Dodaj do ulubionych

moja historia...

21.06.07, 16:29
witam, jestem tu pierwszy raz, tak czytam te Wasze opowieści i powróciły
wspomnienia. mam 30 lat, mając lat 20 po raz pierwszy zostałam mamą. byłam
przeszczęśliwa, a moja córcia urodziła się wspaniała i rozwijała
się "książkowo". po czterech latach ponownie zaszłam w ciążę, ale nie byłam
już szczęśliwa z tego powodu. nie chciałam tego dziecka, czułam to całą sobą.
działałam jak w letargu, miałam tylko jeden cel-nie urodzić, pozbyć się go i
zapomnieć. mój partner szanował moją decyzję, chociaż wcale jej nie rozumiał.
właściwie z perspektywy czasu, to myślę, że gdyby powiedział chociaż słowo,
że się ze mną nie zgadza, że bardzo pragnie tego dziecka, to pewnie dzisiaj
nie pisałabym na tym forum. ale stało się inaczej, nie obyło się bez
komplikacji - dostałam krwotoku, ale później byłam już tylko ja i moje
sumienie...
wielokrotnie, przez te wszystkie lata wyobrażałam sobie jak by wyglądał mój
SYN, bo jestem przekonana, że to był ON. ale czasu, niestety nie można
cofnąć, chociaż nie wiem jak bardzo by się tego pragnęło, żyłam dalej ze
świadomością, że jestem morderczynią, że nie dałam temu dziecku żadnej
szansy. zadecydowałam o jego życiu za nie i jest mi bardzo przykro.
kiedy już myślałam, że moje życie jest poukładane i nic nie jest w stanie
mnie zaskoczyć, pojawiła się ONA. przyszła na świat w kwietniu 2005 roku,
miała z tym niemałe problemy, ale udało się i żyjemy, bo było już naprawdę
kiepsko...
moja druga córka ma dzisiaj 2 lata, urodziła się z wadą wrodzoną mózgu
(rozwija się przez to odrobinę wolniej od swoich rówieśników), jest naszym
słońcem na pochmurnym niebie, naszym małym cudem.
ale dla mnie jest kimś więcej, jest moją pokutą za okropność, jaką zrobiłam
JEMU. to kara za moją głupotę i próżność, ale dlaczego ona musi ją ponosić
przeze mnie???!
kiedy byłam w ciąży, często myślałam jaka będzie i przyznam, że nachodziły
mnie myśli, że mogę urodzić dziecko z jakąś wadą, ale chyba wszystkie
przyszłe matki mają takie obawy...
kocham ją jednak bardzo i nie widzę, że troszkę odstaje od rówieśników, ale
całe życie przed nią i wszystko można nadrobić.
Obserwuj wątek
    • benignusia Re: moja historia... 21.06.07, 20:03
      przykro mi bardzo,ślad zostanie do końca życia.ale masz dwie wspaniałe
      córeczki.i dla nich żyj....
    • kizdam47 Re: moja historia... 22.06.07, 12:46
      Pozdrawiam serdeczniesmile)
      Podobne refleksje nachodza i mnie. Jestem przekonana, że mój najmłodszy syn
      Michał żyje z piętnem dziecka "zamiast tamtego". Ale pozostaję przy pozytywnym
      myśleniu, że wszystko co najgorsze jest już za nim. Nie odbieram tego może jako
      kary, ale coś w rodzaju ostrzeżenia od Boga, znaku: bąź pewna, że ja wszystko
      widzę i o wszystkim wiem; niczego nie ukryjesz ani niczym się nie wyłgarz;
      obserwuję cię i kiedyś zapłacisz za to, co zrobiłaś.
      Jesetm gotowa zapłacić za wszystko, tylko niechby dzieci były zdrowe, czego i
      Tobie życzę z całego serca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka