrował to i owo z Teenage
          Fanclub i BMX Bandits.

          > > Mighty Mighty: czy to Haircut One Hundred dla ubogich?
          > Czy Haircut 100 sam w sobie nie jest dla ubogich? :)

          W sensie, że Haircut to KTO dla ubogich?
          Może to i nie übermistrzowie, ale kilka singli - Favourite Shirts, Nobody's
          Fool - towar pierwszogatunkowy.

          > Mi się to kojarzy z Orange Juice od pierwszych do ostatnich taktów.

          Pełna zgoda, zwłaszcza co do pana śpiewaka.

          > > McCarthy: niedoceniony zespół, melodyjnością chwilami dorównują The Smiths
          > > Teza, że na drodze do popularności na jaką niewątpliwie zasłużyli stanęło
          > > ich zaangażowanie polityczne, chociaż bliska mojemu sercu, do końca mnie
          > > nie przekonuje.
          >
          > No, nie tylko to stanęło na drodze do popularności, dlatego napisałem,
          > że "między innymi" :)

          Nie tyle do Twoich słów się odnoszę, co do obiegowych mądrości.
          Podobnie o Kitchens of Distinction pisano, że chłodne przyjęcie i brak
          komercyjnego sukcesu zawdzięczają otwarcie deklarowanemu homoseksualizmowi
          lidera. Jakby to wszystko miało wyjaśniać. Lazy journalism.
          • ilhan Re: C86 09.08.06, 00:19
            polleke napisała:

            > W sensie, że Haircut to KTO dla ubogich?
            > Może to i nie übermistrzowie, ale kilka singli - Favourite Shirts, Nobody's
            > Fool - towar pierwszogatunkowy.

            Ja całkiem lubię, "Love Plus One" to pewnie najczęściej słuchany przeze mnie utwór tego lata (w zeszłym tygodniu potrafił lecieć po 10 razy pod rząd). Inna sprawa, że zespołu, który wyglądałby *aż tak* źle chyba jeszcze nie słuchałem.

            upload.wikimedia.org/wikipedia/en/a/ac/Haircut_100.jpg
            • polleke Re: chciałeś żebym umarła ze śmiechu? (n/t) 09.08.06, 12:23
              • ilhan Re: chciałeś żebym umarła ze śmiechu? (n/t) 09.08.06, 23:23
                Rzeczywiście nieodpowiedzialne to było, przepraszam.
                Wracając do muzyki, to może H100 = trochę Aztec Camera dla ubogich, o ile zapomnimy o chronologii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka