18.12.08, 12:54
Witam was wszystkie bardzo serdecznie. Z reguły omijam szerokim
łukiem wszelkie fora o aborcji, bo jestem zdecydowaną jej
przeciwniczką, a w większości są tam wszyscy "za", a tych którzy
mają odmienne zdanie wyzywają od "moherowyh beretów" itp. Tu jednak
zajrzałam, sama nie wiem czemu, i bardzo się cieszę. Do tej pory
miałam potwornie złe zdanie o kobietach po aborcji. Coś w stylu
Joanny, która wczoraj wzbudziła tyle kontrowersji. Poczytałam jednak
troszkę waszych historii i dało mi to parę dni do myślenia. Cały
czas nurtuje mnie tylko jedno pytanie. Rozumiem, że są różne
sytuacje, w których nie może się wychowywać dziecka, albo nawet nie
chce (jestem matką dwójki dzieci i wiem jakie to trudne)ale tak
sobie myślę, że przecież można urodzić dziecko i oddać do adopcji,
albo zostawić w szpitalu bez żadnych konsekwencji. Jest tyle par
czekających na adopcję małego dziecka. Czy nie bierze się takiej
wersji pod uwagę? A może mi sie tylko wydaje że to takie proste i
oczywiste?
Pozdrawiam wszystkich
Obserwuj wątek
    • sui2 Re: dlaczego? 18.12.08, 14:56
      Nie ma takiej sytuacji z ktorej nie ma wyjscia. wiele mlodych kobiet
      chce a nie moze miec dzieci, zamiast zabic mozna oddac do adopcji.
      Wyszukiwanie sytuacji to usprawiedliwianie sie, chec ucieczki od
      bolu i sumienia. To przykre, ze czlowiek sam sobie zadaje bol,
      jednak powinien z tego wyciągnąć wnioski i zmienić siebie.
      Nie nalezy jednak nikogo potępiać, Bog uczy nas milosci wzgledem
      siebie, oceni nas za uczynki wzgledem siebie. Czytajac tu posty
      wiele razy dostrzeglam rowniez to ze Bog dajac nam cos np, katrin
      przed aborcja po gwalcie obraz malego dziecka i zmiana decyzji. Czy
      Bog nie wystawia nas na probe? Kilka tu bylo takich postow w ktorych
      kobiety zmienily zdanie i potem czuly spokoj i pewnosc ze wszystko
      sie ulozy. Optymisci tez zyja lepiej i wiecej osiagaja od pesymistow.
      Wiara czyni cuda, Tych cudow zycze wam jak najwiecej.
    • malpolid Re: dlaczego? 19.12.08, 11:40
      Jula, jeśli człowiek jest osamotniony, przestraszony i ma wrażenie, że świat mu
      się rozwala, chce się w jakiś sposób ratować. Wtedy nie myśli racjonalnie, czas
      leci jak szalony a w człowieku jest tylko strach: co ja zrobię, jak zareagują
      bliscy, przecież mnie przeklną, ,zniszczę sobie życie itp.itd. Gdyby mężczyźni
      byli odpowiedzialni, to nie byłoby tylu aborcji.Generalnie gdyby kobieta miała
      oparcie w mężczyźnie nie bałaby się mieć z nim dzieci.Oczywiście pomijam tutaj
      przypadki skrajne typu głupia wpadka z kimś tam na imprezie czy coś podobnego.
      Każdy ma swoją historię, swoje zranienia i jest rzeczą niedopuszczalną aby
      wrzucać wszystkich do jednego wora z napisem "MORDERCZYNIE"
      • malpolid i jeszcze 19.12.08, 11:44
        Oczywiście adopcja to bardzo dobre wyjście, tylko tak jak już napisałam , jeśli
        komuś świat się wali i nie ma wsparcia, prawdziwej pomocy to jak ma wybrać
        adopcję? Najłatwiej jest unicestwić. Po prostu.
        • mamaanieli Re: i jeszcze 19.12.08, 12:04
          do tego dochodzi niechęć "miłosiernego" społeczeństwa w stosunku
          do "wyrodnych" matek, co "oddały własne dziecko". koszmarny jest
          stereoptyp "złej" matki, co urodziła i "porzuciła". dziewczyny
          często nie mają po prosty odwagi żyć z takim piętnem. wydaje im się
          że aborcja jest łatwiejsza.
          • twoj_aniol_stroz i jeszcze jedno... 19.12.08, 12:28
            ... taka kobieta widzi największy problem w poinformowaniu o ciąży
            bliskich. Jeśli decyduje się na donoszenie ciąży i urodzenie, a
            potem oddanie do adopcji, siłą rzeczy jej stan prędzej czy później
            będzie widoczny. I tu pojawia się kolejna kwestia: pouczające
            stwierdzenia typu: nie dość, że jesteś w ciąży, nie zabezpieczyłaś
            się, debilka chodzaca, to jeszcze jesteś wyrodną matką, bo oddajesz
            obcym ludziom na łaskę i niełaskę... To często nasze ostre osądy
            powodują paniczny lęk... Te sądy tu też są bardzo widoczne...
            A aborcja??? Jawi się jako "doskonałe" rozwiazanie wszystkich tych
            problemów: nie trzeba nic powiedzieć bliskim, nie trzeba chodzić
            z "brzuchem" i być wytykaną palcami i nie trzeba zmierzyć się
            z "miłosiernym" osądem społeczeńswa, o którym pisała Mamaanieli...
            Tylko, że nie tędy droga... Tak mało mówi się głośno o skutkach
            aborcji, dopiero tutaj kobieta przed decyzją może poczytać nie tylko
            o problemach zdrowotnych jakie niesie za sobą aborcja, ale przede
            wszystkim psychicznych... Dopiero na tym forum, na blogach, które
            teraz powstają można przeczytać o traumie, którą przechodzą kobiety
            po.
        • sylwusia87.0 Re: i jeszcze 19.12.08, 22:39
          malpolid napisała:

          > Oczywiście adopcja to bardzo dobre wyjście, tylko tak jak już napisałam , jeśli
          > komuś świat się wali i nie ma wsparcia, prawdziwej pomocy to jak ma wybrać
          > adopcję? Najłatwiej jest unicestwić. Po prostu.
      • misiwy Re: dlaczego? 23.01.09, 14:35
        malpolid napisała:

        > Jula, jeśli człowiek jest osamotniony, przestraszony i ma
        wrażenie, że świat mu
        > się rozwala, chce się w jakiś sposób ratować. Wtedy nie myśli
        racjonalnie, czas
        > leci jak szalony a w człowieku jest tylko strach: co ja zrobię,
        jak zareagują
        Zgadzam się z Tobą w zupełności


        > bliscy, przecież mnie przeklną, ,zniszczę sobie życie itp.itd.
        Gdyby mężczyźni
        > byli odpowiedzialni, to nie byłoby tylu aborcji.Generalnie gdyby
        kobieta miała
        > oparcie w mężczyźnie nie bałaby się mieć z nim dzieci.Oczywiście
        pomijam tutaj
        > przypadki skrajne typu głupia wpadka z kimś tam na imprezie czy
        coś podobnego.
        > Każdy ma swoją historię, swoje zranienia i jest rzeczą
        niedopuszczalną aby
        > wrzucać wszystkich do jednego wora z napisem "MORDERCZYNIE"

        Zgadam się z Tobą w zupełności i przedstawiam moją historię. Życzę,
        żeby kazda z nas miała wsparcie u swoich bliskich w podbramkowych
        sytuacjach, wtedy nie byłoby aborcjismile

        Mnie aborcja przydażyła się 6
        lat temu (teraz mam 46 lat). Zawsze byłam tolerancyjna wobec
        aborcji, nie miałam zdania czy jest dobra czy zła ale sądziłam, że
        ja nigdy bym się na nią nie zdecydowała..A jednak...W wieku 40 lat
        okazało się, że metody naturalne które stosowałam przez tyle lat
        zawiodły. Mam dwójkę dzieci - teraz mają 17 i 11 lat, mój mąż często
        wyjeżdża, z rodziny nikt mi nie pomagał - moja mama nie żyje od
        kilkunastu lat a dla mojej teściowej jestem tylko synową, które nie
        nadaje na tych samych falach, bo nie wymieniła seksu małżeńskiego na
        kościół. Postanowiłam, że urodzę ale ciąża iwychowywanie trzeciego
        dziecka nie będzie mi przeszkadzać w normalnym życiu ( nie będą nie
        wolnicą, jak było wcześniej, że mogłam wyjść tylko z domu do lekarza
        albo dentysty).Postanowiłam i co z tego? Zaczęłam się bardzo źle
        czuć. Wstręt do wszystkiego: do jedzenia, picia, dziecka , siebie.
        Każde wstanie z łóżka to istny koszmar, słabo, duszno czułam się tak
        jak bym miała umrzeć i z każdym dniem naprawdę chciałam umrzeć -
        wydawało się wtedy, że nie zniosę ani jednego dnia dłużej. Jedna
        bezduszna ginekol0żka powiedziła -nic Pani nie poradzę, drugi
        lekarz -błąd żywieniowy ( a ja przecieź prawie niczego nie mogłam
        przełknąc) a trzeci zaproponował mi aborcję. Mąż przezywał mnie od
        głupich baba a teściowa powiedziała, że ma chore serce i że mi nie
        będzie mogła pomóc. Błagałam i prosiłam, żeby została u nas w domu
        choć jeden dzień, bezskutecznie. Ostatnią deską ratunku była moja
        homeopatka i jednocześnie psycholog usiłowałam się z nią
        skontaktować przez kilka dni - bezskutecznie....Mieszkamy na wsi,
        teraz mam samochód - wtedy musiałam wszędzie chodzić piechotą albo
        na rowerze (dzieci miały sześć i 11 lat) do szkoły i przedszkola 2
        km.Miotałam się ranny zwierz, z nikim nie byłam w stanie porozmawiać
        miałam jakby zawiązane gardło - choć zawsze z natury byłam otwarta i
        gadatliwa. Mój mąż widział tylko jedno wyjście aborcję, ja widziłam
        dwa aborcja albo samobójstwo. Aborcja to dla mnie morderstwo -
        pogodziłam się z tym że będę się smażyć w piekle dla dobra mojej
        rodziny.Miałam straszne przeczucia, intuicja mówiła mi, że musze to
        zrobić jak najszybciej... zrobiłam to 13 września - wszystkie
        paskudne objawy psychiczne i fizyczne minęły w ciągu 24 godzin. 15
        wrzesnia moja córka zachorowała, podejrzewano, że to wyrostek,
        przeszło ale ona wyglądała coraz gorzej..Po tygodniu ja poczułam się
        już całkiem dobrze i uświadomiłam sobie co ja zrobiłam, wpadłam w
        syndrom....to były straszne trzy miesiące a może i rok, bezsenność,
        straszne wyrzuty sumienia, nerwica...Na początku listopada u mojej
        córki wykryto cukrzycę insulinozależną. Pomyślałam, że to
        kara...Było jeszcze gorzej. Spędziłam z córeczką w szpitalu trudne
        tygodnie. Brała nas w obroty psycholog, pomogła mi na tyle na ile w
        ogóle możliwe z resztą musiałam uporać się sama...I u wierz mi
        proszę Cię nie wiem co jest gorsze czy zal z powodu aborcji czy żal
        z powodu choroby mojej córki...Jestem do tego oczywiście sama i
        uwiązana. Wiem, że są gorsze choroby...ale fakt że nawet nie
        mogłabym spokojnie umrzeć, bo nikt poza mną sie ta chorobą nie
        przejmuje ani nie angażuje jest straszna....Z dziećmi związana jest
        nie tylko miłość ale ciągły strach i ból....Czasami chciałabym już
        się nie obudzić ale wiem że musze walczyć dla mojej córki, jestem
        jej ukochaną mamusią...Kiedyś to wszystko się skończy i wtedy się
        dowiem czy jestem morderczynią czy najwiekszą bohaterką . A teraz
        póki starczy sił musze dac z siebie wszystko dla swoich bliskich.

        • sui2 Re: do misiwy 23.01.09, 17:05
          Witaj
          To co już się stało zostaw za sobą, Bóg jest miłosierny i wybaczył
          Ci zanim sama sobie wybaczysz.
          Mój syn ma ten sam problem z cukrzycą, sama nad nim pracuję i
          od kilku lat jego cukier po posiłku to 95.
          Jeśli chcesz chętnie pomogę i Tobie i córce, napisz na pocztę.
          Pozdrawiam.
    • kizdam47 Re: dlaczego? 19.12.08, 12:58
      Szanuję fakt, że pomimo tego, iz jestes zdecydowana przeciwniczką
      aborcji, starasz sie zrozumieć i dowiedziec więcej o przyczynach
      tych naszych trudnych wyborów.
      • sui2 Re: dlaczego? 19.12.08, 15:16
        Ile ludzi tyle różnych powodów, jednak zostawiając to, co jest powodem, ze przed
        decyzja nie widzi sie wyjścia z trudnej sytuacji, piętrzy sie tylko problem i
        jest w oczach kobiety wielki, a po decyzji, często okazuje sie, ze można było
        inaczej?
        Problem zmniejsza swe oblicze, potraficie odpowiedzieć, zrozumieć tą zmianę w
        odczuciach, widzeniu problemu.
        To trudne dla kogoś kto tego nie doznał, ale jest to widoczne dla obserwatora.
      • 1jula Re: dlaczego? 19.12.08, 22:25
        No jeszcze tydzień temu, to bym wcale nie starała się zrozumieć i
        nie chciałybyście wiedzieć, o sobie o takich kobietach myślałam. To
        forum to jest cudowna rzecz, nie dość, że pomaga psychicznie
        kobietom "po" i stara się odwieść od tej strasznej decyzji, to na
        dodatek zmienia myślenie (przynajmniej u mnie). Mam 6 m-cy synka,
        więc nie mam zbyt czasu aby dokładnie śledzić wpisy, ale będę tu
        zaglądać tak często jak się da i pomagać wam. Dobra robota
        dziewczyny, jesteście WIELKIE
        • mama.rozy Re: dlaczego? 20.12.08, 19:14
          no i ja wam dziewczyny też dziękuję,pomimo tego,że stoję na zewnątrz waszych
          problemów.też mi się wydawało że to nie jest problem-adopcja rozwiązuje
          problem.a teraz widzę,że problem leży gdzie indziej.przepraszam,że czasem będę
          wam zadawać dziwne pytania,ale przez to was bardziej rozumiem.stąd też moje
          pytanie-czy gdyby kobieta w niechcianej ciąży zmieniła środowisko,to łatwiej
          byłoby jej urodzić-oddać do adopcji?
          pozdrawiam
    • sui2 Re: kizdam 20.12.08, 21:03
      Czy kobieta z ograniczeniami moze byc szczesliwa, zycze Ci moja
      droga z calego serca abys nigdy nie poznala na to odpowiedzi.
      Czasem a nawet czesciej niz nam sie zdaje ze cos mamy jest tylko
      marnym pylem, jak to rozwazal madrze Kohelet.
      • aniulka8503 Re: kizdam 20.12.08, 23:55
        A ty sylwuś WEŹ SE idź po słownik języka polskiego...jeszcze nie
        dorosłaś do rozmów o aborcji skoro nie umiesz napisać tak prostego
        zdania...
    • aniulka8503 Re: kizdam 21.12.08, 01:31
      No to pięknie...
      Matura na procenty rozpoczęła się po reformie...pierwsza matura w
      skali procentowej była w 2005 roku...czyli najwyższa granica twojego
      wieku to 22.........pięknie zaplanowane dziecko...
      Niestety, ale tutaj masz do czynienia z dużo starszymi i
      mądrzejszymi osobami...
    • aniulka8503 Re: kizdam 21.12.08, 01:36
      nawet czytać nie umiesz...napisałam chyba wyraźnie NAJWYŻSZA GRANICA
      to 22...a to oznacza, że może być mniej...
    • aniulka8503 Re: ? 21.12.08, 01:44
      To znaczy, że na pewno nie masz tylu doświadczeń życiowych...
      • aniulka8503 Re: ? 21.12.08, 01:44
        a poza tym wyczytałam w jednym wątku, że nie będziesz już tutaj
        pisać...
        nawet nie umiesz słowa dotrzymać???
    • aniulka8503 Re: ostatnia odpowiedz. 21.12.08, 01:57
      Wiesz co? dostosowujesz swoje wypowiedzi do tematów postów...
      raz piszesz morderczynie a raz obym nigdy nie musiała stanąć przed
      takim wyborem...
      A dlaczego na forum masz odwagę nazywać nas morderczyniami...może
      zacznij od matki...
      Tymbardziej, matka była w psychiatryku...wiesz, co czuje kobieta po
      aborcji i nazywasz ją morderczynią???
      To ty chyba w ogóle w sobie uczuć nie masz...
      • zero_0 Jula 23.01.09, 16:57
        U mnie oprócz tysiąca "powodów", dla których usunęłam ciąże
        dochodziła jeszcze niechęć do bycia w stanie ciąży - nie chciałam
        chodzić z brzuchem itd. Poza tym dla mnie było jednoznaczne
        donoszenie ciąży z pozostawieniem dziecka przy sobie. Nie mogłabym
        go oddać do adopcji ani zostawić w szpitalu itp. Nie potrafiłabym.
        Widocznie zabić dla mnie było prostsze...sad DLATEGO. Rozumiesz Jula?
        • 1jula Re: Jula 23.01.09, 18:25
          Rozumiem, wogóle dużo rzeczy zrozumiałam czytając to forum. Dziękuję
          wam za to.
        • woliwa1 Re: Jula 23.01.09, 18:45
          agnieszko ja myślałam tak jak Ty też jednym z powodów dla których nie chciałam
          być w ciązy był fakt że znowu bede musiała chodzić z brzuchem a przecież tak nie
          wiele mineło od mojego ostatniego porodu jest to dla mnie teraz totalny absurd,
          przecież przeszlabym przez te 9 miesięcy, jakoś by zleciało a pewnie byłabym
          szczęśliwsza niż teraz
          • zero_0 Woliwa 23.01.09, 20:33
            No właśnie, Woliwa /niestety nie wiem jak masz na imię smile/, teraz też postrzegam
            tą moją niechęć do chodzenia w ciąży jako absurd totalny. Przecie~ż to taki
            magiczny stan... Dodatkowo u mnie, w przeciwieństwie do Ciebie, minę~ło 13 lat
            od czasu gdy byłam w poprzedniej ciąży, ech! Brak s~ł~ów!
            • woliwa1 Re: Woliwa 24.01.09, 18:51
              tak u mnie taki magiczny czas przeżyłam podczas pierwszej ciązy chociaż musiałam
              bardzo uważac bo była zagrożona, przy drugiej potraktowałam ją jako jakąs kare,
              nie wiem co mną wtedy kierowało, moje dziecko zabiłam w 8 tygodniu przez myśl
              mi nawet nie przeszła sytuacja z pierwszej ciazy kiedy to w 8 tygodniu z powodu
              nieustajacych plamien szłam na usg z potwornym strachem czy moje dziecko jeszcze
              zyje, mysle że gdybym przypomniała sobie ta sytuacje byłoby moze inaczej
              interaz moge sobie tylko gdybac co by było gdyby, czesto sobie mysle czy gdybym
              trafiła na to forum wczesniej czy byłoby inaczej, czy ktos byłby w stanie mnie
              powstrzymac
              ps mam na imie magda jeszcze sie nie przedstawiłam pa pozdrawiam mocniutko
              • zero_0 Re: Woliwa 24.01.09, 21:32
                Wiesz, Magdo, ja tak samo zapomniałam WTEDY wszystko co mogłoby mnie (może)
                powstrzymać przed aborcją - też moja pierwsza ciąża była zagrożona, a rok
                wcześniej przed nią poroniłam, więc truchlałam ze strachu, a teraz... Wydaje mi
                się, że ponieważ postanowiłyśmy usunąć nasze ciąże, to włączył nam się w głowach
                mechanizm konsekwentnego działania we "właściwym" kierunku i stąd te braki w
                pamięci itp., niestety...
                Pozdrawiam smile
                • woliwa1 Re: Woliwa 25.01.09, 01:35
                  dokładnie dąrzłyśmy tylko do celu z klapkami na oczach jak to się mówi "po
                  trupach" niestety dosłownie pa pozdrawiam mocniutko
    • livian Re: dlaczego? 23.01.09, 18:10
      > czekających na adopcję małego dziecka. Czy nie bierze się takiej
      > wersji pod uwagę? A może mi sie tylko wydaje że to takie proste i
      > oczywiste?


      Wlasnie wydaje mi sie, ze ostatnie zdanie - pytanie z powyzszego
      cytatu jest odpowiedzia na twoje watpliwosci. Nie jest to takie
      proste i oczywiste, z cala pewnoscia nie jest.
      • 1jula Re: dlaczego? 26.01.09, 18:47
        dziewczyny, zadam wam teraz może osobiste pytanie jak nie chcecie to
        nie odpowiadajcie. Jak wygląda taki zabieg? Tzn. po pierwsze czy
        boli, gdzieś czytałam że jest to ból podobny do porodowego (?!), czy
        w związku z tym jest znieczulenie i jakie ogólne, miejscowe? A jak
        samopoczucie po zabiegu (fizyczne) czy od razu się wstaje, idzie do
        pracy, czy trzeba leżeć parę dni.
        Bo jakie są skutki psychiczne, to niestety troche już tu poczytałam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka