Dodaj do ulubionych

rodzić w Mińsku? - aktualne dane

12.01.07, 20:29
Proponuję zaktualizować dane dotyczące obecnych porodów w mińskim szpitalu.
Bardzo bym prosiła, że każdy chodź parę słów wyraził, cokolwiek.
Mieszkam w Mińsku od niedawna, będę rodzić w maju 2007r. Wiem, że Szpital w
Mińsku zajął bardzo wysokie miejsce w rankingu Fundacji "Rodzić po ludzku".
Jednakże, znalazłam wiele niekorzystnych opinii na temat porodów w tym Szpitalu.
Ponieważ jest już niedługo do mojego rozwiązania, więc bardzo chciałabym
wiedzieć czy rodzić w Mińsku, czy obstawiać Warszawę - co Wy na to?
Interesuje mnie przede wszystkim:
- ile położnych pracuje w Szpitalu, czy są to osoby nowe, czy pracujące w tym
Szpitalu od 10-20 lat (czyli ciagle te same)
- jakie są położne w czasie porodu?
- jak wyglada sytuacja z nacinaniem krocza, czy jest to rutyna?
- jak szyją w tym szpitalu?
- jak wyglada opieka po porodzie nad matką i dzieckiem?
- jacy ginekolodzy pełnią dyżury w Szpitalu? (nazwiska)
Z góry bardzo dziękuję wszystkim którzy zechcieli odpisać.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • nie.my Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 09:10
      merci10 napisała:

      > Proponuję zaktualizować dane dotyczące obecnych porodów w mińskim szpitalu.
      > Bardzo bym prosiła, że każdy chodź parę słów wyraził, cokolwiek.
      -->Dane są na tym forum aktualizowane niemalże online ;-) Jest to temat ciągle
      wałkowany i już wszystko zostało powiedziane.

      > Mieszkam w Mińsku od niedawna, będę rodzić w maju 2007r. Wiem, że Szpital w
      > Mińsku zajął bardzo wysokie miejsce w rankingu Fundacji "Rodzić po ludzku".
      > Jednakże, znalazłam wiele niekorzystnych opinii na temat porodów w tym Szpitalu
      > .
      > Ponieważ jest już niedługo do mojego rozwiązania,
      -->Nie wiem jaki masz kalendarz ale do maja zostało jeszcze duuużo czasu.

      więc bardzo chciałabym
      > wiedzieć czy rodzić w Mińsku, czy obstawiać Warszawę - co Wy na to?
      -->A my na to poczytaj wcześniejsze milion wątków na ten temat.

      > Interesuje mnie przede wszystkim:
      > - ile położnych pracuje w Szpitalu, czy są to osoby nowe, czy pracujące w tym
      > Szpitalu od 10-20 lat (czyli ciagle te same)
      -->Jutro podam Ci dokładne CV _wszystkich_ położnych, sprzątaczek i na dokładkę,
      choć wiem, że o to nie prosisz, ochroniarzy z budynku na wjeździe.

      > - jakie są położne w czasie porodu?
      -->Widziałem jak jedna była nie umalowana i nie miała tipsów, nie wiem czy to ją
      dyskwalifikuje?

      > - jak wyglada sytuacja z nacinaniem krocza, czy jest to rutyna?
      > - jak szyją w tym szpitalu?
      -->Oj "szyją", chodzą naszyci cały czas, właściwie to słaniają się.

      > - jak wyglada opieka po porodzie nad matką i dzieckiem?
      -->Od opieki jest ojciec dziecka, względnie rodzina bliska lub dalsza, pisałaś
      na wstępie, że mieszkasz od niedawna a termin niedaleki, więc zarezerwuj już
      pokoje w hotelu dla rodziny!

      > - jacy ginekolodzy pełnią dyżury w Szpitalu? (nazwiska)
      -->jutro podam cały spis, włącznie z danymi ich rodzin do 7 kręgu pokrewieństwa
      włącznie.

      > Z góry bardzo dziękuję wszystkim którzy zechcieli odpisać.
      -->Była to czysta przyjemność, klawiatura wprost sama do mnie przyszła.

      > pozdrawiam
      NieMy

      P.S. Chyba poranne latte tak na mnie wpływa ;-)
      • 7platek Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 11:32
        nie my i po co ta ironia?
        faktycznie do maja trochę czasu, ale gdybyś choć raz był w ciąży,a szczególnie w
        pierwszej ciąży to nie dziwiłoby Cie tyle pytań.
        każdy pewnie ma inne opinie, bo to przede wszystkim zależy od personelu na danej
        zmianie i szczęścia, bo każdy ma lepsze i gorsze dni i zawsze możesz trafić na
        zły humor tej świetnej polecanej położnej.
        Ja rodziłam w Wawie, bo tam przechodziłam całą ciążę i jeszcze tam mieszkaliśmy.
        Ale w Wawie też nie wszystkie szpitale są ok!
        po porodzie byłam w tutejszym szpitalu na obejrzeniu szwów i ani oddział ani
        lekarz nie zrobili na mnie dobrego wrażenia- najpierw powiedział, że szwy się
        rozeszły, a na kolejnej wizycie wyparł się tego i powiedział, że to niemożliwe :/
        czekałam ponad godzinę na korytarzu i widziałam jaka tam dezorganizacja panuje i
        każdy z zewnątrz może wejść na salę i gapić się na pacjentki!
        najlepiej jest rodzić w Szpitalu w którym pracuje Twój lekarz i jeśli już
        mieszkasz w Mińsku i masz 4mce do porodu to ja bym poszukała właśnie lekarza
        stąd i tu rodziła.
        • merci10 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 19:58
          7platek - niestety wielu ginekologów (w tym także mój)nie gwarantują że będą
          przy porodzie, są obecni jeśli mają w tym czasie dyżur.Mam jeszcze czas, dlatego
          zastanawiam się nad "zaklepaniem" w Warszawie położnej i rodzić tam gdzie ona
          pracuje.Ale zdaję sobie również sprawę, że mogę do Warszawy nie dojechać i
          dlatego chciałabym wiedzieć więcej o Szpitalu w Mińsku. Tak naprawdę to wcale aż
          tak dużo informacji na Forum nie ma o mińskim szpitalu, a szkoda.
          Dzięki 7platek że zechciałeś podzielić się ze mną wrażeniem z pobytu w tym Szpitalu
      • merci10 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 19:50
        nie.my - gratuluję - wolnego czasu, precyzyjności wypowiedzi, poczucia
        życzliwości ludzkiej,angażowania się w bezinteresowną pomoc, obyś na swojej
        drodze spotkał wielu życzliwych ludzi takich jak Ty sam.
        powodzenia w realizacji swojej misji
      • merci10 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 09.10.07, 12:28
        Witam wszystkich, którzy są zainteresowani porodem w mińskim szpitalu.
        Załozyłam ten wątek, kiedy byłam jeszcze w ciąży i nie mogłam się zdecyzdować
        rodzić w Mińsku, czy w Warszawie.W tej chwili jestem mamą trzy miesięcznej
        córeczki i bardzo wiele mogę powiedzieć o mińskim szpitalu. Tak, po
        przemysleniach postanowiłam rodzić w Mińsku i to był wielki bład z mojej strony.
        Spędziłam tam tydzień.
        W chwili obecnej wiem, że nigdy więcej nie zdecyduję się rodzić w tym szpitalu.
        Długo by opisywać moją sytuację, ale mogę tylko krótko napisać, że cała ciąża
        przebiegała prawidłowo. Po 10 dniach zgłosiłam się do szpitala. Skurcze nie
        przyszły same. Dzien przed porodem lekarz powiedział, że jutro pani urodzi. I
        urodziłam zdrową córeczkę (całe szczęście!), ale to co ze mną robili to było
        straszne. "władowano" (dosłownie) we mnie mnóstwo chemii, lekarz będący na
        dyżurze to "gówniarz" z chorymi ambicjami.Po wielu godzinach męczarni rozwarcie
        było na 5 cm i dalej nic nie postępowano, w końcu po interwencji całej rodziny
        zrobiono CC. I całe szczęście, bo córeczka miała owiniętą główkę i ramię
        pępowiną i pewnie dlatego "nie mogła" wydostać się na świat.
        Wiem, że najlepszy obraz całej sutuacji byłby dla Was jaśniejszy gdybym wszystko
        opisała w szczegółach ale niestety czas mi nie pozwala, a dokładnie Mój Aniołek.

        Jęsli Ktoś chciałby czegoś konkretnego dowiedzieć się o mińskim szpitalu (o
        lekarzach, połoznych, pilęgniarkach) to służę radą na priv'a.

        Reasumując, jeśli ktoś chce rodzić w tym szpitalu to: powienien mieć lekarza z
        tego szpitala ("lepsze" podejście i załatwienie rozwiązania) lub rodzić sn
        bezproblemowo (ale, to jak wiemy nikt nie jest w stanie przewidzieć - tak było w
        moim przypadku).

        pozdrawiam wszystkich
    • szrek99 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 20:27
      Szanowna Merci, moja żona rodziła w grudniu w mińskim szpitalu i, jak już w
      którymś z wątków wspomniałem, raczej nie mieliśmy zastrzeżeń do ludzi z oddziału
      położniczego. My też przejmowaliśmy się porodem ale, wybacz, nie rozumiem Twoich
      dylematów. Czy ewentualny poród w Warszawie tylko ze względu na fakt, że to
      Warszawa miałby być łatwiejszy i mniej stresujący? Skąd takie przekonanie? W
      szpitalach w naszej kochanej stolicy z całą pewnością odbywa się więcej porodów
      niż u nas i choćby z tego względu rozsądniejsze jest pozostanie w Mińsku -
      położne zajmą się Tobą choćby z nudów. A pytania, muszę przyznać, masz
      frapujące. Ciekawe czy ktoś będzie umiał odpowiedzieć coś sensownego na temat
      stażu położnych czy zagadnienia szycia krocza (jak szyją ??? chodzi o ścieg czy
      co?). Przepraszam, że trochę krytykuje Twój post ale naprawdę nie sądzę by
      uzyskanie odpowiedzi mogło Ci coś pomóc. Znalazłaś nienajlepsze opinie o naszym
      szpitalu? I co w tym dziwnego - każda ocena jest subiektywna i to co jednemu
      może bardzo przeszkadzać, drugi nawet nie zauważy. Jeśli sprawdzisz na forum, w
      kilku wątkach toczą się dyskusje na temat lekarzy - tam opinie dotyczące jednej
      osoby bywają skrajnie różne, trudno więc by było inaczej w przypadku całego
      oddziału położniczego. Podejrzewam, że nie znajdziesz szpitala ze 100%
      pozytywów. A jeśli nawet, to może Ty byłabyś pierwsza, której nie spodobałby się
      np. dowcip położnej Krysi?
      Proponuje mniej stresu z wyborem miejsca narodzin pociechy, zwykle im więcej się
      człowiek stara dowiedzieć tym większy ma zamęt w głowie i tym więcej
      wątpliwości. Życzę samych miłych wrażeń i szczęśliwego rozwiązania, gdziekolwiek
      byś nie rodziła

      - szrek
    • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 13.01.07, 23:43
      Witam. Rodziłam kilka miesięcy temu w naszym mińskim szpitalu i mogę się na
      jego temat rozwlekać godzinami. Całkowicie rozumiem Twoje dylematy, których jak
      widać po niektórych wypowiedziach, kompletnie niektórzy nie rozumieją - a do
      tego, żeby było śmieszniej(a może tragiczniej) są to faceci. Niestety... A
      jeśli chodzi o nie.my, to gratuluję poziomu intelektu i wychowowania - żenująco
      niski. Słoma z butów wychodzi. Ciekawe czy życzyłbyś sobie takiej
      uszczypliwości w stosunku do Twojej żony. Po co w ogóle taki człowiek się
      udziela ? Podejrzewam, że albo nie ma dzieci, albo poród poszedł gładko, albo
      jego żona miała po prostu cesarkę i niewiele może powiedzieć na temat położnych
      odbierających poród, nacinania krocza czy szycia. Bo może wtedy potrafiłby się
      wczuć trochę bardziej w sutuację kobiety, takiej jak ja, która spędziła wiele
      godzin w mękach na porodówce lub takiej jak Ty, która jest pełna oczywistych
      obaw przed rozwiązaniem.
      Jesli chodzi o moje zdanie na temat naszego szpitala, to zdanie mam podzielone.
      Z jednej strony bardzo chwalę sobie opiekę na oddziale noworodkowym i to
      nieprawda, że jesteś tam zdana jedynie na siebie lub rodzinę. Bardzo miło
      wspominam każdą jedną pielęgniarkę z tego oddziału. Były bardzo serdeczne,
      życzliwe, opiekuńcze, zawsze służyły radą i pomocą. Interesowały się mną,
      maleństwem i wspierały przy karmieniu piersią. Wszystko wytłumaczyły i pokazały
      podstawowe zasady postępowania z niemowlęciem - od ubierania i kąpieli do
      pielęgnowania pępuszka. Jednym słowem same pozytywy.
      Z drugiej strony natomiast, mam same złe wspomnienia związane z samą
      porodówką.To był dla mnie jakiś koszmar i zupełnie inaczej to sobie
      wyobrażałam. Myślałam, że mogę liczyć na fachową i serdeczną "obsługę" ale
      niestety się przeliczyłam. Od samego wejścia w drzwi ostentacyjnie ziewająca
      pani dała mi i mojemu męzowi do zrozumienia, że obudziliśmy cały personel i nie
      jesteśmy mile widziani o tak późnej porze nocy. Zarówno położna jak i
      pilęgniarka były bardzo nieuprzejme i opryskliwe. Ale niestety trafiłam na
      panie z epoki kamienia łupanego, które odwalają tą "rutynę" ze 30 lat. Zero
      wsparcia i zrozumienia. Jeśli chodzi o nacinanie krocza, to mogę powiedzieć z
      całą pewnością:TAK - jest to całkowita rutyna. I wszystkie moje koleżanki to
      potwierdzają. Każda jedna została nacięta zanim się zorientowała. Nikt się o
      zdanie nie pytał. Sprzęt do nacinania został z wielkim hukiem rzucony na stolik
      obok mnie. Jak tylko zobaczyłam jak to wygląda, to myślałam, że zemdleję...
      Zszyta natomiast zostałam bardzo dobrze, rany zagoiły się błyskawicznie i nie
      czuję zadnego dykomfortu - w przeciwieństwie do mojej koleżanki, ale ona
      rodziła kilka lat temu i miała nierozpuszczalne szwy. Teraz zakładają tylko
      rozpuszczalne:)Jeśli chodzi o ilość położnych w szpitalu, to jest ich całkiem
      sporo, więc z całą pewnością wszystko zależy na kogo trafisz, jak to zwykle
      bywa. Jestem pewna, że co inna położna, to inne traktowanie i podejście.
      Ginekologów nie jestem w stanie Ci wymienić, ale napewno ordynatorem jest dr
      Florczak. Mogłabym jeszcze długo pisać i wymieniać mnóstwo szczegółów a także
      nieprawidłowości związanych z moim porodem ale tego się nie da opisać. Naprawdę
      źle wspominam opryskliwą i arogancką położną, na którą trafiłam. Rodziłam
      bardzo długo, spędziłam tam kilkanaście godzin i nie wspominam tego dobrze. Z
      resztą moj mąż także. Na znieczulenie zoo nie masz co liczyć. O tyle dobrze, że
      można rodzić z kimś bliskim i jest to nieodpłatne. Jednym słowem, z mojego
      punktu widzenia, są plusy ale także ogromne wady. Ja ponownie nie
      zdecydowałabym się na poród w Mińsku. Zapewniłabym sobie położną, a tutaj jest
      to niemożliwe. No i napewno chciałabym znieczulenie zoo. I nie dopuściłabym tym
      razem aby mój poród przebiegał w taki sposób i aby trwał tak długo, co
      ostatecznie w moim przypadku groziło poważnymi komplikacjami. Przecież poród
      można przyspieszyć niezagrażając matce i dziecku. Ale było to niemożliwe w
      Mińsku. To niedopuszczalne. Mam wielkie pretensje. To tyle. Trochę się
      rozpisałam:) Ale mam nadzieję, że Ci cokolwiek pomogłam. Musisz podjąć ważną
      decyzję, więc życzę Ci abyś była pewna czego chcesz i aby dzidziuś urodził się
      cały i zdrowy:)))Pozdrawiam.
      • 7platek Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 14.01.07, 09:52
        biedronkowa współczuję przykrych przeżyć w trakcie porodu.
        Mnie teraz się przypomniało jak jechałam autobusem do Wawy z Mińska w
        38tyg.ciązy i tak rozmawialiśmy z kierowcą, trochę się bał, że zacznę rodzić:)
        ale on właśnie powiedział,że jego żona rodziła kilka tyg. wcześniej i też jak
        przyjechali, to wszyscy zdziwieni i ochrzaniali, że powinni w domu czekać itp.
        na sali porodowej też olewka aż do momentu jak dali uwaga-50zł położnej, nagle
        zainteresowała się rodzącą i wszystko poszło szybciej.
        Nie popieram łapownictwa, ale jeśli to ma uchronić moje dziecko i mnie przed
        komplikacjami i przykrymi chwilami-godzinami, to nie zawahałabym się dać.
        Nie dopuszczalne jak dla mnie jest brak ZZO! pewnie oksytocynę też dają w
        ostatniej chwili?
        Teraz gdybym zaszłą 2x w ciąże to napewno nie chcę tu rodzić.
        • szrek99 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 14.01.07, 10:47
          Skoro rodziłaś w Warszawie i:
          > na sali porodowej też olewka aż do momentu jak dali uwaga-50zł położnej

          skąd postanowienie:
          > Teraz gdybym zaszłą 2x w ciąże to napewno nie chcę tu rodzić.

          Wybacz ale nie bardzo rozumiem.

          Co do uwag biedronkowej, to rzeczywiście jestem chłopem, który był przy porodzie
          i może opisać to co widział. Moje kochanie nie męczyło się godzinami na sali
          porodowej, bo przyjechaliśmy do szpitala na pół godziny przed rozpoczęciem
          porodu. Wcześniej mieliśmy kontakt telefoniczny z położną i stosowaliśmy się do
          jej zaleceń, więc w szpitalu pojawiliśmy się gdy skurcze stały się takie jak ona
          opisywała. Wcześniejsze 24 godziny żona skręcała się z bólu w domu, co chyba
          jest bardziej komfortowe niż pobyt nawet na najlepszym oddziale położniczym.
          Położne są zaś zdecydowane, konkretne i stanowcze, co może niektórym nie
          odpowiada, bo spodziewają się trzymania za rękę i podtrzymywania na duchu, więc
          uważają je za opryskliwe - jak już pisałem, są to subiektywne oceny. Nam proste
          rady położnej bardzo ułatwiły cały poród.
          Co do nacinania krocza, to zgadzam się, że zrobili to nie pytając, z tym że
          wcześniej nie wspominaliśmy, że tego nie chcemy. Szwy zakładają rozpuszczalne. O
          znieczulenie pytały, oksytocynę podały w ostatniej fazie porodu by zwiększyć
          częstość skurczy. I tyle... My byliśmy na tyle zadowoleni z pań przyjmujących
          poród, że kilka dni później zawiozłem im trochę słodyczy w podziękowaniu.
          • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 14.01.07, 23:27
            To Twoja żona miała ogromne szczęście, że na samej sali była tylko pół
            godzinki...to luksus. Ja zanim przyjechałam do szpitala wiłam się w bólach
            kilkanaście godzin, łącznie z nieprzespaną nocą. Gdy przyjechałam rano na KTG,
            ginekolog oznajmił, że to jeszcze nie jest poród, że to bóle przepowiadające i
            że spotkamy się za conajmniej za tydzień. Zrozpaczona wróciłam z bólami do domu
            i czekałam kolejnymi godzinami, myśląc, że odejdę od zmysłu gdy tylko do mnie
            docierało, że mam się tak męczyć nie wiadomo jak długo...nie mogąc zjeść czy
            usnąć chociaż na chwilkę. Nie pomagały masaże czy wanna. Gdy już nie mogłam
            wytrzymać, pojechaliśmy w nocy do szpitala i inna lekarka oznajmiła, że rodzimy
            i że jest 5 cm rozwarcia. I męczyłam się kolejnych pare godzin aż do ustania
            akcji. A żeby było śmieszniej, później w kartę wpisali mi, że rodziłam 6
            godzin. Co za oszustwo !
            A poza tym, to już się nie dziwię, że jesteście zadowoleni ze szpitala, skoro
            mieliście znajomą położną,osobisty kontakt z nią i pomoc. To się nazywają po
            prostu znajomości. Ja nie mogłam na to liczyć. A jeśli chodzi o znieczulenie,
            to proponowali Wam z całą pewnością to zwykłe, które każdej przysługuję, tylko
            jest g...warte. Znieczulenia zoo nie ma u nas na oddziale...brak anestezjologa.
            No chyba, że znowu chodzi o jakieś ułady czy znajomości...to może by się takowy
            znalazł. Co do położnych, o których piszesz, że były w Waszym przypadku
            konkretne, to zapewniam Cie, że w naszym były najzwyczajniej wredne. To także
            ocena mojego męża, który w końcu powiedział coś jednej pani do słuchu, po tym
            jak zaczęła się wydzierać, kiedy już nie miałam siły przeć, bo ustały mi
            skurcze. Dopiero wtedy postanowiono mi dać tą cholerną oksytocynę...i reszta
            poszła - na szczęście. I zapewniam Cię, że nie chodziło mi o trzymanie za rękę,
            bo to robił mój kochany mąż, który był tam jedynym moim ratunkiem...Jestem mu
            za to ogromnie wdzięczna i gdyby nie On, to całe to wydarzenie mogło się
            potwornie odbić na mojej psychice. Z resztą trochę sie jak widać odbiło, bo mój
            pobyt na porodówce rozpamiętuję już przez ładnych parę miesięcy i nie zapomnę
            go chyba do końca życia....Pozdrawiam.
            • szrek99 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 15.01.07, 01:35
              > A poza tym, to już się nie dziwię, że jesteście zadowoleni ze szpitala, skoro
              > mieliście znajomą położną,osobisty kontakt z nią i pomoc. To się nazywają po
              > prostu znajomości.

              Żadna znajoma, tylko prowadząca szkołę rodzenia, do której telefon wzieliśmy
              z... pieczątki na dyplomie ukończenia tejże. Z mojej strony EOT. Wyraziłem swoją
              opinię i tyle. Jeśli ktoś uważa, że w Warszawie będzie lepiej lub że w Mińsku
              jest fatalnie, to jego sprawa. Miłej podróży i lepszych wspomnień z porodu.
              • hera21 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 15.01.07, 15:38
                No to ładnie!!! Mam termin na 13 lutego, ale w każdej chwili mogę urodzić. Miałam chęć w Mińsku bo mam najbliżej, ale teraz sama nie wiem po przeczytaniu waszych wypowiedzi:(zwłaszcza, że będę rodzić po raz pierwszy i bez chodzenia do szkoły rodzenia. A co do nacinania to miałam zamiar wcześniej uprzedzić, że tego nie chcę. Słyszałam też,że można rodzić w różnych pozycjach (jak dyktuje natura). Jak to jest naprawdę???
                • szrek99 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 15.01.07, 18:24
                  Martyna słusznie zauważyła, że najprościej jest się przejść na spacer do
                  szpitala i samemu ocenić warunki, porozmawiać z położnymi czy nawet ze
                  "świeżymi" rodzicami. Wiedza jaką zdobędziesz w ten sposób może Ci wiele dać, a
                  przynajmniej będziesz wiedziała dokąd iść gdy nadejdzie właściwy moment (jeśli
                  zostaniesz w Mińsku, rzecz jasna).
        • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 14.01.07, 23:01
          Masz rację - oksytocynę podali mi na samiutki koniec, jak już po wieeelu
          godzinach słaniałam się z nóg, nie miałam siły na nic i traciłam kontakt z
          rzeczywistością...bo ustała mi akcja porodowa - po prostu przestałam mieć
          skurcze:( Czym to mogło grozić, chyba nie muszę pisać...
    • mtrzaskalska7 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 14.01.07, 16:01
      Ja będę w kwietniu rodzić PO RAZ TRZECI - w Mińsku. Za każdym poprzednim razem
      byłam zadowolona, nikt nie robił mi z niczym łaski.
      Nikt nie poradził Ci jednej rzeczy - jeśli masz tak dużo wątpliwości, najlepiej
      zadzwoń i przejdź się na oddział, porozmawiaj z położnymi, lekarzami,
      ordynatorem... To lepsze wyjście, niż pytanie nas na forum, gdzie każdy ma inne
      zdanie, doświadczenia i spostrzeżenia. A przecież najlepiej samej sobie wyrobić
      zdanie.

      Jest też chyba nadal szkoła rodzenia, z której warto skorzystać, jeśli to Twoja
      pierwsza ciąża i masz sporo obaw...

      Rozmawiałam ostatnio z sąsiadką, która będzie rodzić lada chwila. Ona taż
      początkowo miała w planach poród w Warszawie, ale zrobiła to, co ja Ci radzę -
      przeszła się do szpitala, żeby zobaczyć "co i jak". I ostatecznie zdecydowała
      się na Mińsk, a nie Warszawę. Zresztą do Warszawy możesz nie zdążyć - jeśli
      wiesz, co mam na myśli :)

      Masz jeszcze duużo czasu, nie panikuj już teraz. Po prostu rozważ wszystkie za
      i przeciw.

      Pozdrawiam,

      Martyna

    • mtrzaskalska7 do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 15.01.07, 20:05
      Przestańcie tak strasznie panikować! Jedne dziewczyny sieją postrach po
      okropnym porodzie, drugie (te, które jeszcze nie rodziły) wpadają w popłoch. Z
      niektórych Waszych postów wynika, że nasz szpital jest jakimś koszmarnym
      miejscem, gdzie trzeba mieć znajomości, bo inaczej poród będzie horrorem,
      będzie trwał kilkanaście godzin i pozostawi skazę na psychice na zawsze...

      Weźcie tylko pod uwagę, że KAŻDY PORÓD JEST INNY, przebiega inaczej. Jedne
      kobiety rodzą pierwsze dziecko (i kolejne)szybko i bez specjanego stresu; inne
      męczą się przez wiele godzin. Nie ma jednego scenariusza, więc panikowanie co
      do własnego PRZYSZŁEGO porodu na podstawie porodów innych osób jest bez sensu.

      I jeszcze jedno. Z pewnością narażę się wielu osobom, ale - czy nie uważacie,
      że trochę przeceniacie sam moment porodu? To znaczy, za bardzo się nim
      przejmujecie, panikujecie, itp. Ja wiem, po urodzeniu dwójki dzieci i w
      oczekiwaniu na kolejne można się wymądrzać, bo już się wie, "jak to jest". Wiem
      też, że niemal każda z nas chciałaby rodzić w najbardziej komfortowych
      warunkach (znieczulenia, cesarki, itp.). Ale przecież nie jesteśmy ani
      pierwszymi, ani tym bardziej ostatnimi czy jedynymi kobietami, które będą
      rodzić! No, nie oszukujmy się - skoro mamy w brzuchu nasze dziecko, to w końcu
      musi się ono jakoś wydostać na świat :) I choćby ten proces trwał nie wiem, jak
      długo, to w końcu przytulimy to nasze maleństwo do piersi! Ja też rodziłam moje
      drugie dziecko przez wiele godzin, leżałam w szpitalu i momentami miałam ochotę
      wstać i wyjść. Ale sam moment narodzin jest czymś niepowtarzalnym i żadna z mam
      nie powie mi, że w jednej chwili nie zapomniała całego bólu porodu, całego
      zmęczenia, całej tej ciężkiej pracy w chwili, kiedy jej powiedziano "Jest
      dziecko!". Ponoć to czysto chemiczna/fizjologiczna reakcja organizmu, wydziela
      się jakiś-tam hormon szczęścia (bardziej zorientowane pewnie nawet wiedzą,
      jaki). W tym momencie nic nie jest ważne poza mamą i dzieckiem, niektóre
      rodzące mówią w takiej chwili, że chcą to wszystko przeżyć jeszcze raz (!) - ja
      tak miałam :)))

      Nie bójcie się porodu. To nie jest jakaś strasznie nienormalna sytuacja, to
      tylko fizjologia/biologia/jakkolwiek to nazwiecie. Podejdźcie do sprawy
      spokojniej i nie pozwólcie się straszyć okropnymi historiami! Bo też od Waszego
      nastawienia w dużej mierze zależy, jak będzie wyglądał Wasz własny poród...
      Jeśli się go boicie i wietrzycie podstęp, może być nieciekawie :)

      Naprawdę, zachęcam Was wszystkie do odwiedzenia oddziału położniczego, do
      rozmów z osobami tam zatrudnionymi - to znacznie lepsze źródło informacji, niż
      nasze forum.

      Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy, może do zobaczenia w szpitalu :)
      Pozdrawiam też niezmiennie wszystkich forumowiczów jak zwykle serdecznie,

      Martyna
      • szrek99 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 15.01.07, 22:06
        Dobrze, że to kobieta napisała. Miałem podobne myśli ale nie odważyłem się ich
        zaprezentować, by nie zostać wyzwany od szowinistycznych samców, który o
        rodzeniu może wiedzieć tyle co mu narysują.
        • mtrzaskalska7 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 20:23
          > Dobrze, że to kobieta napisała. Miałem podobne myśli ale nie odważyłem się ich
          > zaprezentować, by nie zostać wyzwany od szowinistycznych samców, który o
          > rodzeniu może wiedzieć tyle co mu narysują.

          Wiesz Szrek, ja już kiedyś na innym forum dawno temu zostałam uznana za
          faceta :) Bo mam strasznie niepopularne poglądy niemal na wszystko :)))))
          • biedronkowa do mtrzaskalska7 21.01.07, 00:45
            A może Ty faktycznie jesteś facetem, bo brakuje Ci kobiecej i matczynej
            wrażliwości...
            • mtrzaskalska7 Re: do mtrzaskalska7 23.01.07, 18:35
              Noooo... A widziałaś kiedyś faceta, który urodził dwóch synków i wkrótce
              urodzi trzeciego? Jeśli tak, to faktycznie - jestem facetem :))))))))


              Pozdrawiam,

              Martyna

              P.S. Biegnę się zgłosić do jakiejś księgi rekordów.
              • biedronkowa Re: do mtrzaskalska7 23.01.07, 22:23
                Nooo...ale to Twoje słowa, że już dawno na innym forum zostałaś uznana za
                faceta...coś w tym musi być. To już jest Twoje drugie forum, więc spróbuj z tym
                rekordem. Może się uda:) Może tutaj nie chodzi o Twoją cielesność, tylko o
                psyche. Pewnie słyszałaś o płci mózgu...
      • biedronkowa Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 15.01.07, 23:24
        Aż przykro czytać...TO SIĘ CIESZ KOBIETO, ŻE NIE MIAŁAŚ KOMPLIKACJI I TWOIM
        DZIECIOM NIE GROZIŁA ŚMIERĆ CZY KALECTWO !!! Urodziłaś dwójkę czy trójkę a nie
        masz zielonego pojęcia ile kobiet przez nieprofesjonalnych lekarzy czy położne
        przeżywa dramaty ! I ile z nich leczy się później z depresji ! (chyba nie
        czytasz, nie oglądasz TV) Widzę,że niektórzy kompletnie nie zdają sobie sprawy
        jak tragicznie w skutkach może się zakończyć błędnie przeprowadzony poród -
        chociażby niedotlenieniem tak jak w moim przypadku. Więc jeśli Ciebie to nie
        dotknęło, to nie znaczy, że ja NIE MAM PRAWA wyrażać swoich opinii na temat
        tego szpitala. I po Pierwsze JA NIE PANIKOWAŁAM przed porodem, szłam pozytywnie
        nastawiona ale drugiego boję się piekielnie ! Ciekawe dlaczego ? Może jak
        jesteś taka mądra, to mi odpowiesz ? A drugi poród napewno nie odbędzie się w
        Mińsku. I nie chodzi o to, że straszę... CO a może tylko wychwalać wolno, bo
        jak ktoś opisuje swój dramat to znaczy, że od razu straszy ? Weź się zastanów
        co piszesz...TWoim zdaniem w takim razie dyskusja, opisywanie swoich przeżyć i
        wyrażanie swoich opinii jest bez sensu ? To moim zdaniem takie wychwalanie
        porodu pod niebiosa i okłamywanie innych dziewczyn, że wszystko jest piękne i
        cudowne jest głupotą. A jak Ty miałaś takie cudowne porody, to jak dla mnie
        możesz mieć 20 dzieci i przeżywać orgazm podczas ich rodzenia a nawet rodzić je
        pod drzewem ( w końcu to taka biologia, fizjologia) a ja mam swoje prawo żeby
        napisać jak było naprawdę w moim przypadku. I nie życzę Ci, żeby dotknęło
        Ciebie to co mnie i wiele innych kobiet, bo może dopiero wtedy byś zrozumiała
        co my czujemy. Więc nie zachowuj się jakbyś pozjadała wszystkie rozumy. Możesz
        pisać o swoich odczuciach i przeżyciach ale nie komentuj i nie podważaj
        czyichś. A w jakim Ty świecie żyjesz, że KAŻDY poród to tylko jak piszesz
        FIZJOLOGIA ? Czy każdy poród wg Twojej wiedzy jest fizjologiczny pozbawiony
        jakichkolwiek komplikacji ? Przecież Ty kopletnie nie masz na ten temat
        zielonego pojęcia. Właśnie nie chodzi o to żeby opisywać cudowne i gładkie
        przypadki z naszego szpitala, tylko te naprawdę trudne, w których właśnie
        wszyscy muszą się sprawdzić bo od tego zależy czyjeś życie !!! Nie rozumiesz
        tego ? To wtedy właśnie wychodzi szydło z worka ile wart jest dany personel...I
        nie będziesz mi mówić czy zapomniałam swój ból porodowy czy nie, bo po prostu
        nie masz pojęcia. A ja wiem, że gdy tylko podali mi dziecko na piersi, to
        musieli mnie łapać, bo się osunęłam na ziemię z wycieńczenia ...a bólu nie
        zapomnę do końca życia. Mam go w pamięci. I Co ? Uważasz, że sobie wymyślam ???
        I Właśnie chodzi o to, że KAŻDY PORÓD JEST INNY i właśnie Z KADYM PORODEM
        fachowy personel powinien sobie dawać adę, a nie tylko z tym "fizjologicznym"
        bez problemów. A nasz szpital mnie zawiódł i krzyczę to głośno bo mam do tego
        prawo tak samo jak mamuśki zachwalające go. Najlepiej to się nie odzywać co ?
        To w takim razie wg Ciebie po co robi się wszelkiego rodzaju rankingi i ankiety
        w całej POLSCE typu "Rodzić po LUDZKU "??? Przecież one opierają się na
        opiniach zarówno tych dobrych jak i złych. Czyli to nie ma sensu...A Twoje
        zdanie "mamy w brzuchu dziecko i jakoś musi się ono wydostać" już świadczy o
        Tobie: nie ważne czy zdrowe czy okaleczone czy martwe... mało po prostu
        przeżyłaś w swoim życiu i nawet nie wiesz co mówisz. Zastanów się. Ni wszystko
        wygląda tak kolorowo...
        • szczepanka2 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 15.01.07, 23:55
          Straszliwie histerycznie i chyba niepotrzebnie tak ostro.
          Miom zdnaiem rację ma mtrzaskalska, że przed porodem należy zachować spokój,
          nie słuchać opowiastek babć i cioć oraz życzliwych. A przede wszystkim nie
          zakładać, że może wydarzyć się coś złego.
          Skąd masz pewność, że w innym szpitalu nie popełniliby jakiegoś błędu przy
          Twoim porodzie?
          Mój głos jest jak najbardziej pozytywny jesli chodzi o rodzenie w Mińsku...
          Myślę tak jak mtrzaskalska, nikogo nie słuchałam, wiedziałam że nie ja pierwsza
          i nie ostatnia. Że musi być dobrze. I tak było.
          Zatem głowa do góry wszystkie przyszłe mamy:-)
          • slawinska2 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 13:21
            Zgadzam sie z opinią, ze w warszawskich szpitalach tez nie zawsze jest różowo i
            zdarzają się niekompetentni (albo zbyt malo zaangazowani) pracownicy, przez
            takich ze szptala tzw Czerniakowskiego w Warszawie mojej koleżanki synek miał
            niedotlenienie i niestety nie jest do końca zdrowy. Ja osobiście cała ciążę
            prowadziłam u bardzo znanego lekarza z Warszawy i w planach miałam poród
            oczywiście w Warszawie, niestety moje dziecko pchało się na swiat sporo
            wcześniej niż powinno, lekarz akurat był na urlopie za granicą, i sytuacja
            zmusiła mnie do rodzenia w Mińsku (było to jeszcze jak ordynatorem był Wocial)
            i nie wiem czy personelowi po prostu było mnie żal, bo do końca nie było pewne
            czy moje edziecko urodzi się zdrowe, czy po prostu tacy sa zawsze, ale dla mnie
            byli bardzo w porządku a poznalam chyba wszystkie położne bo kilka dni leżałam
            na sali przedporodowej, no i miałam szczęście rodzić przy wspaniałej położnej,
            wspomnianej wczesniej pani Edycie, To wszystko złożyło się na to, że w
            przypadku drugiej ciązy tez wybiorę szpital w Mińsku.
          • biedronkowa do szczepanka2 21.01.07, 00:44
            Kolejna wyrozumiała i wyczulona na ludzkie tragedie...skoro u Ciebie było
            super, to mam rozumieć, że u mnie też musiało...to bardzo ciekawe podejście.
            Nie ty pierwsza i nie ostatnia...hmmm. Wiesz, nie pierwsza i nie ostatnia
            kobieta na tym świecie urodziła czy urodzi kalekie, chore czy martwe dziecko w
            skutek błędu lekarskiego. I jeszcze nie jedna przeżyje dramat. No chyba że nie,
            bo Ty tak twierdzisz. I uwierz mi, że to nie takie proste, powiedzieć, że musi
            być dobrze i pstryk...jest dobrze. Mam wrażenie, że naprawdę niektórym strach
            jeszcze w oczy nie zajrzał... A na pytanie "Skąd masz pewność, że w innym
            szpitalu nie popełniliby jakiegoś błędu przy Twoim porodzie?" mogę odpowiedzieć
            tak: rozmawiamy o tym szpitalu i o tym personelu. I to właśnie tutaj byłam źle
            traktowana i popełniono błędy. I to właśnie ten a nie inny szpital odpowiada za
            ten poród i za ten błąd. Czy tak trudno to zrozumieć ? A może Twoim zdaniem
            powinnam obarczyć winą jakiś inny szpital ? Inną położną ? Innych lekarzy ? To
            w takim razie nigdy nie ma sensu dochodzić swojego, bo zawsze można założyć, że
            gdzie indziej to też mogło się wydarzyć ? Czyli nie ma sprawy, nie ma winnych,
            dajmy lekarzom ordery. Mam Twoim zdaniem chwalić szpital, który wyrządził mi i
            mojemu dziecku krzywdę ? A może mam siedzieć cicho ? Jesteś chyba niepoważna. I
            jeśli uważasz, że reaguję straszliwie histerycznie, to zastanów się jak Ty byś
            zareagowała...bo przez ciebie za to przemawia totalna znieczulica. A jeśli
            uważasz, że to, co mnie spotkało było na skutek słuchania opowiastek babć i
            cioć i dlatego, że założyłam, że może się wydarzyć coś złego, to sobie
            daruj...to dopiero jest teoria - wręcz rewolucyjna. Pomyśl...
            • szczepanka2 Re: do szczepanka2 29.01.07, 22:35
              Starsznie jesteś anty nastawiona. Ten wątek powstał po to, by rózne dziewczyny
              mogły się wypowiedzieć. Zatem dodałam swój głos. Nie zamierzałam nikogo karcić,
              osądzać czy oceniać. Nawet nie wiesz jak dobrze rozumiem problemy i tragedie
              matek, które miały nieprzewidziane problemy przy porodzie. Ale nie chciałam
              poruszać i zgłębiać tego tematu, żeby nie starszyć oczekujących. Ja mówię swoje
              zdanie, Ty swoje. Przestań się czepiać całego świata. Myśle, że wszyscy Ci
              współczują, jeśli podczas Twojego porodu lekarze i położne sprzeprzyli sprawę.
              Z mojej strony już dość na ten temat.
              • biedronkowa Re: do szczepanka2 30.01.07, 23:02
                a to ciekawe...twierdzisz, że nie zamierzałaś nikogo karcić, osądzać czy
                oceniać, a uznałaś mój post za histeryczny...cz to właśnie nie jest ocena ? A
                opisywanie własnych przeżyć i wyrażanie własnych opinii rozumiesz jako
                czepianie się całego świata ? Cieszę się, że rozumiesz problemy i tragedie
                innych, ale to nie znaczy, że nie należy o nich głośno mówić, żeby "nie
                wystraszyć" innych. W takim razie, trzeba się wypowiadać na temat naszego
                szpitala w samych superlatywach ? Siedzieć cicho i opowiadać jak to było
                cudownie ? To oszustwo i obłuda. I też mam prawo wyrażać swoje opinie. I nie
                odniosłam wrażenia, że wszyscy mi współczują. Raczej wydaje mi się, że
                NIEKTÓRZY uważają, że takim jak ja trzeba zamknąć gębę i udawać, że wszystko
                jest kolorowe...I jestem anty nastawiona do osób, które uważają, że wyrażanie
                swoich negatywnych opinii, to "opowiastki życzliwych" oraz "straszenie
                oczekujących". Bo powinno się mówić o głośno o wszystkim, a nie tylko o
                pozytywach. To właśnie jest moje zdanie. Koniec, kropka.
                • szczepanka2 Re: do szczepanka2 30.01.07, 23:47
                  OK, masz rację, w tym poście powinny znaleźć się różne głosy matek, także i
                  Twój, bo to przecież Twoja historia i miałaś prawo ją opowiedzieć. Wybacz,
                  jesli tym co napisałam, skrzywdziłam lub uraziłam Cię. Nie chciałam tego. Nie
                  zachowuj urazy.
                  Życzę Ci wszystkiego dobrego i dużo zdrówka dla maluszka
                  • biedronkowa Re: do szczepanka2 31.01.07, 22:49
                    :))) No to zgoda:) Cieszę się, że jednak mnie zrozumiałaś. Ważne jest, żebyśmy
                    my matki potrafiły ze sobą rozmawiać, wymieniać swoje poglądy, dzielić się
                    doświadczeniami (zarówno tymi dobrymi jak i złymi) oraz udzielać sobie
                    wsparcia, chociażby duchowego czy psychicznego. Lżej się robi, gdy masz
                    poczucie, że jesteś rozumiana. Pozdrawiam gorąco i również życzę dużo zdrówka
                    dla całej rodzinki:)
        • mtrzaskalska7 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 20:20
          Ależ oczywiście, że cieszę się, że nie miałam podczas porodów żadnych
          komplikacji. Byłabym kompletną idiotką, gdyby było inaczej :) A może
          masochistką raczej......?
          Chyba nie do końca zrozumiałaś moje intencje. Nie napisałam, że błędy,
          komplikacje, problemy się nie zdarzają. Nie żyję na Księżycu i wiem, że nie
          wszystkie porody przebywają tak, jak powinny. Ale czy jesteś w stanie podać mi,
          jaki jest odstetek tych dramatów, o których piszesz? Skoro jest ich tak dużo,
          to pewnie są gdzieś jakieś dane - oświeć mnie, podaj namiary lub adres www.
          Chętnie sama poczytam, w jak bardzo zacofanych pod względem rodzenia dzieci
          kraju żyję.

          >I po Pierwsze JA NIE PANIKOWAŁAM przed porodem, szłam pozytywnie
          >
          > nastawiona ale drugiego boję się piekielnie ! Ciekawe dlaczego ? Może jak
          > jesteś taka mądra, to mi odpowiesz ?

          Z przyjemnością, bo do tego nie potrzeba jakiejś specjalnej wiedzy
          psychologicznej. Wystarczy taka "zwykła", domowa, wyniesiona z TV i kolorowych
          gazet, które czytam od rana do nocy, nie mając nic innego do roboty - boisz
          się, bo pierwszy poród był trudny, pojawiły się komplikacje, a personel
          szpitala nie potrafił sobie z tą sytuacją poradzić. Też bym się pewnie bała na
          Twoim miejscu, bo, jak napisałam, nie jestem taką kompletną idiotką, za jaką
          mnie masz. I jestem w stanie zrozumieć Twoje emocje. Tyle, że generalizowanie,
          że miejscowy szpital jest be, a inne są cacy jest krzywdzące.
          Zauważ, że już pojawił się w naszej dyskusji głos jakiejś dziewczyny, która
          (jak rozumiem) czerpie wiedzę o naszym szpitalu tylko z naszego forum - i się
          przestraszyła.

          > A ja wiem, że gdy tylko podali mi dziecko na piersi, to
          > musieli mnie łapać, bo się osunęłam na ziemię z wycieńczenia ...a bólu nie
          > zapomnę do końca życia. Mam go w pamięci. I Co ? Uważasz, że sobie
          wymyślam ???

          Na ziemię się osunęłaś? A kto pozwolił Ci wstać z łóżka porodowego tuż po
          porodzie!?
          Wiesz, ja też pamiętam ból każdego z moich porodów, pamiętam ból po
          oksytocynie, kiedy fruwałam pod sufit. To nie jest tak, że przy moim porodzie
          tańczyły baletnice i śpiewały anielskie chóry. Aż tak różowo nie było, o nie :)
          Ale to jest ból, o którym naprawdę przestaje się myśleć, bo on przemija, a w
          nagrodę masz swoje dziecko! I tylko to się liczy. Jeśli nadal rozpamiętujesz
          ból, to może potrzebujesz porady specjalisty...?

          Co do akcji typu "Rodzić po ludzku" - są między innymi po to, żeby ucywilizować
          oddziały położnicze. Pamiętasz z pewnością, że zaczęło się od tego, żeby
          ojcowie mogli być obecni przy porodach... Z tego, co gdzieś na forum
          przeczytałam, nasz szpital zajął w ostatnim rankingu całkiem niezłe miejsce.
          Więc chyba nie jest tak najgorzej.

          Ty masz fatalne doświadczenia i nikt tego nie kwestionuje. Ja tylko uważam, że
          w innym szpitalu też mogłaś (czysto teoretycznie) mieć podobne przeżycia.

          > Twoje zdanie "mamy w brzuchu dziecko i jakoś musi się ono wydostać" już
          świadczy o
          > Tobie: nie ważne czy zdrowe czy okaleczone czy martwe...

          Noooo, to już taka nadinterpretacja i niezrozumienie intencji piszącej, że aż
          boli, naprawdę. Napisałam tylko, że poród nie jest niczym nadzwyczajnym, że nie
          jesteśmy jedynymi, które tego doświadczyły lub doświadczą.


          Życzę Ci dużo cierpliwości przy wychowywaniu maleństwa. Jak najmniej
          rozczarowań, tylko dobrych ludzi na Twojej drodze itd., itp. Może jestem
          jeszcze młoda i mało wiem o życiu, ale cóż - wszystko przede mną. Kiedyś w
          końcu załapię, że życie jest podłe, złe, szare i okrutne. A listy takie jak
          Twój przybliżą mnie z pewnością do tego celu :)

          Pozdrawiam wszystkich niezmiennie serdecznie,

          mamuśka Martyna


          P.S. > Najlepiej to się nie odzywać co ?
          > To w takim razie wg Ciebie po co robi się wszelkiego rodzaju rankingi i
          ankiety (...)

          Odzywaj się, odzywaj. To też dobry sposób pozbycia się złych emocji. Czasem
          pewne rzeczy trzeba wykrzyczeć.
          • 7platek Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 23:43
            umknęły mi Wasze posty..
            Szrek uwielbiam takich ludzi jak Ty, co to wyrywają słowa-zdania z kontekstu i
            wypisują swoje interpretacje :)
            otóż może teraz zrozumiesz, co napisałam,-nie chcę tu rodzić z wyboru, (co
            innego z przymusu), bo:
            -byłam w tym Szpitalu 2x i czekałam kilka godzin na korytarzu i poobserwowałam
            co nieco i mogłam nawet gapić się na matkę karmiącą, bo drzwi otwarte a
            siedziałam tuż obok, akurat ta sala tak położona.
            -mój poród trwał 12godz., bez podania oksytocyny w początkowej fazie mogłam
            urodzić niedotlenione dziecko lub gorzej..
            -nie chcę opisywać co u mnie działo się po podaniu oksytocyny, bo po co straszyć
            -i najważniejszy powód to brak ZZO,(może poczytaj na czym ono polega zanim się
            wypowiesz) które w moim przypadku dało siłę na parcie, bo miałam fazy omdlenia i
            totalnego wyczerpania.
            Być może w kolejnej ciąży, poród będzie inny i nie będę potrzebować ani
            oksytocyny ani ZZO, ale napewno nie będę ryzykować życia mojego dziecka.
            Być może ocenicie mnie jak biedronkawe, (którą całkowicie rozumiem i wiem, że
            gdyby ktoś mojemu dziecku krzywde zrobił, to krzyczałabym wszem i wobec by
            uchronić choćby jedno dziecko przed podobnym. Osobiście nie dotknęła mnie
            tragedia, ale moją przyjaciółkę owszem, choć nie w tym szpitalu, ale jej
            tragedia ma poniekąd wpływ na to jak bardzo boję się olewczego traktowania.
            Przyjaciółka straciła pierwsze dziecko i nigdy kolejnego mieć nie będzie, bo
            lekarze czekali na kasę i doprowadzili ją do takiego stanu. Sama też musiała
            znaleźć się w innym szpitalu na OIOM-ie.
            Martyna nie wmawiaj nam, że "każdy- większość" porodów jest fizjologiczna, nasze
            babki też rodziły w domu i była o wiele większa umieralność noworodków.
            Wogóle z lekka zdenerwowała mnie Twoja wypowiedź, bo uważasz, że skoro Ty
            urodziłaś zdrowe dziecko i ból przeżyłaś, to inne też mogą. Otóż każdy ma inne
            odczucie bólu i swoją granicę wytrzymałości. Znam Cie tylko z postów na forum,
            ale ogólnie sama "bez nadmiernej gorliwości" podchodzisz do swoich dzieci i może
            również Twoja granica wytrzymałości bólu jest inna niż np. moja.
            Ile ludzi tyle charakterów, ale nie uogólniajmy, każdy powinien wypowiedzieć się
            co sam myśli na zadane pytanie a nie oceniać wypowiedzi innych.
            A dramatyczne przeżycia biedronkawy skwitować, że takich przypadków jest mało i
            właściwie to tylko ona miała pecha a nie powinna o tym pisać bo postraszy innych.
            A i pisanie, że każdy po porodzie przeżywa błogie chwile to właśnie bajki z
            Twojej strony. Ja owszem poczułam ulgę i przypływ radość na widok mojej zdrowej
            córeczki położonej mi na brzuch, ale to wogóle nie umniejsza i nie pozwala
            zapomnieć o bólu.
            Moja mama rodziła 30 lat temu swoje pierwsze dziecko 18godz.a leżała z bólami
            już 2 dni przed a po porodzi chciała tylko coś jeść bo 48godz bez jedzenia (nikt
            nie dał jej kroplówki z pożywieniem jak mi)bo nie miała siły nawet ręki podnieść
            do dziecka. Po tylu latach nawet nie chciała ze mną o ty rozmawiać tuż przed
            moim porodem, co by nic nie obiecywać "będzie dobrze, nie Ty pierwsza"itp. a i
            rodziła 4razy i żaden z porodów nie był taki, co by zapomnieć o bólu.
            A i jeszcze jedno, nie wmawiaj dziewczynom, że w chwili położenia dziecka na
            brzuch jakieś hormony sprawią, że pokochają swoje dziecko. Od kilku lat piszę na
            innym forum i tam kilkanaście dziewczyn przyznaje się do tego, że pokochały
            swoje dziecko z czasem, niektóre po kilku miesiącach. I nie ma w tym nic
            dziwnego, bo psychologia takie przypadki uznaje za normalne jak również depresję
            poporodową, do której wiele kobiet się nie przyznaje, bo boją się reakcji
            otoczenia- wyrodna matka itp. Cóż różne rzeczy się zdarzają a przyszła matka
            powinna o wszystkim wiedzieć, tym bardziej jeśli pyta.
            Owszem są ciężarne, które boją się obejrzeć poród nagrany. Ja oglądałam wiele w
            celu dokształcenia i ze śmiercią dziecka też i jakoś na mojej psychice się to
            nie odbiło.
            Skoro ktoś pyta o ten szpital to chyba nie liczy, że posypią się same pochwały i
            trudnych przypadków nie było.
            I nie uważam, że wszystkie szpitale w Wawie są idealne.
            Radzę każdej ciężarnej wybrać pobliski szpital, pójść pogadać z kilkoma
            położnymi, zwiedzić szpital jeśli to możliwe, nawet pójść na inny dyżur i
            pogadać z kolejnymi, jeśli takie mają życzenie i jednak złapać jakiś kontakt z
            jakąś położną.
            Szrek miałeś super pomysł już chodzić na szkołę rodzenia z racji zapoznania się
            z położnymi, bo to ułatwia- zawsze ludzie "z ulicy" są inaczej traktowani niż Ci
            z którymi choćby raz się rozmawiało.
            a swoją drogą to szrek też mieliście kupe szczęścia, że akurat ta położna z
            pieczątki odebrała tel i chyba była jeszcze na dyżurze, bo podejrzewam, że gdyby
            była w domu to by olała. Ale to już moja interpretacja.
            Może dla Was ZZO nie jest jakoś tam niezbędne, więc warto mimo wszystko zrobić
            swój wywiad w szpitalu również z mamami tam i choć trochę zapoznać się ze
            szpitalem. Nie będzie aż takiego stresu gdyby się okazało, że będziecie tam
            rodzić z wyboru czy też nie.
            Kończąc najdłuższy w życiu post, życzę Wam wszystkim zdrowych dzieci i porodów
            bez najmniejszych komplikacji. Tobie Martyno przede wszystkim.
            No i żeby ton naszych innych dyskusji nie przybierał takiej ostrości, sama też
            daję się ponieść emocjom.
            Pozdrawiam serdecznie.
            • mtrzaskalska7 do 7platek 20.01.07, 10:00
              OK, ja też nie miałam różowo. Nie wiem, czy na Twój widok na sali porodowej
              ktoś zareagował _przerażeniem_. Ja miałam wątpliwą przyjemność tego
              doświadczyć - w obu poprzednich ciążach miałam trombocytopenię (poczytaj w
              Internecie, czym grozi w ciąży i podczas porodu). Lekarz dyżurny wpadł w
              popłoch, bo był środek nocy, ordynator w domu i nie wolno go budzić (sic!), a
              mi odeszły wody. Wtedy, już na sali porodowej (!) dowiedziałam się, że byłam
              zakwalifikowana do cesarki.
              Wcześniej spędziłam kilka tygodni na patologii ciąży w naszym szpitalu (właśnie
              z powodu płytek krwi, które z każdym miesiącem ciąży spadały na łeb na szyję),
              więc też miałam okazję się napatrzeć na najróżniejsze przypadki.

              Dlatego nie sugeruj, że jestem jakąś kompletną idiotką, jeśli chodzi o problemy
              z porodem! Myślisz, że pozjadałaś wszystkie rozumy, bo bierzesz udział w
              dyskusjach na innym forum o ciąży/porodzie!?

              Co zaś do podchodzenia do moich dzieci "bez nadmiernej gorliwości" (a gdzie-ś
              Ty to wyczytała, moja droga!?). Uważasz, że jestem jakimś totalnym potworem,
              czy co!? "bez nadmiernej gorliwości", czyli co??? Nie przytulam ich, nie
              kocham, puszczam "samopas"? Kobieto, puknij się w głowę! Zresztą, każdy
              wychowuje swoje dzieci tak, jak uważa za stosowne. Co z nich wyrośnie, okaże
              się w przyszłości. Dlatego Ty wychowuj swoje maleństwo nadgorliwie, a ja będę
              to robić po swojemu.

              Pozdrawiam,

              młoda i głupia Martyna

              • 7platek Re: do Mtrzaskalska7 20.01.07, 12:31
                tekst puknij się w czoło zachowaj dla siebie i bliskich :)
                sposób Twoich wypowiedzi świadczy o Tobie!
                początkowe Twoje posty dot. porodu były całkowicie inne niż ostatnie, więc nie
                dziw się, że zrozumiałam, że Twój poród był łagodny- z resztą nie o to chodzi z
                tym wątku...
                źródłem mojej wiedzy są nie tylko fora internetowe, jest mnóstwo stron
                internetowych, książek, publikacji w czasopismach oraz wiele programów w
                telewizji z udziałem psychologów mówiących o ciąży, porodzie i macierzyństwie.
                Jednak nie czuję się najmądrzejsza, napisałam tylko, że wysłuchuję każdej opinii
                innej osoby a nie jak Ty zakazuje jej wypowiedzi, bo według Ciebie to
                niestosowne mieć inne zdanie niż Twoje własne:/
                I ja nie traktuję ludzkich problemów powierzchownie, bo np. ja miałam problem i
                przeżyłam, to inni też niech się nie rozczulają- a to jakby wnioskuję po Twoich
                wcześniejszych wypowiedziach. Pamiętaj, że uogólnianie jest krzywdzące dla
                ludzi, bo każdy ma inne odczucia..
                Co do Twojego sposobu wychowywania,to być może moja nadinterpretacja, ale też
                nie napisałam, że jesteś złą matką, czy nie kochasz swoich dzieci!!!
                po prostu jedna mama przejmuje się zanadto inna mniej, np. jak jej dziecko
                ubabra się w błocie po kolana -to przykład wymyślony..
                chodzi o to, że dla każdego co innego jest ważnego i nie mówię, że robisz źle,
                tylko tak bardziej luźno podchodzisz do niektórych problemów
                podobnie z porodem jedna kobieta rodzi 20godz i cierpi, inna 2 godz i koniec..

                nie napisałam, że jesteś młoda czy głupia- nie oceniam ludzi, nawet moje
                wypowiedzi nie miały takiego tonu..
                życzę lekkiego porodu i zdrowego malucha
                oraz więcej empatii dla ludzi
                • biedronkowa Re: do Mtrzaskalska7 21.01.07, 00:22
                  I właśnie o to chodzi...żeby wysłuchać każdej opinii. To niby takie łatwe, a
                  dla niektórych takie trudne jak się okazuje. (Nawet czytanie ze zrozumieniem
                  bywa dla co poniektórych dosyć trudne)Ale cóż...są takie osoby, które poza
                  czubkiem własnego nosa, nic innego nie widzą. Gdyby tak każdy chociaż spróbował
                  zrozumieć innych, postawić się w ich sytuacji i pomyśleć jak ktoś mogł się czuć
                  i co przeżywać w danej chwili, życie byłoby o wiele prostsze i przyjemniejsze.
                  Ale jak się okazuje - "człowiek człowiekowi wilkiem". Więc gdyby tak jak
                  7platek podsumowała - ludzie mieli w sobie więcej empatii w stosunku do innych,
                  pewnie można byłoby uniknąć wielu dramatów i tragedii. Bo być może panie, na
                  które miałam wątpliwe szczęscie trafić podczas mojego porodu wychodziły z
                  takiego samego założenia i podchodziły tak samo do sprawy jak Martyna,
                  że "przecież każde dziecko musi jakoś wyjść...i że poród to tylko czysta
                  fizjologia". No a jak się nie podoba, to won do Warszawy...(tak zrozumiałam
                  post szreka) Więc jak ma być dobrze ? Wątpliwa sprawa... Życzyłabym sobie
                  więcej takich mądrych i wyrozumiałych osób jak 7platek, którą gorąco pozdrawiam
                  i pod której postami podpisuję się obiema rękoma i nogami:)))
                  • szrek99 Re: do Mtrzaskalska7 21.01.07, 18:18
                    > No a jak się nie podoba, to won do Warszawy...(tak zrozumiałam
                    > post szreka)

                    "Jeśli ktoś uważa, że w Warszawie będzie lepiej lub że w Mińsku
                    jest fatalnie, to jego sprawa. Miłej podróży i lepszych wspomnień z porodu." = "won"
                    Gratuluje interpretacji. Bardzo mi się podoba ten tok myślenia, tylko dlaczego
                    jedynie "won" a nie mocniejsze słowo? Większy efekt byś osiągnęła.
                    • biedronkowa Re: do Mtrzaskalska7 21.01.07, 21:55
                      No ok. Sorki. Chyba byłam trochę rozdrażniona i zrozumiałam to jako sarkazm z
                      ironicznym podtekstem. Jeśli nie to miałeś na myśli to przepraszam i
                      pozdrawiam:)
        • mtrzaskalska7 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 23:06
          Zasięgnęłam języka. Trochę. Nie wycofując się z tego, co napisałam
          wcześniej, "uprzejmie donoszę", że mamy w naszym szpitalu dwie położne, jak to
          napisała Biedronkowa - z innej epoki (jakoś tak to ujęła). Podobno są niezbyt
          sympatyczne we współpracy i prawdopodobnie Biedronkowa, wieszająca na mnie psy,
          miała pecha trafić właśnie na nie :( Niestety, nazwisk nie znam; może ktoś ma
          bliższe dane? Pomocą mógłby służyć np. Mój Ulubiony Redaktor, ale on raczej nie
          kwapi się do pomocy bardzo szeroko pojętej "warszawce" z Mińska...

          Nadal jednak uważam poród za rzecz naturalną (co nie znaczy, że chciałabym
          rodzić pod drzewem, przeżywając wielokrotny orgazm - dziękuję za sugestie), a
          powikłania się zdarzają, ale nie są normą. Zaś kilkumiesięczne rozpamiętywanie
          bólu i złych doświadczeń podczas porodu (tym bardziej, że dziecko jest, summa
          summarum, zdrowe) chyba łapie się pod depresję (po)porodową i może powinno być
          przedmiotem zainteresowania specjalisty.


          Dobranoc wszystkim,

          Martyna (mamuśka wymądrzająca się po nocy)

          • biedronkowa Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 16.01.07, 23:41
            1. Gdybyś przeżyła taki dramat zapewniam Cię, że pamiętałabyś go do końca
            życia. Tego się nie zapomina. I powtarzam...może Tobie w życiu też coś takiego
            się kiedyś przytrafi i dopiero wtedy zrozumiesz...(oczywiście Ci tego nie życzę)
            2. Kto Ci powiedział, że dziecko jest całkowicie zdrowe ? Ja tego nie
            napisałam. Skąd wiesz czy do tej pory nie muszę borykać się z milionami badań,
            kontroli i rehabilitacji ??? A może Ty wiesz coś więcej na temat mojego porodu,
            powikłań i stanu zdrowia mojego dziecka niż ja ?
            3. Czyli każda matka, która pamięta swoją tragedię i chce ostrzec inne kobiety,
            koniecznie musi mieć depresję (po)porodową. Specjalisty wobec Ciebie nie
            potrzebują tylko te, które mają cudowne przeżycia i złego słowa na szpital nie
            powiedzą. Czyli od dzisiaj powinnam krzyczeć: Cudowny szpital, cudowny poród,
            cudowny personel: hurrra ! Polecam wszystkim. A te, które mają odmienne zdanie
            won do psychiatryka !
            4. Odnośnie wstania z łóżka: Czyli nasz cudowny szpital wg Ciebie każe
            wszystkim matkom rodzić na łóżku a nie w dowolnej pozycji ? Hmmm....to się
            nazywa dopiero szpital...co za nowatorskość. Skąd wiesz gdzie, jak i w jakiej
            pozycji rodziłam ? A jeśli Cie to interesuje rodziłam na połsiedząco na łóżku i
            po wszystkim podali mi dziecko i "przelałam" się męzowi przez ręce próbując się
            położyć i omal się nie ześlizgnęłam z łózka. Co było dalej nie pamiętam zbyt
            dobrze bo praktycznie nie kontaktowałam.
            5. Nie wieszam na Ciebie psów, tylko nie cierpię jak ktoś uważa, że nie powinno
            się głośno mówić o ludzkich tragediach...Bo Twoim zdaniem jedyne i prawidłowe
            stwierdzenie jest takie, że nasz szpital to istne cudo. A może nie według
            wszystkich ? I mam jeszcze kilka koleżanek, które uważają podobnie...A może
            dopiero gdyby moje dziecko umarło to miałabym prawo do krytykowania ??? Widzę,
            że Twoja racja, to jedyna racja. Kończę ten temat. Niech żyje nasz szpital i
            cała kadra !!!
            • rittka Pani Biedronkowa możesz mi odpisać na maila?proszę 17.01.07, 12:25
              A tak w ogole to jestem z Tobą. Bardzo mi przykro, że masz takie złe doświadczenia z porodu. Innym, którym było rodzić łatwo i przy personelu conajmniej neutralnie nastawionym (a nie wrednym, znudzonym, poniżającym przerażoną pierwiastkę w sytuacji stresującej, intymnej itd. - wiadomo o co chodzi) do rodzącej i męża życzę nieco więcej zrozumienia. Ja też będę rodziła w Mińsku i cieszę się, że są tu różne opinie - i dobre i złe. Nie uważam, że w Warszawie jest lepiej, do tego trzeba płacić, więc ewentualny komentarz w tej materii można sobie darować. Rozumiem czemu Biedronkowa źle wspomina poród. Ja od momentu kiedy wiem, ze jestem w ciąży codziennie drżę ze strachu o swoje dziecko, o takie pierdoły czy nie za szybko idę, czy za długo nie śpię na jednym boku i nie jest to dla dziecka niewygodne, czy za kawę którą wypiłam nie powinnam się spoliczkować itd. To u mnie rodzinne, mam to po mamie. Są kobiety, które do kwestii dzieci i porodu podchodzą z optymizmem, spokojem i zdrowym rozsądkiem i pewnie dobrze na tym wychodzą. Ale są też takie jak ja, które trzęsą się nad nim każdego dnia, chociaż się jeszcze nie urodziło. Gdyby mojemu dziecku coś sie stało, nie daj Boże! to wylądowałabym chyba w psychiatryku. Dlatego wszystkie opinie są ważne, żeby wiedzieć czego się spodziewać i odpowiednio wcześnie reagować.
              PS. w mińskim szpitalu z pewnością są minimum 3 super położne. Życzę sobie i przyszłym mamusiom, żebyśmy na nie trafiły :)
              Pozdrawiam Wszystkich i życzę miłego dnia!
              • elutek.ch Ludzie chyba niepotrzebna ta złość!!! 17.01.07, 14:43
                Słuchajcie nie kłóćcie się bo
                każdy z Was ma rację...
                Ja rodziłam w Mińskim szpitalu i polecam,
                są osoby które tam rodziły i nie polecają!

                Dużo osób chwali pod niebiosy
                szpital św Zofii w Warszawie
                a moja szwagierka tam rodziła
                i powiedziała że tam nigdy wiecej!!!

                Przyjaciółka rodziła
                na Inflanckiej i mówi że koszmar!!


                Itd itd.

                Czy nie wydaje Wam się że czasami po
                prostu można trafić na tę gorszą zmiane,
                i na gorszego lekarza.

                Prawda jest taka, że jeśli poród
                przebiega bez komplikacji to
                nie ma większego znaczenia gdzie
                się rodzi...

                A z drugiej strony przy jakichkolwiek
                komplikacjach nie ma żadnej ale to żadnej
                gwarancji, że dany lekarz (czy to z Warszawy
                z Mińska czy Krakowa) pomoże nam
                albo dziecku.....

                Ja myślę, że nie znajdziecie żadnego
                szpitala w którym na 100 rodzących
                100 powie, że było super i że
                poleca ten szpital....


                Pozdrawiam
                • rittka Re: Ludzie chyba niepotrzebna ta złość!!! 17.01.07, 14:52
                  żeby nie było - ja się nie złoszczę, a ni też nie chciałam nikogo w żadnym wypadku urazić - proszę tak nie odbierać mojej wypowiedzi.
                  mi tylko chodzi o to, że każdy może napisać co myśli, a jeśli myśl jest niepopularna nie należy go ostro krytykować. Może najpierw trzeba spróbować zrozumieć.
                  Poza tym Elutek zgadzam się z Tobą w calej rozciągłości.
                  Pozdrawiam!
            • mtrzaskalska7 Re: do wszystkich przyszłych mam (i nie tylko) 20.01.07, 09:35
              Ad 1, 2 - PRZEPRASZAM. Chyba nie do końca zrozumiałam Twoje wcześniejsze
              wywody. Mea culpa.

              Ad 4 - dwa lata temu można było rodzić w dowolnej pozycji, ale sam moment
              przyjścia dziecka na świat przeżywało się już na łóżku. Stąd moje zdziwienie.

              Martyna



    • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 17.01.07, 23:34
      Dzięki dziewczyny. Odrazu mi lepiej... Dobrze wiedzieć, że jednak są ludzie
      wrażliwi na cudze nieszczęścia i chociaż próbują zrozumieć innych. I wysłuchać
      także tej negatywnej opinii a nie próbować ją za wszelką cenę krytykować i
      podważać. Ja nie czepiam się wypowiedzi dziewczyn, które mają dobre zdanie na
      temat szpitala. Przecież przeżycia każdej z nas są inne. Chodzi tylko o to,
      żeby każdy miał prawo głosu bez komentarzy typu : histeryczko przestań
      straszyć, bo wcale nie jest tak, jak piszesz... A dziewczyny, które stoją przed
      wyborem, powinny mieć szansę poznania obu stron. Pozdrawiam gorąco.
    • gina771 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 23.01.07, 09:53
      Ja również rodziłam w mińskim szpitalu, co prawdza było to 5 lat temu i był to
      inny ordynator (dr W.), ale nie wydaje mi się, aby wiele się zmieniło.
      Rozmawiałm z koleżankami, które niedawno rodziły i moim zdaniem nie nastąpiła
      żadna znacząca rewolucja. Położne są w większości te same, a nie sądzę, że
      zmieniło się ich podejście do pacjetki. Pamiętam położne, które podnosiły się
      do rodzącej kiedy musiały coś zrobić przy aparaturze, lub kiedy wchodził
      lekarz. Jak rodziłam żadna położna nie podała mi nic do picia, przyznam nie
      prosiłam, bo nie miałam siły nawet o tym myśleć, ale kiedy przyszedł ówczesny
      ordynator, to on zwilżył mi usta, więc chyba nie wyglądały one dobrze. Leżałam
      w ogromnych bólach i nic się nie działo, pani wypełniałą papierki, może i tak
      może i nie, ale to nie te papierki sa najważniejsze i o dziwo kiedy wszedł
      ordynator akcja potoczyła się błyskawicznie, jakieś 15 min. później dzidzia
      była by na świecie. I wiem, że wiele kobiet na niego narzekało, ale to on
      podczas porodu był mi najbardziej życzliwy, on odynator, a nie żadna położna.
      Może nie miałam farta i trafiłam na złą zmianę położnych, ale tego się nie
      wybiera, to dzieciątko wybiera moment, kiedy jest gotowe do pzyjścia. Nie wiem
      jak by akcja porodowa się potoczyła gdyby nie właśnie on. Pewnie zaraz odezwą
      się głosy krytykujące mnie, że chwalę go, ale to jest moja opinia i nikogo do
      niej nie przekonuję, owszem pprzyzam, że mi osobiście też przeszkadzało jego
      specyficzne poczucie humoru, ale akurat za sam poród jestem nu wdzięczna. Mam
      żal, może to za duże słowo, ale wydaje mi się że położne powinny być bardziej
      pomocne i życzliwe, troche bardziej ludzkie i przyjazne.
      Zastanawia mie tylko skąd tak wysoka ocena mińskiego szpialu w akcji' Rodzić po
      ludzku" oświećcie mnie kobiety rodzące ostatnio w mińsku, czy:
      - kobiety rodzą teraz w dowolnej pozycji, a nie na leżąco.
      jak rodziłam owszem była wanna do rodzenia, ale jakoś nie słyszałam, żeby
      któraś z kobiet właśie tak rodziłą, wszystkie rodziły w pozycji leżącej.
      - czy dalej obchody wyglądają tak, że cała plejada wchodzi do sali, a kobiety
      są oglądane przy nich na łóżkach.
      Zaznaczam, że nie mam nic przeciwko lewatywie, goleniu jeżeli jest konieczność,
      nie jestem jakoś specjalnie wymagająca, nie jestem damą przy której personel ma
      skakać na zawołanie, ale chodzi mi o poszanowanie godności i intymnośći, o
      ludzkie traktowanie, o życzliwą pomoc.
      Planuję drugie dziecko i do tej pory mam obawy przed drugim poodem, że będzie
      podobnie, że będę traktowana jak człowiek, a nie jak kolejna sztuka.
      • elutek.ch u mnie było tak..... 23.01.07, 10:19
        Ja nie znałam tamtego
        ordynatora ale słyszałam
        że obecny trochę
        "postraszył" położne
        że jak sie nie podoba
        to droga wolna....

        I chyba coś w tym jest
        bo czasami miałam wrażenie
        że dana babka jest miła bo
        wie że musi...

        Ja rodziłam w Mińskim
        szpitalu rok temu,
        więc nie wiem jak jest teraz
        ale podczas mojego porodu
        byłam kilka razy w wannie,
        połozne zapytały mnie
        czy chcę mieć lewatywę,
        cały czas mogłam sobie
        chodzić po pokoju,
        siedziałam na piłce,
        na takiej specjalnej macie
        (nie wiem jak sie fachowo nazywa)
        położna kazała mojemu M
        pojechać po kanapi, owoce
        (byłam w cięzkim szoku!)

        Ja rodziłam na leżąco
        ale dla mnie tak było
        super.
        Leżałam tylko podczas KTG.

        Jak mi cos proponowała
        a ja nie chciałam to
        nie nalegała...

        A jak już urodziłam i
        jeszcze leżałam na
        porodówce
        to zrobiła miłą atmosferę
        zapaliła lampkę a wyłaczyła
        górne światło.....

        Było naprawdę dobrze!!

        Dziękuję Pani Edyto!!

        ps
        nie dawałam łapówki
        :)
        • gina771 Re: u mnie było tak..... 23.01.07, 12:16
          jestem w szoku, ale mile zaskoczona.
          Jak ja rodziłam to wanna owszem była, ale nik z niej nie korzystał, piłki też,
          ale również nikt mi ich nie zaproponował, żadnej maty nie widziałam, więc nie
          wiem. Cały czas leżałam, może i nikt by mi nie zabronił wstać, ale przez
          większść czasu leżałam pod KTG, a z tym światłem to już normalnie w szkoku
          jestem, taki "luksus".
          Jeżeli któraś Pani chciałaby się podzielić swoimi przeżyciami, to chętnie
          poczytam, to co napisała elutek jest jak dla mnie na plus. Jeżeli mogę prosić,
          to napisz, jak wygląda obchód, bo dla mnie obchody takie jak opisałam, to brak
          poszanowania intymności.
          • elutek.ch Re: u mnie było tak..... 23.01.07, 12:39
            No może z obchodami
            było troszkę gorzej
            ale jakoś mmnie
            nic nie zawstydzało...

            Czasami zdarzało się
            tak, że przychodziło
            kilku lekarzy ale starali
            sie stawać z boku -dalej od
            pacjentki a "badał"
            tylko ordynator czy jakis
            lekarz główny..
            Robił to bardzo szybciutko..

            A potem znalazłam sposób
            żeby "nie być badaną"
            prosty a skuteczny.
            :)

            Wiesz ja myśłę, że
            gdyby kazdą z nas chcieli
            zabrać do gabinetu
            to strasznie długi byłby ten
            obchód...

            jeśli chcesz jeszcze
            jeszcze jakis informacji
            albo po prostu porozmawiać
            to zapraszam na GG

            napisz na gazetowego
            to Ci podam
            mój nr :)
            pozdrawiam
            • gina771 Re: u mnie było tak..... 23.01.07, 14:43
              Ja uważam, że to badanie może być wykonywane na sali, ale nie powinni
              uczestniczyć w nim wszyscy lekarze, pilelęgniarki, położne, pani od wypisywania
              zwolnień. Przecież mógłby to robić jeden lekarz, powiedzmy z połóżną, było by
              bardziej intymnie. A tak ja miałam łóżko przy drzwiach, więc chcąc nie chcąc
              wszyscy stali bardzo blisko mojego łóżka, bo nie mieli gdzie. Jak dla mnie było
              to krępujące i tak było na każdym porannym obchodzie, a jaki to sposób
              znalazłaś, jeżeli nie chcesz pisać na forum, to napisz na gina771@gazeta.pl.
              Jak coś napiszesz, to daj znać, pozdrawiam
              • szczepanka2 Re: u mnie było tak..... 23.01.07, 19:36
                Mój poród wspominam pozytywnie, choć miałam to szczęścię, że nie trwał on
                długo. Pełna swoboda, miła atmosfera, dyskrecja. Miałam to szczęścię, że była
                p. Edyta :-). Lewatywa na moje wyraźne życzenie, golenie również, ale bardzo
                delikatne.
                Podczas obchodów nie miałam jakiś złych doświadczeń, no może panie doktorki
                były średnio miłe, szczególnie ordynator. Miałam wrażenie, jakby brzydziła się
                dzieciaczków. Natomiast lekarze nigdy nie badali podczas karmienia. Zawsze
                mówili, że dziecko jest najwazniejsze i żeby nie przerywać. Ordynator bardzo w
                porządku, pytał o wrażenia, opiekę, zapraszam na następny poród.
                Naprawdę bardzo w porządku, polecam.
    • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 23.01.07, 22:45
      Zauważyłam, że chyba wszystkie dziewczyny, które są zadowolone ze swojego
      porodu w naszym szpitalu, miały szczęscie po prostu trafić na Edytę. Ja ze
      swojego doświadczenia również wiem, że jest ona super babką zarówno prywatnie,
      jak i zawodowo. No ale niestety Edyta jest tylko jedna:( Gdyby było więcej
      takich położnych,(z powołania) rodzenie w Mińsku zapewne wyglądałoby inaczej.
      Ja miałam pecha i na nią nie trafiłam...a szkoda, bo może wszystko by się
      inaczej potoczyło. No, ale Edyta, to tylko jedna z niewielu, które tam pracują.
      Ona jest młoda, wrażliwa i nie dopadła jej jeszcze znieczulica (i mam nadzieję,
      że nigdy nie dopadnie). Te panie, na które ja trafiłam, to panie, którym
      przygaszenie światła na sali porodowej i stworzenie miłej atmosfery, nawet by
      do głowy nie przyszło. Ale one były już chyba wypalone zawodowo...pewnie z
      trzydziestoletnim stażem...rutyna. Wydaje mi się, że Edyta zasługuje na
      pochwały i to ona powinna zgarnąć laury za wysokie miejsce w rankingu "Rodzić
      po ludzku". Zasługuje na to. Nie spotkałam się jeszcze z osobą, która by akurat
      na nią narzekała... :)))
      • falka32 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 29.01.07, 21:48
        Osoby, które się wypowiadają pogardliwie na temat fanaberii i wymagań rodzących
        i bagatelizują znaczenie tego, co się dzieje w czasie porodu, chyba nie zdają
        sobie sprawy z tego, że FAKTY są takie, iż nadmierna ingerencja medyczna i stres
        rodzącej to czynniki w istotny sposób zwiększające ZAGROŻENIE dla dziecka i
        matki. I że właśnie przez głupie leżenie pod KTG, oksytocynę, wymuszanie
        niefizjologicznej pozycji czy pyskującą położną dziecko i matka mogą znaleźć się
        w realnym, fizycznym niebezpieczeństwie. To tyle na temat filozofii "nie wy
        pierwsze i nie ostatnie a o wyszstkim zapomnicie jak przytulicie dziecko, więc
        dajcie ze sobą zrobić wszystko co każą".

        Druga rzecz to taka, że ten wątem poważnie mnie wystraszył. Niedawno zwiedzałam
        porodówkę w Mińsku i rozmawiałam z położnymi, wypytując je o wszystko. W ich
        relacji wszystko jest różowo i pięknie: rodzić można w każdej pozycji, one
        rutynowo zawsze chronią krocze, unikają niepotrzebnych ingerencji medycznych,
        KTG mogą zrobić na siedząco, jeżeli pacjentka żle się czuje leżąc - no pięknie,
        poród aktywny pełną gębą i pełen szacunek.

        I teraz czytam, że to wszystko to nieprawda? To, co piszecie, to całkowite
        przeciwieństwo tego, co usłyszałam od położnych w Mińsku. Nie wiem, komu teraz
        wierzyć, zrobiliście mi wodę z mózgu... Wiadomo, że położne nie powiedzą mi, że
        tną rutynowo. Ale też nie mam powodu nie wierzyć osobom, które zostały nacięte
        rutynowo i potraktowane jak w rzeźni.

        Czy to szpital się tak dobrze reklamuje i maskuje, czy gdzieś jest
        przekłamanie???????
        • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 29.01.07, 22:29
          Ja mogę Ci powiedzieć tyle, że również zwiedzałam porodówkę przed moim
          rozwiązaniem i właśnie dlatego wcale się go nie bałam,a wręcz przeciwnie, szłam
          do porodu naprawdę pozytywnie nastawiona...zero stresu. Byłam przeświadczona,
          że będzie właśnie tak, jak opowiadała Edyta podczas zajęć w szkole rodzenia
          i "wycieczki" po szpitalu. I pewnie tak jest, ale jeśli trafisz na Edytę.
          Osobiście nie znam pierworódki, która nie zostałaby nacięta podczas porodu.
          Wszystkie dziewczyny które znam (niestety również te od Edyty)nie miały
          chronionego krocza. KTG za każdym razem miałam robione tylko i wyłącznie na
          leżąco. Rodziłam w pozycji półsiedzącej, ale to tylko dlatego, że mąż mnie tak
          podtrzymywał...nikt mi łóżka (oparcia) nie podniósł, chociaż wydaje mi się, że
          mają one regulacje (mogę się mylić, bo te łóżka wyglądały na raczej stare, a
          wiem, że nowoczesne mają możliwości kombinacji dla wygody rodzącej). Wszytkie
          moje koleżanki rodziły jednak na leżąco, ciekawe, czy ktoś faktycznie rodził w
          pozycji wertykalnej, która przecież jak wiadomo, bardzo ułatwia i przyspiesza
          poród. A piszę to wszystko, bo uważam, że powinno się mówić jak jest naprawdę
          (w wielu przypadkach). Jak widzisz, zdania są jednak podzielone...Nie wszystko
          jest tylko czarne lub tylko różowe.
          A szpital musi się bronić, reklamować i robić dobrą minę do złej gry...przecież
          każda pacjentka, to duże pieniądze z NFZ. To chyba oczywiste.
          PS. Jeśli jest taka mama, która urodziła pierwsze dziecko siłami natury w
          naszym szpitalu i nie została nacięta, to moze niech się wypowie. Ja takiej nie
          znam...
          Pozdrawiam i życzę lekkiego porodu:)))
          • rittka Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 29.01.07, 22:54
            Moja koleżanka rodziła bez nacinania, ale od wejścia zamiast dzieńdobry wołała, ze nie chce nacinania, a dopiero później zapytała z czym to się wiąże i usłyszała odpowiedź, ze z jednym skurczem więcej, niż z nacięciem. U niej poszło gładko, chociaż kiepsko się zaczęło, bo trafiła na "zmianę wart" i pani położna schodząca ze zmiany strasznie się steresowała, zę będzie musiała 10 minut dłużej zostać, więc i średnio komunikatywna była...
            • nutencja1 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 30.01.07, 08:56
              a jak jest ze znieczuleniem w minsku? Czytałam ze ze wskazań lekarskich czyli
              uznaniowo. NIe mozna dopłącic i mieć zapewnione?
              • vivianna Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 31.01.07, 11:13
                nie demonizujmy mińskiego szpitala, ja zdecydowałam się na Mińsk i nie żałuję.
                Choć przyznaję, marzyłam o Żelaznej, ale względy finansowe przeważyły bo
                rodzenie tam troche kosztuje. Koleżanka w czerwcu rodziła na Żelaznej i miło
                tego nie wspomina, wymęczyła się porządnie,ponad 24 godziny skurczy, zwlekali z
                decyzją o cc, dopiero jak dostała 40stopni gorączki, zrobili operację.
                Ja miałam planowane cc, z powodu ułożenia płodu.Połozne na porodówce, które
                przygotowywały mnie do operacji przesympatyczne, siedziałam na sali porodowej 3
                godziny pod kroplówkami i pod ktg, ciągle ktoś do mnie przychodził porozmawiac,
                pocieszyć, że będzie ok - bo strasznie panikowałam. Na połoznictwie połozne też
                super - cierpliwie pomagają przystawiać, pocieszały mnie dodatkowo jak wyłam pół
                dnia jak miałam problem z karmieniem.
                Trochę w szpitalu leżałam, spotkałam kilka znajomych ze szkoły rodzenia, które
                rodziły sn, więc zrobiłam wywiad. z 3 tylko jedna była nacięta, poród wspominają
                miło, połozne ponoć ok.
                Z zzo jest problem - dają go ze wskazań medycznych, czyli właściwie tylko przy
                cesarkach. Jednej znajomej dali za to dolargan. Podczas porodu mozna chodzić,
                można też rodzić w pozycji siedzącej. Łóżka chyba nie najnowsze, ale oparcia się
                podnoszą. Naprawdę, nie jest tak xle. wiadomo, że są rózne sytuacje, czasem może
                być tak cięzko jak u biedronkowej ,ale takie problemy moga zdarzyć sie wszędzie,
                nawet na Żelaznej, a zawsze mozemy trafić na gorszą zmiane, albo na gorszy humor
                lekarza czy połoznych. skończę, jak mi maluch przestanie płakać:-)

                • falka32 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 31.01.07, 22:44
                  Nie chodzi chyba o demonizowanie, tylko o konkretne informacje, jaka jest
                  właściwie polityka szpitala (oddziału): czy taka, jak w deklaracjach, czy też w
                  praktyce zupełnie inna.
                  Mnie np. absolutnie nie interesuje, czy pielęgniarki na położniczym są miłe -
                  jestem w trzeciej ciąży i mogę po porodzie iść do razu do domu, z dzieckiem
                  sobie doskonale poradzę i z przystawianiem do piersi też, nawet wolałabym, żeby
                  mi się nikt w to nie wtrącał.
                  Mnie interesuje konkretnie to, w jaki sposób będzie prowadzony poród siłami
                  natury: czy w sposób zmedykalizowany i prostszy dla personelu, czy też w sposób
                  naturalny, aktywny i bezpieczny dla mnie i dla dziecka. Nie chodzi mi o komfort
                  psychiczny i głaskanie po główce, tylko o to, czy w związku z zabiegami
                  personelu nie zatrzyma mi się akcja porodowa albo nie przydusi dziecko. Wiem
                  doskonale, że w trakcie porodu nie będę miała siły użerać się z położnymi, które
                  będą mi próbowały coś narzucić, więc chcę sobie zagwarantować brak tego użerania
                  i to, że położne będą mi pomagać a nie przeszkadzać i szkodzić. Dlatego
                  interesują mnie szczegóły i konkrety a nie to, jaka jest atmosfera i czy jest
                  miło. Nacięcie interesuje mnie o tyle, że stosunek do ochrony krocza przekłada
                  się na ogół na stosunek do całości przebiegu porodu. Informacje, jakie dostałam
                  od personelu i te, jakie tutaj przeczytałam są ze sobą sprzeczne - zastanawiam
                  się, w jaki sposób mogę uzyskać informacje rzetelne i oddające to, co się dzieje
                  w praktyce.
                  • biedronkowa Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 31.01.07, 23:11
                    No wiesz jak to jest - cięzko generalizować, bo jak widzisz opinie są bardzo
                    różne, każda z nas ma inne doświadczenia i u każdej z nas inaczej to wszystko
                    przebiegało. W moim przypadku akurat poród na początku był przeprowadzany
                    całkowicie w sposób naturalny i niezmedykalizowany, bo prościej dla położnych
                    było zostawić mnie samej sobie aż do ostatniej chwili, do krytycznego momentu,
                    kiedy to dopiero zdecydowano mi pomóc przyspieszając poród a właściwie go
                    wznawiając, bo jak już pisałam, po wielu godzinach męczarni akcja porodowa w
                    końcu całkowicie ustała. Jakie były skutki już pisałam. Takie są moje
                    doświadczenia. Ale jak widzisz, nie da się napisać jak to jest faktycznie w
                    praktyce, bo to różnie bywa w różnych przypadkach. Wniosek nasuwa mi się jeden:
                    to wszystko zależy czy poród jest bez komplikacji i na jaką zmianę (jakie
                    położne) trafisz. Jeśli chodzi o nacinanie, to pierworódki są przeważnie cięte.
                    Leżały jednak ze mną na oddzdiale noworodkowym dwie kobiety po kolejnych
                    porodach i one nie były nacinane. Wiem, że miały jedynie niewielkie pęknięcia.
                    A opinie zawsze będą sprzeczne, bo co osoba, to własne zdanie. Tak to już jest
                    i dobrze. Pozdrawiam:)
                    • veronicae Najlepiej rodzić z mężem 01.02.07, 11:51
                      więc ponieważ porody są różne, różne są zmiany poloznych, lekarzy itd, w żadnym
                      szpitalu nie mamy 100% gwarancji, że wszystko będzie ok.
                      najlepiej więc, żeby przy porodzie byl mąż czy partner, który jeśli będzie
                      potrzeba zainterweniuje - bo wiadomo, rodząc ma sie ograniczone możliwości.
                      • elutek.ch Re: Najlepiej rodzić z mężem 01.02.07, 21:49
                        popieram w 100%
    • hera21 Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 02.02.07, 15:30
      Ja rodziłam 20 stycznia i był to poród rodzinny. Wspominam go bardzo dobrze choć trwał aż 19 godzin, z czego pół dnia przesiedziałam sobie w sali na nic nie robieniu bo nie było decyzji o podaniu mi środka na wywołanie porodu (wcześniej mi wody odeszły i brak było skurczy). Ale i tak było fajnie gdyby nie ten ból:) Położna się nawet spytała czy chronić krocze, ale i tak trzeba było naciąć bo mały miał szyjkę owiniętą pępowiną. Było też sporo momentów śmiesznych kiedy można było się pośmiaC i rozładować czekanie i nawet sam poród. Moim zdaniem dobra atmosfera zależy od personelu ,a poznałam personel dwóch zmian i na obóch był fajny i życzliwy.
      Zyczę powodzenia i takiego porodu jak ja miałam oraz aby dzidzia urodziła się zdrowa bo to jest najważniejsze. Pozdrawiam:)))
    • padomagala Re: rodzić w Mińsku? - aktualne dane 05.02.07, 22:59
      Rodziłam w Mińsku w wakacje. Polecam. Byłam w szpitalu przez tydzień, na
      odziale najpierw ginekologicznym a potem na oddziale położniczym. Opieka
      wszędzie była bardzo dobra. Położne są tak miłe i przyjazne, że ma się wrażenie
      jakby chciały urodzić za Ciebie hehehe. Lekarze też są bardzo zainteresowani
      pacjentką. A opieka po porodzie nad matką i dzieckiem fantastyczna. I wszystko
      bez żadnych "dodatkowych kosztów". Mąż mógł odwiedzać mnie o każdej porze dnia
      i nocy. A lekarz prowadzący sam go zaczepiał na korytarzu żeby porozmawiać na
      temat porodu. Dodam, że preferują poród naturalny i robią wszystko co w ich
      mocy by się udało. Jednak gdy jest konieczność cięcia to podejmują decyzję
      bardzo szybko. Przynajmniej ja tak trafiłam. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka