Dodaj do ulubionych

The Blue Nile

22.09.07, 09:23
Zaczynam wątek bo tak przeszukuje neta i po polsku właściwie nikt o
nich nie pisał nic sensownego. Poznana przeze mnie w zeszłym
tygodniu "Peace and last" (z tego co sie orienytuję uznawana za ich
najsłabszą) mnie osobiście ujęła bardzo. Jeśli to jest ich
najsłabsza rzacz to aż się boję sięgać po następne. Skojarzenia?
trudno coś wychwycić , może trochę jak dojrzały Tal talk , troche z
Marllion już bez Fisha. Na allmusic coś wspominają o Gabrielu ale
jakoś nie dostrzegam. Generalnie taki "Happiness", "Tommorow
morning" czy "Love come down" to są perełki . Do tego brzmieie
fantastyczne (testowane nocą), które podobno dopiero na tym
wydawnictwie zaczęło być tak bogate. Cacuś

Więc jak ktoś jest w temacie to prosze o komentarz
Obserwuj wątek
    • pytajnick Re: The Blue Nile 22.09.07, 19:36
      Pierwsze skojarzenie przy poznawaniu Blue Nile - skojarzenie z Gabrielem - jest
      dla mnie wręcz automatyczne. Paul Buchanan i Peter Gabriel są zwyczajnie
      jednojajowymi bliźniakami jeśli chodzi o barwę głosu. Potwierdziły to nie tylko
      moje własne testy ("Kto to śpiewa?" - "No przecież Gabriel" - "A nie, wcale
      nie!"), ale przede wszystkim cała historia z płytą "Ovo" Gabriela. Słyszymy na
      niej siedem razy częściej głos Buchanana niż Gabriela, a masy ludzi i tak dały
      się oszukać.

      Tyle o głosie Buchanana, który sam w sobie jest skarbem i dla niego samego warto
      Blue Nile poznać. Co do płyt, to mnie "Peace at Last" też się podoba, ale
      "Hats", uznawane za magnum opus grupy, rzeczywiście stoi o kilka szczebelków
      bliżej nieba i jest jednym z tych małych wielkich skarbów końca lat 80.
      Charakterystykę muzyki całkiem dobrze ująłeś - takie bardziej sentymentalne
      środkowe Talk Talk. Niezmiernie nastrojowe. Z Marillion się mi nie kojarzyło,
      już prędzej z piosenkowym Sylvianem z lat 80., ale co najwyżej luźno.

      Wiele płyt mimo ćwierć wieku istnienia to oni nie wydali, bo między każdym
      albumem odpoczywali sobie przez 5-8 lat (i w tym też podobni są do Gabriela). Ja
      znam tylko połowę z nich - debiutu z 1984 r. i ostatniej, dwadzieścia lat
      młodszej - jeszcze nie. Tak że byłbym wdzięczny za ewentualne opinie pt. "czy
      warto". (Airborell? Przecież to dzięki Tobie ich poznałem :-)
      • ilhan Re: The Blue Nile 22.09.07, 19:46
        Znam "A Walk Across The Rooftops" i "Hats" - obie warto. Na pierwszej jest bodaj moje ulubione nagranie Blue Nile - "Tinseltown In The Rain".

        O pokrewieństwie na linii Gabriel/Buchanan (dla mnie słyszalnym, ale bez zbędnej przesady - może nie słuchałem w życiu dość PG) i w ogóle o zespole kiedyś już dyskutowaliśmy nieco:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=39517412
      • airborell Re: The Blue Nile 22.09.07, 20:38
        Skojarzenie z H-Marillion jest o tyle trafne, że Nil Błękitny jest jednym z
        ulubionych zespołów Steve'a Hogartha.

        A czy warto? Ja polecę przede wszystkim jednak Hats. Debiutu szczerze mówiąc
        specjalnie nie pamiętam, więc zapewne rewelacja to nie jest, natomiast warto
        poznać ostatnią płytę zespołu, High - dla mnie jest ona bardziej urozmaicona niż
        Peace at Last i w sumie chyba broni się lepiej. Tak czy owak, zachęcam do
        eksploracji :).
    • geigo Re: The Blue Nile 22.09.07, 20:19
      Znam tylko "Hats" - obiektywnie może i dobre, subiektywnie - da się od czasu do czasu posłuchać, ale bez zachwytów. Dla mnie to tak typowe brzmienie lat 80, że niemal mogłoby robić za ich wzorzec w Sevres - a ja właśnie tego charakterystycznego dla Eighties sposobu grania nie lubię (tak sobie myślę, że gdyby przypadkiem te piosenki zostały zaaranżowane na nowo, na inną modłę - to może wtedy bardziej by mi się spodobały).
      A, podobieństwa wokalu do głosu Gabriela zupełnie nie zauważyłam, a słucham dużo solowego Petera, starego Genesis też nie zaniedbuję.
      • ilhan Re: The Blue Nile 22.09.07, 22:41
        Wyrafinowanie, ostentacyjna *dorosłość*, chętne sięganie po aktualne osiągnięcia techniczne, state-of-the-art wyposażenie studyjne, ale w wystarczająco elegancki, umiarkowany (by nie powiedzieć, że nieco zachowawczy) sposób, żeby nie wystraszyć potencjalnego odbiorcy, będącego często spadkiem po art-rocku poprzedniej dekady. Dla mnie jest coś w tym, że Blue Nile wydają się reprezentantami charakterystycznego nurciku lat osiemdziesiątych, do którego ewidentnie wpisują się jeszcze wspomniany Peter Gabriel i Kate Bush ("Tinseltown in the Rain", jakby, zdaje się zapowiadać i jednocześnie być dalekim kuzynem rok młodszego "Cloudbusting"). Mniejsza o ścisłe powiązania stylistyczne, których nie mam ochoty wykazywać. Chodzi raczej o to, że jeżeli ktoś ma na półce egzemplarz "Hats", to prawdopodobieństwo znalezienia kilka rzędów dalej "III" i "Hounds of Love" jest duże. Ktoś jeszcze do tego grona?
        • geigo Re: The Blue Nile 22.09.07, 23:58
          Ależ nie wiążmy całej twórczości Gabriela z brzmieniem typowym dla Blue Nile i dekady '80 - są wykonawcy zdecydowanie bardziej w tym się mieszczący, jak Prefab Sprout, który wspominałeś w temacie zalinkowanym wyżej. Dobra, "3" zahacza gdzieś tam o nie - jednak też nie w całości: gdzie "Hats", a gdzie "Biko" czy "Games Without A Frontiers" (myślę oczywiście o muzyce, nie o tematyce). Jeśli już musimy obydwu wykonawców umieścić w jednej szufladce, to IMO będą w osobnych - i stykających się co najwyżej rogiem - przegródkach. Kwestią zasadniczą wydaje mi się nie tyle to wyrafinowanie i elegancja, co właśnie zachowawczość. Blue Nile to dla mnie typowy przykład muzyki nie wyrastającej ponad swoją epokę, "Trójce" Gabriela udało się tej doraźnej trendności uniknąć, mimo tego, że w jednym utworze ("Start") rzeczywiście można odnaleźć ten typ brzmienia, a niektóre inne, np. "I Don't Remember" i "Family Snapshot" (ten saksofon!) - miało nań zadatki; szczęśliwie tylko na zadatkach się skończyło.
          • maff1 Re: The Blue Nile 23.09.07, 16:52
            coś w tym jest ze Hats mogło by być wzorcem z lat 80-tych. Gdy
            słucha sie tej płyty po raz pierwszy, ale także po raz kolejny ja
            odnosze wrazenie ze juz to gdzieś kiedyś słyszałem. Ale Hats jest w
            pewnym sensie unikalne i odmienne od tego wszystkiego co lata 80-te
            przyniosły.
            Płyta dla mnie wciąż genialna, natomiast jak sie okazuje mozna ją
            jeszcze poprawić :)
            wersja "Let's Go Out Tonight" w miksie Craiga Armstronga po prostu
            mnie powala.
            BN juz troche omawialiśmy w tym wątku:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=39517412&v=2&s=0

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka