Kochane chciałam sie z Wami pożegnac...
Trafilam tutaj z wielkim "problemem", nie radzilam sobie i bylam
sama...tutaj, choc na poczatku zostalam bardzo zaatakowana, znalazlam bratnie
dusze, takie duszyczki rzyczliwe i kochane. Najbardziej pomoglyscie mi WY.
Moglam tu wszystko napisac, niczego sie nie wstydzilam i niekrepowalam.
Wszystkie NAS połaczylo jedno - aborcja. Minelo 8 m-cy i moze to dziwne, ale
nie czuje potrzeby zagladania tutaj i wyzalania sie. Mam przy sobie mezczyzne
ktorego bardzo kocham i ktoremu moge wszsytko powiedziec. Moje zycie odminilo
sie nie dopoznania, jestem szczesliwa. Oczywiscie miewam te zle dni, placze
do poduszki i rozpamietuje, ale tak chyba bedzie zawsze.
Chcialam WAM wszystkim z calego serca podziekowac ( niebede Was wszystkich
wymieniac, same wiecie

), bo to dzieki WAM odnalazlam sie i swoje miejsce
na ziemi - nie wiem co by teraz bylo w mojej glowie gdybym tutaj nie przyszla.
Zycze WAM wszystkiego co najlepsze, zeby kazda z Was odnalzla swoje
szczescie, zeby zyla dalej i patrzyla na wszystko ze "nic nie dzieje sie bez
przyczyny". Widocznie tak mialo byc, co nie oznacza ze jestesmy zle i nie
mamy kolejnej szansy na nowe i szczesliwe zycie. Wszystko zalezy od nas - i
nie raz to pisalam. Musimy sie podniesc i isc dalej!
Caluje Was i moooooocno sciskam!!!
Onkubus - aatoja

)))