cze67
03.07.07, 14:21
Chodzi mi o szeroko rozumiany sawuar vivr koncertowy. Zasługuje owo zjawisko
na odrębny wątek, bo Opener (a wcześniej w moim wypadku koncert Genesis,
czyli generalnie kilkudziesięcznotysięczne impry) to dobre miejsce, żeby się
z nim zapoznać.
Pod względem zachowania publiczność na koncertach składa się, w dosyć dużym
uproszczeniu z:
1. Takich, którzy grzecznie słuchają i ładnie się bawią, nie robiąc nikomu (w
tym sobie samym) krzywdy.
2. Wpychających się PODCZAS WYSTĘPU przed tych, którzy wystali sobie jakieś
miejsce i czują się w tym miejscy w miarę dobrze. Ten gatunek dzieli się na
takich co:
a/robią to w miarę kulturalnie, mówiąc przepraszam lub sory, ci najczęściej
idą sobie gdzieś dalej
b/wpychających się na chama i w dodatku zatrzymujących się przed nami, bo
znaleźli fajne miejsce i nie obchodzi ich, że właśnie znaczne ograniczyli nam
widoczność. Ci są agresywni i nie przemawiają do nich argumenty w postaci -
pan tu nie stał.
3. Takich, którzy wystali sobie miejsce w pobliżu sceny, ale w którymś
momencie występu uznali, że:
a/ to nie ich rodzaj muzyki
b/ publiczność zbyt emocjonalnie reaguje i trzeba się ewakuować (na Beastie
Boys spod sceny uciekła para z DZIECKIEM na ręku!!!)
c/ pęcherz jednak już nie taki jak dawniej;
3. Podopitych, głośnozachowujących się uczestników widowiska, śpiewających i
tańczących przez cały koncert, najczęściej we dwójkę lub większej
zorganizowanej grupie. Ci nie zważają na nic, nawet na to, że właśnie
wdeptali w glebę kolejną małą dziewczynkę z zapałkami, żyją własnym życiem, z
samozaparciem i radością zachęcając tych słabo (w ich mniemaniu) bawiących
się do energiczniejszych podrygów.
Jakieś osobiste refleksje mile widziane.