Od czego zacząć... Mam 18 lat, zaszłam w ciążę. Teraz bd ok. 4 tygodnia. Nie umiem uwierzyć w to, co się stało, w tę ironię losu. Z chłopakiem byłam od 8 m-cy. On chciał seksu- ja nie. Ale ja nie potrafiłam odmówić, mimo tego że każdy stosunek sprawiał mi okropny ból, który czułam jeszcze trochę czasu po... Potem zazwyczaj się kłóciliśmy, ja kilka razy zerwałam, ale on obiecywał, że się zmieni, że udowodni, że może być ze mną bez seksu, jednak za każdym razem było tak samo. I w końcu postanowiłam, muszę to skończyć, nie mogę już mu wierzyć, dawać mln tych ostatnich szans. Zerwałam, definitywnie, ostatecznie. Nie odzywałam się do niego ponad 2 tygodnie, byłam przekonana, że teraz bd tylko lepiej. Odpocznę od bycia w "związku", a potem może poszukam jakiegoś odp. faceta... Tak myślałam, że bd, jednak okres się nie pojawił, ja testy zrobiłam- i jestem w ciąży... Wiem, że to też moja wina, ale ja po prostu nie potrafiłam tego skończyć, wcześniej miałam myśli samobójcze, myślałam, że on pomoże mi z tego wyjść, nie chciałam być sama. Teraz staję przed decyzją: zrobić aborcję czy nie? Powiedziałam o ciąży mojemu byłemu- powiedział, że mnie nie zostawi, że chce tego dziecka, że mnie kocha i chce ze mną być, przeprosił mnie za wszystko. Tylko czy mogę mu wierzyć? On ma 18 lat, jeśli jego rodzice się dowiedzą, wyrzucą go z domu, już mu to powiedzieli... Ja rodzicom też nie powiem. Nie wyobrażam sobie tego. Jestem w stanie się poświęcić dla dziecka i być z nim i wychować dziecko. Ale jak? Ja nie pracuję, on musiałby zacząć pracować właściwie od zaraz, a przecież chodzimy do liceum, w maju matura. Nawet jeśli zarobi trochę tej kasy, nie mamy, gdzie mieszkać, nie mamy nic. Trzeba by było zacząć wszystko od nowa. Ale nie mamy pieniędzy, dlatego myślę o tej aborcji... Chociaż nie mam serca usuwać tego małego "Zgredziolka" (tak go nazywam, boli mnie brzuch, więc pewnie się trochę rozpycha- tak wiem, wiem jest jeszcze za malutki, żebym go czuła..

) Ale aborcja wydaje się rozsądnym rozwiązaniem, bo nie zapewnię mu dobrego życia, po prostu nie dam rady. Czytałam o aborcji w Austrii- ok. 500 Euro, zabieg chirurgiczny trwa kilka minut, nie ma praktycznie żadnych komplikacji, okres wraca po 2 tyg. i znowu można zajść w ciążę. No i tam aborcja jest legalna. Nie wiem, co zrobić...