mysza721
12.05.06, 11:53
Witam wszystkie dziewczyny,
Chciałam podzielić się swoją ponurą historią.
Mam 34 lata i od 13 r.ż.choruję na padaczkę .
Gdy miałam 23 lata poznałam wspaniałego człowieka. Po 5 latach bycia z soba
zaczęliśmy poważnie myślec o potomstwie. Ponieważ chcieliśmy, żeby było
wszystko ok, pojechaliśmy do lekarza, który zajmuje się planowaniem i
prowadzeniem kobiet w ciąży z tą chorobą.
Wszystko miało być cacy, zmiana lekarstw na mniej szkodliwe, właczenie
większej dawki kwasu foliowego, rózne badania, szczepionki przeciw różyczce -
jednym słowem świadomie zaplanowana ciąża.
W 2000 r zaszłam w końcu w ciążę. Niestety zmniejszyłam dawkę lekarstw, które
powinnam przyjmować - bez konsultacji lekarza. w tym samym czasie chorował
ciężko mój ojciec. Będąc w 10 tc zmarł.
W 11 tc dostałam napad, który spowodowany był właśnie zmniejszeniem lekow ,
silnym stresem i wszystkimi zmianami hormonalnymi jakie zachodzily we mnie.
Przyjechało pogotowie, a lekarz z pogotowia zasugerował, "że trzeba coś z
tym zrobić, bo z tego już nic nie będzie". Niestety nie było już czasu i
postanowiliśmy, że usunę tą ciążę.
Po półrocznej zaczęliśmy planowac drugą, Zaszłam, nistety tym razem też
zmniejszyłam dawkę - tłumacząc sobi, że tylko na te trzy pierwsze miesiące -
te najwazniejsze.
Stalo się dokladnie to samo co za 1 razem, pogotowie - itd.
Wtedy dowiedziałam sie, że w Łodzi jest profesor, który zajmuje sie takimi
kobietami jak ja i pdobnymi.
Umówiliśmy się na wizytę. Gdy dowiedział sie prawdy o tym wszyskim wpadł w
szał, chciał znć lekarzy, którzy zalecili wykonanie aborcji.
Dopiero teraz zaczęły sie prawdziwe wyrzuty sumienia.
Zaczęłam obwiniac o to wszystko siebie, ale w dużej mierze także partnera.
Profesor zgodził sie mnie poprowadzić i przygotować do ciąży. Znalazłam się
pod fachową opieką neurologiczną, która jak dowiedziała się o tym wszystkim
była również oburzona jak sam profesor. Zmieniła leki i zabroniła zmniejszać
czy odstawiać.
po prawie roku starań zaszła - praktycznie nasze życie zaczęło się krecić
wokół moich dni płodnych i miesiączek. Istna paranoja. Obsesja. W maju dwie
kreski. trzy tygodnie później krwawienie, silny ból brzucha. Poroniłam. Los
się na mnie zemścił, Komplety wrak ze mnie. Zaczął się burzyć nasz związek.
W połowie października -dwie kreski. Zaraz potem wizyta u profesora.
Co miesiąc wizyty kontrolne i kilku dniowe pobyty w szpitalu.
W zeszłym roku urodziłam piękną zdrową córeczkę.
Staram się nie myśleć przez co musialam przejść, ale patrząc na córkę myślę
bardzo często o tym, że dzisiaj moje dziecko mogłoby mieć już 4 latka.
Niewiedza lekarzy - konowałów - to w dużej mierze ich wina, że winna jestem
śmierci swoich dzieci. W pierwszej lepszej gazecie, czy podręczniku, gdzie
jest poruszany temat padaczki i ciąży jest napisane, że najlepiej by było
gdyby nie były przyjmowane leki bo to bardzo szkodliwe. Niestety ja
naczytałam się takich głupot i doprowadziło to, że jestem bardzo szczęśliwa,
że mam swoje ukochane dziecko, ale tak naprawdę to nie potrafię się do końca
nim cieszyć.
Ochrzciłam swoje dziecko, ale co to za chrzest, bez spowiedzi i komunii.
Boże wybacz mi