cze67
03.01.07, 09:44
Na marginesie wywiadu z Nalepą w Machinie. Chodzi mi o pytanie Gnoińskiego,
co artysta myśli o opiniach, że blues jest martwy. Mniejsza o odpowiedź, bo
była mętna, tylko o tezę. Zgadzam się z nią, choć oczywiście można mi
zarzucić, że "skąd mogę o tym wiedzieć, skoro nie słucham kapel z tych
muzycznych okolic". Tak mi się wydaje, odpowiadam, a energię do takiego
twierdzenia czerpię z kosmosu.
Tak więc blues umarł gdzieś w latach 70-tych (a najlepiej, przynajmniej ten
najbadziej "przebojowy", biały, miał się dekadę wcześniej, za sprawą
Bluesbreakers, Cream itp), kiedy wszystko już zostało powiedziane/nagrane.
Jeszcze krótszy żywot, bo ograniczający się właściwie do pierwszej połowy lat
90. ubiegłego wieku miał grunge (dopiero dzisiaj udało mi się wysłuchać In
Utero Nirvany i jest to jednak mniej świeże, niż np. wcześniejsze o ćwierć
wieku nagrania The Yardbirds).
Czy pojawi się jakiś post, czy alt grunge (w sumie to niezwykłe, że tak
wieśniacki (he, he) styl jak country potrafił ewoluwować, w coś tak
ciekawego, jak właśnie alt)? Czy blues się jeszcze podniesie, czy jest to
zamknięta forma muzyczna? Pytanie pozostawiam otwarte i zapraszam oczywiście
do, jak zwykle, ożywionej dyskusji.