gabrysiatko
13.11.06, 19:53
18.10.2006r. w Przychodni Melisa pobierano krew naszej trzymiesięcznej
córeczce. Przed wykonaniem zabiegu pobrania krwi pani z laboratorium mająca
pobrać krew , nie umyła, ani nie odkaziła rąk - przez cały czas od momentu
wyjścia z laboratorium do pobrania krwi, nie zauważyliśmy żeby umyła i
odkaziła ręce- przechodząc z pracy w laboratorium z materiałami od innych
pacjentów i dokumentacji ,nie dokonała tego, mimo dostępnych na terenie
przychodni w gabinetach umywalek, środków antyseptycznych i rękawiczek
jednorazowych) oraz wykonała następnie zabieg bez użycia rękawiczek
jednorazowych. Rąk nie odkaziła nawet po kontakcie z pojemnikiem moczu innego
pacjenta, który stał w gabinecie zabiegowym.Wykonująca pobranie krwi wzięła
go do rąk , sprawdziłą i jeszcze spytała nas :"Czyj to mocz?";.
Bezpośrednio potem rozłożyła w pośpiechu sprzęt na nieodkażonym stole, nie
rozkładając nic pod sprzętem, w międzyczasie opakowanie już naruszone z igłą
spadło na podłogę, pani technik podniosła tą igłę, i w tym zamieszaniu i
pośpiechu, nim zdołaliśmy nawet się spostrzec, bo uspokajaliśmy dziecko,
wykonała nakłucie igłą. Dopuściła się narażenia tak małej pacjentki na
zakażenia oraz na kontakt z materiałami potencjalnie zakaźnymi w gabinecie
zabiegowy.Wyjątkowe jest zjawisko, że na zwróconą przez rodziców uwagę:"czy
zawsze nie zakłada rękawiczek?", nie przerwała pobierania krwi i zareagowała
odpowiedzią, że "rękawiczki są za duże i byłoby jej za trudno pobrać krew".
Całość pobierania krwi przeprowadziła w skandalicznych i urągających higienie
warunkach.
Wacik nasączony alkoholem służący do odkażania skóry, odkładała wielokrotnie
bezpośrednio na nie odkażony stół i powtórnie go wykorzystywała, mimo tego,
że nasączył się już krwią, ponadto rozlała pobraną już krew z próbówki na
podłogę, na własne ręce i na pacjentkę. Pomimo wielokrotnie zwracanej uwagi,
twierdziła jeszcze, że "to przez to, iż pan mnie tak zdenerwował tym
zwróceniem uwagi". Podkreślam, iż przed pobraniem krwi laborantka nie dość,
że nie umyła rąk, to w naszej obecności wzięła do ręki pojemnik z innym
materiałem biologicznym(pojemnik z moczem innego pacjenta.
Mało tego po złożonej skardze do kierownika przychodni, cała przychodnia i
jej kierownictwo, mimo, że następnego dnia już ze strachu miała
przeprowadzone szkolenie o zakażeniach, dziś się wypierają tego faktu-
twierdząc że nic takiego nie miało miejsca.Cwaniaki.Radzę uważać na Melisę i
w ogóle na to żeby patrzeć z szczególną ostrożnością na ręce wykonującym
zastrzyki i pobrania krwi. Takie sytuacje są niedopuszczalne.Nikt nas nawet
za to nie przeprosił, a wręcz wydaje się że to nas zaczyna się teraz obwiniać
o całą sytuację.Nawet odmówiono nam wykonania badań w celu sprawdzenia czy
malutka czymś się na zakaziła przez te niedopuszczalne praktyki w NZOZ Melisa.