Dodaj do ulubionych

Flap House Vag

14.08.06, 01:49
Ostatnio wieczory spędzam na wcielaniu się w napakowanego negra (100%muscle) w
afro. Bujam się po San Andreas, gangsteruje innych negrów i pimpuje panienki,
a wszystko przy dźwiękach starego funku grzmocących z wypaśnych low riderskich
bryk. Dziś usłyszałem w radio kawałek The Gap Band "You Dropped a Bomb On Me",
znany mi do tej pory z repertuaru Flap House Vag.
Dwóch panów z USA przyjechało do Polski w końcu lat dziewięćdziesiątych i
założyli najlepszą funkową kapelę jaką nasza ziemia nosiła. Jedna płyta, Flap
House Vag s/t. P-funk od Georga C. skoligacony z bardziej tanecznymi rytmami z
końca lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych, świetnie zaaranżowany
i wyprodukowany (jak przystało na najntiz). Pełnoziarnisty groove, a przy tym
wielki luz, co daje cholernie przebojową mieszankę. Najbardziej cieszy to, że
FVH nie bali się polecieć w groteskę i nudzanie stóp w banale szklanej kuli
pod sufitem. Totalny pozytyw. Afro na jajcach.
Było na jakimś składaku Machiny. Jeden z kolesi zasilił Blenders w czasach
"Kucilandu", gdy Glennski odszedł. Płytkę wygrzebałem parę lat temu w tanich
koszach w Empiku... "I promise to funk now, nothing but the funk now, nothing
but the funk".
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Flap House Vag 14.08.06, 10:45
      ...a ja analogicznie wygrzebałem kiedyś jakąś przecenioną kasetę. Przesłuchałem
      ze dwa razy. Ze dwa numery wpadają w ucho. Fajne, ale tylko fajne.
      • carmody Re: Flap House Vag 16.08.06, 00:58
        Cieszę się, że cieszy. Jednak.
        Mam taką cofkę na ten klimat. I nie tylko na ten. Więc napierniczam Panterę,
        Down, Flap House Vag i Blenders. Płytę blenderów pt. "Kuciland" zakupiłem koło
        2001 (chyba), jako pierwszą polską płytkę radiowego (wówczas) zespołu, która
        kosztowała 19zł. Dziś, po przewaleniu ich całej dyskografii jestem dumny, że
        wywaliłem na to wydawnictwo ekwiwalent paczki fajek, kebaba i trzech browarów.
        Ma to swój urok, ale też swoją, czy nawet swoistą, klasę słowiańskiego funk(c)u.
        I chociaż aureolę wolę trzymać nad pomarszczonym z nerwów czołem
        Afrokolektywnych - Blenders dawało radę. FVH zadziwiło mnie beztroską i klimatem
        godnym blaxplotationowego odwzorowania podczas odsłuchu. Przez chwilę nie trzeba
        było wyobrażać sobie jak to jest mieszkać na crooklińskim osiedlu i walczyć co
        rano z uklepanym z jednej strony afro słuchając Parliamentów. Wtedy w nawet w
        spożywczaku można było usłuszeć "Bribombę", czy "Włos to włos". Taki niszowy
        polski happy time.
        • cze67 Re: Flap House Vag 06.09.06, 09:44
          Żem wygrzebał kasetę FHV i muszę przyznać, że znakomicie mi się tego po latach
          słuchało. Kiedy ją zakupiłem, znałem tylko openera i reszta mi jakoś nie
          weszła. Dzisiaj - jak najbardziej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka