Dodaj do ulubionych

Alicja w Krainie Wrzasku

21.02.07, 09:19
Najpierw było ep Nostalgii 77, ściagnięte na fali zachwytu projektem Lamdina,
jako jednym z najlepszych smooth jazzowych projektów lat ostatnich <przy
okazji, za ubiegłorczne Borderlands zgarnęli Gilles Peterson Award i to na
95% słuszne jest>. I okazało się, że z White Stripowskiego Seven Nation Army
da sie wykrzesać jeszcze więcej emocji.

Przed mikrofonem stanęla dość brzydka, pucołowata Angielka i po prostu
wypuściła demony, zamieniając ten było nie było, rewelacyjny kawałek w
arcydzieło cynicznego wkurwu na świat Kradnąc tytuł Harlana Ellisona,
najczystszej wody bestia, która wykrzyczała nienawiść w sercu świata. Od
niepamietnych czasów trafił mi sie oto kawałek, który puszczałem sobie po
kilka razy dziennie i który za każdym razem podobał mi się coraz bardziej. Aż
mi obrzydł:)

Co było robić - nalezało poszukac innych dokonań tej pani.

I okazało się, że Alicja jest produktywna. W przeciągu paru lat zdążyła
nagrać 3 solowe albumy, pośpiewać jako liderka w Quantic Soul Orchestra i
powspółpracować z _bah samba i TM Juke. Panna Russell, okazało się, nie
wierzy w ograniczenia stylistyczne i spiewa wszystko - od klasycznych rythm &
bluesowych kawałków, przez jazz-rockowe nawalanki, po soul, bluesa, latino i
własne kompozycje, mocno utrzymane w nu-jazzowych klimatach. I w kazdym z
tych 'gatunków' zostawia swój, bardzo wyraźny ślad.

I jest tak, że w głosie Alicji kryje się cały kawał historii kobiecej
wokalistyki. Przede wszystkim, rzecz najbardziej charakterystyczne, dziewcze
to spiewa z charakterystyczną, skrzecząco zawodzaca manierą starych
wokalistek bluesowych, które w latach 30 pomiedzy kolejnymi łykami łiskacza i
nastepnym papierosem, stawały na scenie i spiewały o tym, że faceci sa do
dupy, a miłość musi być za pieniądze. Cos podobnego, wydaje mi się, próbowała
uzyskać pańcia z Blue Cafe, tylko panna Russell ma taka barwe naturalnie i do
tego wie, jak jej uzywać, a pańcia z BC musiała się strasznie napocic by
uzyskać choc % takiego efektu.

Dalej - głos Alicji to mega rezerwuar emocji - chyba od czasu naprawde
wielkich wokalistek - Joplinowej, Faithfull, Galasowej - nikomu nie udało się
zamknąc tak monstrualnie silnego przekazu emocjonalnego w dość standardowych,
gatunkowych piosenkach. Oczywiście panienka z takim głosem srednio nadaje sie
do wykonywania wesołych szlagierów, ale jej się to tez udaje - jak choćby
rewelacyjne Humankind z My Favourite Letters.

No i cecha trzecia, taka która przekonała mnie do Russellówny zupełnie -
niesamowita, teatralna wrecz ekspresja. Kazda piosenka jest osobną scena,
osobnym teatrzykiem, osobną opowieścią, w której Alicja, nieznacznie
modyfikując głos odgrywa wszystkie role i w która wciąga słuchacza, nie
pozwalając nawet na chwile oddechu.

Podsumowując, kawał profesjonalnie zrobionej i odspiewanej popowej muzyki, z
panią o której za kilkadziesiat lat nasze wnuki będą wspominać z szacunkiem.

na zachęte: www.myspace.com/alicerusselluk

P:)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka