braineater
07.03.07, 21:43
born.
Rozpiętość ocen po drugim przesłuchaniu jest taka:
okurwa
ojapierdolę
ojajebię
Siostrunie już dwukrotnie udowodniły, że potrafią. Trzecie podejście
natomiast jest takim wrzutem, jaki wykonał Devendra Cripple Crowem, czyli
masowym uderzeniem po całości zmysłu słuchu, by pokazać, że nie dość, że
potrafią, to jeszcze robią to w sposób niepowtarzalny. Jesli ten syndrom
trzeciej płyty u New Weirdowców się utrzyma, to już zaczynam się bać, co
zrobi Joaśka na płycie nr 3.
W każdym razie, jak na pierwszy kwartał roku, to druga płyta oprócz Scores
Herberta, która mnie wgniotła.
Hajlajtowy kawałek - Japan. Po prsotu magia jak na Bohemian Rapsody. A
oceniając teksty takich kawąłków jak Werewolf, Girl and the Goose i animals,
czas wreszcie zweryfikować opinię o tym, że w Stanach magiczne grzybki sa
słabe i do niczego się nie nadają. Muzycznie jest tak jak na Maison, z tym,
że siostrzyczki coraz bardziej przesuwają się na pozytywną stronę mocy i duzo
mniej tam straszących dźwięków spod znaku spookie!, a więcej katarynkowej
pozytywkowatości. Generalnie muzyka z zacpanego cyrkowego namiotu, gdzie czas
płynie w mocno zwolnionym tempie.
P:)