nikaraguata
14.07.10, 11:54
Zastanawia mnie ostatnio jedna rzecz - więc piszę i pytam. Po jakim upływie czasu (i czy w ogóle) mieszkania za granicą i używania języka obcego na co dzień, język ten staje się drugim językiem własnym? Nie chodzi mi o to, po jakim czasie da się mieszkając za granicą - nauczyć biegle języka obcego, chodzi mi o moment, w którym ten język przestaje być kodem, który może i da się rozszyfrować, ale mimo to pozostaje czymś nienaturalnym, ukrytym.
Zastanawiam się nad tym, ciekawa jestem, czy możliwa jest (i po jakim czasie) sytuacja, w której język obcy przejmuje funkcje języka ojczystego.
Dla mnie właściwie język polski nie jest językiem - jest sposobem, w który istnieją wszystkie otaczające mnie rzeczy. Znam dość dobrze angielski i hiszpański, w obu tych językach mogę sobie czytać książki, ale taki sposób lektury - nawet gdy nie natrafiam na żadne słowo, którego polskiego znaczenia bym nie znała - jest dla mnie zawsze odrobinę bardziej męczący, czasami właśnie przypomina mi odcyfrowywanie, czasami pocieranie tekstu paznokciem, jakby zdrapywało się zdrapkę, żeby dowiedzieć się, co jest pod spodem. Choćbym nie wiem jak świetnie znała język, kluczenie w nim przypomina odrobinę kluczenie w sterylnym, a więc pozbawionym zapachu, charakteru laboratorium. W polskim języku każde słowo ma określony ciężar, kolor, smak, zapach, za każdym niemal stoi jakiś obraz.
Czy kiedy się długo mieszka za granicą i kiedy się dużo w obcym języku przeżyje, kiedy już się go używa tak długo i często, że sam staje się pachnący i swojski, czy może do końca zostaje gdzieś w człowieku ten nawyk odkodowywania i zakodowywania?
Ciekawią mnie zwłaszcza odpowiedzi osób, które mieszkają za granicą 20-30 i więcej lat, a które wyjeżdżając nie były małymi dziećmi.
Pamiętam napis wiszący nad tablicą w pracowni języka polskiego: że człowiek z ojczystą mową zrasta się ciaśniej niż drzewo z ziemią, w ojczystej mowie może tylko myśleć i marzyć.
No i z drugiej strony pamiętam mojego wujka, który wyjechał z Polski mając około 20 lat, który spędził resztę życia w Niemczech, który rzadko do Polski wracał i rzadko miał okazję mówić po polsku - on przyznawał, że trudno mu się już po polsku rozmawia, bo nie rozumie od razu i musi sobie przetłumaczyć na niemiecki.