Dodaj do ulubionych

Moja historia

18.04.10, 00:08
Witam wszystkich!
Jestem jedną z tych, dla której ciąża wydawała się być problemem, przeszkodą
na dalsze normalne życie... jestem jedną z tych, które dokonały aborcji. Teraz
już wiem, że to był wielki, ogromny błąd. Już żałuję tego co zrobiłam. A
najbardziej boli to, że nie było nikogo, kto pokazałby mi inną drogę, podał
pomocną dłoń i zaoferował wsparcie. Moja rodzina nic nie wiedziała o ciąży,
może gdybym powiedziała im o tym to moja mama nie pozwoliła by mi tego zrobić
sad Ale nie potrafiłam jej powiedzieć, nie chciałam widzieć w jej oczach że ją
zawiodłam.
O ciąży wiedział jedynie mój facet. Dostałam pieniądze na "zabieg" i
pokrzepiające słowo: kochanie zobaczysz będzie wszystko dobrze... przecież
wiesz że to nie jest dobry czas na dziecko.
Jestem jeszcze młoda, mam dopiero 20 lat, zaczęłam studia. Trudno było by mi
wychować to dziecko, ale moja rodzina z pewnością by mi pomogła. Żałuję że nie
potrafiłam o nie zawalczyć.
Jest mi tak ciężko. Dwa dni po zabiegu czułam się szczęśliwa, w końcu bez
problemu z nadzieją że wszystko będzie już dobrze. Ale tak nie jest. Z dnia na
dzień coraz bardziej dociera do mnie to co zrobiłam, że pozwoliłam zrobić
krzywdę mojej maleńkiej dzidzi. A to dopiero kilka dni po. Tak mi smutno
teraz, tak pusto.... tak bardzo chciałabym cofnąć czas i znów zobaczyć na
ekranie USG moją dzidzie i bijące maleńkie serduszko. Widzieć jak rośnie, a
potem czuć pierwsze ruchy. Ale ja wiem że czasu nie da się cofnąć.... i z
każdym dniem żałuję coraz bardziej. Wiem, że będzie się to ciągło za mną całe
życie. I że już nigdy nie zobaczę mojego małego kochanego Aniołka. Nie wiem co
będzie dalej..... ale narazie nie widzę dla siebie żadnych pozytywów.
Wszystkie dziewczyny zastanawiające się nad aborcją, proszę was nie róbcie
tego... !!!! to nie jest rozwiązanie. To wielki psychiczny ból. Nie
popełniajcie tego samego błędu co ja sad
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: Moja historia 18.04.10, 00:36
      witaj, przykro mi ,że cię to spotkało, pisz tutaj wszystko co czujesz, to
      pomaga, my też postaramy ci się pomóc
      • nowako-wa Re: Moja historia 18.04.10, 14:09
        aborcja często uczy pokory i szacunku do życia- szczególnie tego niewinnego w łonie matki...
        z tego się wychodzi ale blizna często zostaje do konca życia...
        Aborcja kosztuje- nie tylko kasa na zabieg- kosztuje potem matkę wiele cięzkich chwil, wspomnień i bólu psychicznego...
        może wejdz na bliznę - tam łatwiej się wygadać i znalezc zrozumienie...
        • niviane Re: Moja historia 18.04.10, 20:16
          A mogę prosić o jakiś link ? bo nie wiem gdzie jest to drugie forum
          • iktoto Re: Moja historia 18.04.10, 22:02
            spojrz na samą górę tego forum, kiedy jesteś na głównej stronie,
            masz tam napis: "bezpieczne miejsce, tylko dla kobiet...." kliknij w
            to i poproś o wpisanie Cię na listę
            • niviane Re: Moja historia 18.04.10, 22:47
              dziękuję... już napisałam wiadomość z prośbą o wpisanie mnie
              • twoj_aniol_stroz Re: Moja historia 19.04.10, 19:58
                Wyślij jeszcze raz zgłoszenie, bo nie wiem czemu, ale to paskudztwo (czyli
                komputer) nie zgłosiło mi Ciebie. Wyślij po prostu puste zgłoszenie, powinno ci
                się zgłosić takie coś z okienkiem z prośbą o uzasadnienie. Nic tam nie wpisuj
                tylko naciśnij "wyślij" smile Mam nadzieję, że dojdzie tym razem.
              • twoj_aniol_stroz Uadło się :) 20.04.10, 10:03
                Tym razem ustrojstwo było grzeczne i zachowało się przewidywalnie smile Masz już
                dostęp do Blizny.
                • aniulka8503 Re: Uadło się :) 04.08.10, 23:28
                  niviane...i jak jest? jak się czujesz? trochę minęło...mam nadzieję,
                  że pomału wszystko układasz sobie na nowo...i że w środku jest
                  łatwiej...
                  • niviane Re: Uadło się :) 04.09.10, 23:03
                    wszystko pomału jakoś się układa, ale przestać o tym myśleć nie umiem. Często
                    wchodzę tu na forum.
                    Chciałabym o tym wszystkim z kimś bliskim porozmawiać, ale nie umiem. Po prostu
                    nie umiem. Nie wydusiłabym z siebie ani słowa. Przede wszystkim chciałabym
                    porozmawiać o tym z "tatusiem", ale on wogóle nie widzi problemu. Życie toczy
                    się dalej, tak jak by nigdy nic się nie stało. I tylko pyta się co chwilę, czy
                    biorę regularnie tabletki itp, żeby tylko nie zrobić mu takiej niespodzianki jak
                    przedtem. Chore to wszystko. Ma mnie całkowicie w nosie.
                    Zdarzają się chwilę, szczególnie wieczorami gdy wszyscy już śpią że siedzę i
                    ryczę. Tak samo gdy zostaję sama w domu. Odrazu łapię doła, wszystkie
                    wspomnienia powracają. Staram się planować na maksa cały dzień, żeby o tym nie
                    myśleć, ale wiem że to nie tędy droga do normalności.
                    Od października idę dalej na studia, do pracy... mam nadzieję że jakoś to będzie.
                    Wydaję mi się że jest lepiej, ale sama nie wiem. Ostatnio zaczęły napadać mnie
                    myśli, że za dwa miesiące byłabym szczęśliwą mamą. A tak co ? Będę mogła jedynie
                    postawić zapaloną świeczkę na 1 Listopada i pomodlić się za moją małą kruszynkę.
                    Ja wiem, że będzie lepiej... że w końcu przestaną mną szargać te wszystkie
                    negatywne nastroje. Wiem, że skoro stało się tak jak stało, to widocznie tak
                    musiało być. Taki plan miał względem mnie i mojego dziecka Bóg. Tylko co było
                    tym nadrzędnym celem ?
                    Bardziej niepokoi mnie to, że oprócz tych niektórych chwil kiedy wszystko mi się
                    przypomina i płaczę.... na codzień jestem oschła, zimna. Ja nie jestem taka jak
                    kiedyś. Nie potrafię być już spontaniczna, nie cieszę się ze wszystkiego.
                    Właściwie to ja nawet nie pamiętam żadnej sytuacji z ostatnich miesięcy, w
                    której coś naprawdę mnie ucieszyło. Tak jakoś pustko mi, okropnie pusto. Czuję
                    się jak w jakimś letargu. Dziwne to wszystko.
                    Wiem że mój obecny facet, nie jest mnie wart. Nie raz już to pokazał. Zresztą
                    nie wiem czy to można nazwać związkiem, a nie romansem. Wiem że zasługuję na
                    kogoś lepszego, ale nie potrafię się od niego uwolnić. Nie potrafię zerwać z nim
                    kontaktu. A wydaje mi się, że tak było by lepiej dla mnie. Że może szybciej
                    powróciła bym do normalności.
                    I takie jest to moje dziwne życie, ale będzie lepiej- Ja to wiem smile
                    • aniulka8503 Re: Uadło się :) 05.09.10, 00:24
                      No wiesz, jeżeli tatuś nie widzi problemu, to może lepiej byłoby to zakończyć...nie wiem, w jaki
                      sposób wygląda taki związek, ja tego samego dnia odeszłam...a i tak do dzisiaj nie potrafię mu
                      wybaczyć...i chyba nigdy ten moment nie nadejdzie...
                      zawsze możesz porozmawiać z nami...
                      Tego nie da się zapomnieć, ale naprawdę da się z tym żyć...możesz być szczęśliwa, jeśli będziesz
                      tego chciała i będziesz usilnie do szczęścia dążyła...u mnie w lipcu minęło 6 lat od aborcji...przez te
                      lata dużo się wydarzyło...miewam czasem doła, czasem ryczę, czasem mam chandrę, ale ogólnie
                      mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa...u mnie jest trochę inna sytuacja, bo ja mam już dziecko,
                      wiem dla kogo żyję i wiem, że po prostu muszę być silna...więc jestem...'
                      jesteś oschła, zimna...masz ku temu powody...powody, o których nikt nie wie...ja też byłam
                      zimna...mężczyźni to były zabawki, rozkochiwałam i z wielką satysfakcją patrzyłam jak cierpią, gdy w
                      bardzo podły sposób kończyłam zabawę...niektórym zniszczyłam życie...najbardziej żal mi
                      jednego...jednego, który wiem, że wychowałby ze mną to dziecko...byłby ojcem, dzięki czemu
                      prawdziwy tatuś nie miałby problemu...ale ja nie kochałam...a później żałowałam...
                      w moim życiu są rozdziały do których wracam, ale nigdy nie czytam ich na głos...
                      • niviane Re: Uadło się :) 08.09.10, 23:51
                        Aniulka ja chce być szczęśliwa.... to nie jest tak że całe dnie siedzę, ryczę i tylko rozmyślam co by było gdyby. Ja próbuję żyć normalnie, i nawet mi się to udaje czasami. Ale gdy tylko przyjeżdża "tatuś" to mój świat się na nowo burzy. Wszystko w momencie traci sens. Ja wiem że byłabym spokojniejsza, gdybym powiedziała mu wprost co mi leży na sercu, jak się czuję, jak on mnie traktuje i zerwała kontakt. Ale ja nie umiem. Tyle razy mówiłam sobie że dziś jest ten dzień, kiedy zakańczamy naszą destrukcyjną dla mnie znajomość. Ale gdy go widzę, to poprostu żadne takie słowo nie przechodzi mi przez gardło. Ja wiem że on mnie nie szanuje, ale chociaż jedno z pozoru głupie przytulenie się daje mi dziwne poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że to głupio brzmi, bo gdyby moja koleżanka była w takiej sytuacji to już dawno powiedziałabym jej że ma go posłać na drzewo.
                        Mi brakuje oparcia, poczucia bezpieczeństwa, ciepła, czułości. I zrozumienia, tego najbardziej. Jedyna rzecz która motywuje mnie do działania to moje studia. Wiem że muszę się dalej uczyć na tym kierunku, jak nie dla siebie samej to chociaż dla mojego małego Aniołka w Niebie.... bo to głównie dlatego poszłam na ten zabieg. Wiedziałam że inaczej musiałabym przerwać studia, bo nie miałabym kasy.
                        Jakie to się teraz wydaje straszne. Jak można zrobić krzywde dziecku w imię studiów?
                        achhh sad
                        i jeszcze ostatnio napadły mnie takie myśli co będzie jeśli nie będę mogła mieć już więcej dzieci. Jeśli było mi dane tylko to jedyne dziecko, a ja go nie chciałam. Jak to będzie? Za dużo tych pytań.
                        • wiesia140 Re: Uadło się :) 09.09.10, 00:33
                          jeśli ci nie przechodzi przez gardło, to mu napisz , co na sercu ci leży, kto wie może coś zrozumie i chociaż spróbuje się zmienić w stosunku do ciebie, a jeśli nie to przynajmniej tobie będzie lżej na sercu

                          Jakie to się teraz wydaje straszne. Jak można zrobić krzywde dziecku w imię stu
                          > diów?
                          > achhh sad

                          nie zadręczaj się to już się stało, upadłaś , leżysz , ale z leżenia można wstać

                          > Jakie to się teraz wydaje straszne. Jak można zrobić krzywde dziecku w imię stu
                          > diów?
                          > achhh sad
                          > i jeszcze ostatnio napadły mnie takie myśli co będzie jeśli nie będę mogła mieć
                          > już więcej dzieci. Jeśli było mi dane tylko to jedyne dziecko, a ja go nie chc
                          > iałam. Jak to będzie? Za dużo tych pytań.
                          nie staraj się tak daleko wybiegać w przyszłość, skup swoje myśli na tym co musisz zrobić teraz, pomyśl o terapii ( chyba jesteś uzależniona od tego faceta) jest też terapia dla małżeństw ( pary narzeczeńskie też tam są przyjmowane) możecie razem spróbować i albo coś się zmieni na lepsze , albo ty wylogowujesz się z tego związku, najlepiej by było jakbyś posprzątała w swoim życiu zanim zajdziesz kolejny raz w ciążę.
    • wiesia140 Re: Moja historia 09.09.10, 00:41
      www.kobieceserca.pl/ dla ciebie do poczytania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka